Po godzinach

Wielka gra w teleturniejach TVP

„A teraz Magda odsłoni cztery litery” – m.in. ta wypowiedź prowadzącego „Koło Fortuny” Wojciecha Pijanowskiego weszła do życia codziennego Polaków. Podobnie, jak żarty Karola Strasburgera z „Familiady”, charakterystyczne gesty Kazimierza Kaczora z „Va banque” i elegancki humor Stanisławy Ryster z „Wielkiej Gry”.

Teleturnieje to forma programu telewizyjnego stara niemal tak, jak sama telewizja. O tym, jak trudne były początki, niech świadczy fakt, że jeszcze w latach 80. na antenie TVP emitowano takie teleturnieje, jak „Gęś”. Gra polegała na tym, że na podłodze studia narysowana była plansza, po której chodzili gracze. Zwycięzca dostawał w prezencie żywą gęś.

Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Teleturnieje emitowane przez Telewizję Polską od lat wpływają na życie Polaków i wyznaczają standardy, dotyczące realizacji programów tego typu.

„Wielka Gra” w obdrapanych kabinach

W październiku Telewizja Polska będzie obchodzić 60-lecie swojego istnienia. Okazuje się, że niewiele młodsza jest historia teleturniejów TVP. Już w latach 50. telewizja emitowała „Krzyżówkę z papugą” oraz „Kółko i krzyżyk” i „Bitwę Morską”, wzorowane na popularnych grach towarzyskich. W historii telewizyjnych teleturniejów naprawdę warta odnotowania jest jednak inna data – rok 1962. To wtedy po cichu zadebiutowała „Wielka Gra”, najdłużej emitowany polski teleturniej, który na antenach TVP gościł aż 44 lata.

„Wielka gra” zadebiutowała w 1962 roku. Prowadził ją Ryszard Serafinowicz, a uczestnicy siedzieli w specjalnych kabinach (Fot. TVP)

W samym środku epoki gomułkowskiej nic wskazywało na to, że ten teleturniej odniesie tak wielki sukces. Rozgrywki prowadzono w surowo urządzonym studio telewizyjnym, a odpowiadający zasiadali ze słuchawkami na uszach w obdrapanych kabinach. Nad przebiegiem czuwał popularny prezenter Ryszard Serafinowicz wraz ze swoją asystentką Joanną Rostocką.

Rewolucja nastała w połowie lat 70. Wtedy zmieniono konstrukcję scenariusza według pomysłu Wojciecha Pijanowskiego, telewizyjnego eksperta w dziedzinie teleturniejów. Ten niepozorny mężczyzna z wąsem odziedziczył zainteresowanie teleturniejami po ojcu, prawdziwym hobbyście, który zbierał gry planszowe tak, jak inni zbierali znaczki. Obydwaj Pijanowscy prezentowali zresztą gry najmłodszym telewidzom w „Teleranku”.

– Wicedyrektor Programu Drugiego Eugeniusz Pach powiedział mi, że nie podoba mu już się „Wielka Gra”. Wprowadziłem koło z losowymi stawkami, a w finale koperty do wyboru – wspomina w rozmowie z tvp.info Wojciech Pijanowski.

Walka filatelistów o znaczki

W tym okresie w fotelu prowadzącej teleturnieju zasiadła Stanisława Ryster, młoda prawniczka, która trafiła do telewizji po konkursie na pogodynkę. W „Wielkiej Grze” robiła niemal wszystko. Nie tylko prowadziła teleturniej, ale też zamawiała pytania, omawiała je z ekspertami, a nawet kopertowała.

W „Wielkiej Grze” można było odpowiadać z tak specjalistycznych tematów, jak „Tomasz Mann. Życie i twórczość” albo „Wielkie podboje Turków osmańskich”. Stanisława Ryster, sama obdarzona imponującą wiedzą, samodzielnie klasyfikowała pytania. Uznawała, że jeśli na któreś z nich potrafi odpowiedzieć sama, może ono znaleźć się nie dalej niż w pierwszej, najłatwiejszej rundzie.

Na „Wielkiej Grze” historia teleturniejów TVP się jednak nie kończy. W latach 70. na antenie ukazywały się też inne teleturnieje, w tym monumentalny „Turniej miast”. W każdym z odcinków mieszkańcy dwóch, zazwyczaj niezbyt dużych miejscowości rywalizowali ze sobą w różnych konkurencjach, promując przy tym wyroby sztuki ludowej.

Teleturnieje były też elementem legendarnego Studia 2, pierwszego wielogodzinnego bloku w historii polskiej telewizji. To tam ukazywała się wspominana „Gęś”, a także m.in. „Kolekcjonerzy”. W tej audycji rywalizowali ze sobą pasjonaci różnych dziedzin. Przykładowo w pojedynku filatelistów stawką był rzadki egzemplarz znaczka pocztowego. W innym z teleturniejów „Kto z nim wygra?” amatorzy zainteresowani daną dziedziną rywalizowali z utytułowanymi ekspertami.

– Nagranie pierwszego odcinka trwało 12 godzin. Koło nie chciało się zatrzymać i psuł się komputer. Potem jednak doszliśmy do wprawy – opowiada Wojciech Pijanowski.

Tony węgla dla zwycięzcy

Jednak prawdziwy szał z teleturniejami w tle rozpoczął już po upadku PRL, pod koniec 1992 roku, gdy na antenie TVP2 zadebiutowało „Koło Fortuny”. Ten teleturniej jako pierwszy w polskiej telewizji zrealizowano na zagranicznej licencji. Pomysłodawcą sprowadzenia formatu do Polski był Wojciech Pijanowski, który objął honory gospodarza programu.

– „Koło Fortuny” zobaczyłem w amerykańskiej telewizji podczas wizyty w Los Angeles. Załatwianie formalności licencyjnych zajęło półtora roku – opowiada Wojciech Pijanowski. – Nagranie pierwszego odcinka trwało 12 godzin. Koło nie chciało się zatrzymać i psuł się komputer. Potem jednak doszliśmy do wprawy – dodaje.

„Koło Fortuny” zadebiutowało w najlepszym z możliwych okresów, na starcie polskiego kapitalizmu. W tamtym czasie reklama w telewizji mogła zdziałać cuda, więc program nie mógł narzekać na brak sponsorów, fundujących nagrody, które trafiały do słynnego „sklepu Koła Fortuny”. – Jedna z kopalń ufundowała trzy tony węgla. Były wygraną w jednym z charytatywnych odcinków i trafiły do domu dziecka na Mazurach. Inna z firm zaoferowała tysiąc puszek oleju samochodowego, jednak jej odmówiliśmy – opowiada Wojciech Pijanowski.

W czasie emisji „Koła Fortuny” wyludniały się ulice. Również za sprawą asystentki Wojciecha Pijanowskiego Magdy Masny. Nie tylko odkrywała litery na tablicy, składające się na hasło, ale też prezentowała nagrody i reagowała na tak nietypowe prośby, jak „Magda, pocałuj pana”.

Szybko wokół „Koła Fortuny” zaczęły powstawać teorie spiskowe. W Polskę poszła plotka, że gospodarz teleturnieju niektórym z uczestników ujawnia przed programem odpowiedzi. Zresztą Wojciech Pijanowski umiejętnie podsycał te pogłoski. – W jednym z odcinków wystąpił mężczyzna o nazwisku Pijanowski. Żartem powiedziałem, że to mój kuzyn z Lublina, z którym umówiliśmy się, że dzisiaj wygra. Facet zaczął wygrywać. Pomyślałem, że będzie z tego ładna awantura. Na szczęście trafił na pole „bankrut” – opowiada Wojciech Pijanowski.

Szalone lata 90.

Na początku lat 90. zadebiutowały również inne teleturnieje, które nadawane były później przez wiele lat. Niektóre z nich miały nietypowy charakter. Przykładowo „Randka w ciemno”, prowadzona przez niezapomnianego Jacka Kawalca (później zastąpił go Tomasz Kammel), miała na celu swatanie par. Program służył też promocji turystyki. Zwycięzcy jeździli na wycieczki, a później, siedząc z prezenterem na specjalnej kanapie, pokazywali slajdy z zagranicznych kurortów.

Sporą popularnością cieszył się też „Czar Par”, w którym rywalizowały ze sobą młode małżeństwa. Program przyniósł ogromną popularność prezenterowi Krzysztofowi Ibiszowi. Autorka teleturnieju Bożena Walter poznała go przypadkowo podczas kursu języka angielskiego.

Gdy w konkurencyjnych stacjach karierę zaczęły robić quizy, w których wygrana zależała wyłącznie od szczęścia, Telewizja Polska postawiła na teleturnieje dla osób posiadających szeroką wiedzę. Popularność zaczął zyskiwać „Jeden z dziesięciu”, prowadzony przez Tadeusza Sznuka, prezentera, który zasłynął w „Turnieju Miast” i Studio 2. Strzałem w dziesiątkę okazały się też „Miliard w rozumie” Janusza Weissa, którego zasady opracowano w wydawnictwie naukowym PWN, oraz „Va banque”, prowadzony przez popularnego aktora Kazimierza Kaczora.

– Zanim zacząłem prowadzić ten teleturniej, dobrze go już znałem. Chętnie oglądałem go podczas mojego pobytu w USA. Nazywa się „Jeopardy!” i należy tam do najpopularniejszych quizów – wspomina Kazimierz Kaczor. – Tamtejszy prezenter prowadzi teleturniej od ponad 30 lat i ma prawo czuć się gwiazdą. Ja postanowiłem jednak wykreować nowy styl prowadzenia programu. Robiłem wiele, by rozluźnić graczy. Starałem się też nadać programowi odpowiednie tempo, dzięki czemu m.in. szybciej rosła pula wygranych – dodaje.

„Jaka to melodia?” ukazuje się od 1997 roku (Fot. TVP/Jan Bogacz)

Teleturniejowy sposób na życie

Niektóre z teleturniejów, które zadebiutowały w latach 90., ukazują się do dziś, a ich prezenterzy przyznają, że prowadzenie tych programów działa na nich jak narkotyk. – Program nagrywamy w sesjach tygodniowych. Ósmego dnia mam ochotę polecieć w kosmos. Jednak po dwóch, trzech tygodniach nie mogę doczekać się kolejnej sesji – mówił w jednym z wywiadów Robert Janowski, gospodarz nadawanego od 1997 roku teleturnieju „Jaka to melodia”.

– Wszyscy członkowie ekipy bardzo się lubią. Gdy po nagraniu całej serii odcinków żegnamy się na miesiąc, towarzyszy temu sporo emocji – mówi z kolei Karol Strasburger z „Familiady”, która niedawno obchodziła swoje 18 urodziny.

Teleturnieje działają jak narkotyk nie tylko dla prowadzących, ale też dla niektórych uczestników, którzy ze startu w programach uczynili swój sposób na życie. Przed laty głośno było Zygmuncie Krawczuku, motorniczym z Krakowa. Mieszkał w hotelu robotniczym, a swój pokój o powierzchni siedmiu metrów kwadratowych w całości wypełnił książkami. Trzykrotnie wygrywał w „Va banque” i siedmiokrotnie w „Wielkiej grze”. Niemal wszystkie wygrane przeznaczał na książki.

O innym ze słynnych graczy Marku Krukowskim z Rakowca koło Kwidzyna powstało kilka filmów dokumentalnych. Z wykształcenia jest filozofem i filologiem. Wygrał około 40 teleturniejów, w tym po kilkanaście razy „Wielką grę” i Miliard w rozumie”. Niemal dziesięć razy tryumfował w „Va banque”.

– Zawsze mówiłam, że środowiskiem uczestników „Wielkiej Gry” powinni zająć się socjolodzy. Ich uczciwość, brak zawiści i chęć pomagania sobie były nieprawdopodobne – mówi Stanisława Ryster.

W studio jak w rodzinie

Dzięki udziałowi w teleturniejach TVP zawiązało się kilka małżeństw, a wielu uczestników start w programie zmotywował do zmiany swojego życia. – Ostatnio zadzwonił do mnie zawodnik sprzed lat. Kiedyś nakrzyczałam na niego, że tyle wie, a nie chce mu się studiować. A on mówi, że już zrobił doktorat i będzie się habilitować – opowiada Stanisława Ryster. – Drugi zawodnik, wyśmienity ze starożytności, jeździł karetką pogotowia. Ja mówiłam mu: pan będzie całe życie kierowcą. Skończył studia jako w pełni dorosły mężczyzna. Został prawnikiem – dodaje. <

Gdy w 2006 roku „Wielka Gra” została zdjęta z anteny, byli gracze związali stowarzyszenie. Z kilkunastoma z nich Stanisława Ryster utrzymuje kontakty do dziś. – Zawsze mówiłam, że środowiskiem uczestników „Wielkiej Gry” powinni zająć się socjolodzy. Ich uczciwość, brak zawiści i chęć pomagania sobie były nieprawdopodobne. Być może powodem jest to, że w „Wielkiej Grze” prawdziwym przeciwnikiem była wiedza, a nie drugi uczestnik – mówi Stanisława Ryster.

Świetnie zintegrowane jest też środowisko byłych graczy „Miliarda w rozumie”. Kazimierz Kaczor podkreśla, że również jemu zdarzają się kontakty z byłymi uczestnikami „Va banque”. – Spotykam się z nimi, gdy z teatrem podróżuję po Polsce. Jakiś czas temu na spektakl przyjechał pewien gracz z Bytomia. Zaczęliśmy wspominać, jak to było, gdy wygrał 60 tysięcy złotych – opowiada.

Nazwę „familia” ma w sobie tylko teleturniej Karola Strasburgera. Jednak coś na wzór rodziny tworzą ze sobą twórcy i uczestnicy również innych teleturniejów TVP. Być może tym należy tłumaczyć fakt, że pomimo 60-letniej historii wciąż budzą one tyle emocji.

Wiktor Ferfecki

Zdjęcie główne: „Wielka Gra” była najdłużej emitowanym teleturniejem TVP (Fot. TVP)
Zobacz więcej
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„To była zabawa w śmierć i życie”. Od ćpuna po mistrza świata
Historię Jerzego Górskiego opowiada film „Najlepszy” oraz książka o tym samym tytule.
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„Geniusz kreatywności”. Polka obok gwiazd kina, muzyki i mody
Jej prace można podziwiać w muzeach w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
Zsyłka, ucieczka i samobójstwo. Tragiczne losy brata Piłsudskiego
Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Pierwszy Ułan II RP
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski skupia w sobie losy II RP.
Po godzinach wydanie 3.11.2017 – 10.11.2017
Kobiety – niewolnice, karły – rekwizyty. Szokujący„złoty wiek”
Służba była formą organizacji życia w tej epoce. Każdy kiedyś był sługą, nawet królewski syn.