Kultura

Jak na scenie rodziły się muzyczne gwiazdy

Ewa Demarczyk, Wojciech Młynarski, Agnieszka Osiecka, Bohdan Łazuka, Jonasz Kofta, Czesław Niemen, Urszula Dudziak – te nazwiska 50 lat temu rozświetliły opolską scenę muzyczną i zmieniły muzyczny krajobraz Polski nie do poznania. I KFPP w Opolu był wielkim wstrząsem i opozycją dla sopockiego festiwalu, gdzie bywały przecież gwiazdy światowego formatu. Na południu postawiono więc na świeżą krew i młodzieńczy bunt Polaków. Na zachodzie z kolei odkrywano na nowo piosenkę rosyjską, a w Kołobrzegu – żołnierską. Nie da się ukryć – to był czas, kiedy na oczach milionów rodziły się prawdziwe gwiazdy! Przedstawiamy historię największych polskich festiwali w pigułce...

Nie da się ukryć, że to właśnie w Opolu (i to tylko podczas dwóch pierwszych edycji!) rodziły się największe gwiazdy polskiej estrady i największe przeboje.

Czesław Niemen (wtedy jeszcze Wydrzycki) po raz pierwszy zaśpiewał „Pod papugami”, Kasia Sobczyk i Niebiesko-Czarni wypromowali przebój „O mnie się nie martw”, Ewie Demarczyk przyszło zaśpiewać „Karuzelę z madonnami”, a Jarosław Abramow-Newerly i Agnieszka Osiecka zauroczyli widzów „Piosenką o okularnikach”.

Przez kolejną dekadę to właśnie na deskach opolskiej sceny usłyszeliśmy m.in. „W siną dal”, „Dziwny jest ten świat”, „Jesteśmy na wczasach”, „Trzynastego”, „Takie ładne oczy”, „Znamy się tylko z widzenia”, „Mówiły mu”, „Zegarmistrz światła”, „Bo z dziewczynami” czy „Małgośkę”.

Festiwal opolski, który obchodzi właśnie swoje okrągłe, pięćdziesiąte urodziny, stał się zatem największą polską kuźnią przebojów i młodych talentów. Od samego jego początku pojawienie się kogoś w opolskim amfiteatrze było – w minionej już epoce – urzeczywistnieniem przeniesionego na polskie, peerelowskie realia „american dream”.
Pierwsze edycje festiwalu były odkrywcze – nie tylko na polu muzycznym, ale i.... kulinarnym. I chociaż dziś wydawać się to może śmiesznie, to właśnie na słynnych opolskich afterparty pojawiały się coraz to nowe egzotyczne dla Polaków przekąski i dania, m.in. pieczarki z patelni, bułgarskie pomidory czy zrazy à la Łazuka. Była to niepowtarzalna okazja do „spróbowania Zachodu i Południa” w czasie, gdy na polskich ulicach wiało Wschodem. Życie nocne opolskich artystów koncentrowało się przede wszystkim w barze „Pod pająkiem”, a kiedy przychodziła pora zamknięcia lokalu, bohema szła na dworzec kolejowy, gdzie wspólnie z fanami pijała piwo, kawę, jadła jajecznicę.

„Festiwalu nie będzie”

„Opole jest idealną rezydencją dla piosenki, bo samo – z kanałem przecinającym je wzdłuż, ze ślicznymi mostkami, z wierzbami płaczącymi, ze starymi uliczkami i ładnym, nowym śródmieściem – ma w sobie coś z nastroju ballady” – pisał w swojej książce „Festiwale opolskie” (wyd. Instytut Wydawniczy Nasza Księgarnia, 1971 r.) jeden z pomysłodawców imprezy, dziennikarz Jerzy Grygolunas. Kiedy w lutym 1963 r., wraz z kolegą po fachu Mateuszem Święcickim, przyjechał do amfiteatru, na widowni nie było nawet ławek, nie wspominając już o scenie czy garderobach. „Nie ma amfiteatru, nie będzie festiwalu” – powiedział wtedy Grygolunas.

Do 19 czerwca 1963 r. władzom miasta udało się jednak zbudować obiekt, którego pierwowzór, podpatrzony przez ówczesnego burmistrza Opola Karola Musioła, istniał już w stolicy Węgier – Budapeszcie. Budowę i organizację placu za dzisiejszym gmachem opolskich włodarzy ułatwiał dodatkowo fakt, że o kolorowej telewizji i kilkunastokamerowej realizacji obrazu jeszcze nikt wtedy nie słyszał. Zarówno scenografia, jak i wystrój amfiteatru były bardzo ubogie, wręcz ascetyczne (dziś modne, bo minimalistyczne). Przez wiele lat nad sceną nie było również dachu, przez co niejednokrotnie występujący i prowadzący mokli w strugach deszczu. Tylko ci bardziej „ustawieni” załatwiali sobie „panów od parasoli”.

Stwierdzenie, że na tzw. backstage’u działo się więcej, niż na scenie głównej, byłoby stwierdzeniem przesadzonym, ale w kuluarach miały miejsce wydarzenia co najmniej równie interesujące i zatrważające, jak i często – z dzisiejszej perspektywy – po prostu śmieszne. Znaczna część edycji opolskiego festiwalu okupiona była bowiem ingerencją aparatu partyjnego, który uwielbiał zabierać głos w sprawie repertuaru, tekstów kabareciarzy, a nawet w kuchni.
Kaczka na ratunek kabareciarzom

Niemały problem mieli również kabareciarze, którzy w tym samym roku przemycili do scenariusza dialogi mrożące krew w żyłach cenzorów. Zmroziły ją tak bardzo, że po jednym z występów do artystów podszedł ze srogą i wiele mówiącą miną ówczesny wiceminister kultury, zastępca ministra Stanisława Wrońskiego z PZPR. I gdyby nie kaczka, która leżała na stole i czekała na spożycie, nie wiadomo, jak skończyłby się ten dzień dla artystów.

Co ciekawe, sam opolski kabareton stworzył i nadał mu nazwę właśnie „kabaretonu” satyryk Jacek Fedorowicz, legendarny już dziś prowadzący satyryczny „Dziennik Telewizyjny”. Jak mówił, festiwal już po kilku pierwszych edycjach stał się tworem, z którym sam na początku chciał walczyć. Słowa te potwierdza wiele osób, które pracowały przy I KFPP – pierwsza edycja była prawdziwą eksplozją młodych talentów, więc program imprezy obfitował we wszystko, co najlepsze. Z roku na rok było jednak coraz trudniej zaskakiwać i bawić widza na tym samym poziomie. Dlatego też wiele osób, które tworzyło pierwszy festiwal w Opolu, odeszło od jego produkcji po zaledwie kilku latach.
W 1977 r. Telewizja Polska po raz pierwszy zorganizowała festiwal w całości. Data ta zapoczątkowała nowy okres dla opolskiego amfiteatru, który przeszedł remont i został dostosowany do wymogów produkcji telewizyjnej. To właśnie wtedy po raz pierwszy jury oceniało wykonawców „na żywo”. Każda kolejna edycja festiwalu przynosiła zmiany.

Rewolucja trwa do dziś. Począwszy od pierwszego koncertu, rejestrowanego przez kilka czarno-białych kamer, do tegorocznego 50. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu – realizowanego w jakości High Definition, transmitowanego w internecie oraz w kanale TVP1 HD, dostępnym bezpłatnie na prawie całym obszarze kraju w technologii cyfrowej telewizji naziemnej ( Jubileuszowy Festiwal będzie emitowany też na żywo na antenach Telewizji Polskiej: TVP1 i TVP Polonia. Dodatkowo nowy kanał tematyczny TVP Rozrywka będzie powtarzał wszystkie koncerty w dniu premiery – po zakończeniu emisji w Jedynce oraz następnego dnia przed premierą w TVP1 kolejnych koncertów).

Trudno sobie wyobrazić, jak rozwinie się technologia za kilka, kilkanaście lat i w jaki sposób będziemy oglądać np. setną edycję opolskiej imprezy.
Zachód w Sopocie

Festiwal w Sopocie – starszy od tego w Opolu o dwa lata – stworzył z kolei Władysław Szpilman, legendarny „Pianista Warszawy”. Od początku organizatorzy stawiali przede wszystkim na gwiazdy muzyki zagranicznej, mocno ograniczając w nim udział polskich artystów (właśnie dlatego powstał festiwal opolski).

W 1977 r., kiedy Telewizja Polska postanowiła uczynić z festiwalu konkurencję dla Eurowizji, realizacja audiowizualna przeszła niewyobrażalnie ogromną (jak na tamte czasy) metamorfozę, wyznaczającą światowe standardy w kategorii czystości przekazu, walorów wizualnych, sztuki ekspozycji etc. Nagrody przyznawane na festiwalu podzielono na trzy kategorie: Grand Prix, Grand Prix du Disque (nagrody dla wykonawców zagranicznych) i Bursztynowy Słowik (dla rodzimych wykonawców). Festiwal podzielono na cztery wieczory: trzy pierwsze były zarezerwowane dla muzyki światowej, a jeden – dla polskiej.

Festiwal Interwizji, bo tak roboczo nazwano sopocką imprezę, przyciągał wówczas gwiazdy największego formatu, m.in. Karela Gotta, Helenę Vondráčkovą, Drupiego, Ałłę Pugaczową, Demisa Roussos, Charlesa Aznavoura, Bonnie Tylor, Johnny’ego Casha, Sabrinę, Dannii Minogue, Boney M.

To właśnie Boney M. w 1979 r. wywołał największe kontrowersje w historii całego festiwalu – transmisja telewizyjna występu niemieckiego zespołu, który wykonał zakazaną w Polsce piosenkę „Rasputin”, miała zostać przesunięta na kolejny dzień, lecz ostatecznie ją wycięto. Powód: tekst utworu godził w godność sojuszu ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Sojusz z ZSRR kilkakrotnie stanął ością w gardle organizatorom festiwali zarówno w Sopocie, jak i w Opolu. Opera Leśna zamilkła aż na trzy lata (1981-83), a w opolskim amfiteatrze przy ul. Piastowskiej było cicho w 1982 r. (w grudniu 1981 r. wprowadzono stan wojenny). Wszyscy myśleli wtedy, że polska piosenka została definitywnie zabita.

Od 1994 r. całościową organizacją imprezy w Operze Leśnej zajęła się Telewizja Polska, i to wtedy do naszego kraju przyjechały gwiazdy naprawdę wielkiego, światowego formatu, jak m.in. Chuck Berry, Annie Lennox, The Kelly Family, Vaya Con Dios, La Bouche, Alexia, Secret Garden, Alphaville, Chris Rea, Ace of Base, Era, Lionel Richie, Bryan Adams, Lou Bega, Garou, Björk, Ricky Martin, Patricia Kaas, Kate Ryan czy In-Grid.



Sopocki festiwal to jednak nie tylko muzyka zagraniczna. Przebojami wczesnych edycji imprezy stały się m.in. „Embarras” (wyk. Irena Santor), „Tak mi z tym źle” (wyk. Anna German), „Grand Valse Brillante” (wyk. Ewa Demarczyk), „Powrócisz tu” (wyk. Irena Santor), „Do zakochania jeden krok” (wyk. Andrzej Dąbrowski), „Staruszek świat” i „Tyle słońca w całym mieście” (wyk. Anna Jantar), czy też „Nie spoczniemy" (wyk. Czerwone Gitary). W późniejszych latach na leśnej scenie pojawili się m.in. Zbigniew Wodecki, Czesław Niemiec, Izabela Trojanowska, Mieczysław Szcześniak, Lora Szafran, Michał Bajor, Varius Manx i Kasia Kowalska. Sopot zapisał się jednak w świadomości widzów jako festiwal muzyki zagranicznej. Mimo wielokrotnej zmiany formatów imprezy, to właśnie muzyka światowa stanowi do dziś główny pion widowiska.

Telewizja Polska straciła prawa do organizacji festiwalu w 2004 roku. Realizacją kolejnych edycji zajęli się komercyjni nadawcy telewizyjni.
Muzyczna przyjaźń polsko-radziecka

W Zielonej Górze Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej w 1965 r. zorganizowało z kolei Festiwal Piosenki Radzieckiej (później – we współpracy z Ministerstwem Kultury i Sztuki). Aby zdobyć złoty, srebrny bądź brązowy Samowar (nagrody w festiwalu), najpierw trzeba było pokonać liczną konkurencję w ogólnopolskich eliminacjach.

Na zielonogórskiej scenie śpiewali m.in. Irena Jarocka, Anna German, Zdzisława Sośnicka, Krzysztof Krawczyk, Mieczysław Fogg, zespół Dwa plus jeden, Urszula Sipińska czy Łucja Prus.

Co ciekawe, podobny festiwal z piosenkami w języku polskim organizowała w Witebsku strona radziecka. To właśnie tam w 1994 r. swój pierwszy zagraniczny występ dała Anna Maria Jopek.

Kres pierwszego rozdziału historii zielonogórskiego festiwalu przyszedł z końcem lat 80. Do tradycji śpiewania rosyjskich piosenek w Lubuskim wrócono dopiero w 2008 r., kiedy Telewizja Polska rozpoczęła współpracę z włodarzami Zielonej Góry. Płomień nadziei i determinację wykrzesał w organizatorach sam szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow, który zaproponował swojej polskiej odpowiedniczce Annie Fotydze powrót do tradycji festiwalu.

Trzy lata temu swoją obecnością festiwal zaszczycili popularni na Wschodzie Dima Bilan, Fabrika, Zwieri oraz Valeria. Złote Samowary w najnowszej odsłonie festiwalu trafiały jednak zawsze w ręce Polaków: Sebastiana Plewińskiego, Agnieszki Konarskiej, Anny Dereszowskiej, Krzysztofa Respondka i grupy Volver (odpowiednio w latach 2008-12).



Ostatni Festiwal Piosenki Rosyjskiej odbył się w 2013 roku.
„Myśmy są wojsko”

W 1967 r. Połczyn-Zdrój stał się mekką fanów muzyki żołnierskiej. Przynajmniej tak się wydawało na początku. Bo kiedy Główny Zarząd Polityczny Ludowego Wojska Polskiego oficjalnie ustanowił Festiwal Piosenki Żołnierskiej, nikt nie wiedział, że impreza stanie się w ciągu kilku lat wizytówką Kołobrzegu.

Stanisław Mikulski (słynny filmowy Hans Kloss) i Maria Wróblewska byli, poza nielicznymi wyjątkami, stałą parą konferansjerów festiwalu. Na scenę mieli okazję zapraszać m.in. Annę German, Jacka Labudę, Sławę Przybylską, Marylę Rodowicz, Annę Jantar, Halinę Frąckowiak oraz zespoły Skaldowie, Trubadurzy, ABC, Dwa plus jeden i Czerwono-Czarnych. To właśnie na kołobrzeskiej scenie swoją karierę rozpoczęła m.in. Małgorzata Ostrowska czy Krystyna Giżowska.

Głównymi nagrodami były złote, srebrne i brązowe Pierścienie. Mimo dużej popularności festiwalu, na początku lat 90. postanowiono go zawiesić.

Szczęśliwa pięćdziesiątka

Opolski festiwal szczęśliwie doczekał swojej pięćdziesiątki i... ma się dobrze. Jubileuszowa edycja to trzy dni wspaniałej zabawy i wspomnień, zarówno dla widowni w opolskim amfiteatrze, jak i widzów Telewizji Polskiej. Z tej okazji przygotowano m.in. wyjątkowe koncerty konkursowe: Sing Sing – SuperDebiuty z Marylą!, SuperJedynki i SuperPremiery, a także specjalny wieczór kabaretowy.

Zwieńczeniem festiwalu będzie „Opole! Kocham Cię! – Gala Jubileuszowa”, w której usłyszymy wielkie opolskie przeboje w wykonaniu największych gwiazd polskiej sceny – m.in. Maryli Rodowicz, Kayah, Jerzego Połomskiego, Golec uOrkiestry, Alicji Majewskiej, Natalii Kukulskiej, Stana Borysa, Haliny Frąckowiak, Zbigniewa Wodeckiego, Krystyny Prońko, Grzegorza Turnaua, Ani Rusowicz, Renaty Przemyk, Krzysztofa Kiljańskiego, Haliny Mlynkovej i Rafała Brzozowskiego, Zespołu Kombii oraz Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny.

Podczas pisania tekstu korzystałem z książki „Festiwale opolskie” (wyd. Nasza Księgarnia, 1971), filmu dokumentalnego „Historia festiwali opolskich” (prod. TVP, 1993), zasobów archiwalnych Telewizji Polskiej oraz ogólnie dostępnych źródeł. Materiały wideo na licencji TVP oraz YouTube.com
odc. 40
Zdjęcie główne: fot. Archiwum Telewizji Polskiej
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Rokossowski na Kasztance. Co ze sztuki II RP przejęła PRL
Dawne animozje między artystami wróciły po 1945 roku, stanowiąc zarówno trampolinę dla późniejszych karier, jak i niekiedy przyczynę ich blokady.
Kultura Poprzednie wydanie
Żelazna kurtyna z betonu. Gorący towar i gorzkie przemyślenia
Noc z 9 na 10 listopada 30 lat temu. Wiedzą państwo, co to za rocznica? Niektórzy epokowe wydarzenie po prostu przespali.
Kultura Poprzednie wydanie
Nie dałoby się jej kupić za żadne sumy. Pani od El Greca
Nie skarżyła się na niegodziwości, których doświadczyła. Poczynając od największych przykrości, których nie oszczędzono jej i Hannie Sygietyńskiej, podając w wątpliwość wartość ich odkrycia.
Kultura Poprzednie wydanie
Był jak trędowaty. Nie chciano go ani słuchać, ani widzieć
Gustaw Herling-Grudziński, autor „Innego świata” zawinił wobec komunizmu, zachodnich, lewicowych intelektualistów, a także wobec środowiska „Gazety Wyborczej”.
Kultura wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Doczka
Jesienne opowiadanie Wojciecha Chmielewskiego.