Cywilizacja

Czy król Karol będzie płacił odszkodowania za kolonializm?

Współczesna Wielka Brytania nie może ponosić odpowiedzialności za to, co działo się w czasach imperium, podkreśla premier Rishi Sunak. To stanowisko podziela większość Brytyjczyków. Ale nie aktywiści z byłych kolonii. Z ich wyliczeń wynika, że Wielka Brytania powinna wypłacić swym dawnym koloniom 18,5 biliona funtów. Niektórzy podnoszą tę kwotę do 24 bilionów funtów.

„Całe zło, jakie miało tu miejsce w przeszłości, budzi we mnie wielki smutek i najgłębszy żal. Wobec Kenijczyków dopuszczono się aktów przemocy odrażających, nieusprawiedliwionych, niewybaczalnych. Dla mnie, gdy znów jestem w Kenii, jest ważne, bym sam mógł to lepiej pojąć” – tymi słowy król Karol na samym początku niedawnej wizyty w Kenii wyrażał żal z powodu okrucieństwa, z jakim brytyjskie władze kolonialne tłumiły w latach 50. XX wieku powstanie Mau Mau.

Karol III zasiada na tronie od ponad roku, sześć miesięcy temu został koronowany, za parę dni, 14 listopada, skończy 75 lat i właśnie wygłosił swą pierwszą mowę tronową w roli monarchy (robił to już, ale jako następca tronu w zastępstwie matki, Elżbiety II z uwagi na jej wiek i stan zdrowia). Pierwszy rok jego panowania był nad wyraz spokojny. Poważniejszych problemów przysparzał królowi głównie młodszy syn, książę Harry, który nie tylko wydał autobiografię, co przy jego statusie raczej nie przystoi, ale też nie oszczędzał rodziny. Nie wynikł jednak żaden poważny kryzys polityczny, a dwie wizyty zagraniczne – w Niemczech i we Francji – były bardzo udane.

Jeśli coś mogło być królowi nie w smak, to pewnie tylko zawarta w mowie tronowej zapowiedź dalszego wydobywania ropy naftowej na Morzu Północnym – bo Karol od zawsze był zaangażowany w sprawy ekologiczne. Ale nawet jeśli plany rządu przyjął z dezaprobatą, i tak oczywiście nie mógł dać jej wyrazu.

Niewolnicy z Karaibów

Na takim tle wizyta w Kenii, pierwsza w kraju Commonwealthu, ma specjalną wymowę. Daje przedsmak problemów i zarazem stanowi sygnał, że prędzej czy później monarchia brytyjska będzie musiała zmierzyć się z demonami przeszłości. Cóż z tego, że Karol wyraził żal z powodu przeszłych wydarzeń, skoro nie przeprosił i ani słowem nie wspomniał o odszkodowaniu? A tego właśnie oczekują mieszkańcy wielu dawnych kolonii.

Owym demonem okazuje się być brytyjskie imperium kolonialne, ściślej: sposób, w jaki w posiadłościach zamorskich poczynali sobie Brytyjczycy. Mieszkańcy kolonii nie bardzo chcą przyjąć do wiadomości powszechnie wysuwany argument, że kolonizatorzy, poza tym, że wykorzystywali kolonie, przynosili też zdobycze cywilizacyjne: drogi, koleje, sprawną administrację, oświatę, szpitale, europejską kulturę rolną, by wspomnieć tylko o najważniejszych. Oni dostrzegają zupełnie inne bolesne aspekty takie jak eksploatowanie przez Brytyjczyków miejscowych bogactw naturalnych, wywożenie skarbów kultury, tłumienie aspiracji niepodległościowych, wreszcie – last but not least, a teraz może już nawet first – korzystanie z pracy niewolników.

„W naszym kraju nieustannie jesteśmy w toku dyskusji, jak widzimy niewolnictwo, jak widzimy imperium, czy dostrzegamy, jak nas to wszystko ukształtowało, jak bardzo przyczyniło się do tego, że nasz naprawdę malutki kraj stał się jednym z najbogatszych i najpotężniejszych na świecie. A może obstajemy przy idei, że nauczyliśmy innych fair play i że budowaliśmy koleje?” – mówiła w programie CNN Kate Williams, profesor historii na uniwersytecie w Reading (cytat za „Newsweekiem”, wydanie amerykańskie).
„Niewolnicy na plantacji w Indiach Zachodnich” - jak wtedy nazywano wyspy leżące między Morzem Karaibskim a Oceanem Atlantyckim – rycina z 1849 roku zamieszczona w tygodniku ilustrowanym „The Illustrated London News”. Fot. Mary Evans Picture Librar / Forum
Praca niewolnicza była podstawą funkcjonowania plantacji zakładanych na Karaibach i w innych brytyjskich posiadłościach w Ameryce Południowej i Środkowej. Nie w Afryce, bo Afryka służyła jedynie jako źródło niewolników, wywożonych za morze między innymi na statkach brytyjskich handlarzy. Jednym z nich – ciekawostka – był niejaki James Penny z Liverpoolu, którego imieniem nazwano później jedną z ulic tego miasta. Najsłynniejszą – bo rozsławioną przez „Penny Lane”. Przebój Beatlesów opiewa nie ulicę Groszową, jak przez lata sądzono, lecz ulicę Penny’ego, handlarza niewolników, co zresztą w ostatnich latach stało się powodem kontrowersji...

Aspekt pracy niewolniczej, niegdyś pomijany, niepomiernie zyskał na znaczeniu, gdy na scenę polityczną parę lat temu wkroczył ruch Black Lives Matter. Ruch narodził się w Ameryce, ale kto wie, czy nie większe spustoszenie spowodował w Wielkiej Brytanii, gdzie zapoczątkował zdumiewający wręcz nurt rozliczeń z przeszłością. Zdumiewający – bo wszelkie zasługi dla kraju i społeczeństwa nikły w świetle faktu, że ich źródłem, w postaci majątku filantropów, była praca niewolników w koloniach. Okazało się, że żadne zasługi –fundowanie szpitali, zakładanie szkół, finansowanie uniwersytetów – nie są w stanie tego zrównoważyć.

Reparacje wykluczone

Co ma z tym wspólnego rodzina królewska? Wbrew pozorom ma, i to na wielu płaszczyznach – zdaniem tych, którzy formułują oskarżenia. Dochody z kolonii trafiały przecież, choćby pośrednio, również do królewskiego skarbca. Poza tym od kogo jak nie od monarchy, jako głowy i widomego symbolu państwa, mieszkańcy dawnych kolonii mogą domagać się przeprosin i zadeklarowania gotowości do zadośćuczynienia w wymiernej formie finansowej, nie tylko w słowach?

Brytyjczycy uważali ich za psychopatów. Rozprawa była bezwzględna

Żadna rewolta nie budziła takiego przerażenia jak Mau Mau.

zobacz więcej
Chodzi nie tylko o odszkodowanie za korzystanie z pracy niewolniczej, lecz również za wspomniane tłumienie dążeń do niepodległości – przypadek Kenii. Dziesięć lat temu władze brytyjskie zgodziły się wprawdzie wypłacić uczestnikom powstania Mau Mau i ich rodzinom – to w sumie ponad 5 tys. osób – odszkodowanie na łączną sumę 20 mln funtów, dzisiaj jednak uważa się to za gest dalece niewystarczający.

Za niewystarczające uznano także deklaracje, jakie i Karol, jeszcze jako książę Walii, i jego syn William, obecny następca tronu, nie raz i nie dwa wygłaszali podczas wizyt w dawnych koloniach i podczas spotkań państw Commonwealthu – Wspólnoty Narodów, skupiającej głównie, choć nie wyłącznie, dawne posiadłości brytyjskie. Obaj bardzo mocno podkreślają, że myśl o niewolnictwie i o „nieludzkich cierpieniach, jakich doświadczały tysiące ludzi”, napawa ich zgrozą. Dla licznych organizacji występujących w imieniu przeszłości – bo tak chyba należy to określić – jest to jednak o wiele za mało.

Problem polega jednak na tym, że ich oczekiwania są nierealne. Nie ma przy tym znaczenia, co na ten temat sądzi sam król i jego rodzina. Decyzja w tej sprawie należy do rządu i Karol, nawet gdyby osobiście był innego zdania (czy tak jest, oczywiście nie wiadomo), musi się jej podporządkować. Rząd zaś kategorycznie wyklucza przyznanie jakichkolwiek odszkodowań i wszelkie rozmowy na ten temat, nie widzi także możliwości zmiany polityki. Bo współczesna Wielka Brytania, jak podkreślił obecny premier Rishi Sunak, nie może ponosić odpowiedzialności za to, co działo się w czasach imperium.

To stanowisko podziela większość Brytyjczyków. Większość z nas, jak stwierdził Douglas Murray, dziennikarz renomowanego tygodnika „The Spectator”, jest zmęczona nieustannym wałkowaniem tematu odszkodowań. Ludzie mają dość ścigania się, kto bardziej dobitnie będzie ubolewać nad cierpieniami sprzed wieków.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Tylko najmłodsi widzą te sprawy inaczej. Ponad połowa ludzi młodych, w wieku 18-24 lat, czyli pokolenia Z, sądzi, że reparacje byłym koloniom się należą. Badania, jakie przeprowadził niedawno instytut YouGov, mogą być jednak obarczone sporym błędem, bo przeprowadzono je na bardzo małej próbie zaledwie 212 osób. Nie wiadomo także, czy i jaki był w niej odsetek ludzi o pochodzeniu, nazwijmy to, kolonialnym.

Żądania wobec Windsorów

Można byłoby sądzić, że stanowisko rządu brytyjskiego zamyka sprawę, odcinając dawnym koloniom drogą do wysuwania roszczeń. Nic bardziej mylnego.

Działacze z kolonii wpadli na pomysł, jak obejść odmowę: Można zrezygnować z dochodzenia reparacji od państwa brytyjskiego, a żądania skierować wprost do rodziny królewskiej. Bo przecież, jak dowodzą przedstawiciele organizacji, przodkowie króla Karola, bogacili się dzięki koloniom nie mniej niż angielscy przedsiębiorcy czy plantatorzy, nawet jeśli sami nie posiadali plantacji na Karaibach, nie wyłapywali mieszkańców Afryki i nie transportowali ich do Nowego Świata. Dlatego jest rzeczą słuszną, by odszkodowań domagać się wprost od rodziny Windsorów.

„Mamy nadzieję – mówił dziennikowi „Daily Telegraph” Arley Gill, prawnik, przewodniczący Komisji ds. Reparacji na Grenadzie – że król Karol przeanalizuje kwestię odszkodowań, złoży poważne oświadczenie, poczynając od przeprosin, i sięgnie po środki będące w posiadaniu rodziny królewskiej, by w kwestii reparacji zadośćuczynić sprawiedliwości. Nie mówimy, że powinien głodować on i jego rodzina, uważamy jednak, że należy zasiąść do stołu i przedyskutować, co da się zrobić”.
Pomnik na terenie dawnego targu niewolników w Stone Town na Zanzibarze. Fot. Sebnem Coskun / Anadolu Agency/ABACAPRESS.COM / Forum
Wiosną tego roku kilkanaście aktywnych na tym polu organizacji z różnych krajów skierowało do Karola list, w którym domagano się, by w dniu koronacji złożył on specjalne oświadczenie. Powinien potępić niewolnictwo i poczynania imperium, formalnie przeprosić i obiecać nie tylko odszkodowanie, ale także zwrot dzieł sztuki i wszelkich innych przedmiotów, które Brytyjczycy wywieźli z kolonii.

Co jednak ciekawe, okazuje się, że na przełomie XVIII i XIX wieku, gdy w Wielkiej Brytanii przybrał na sile ruch abolicjonistyczny, rodzina królewska była w tych sprawach podzielona nie mniej niż jej poddani. Abolicjonizm gorąco wspierał Wilhem Fryderyk, książę Gloucester, bratanek ówczesnego króla Jerzego III. Przyjaźnił się z przywódcami abolicjonistów, takimi jak William Wilberforce, i działał na rzecz zmian w prawie. Zwolennikami niewolnictwa byli natomiast królewscy synowie, zwłaszcza Wilhelm, książę Clarence, późniejszy król Wilhelm IV.

Sam Jerzy III, zdaniem badaczy, zajmował niejednoznaczne stanowisko: z jednej strony, z przyczyn moralnych, niewolnictwo potępiał, z drugiej jednak brał pod uwagę jego znaczenie dla gospodarki i dobrobytu kraju. Faktem jest jednak, że uchwaloną w 1807 roku ustawę zakazującą handlu niewolnikami na terenie imperium brytyjskiego, podpisał. Stanowiła ona krok przełomowy, choć nie ostateczny, bo kres niewolnictwu w imperium położyła dopiero ustawa z 1833 roku.

Pod groźbą detronizacji

Ile powinna wynieść łączna suma odszkodowań? Z raportu przygotowanego przez zespół prawników, historyków i ekonomistów, we współpracy z firmą konsultingową Brattle Group, wynika, że Wielka Brytania powinna wypłacić swym dawnym koloniom 18,5 biliona funtów. W obliczeniach wzięto pod uwagę przyrost bogactwa, jaki stał się udziałem Brytyjczyków dzięki posiadaniu kolonii, oszacowany na 10-20 procent. Kierujący zespołem Patrick Robinson z Jamajki, sędzia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze uważa jednak, że oceny te są mocno zaniżone. Dawnym brytyjskim koloniom należą się, jego zdaniem, reparacje w wysokości co najmniej 24 bilionów funtów.

Powinności finansowe Wielkiej Brytanii stanowią zresztą lwią część sumy odszkodowań, jakie, według autorów raportu, powinny wypłacić dawnym koloniom wszystkie dawne metropolie: Hiszpania, Portugalia, Holandia i inne. Wysokość łącznych reparacji robi wrażenie: to 87 bilionów funtów, czyli blisko 109 bilionów dolarów!

To oczywiście tylko wyliczenia, które w żadnym razie nie przekładają się na perspektywę wypłat, przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości. Nie myślą o tym ani rządy państw kolonialnych, ani rodziny królewskie. Latem tego roku holenderski król Wilhelm Aleksander wyszedł wprawdzie przed szereg, gorąco przepraszając za krzywdy, jakich doznały kolonie pod rządami Holandii, nie zadeklarował jednak niczego poza otwarciem archiwów i dokładnym zbadaniem, co się niegdyś w koloniach działo. W tym kierunku podąża też Wielka Brytania i rodzina Windsorów.

Królowi Karolowi grozi jednak jeszcze jedno: detronizacja w tych krajach Commonwealthu, w których monarcha brytyjski jest głową państwa. Takich państw jest, oprócz oczywiście Wielkiej Brytanii, czternaście. Cztery z nich już zapowiadają przeprowadzenie referendum w sprawie ustanowienia republiki. Australia i trzy państwa karaibskie: Jamajka, Belize i Antigua i Barbuda dołączyłyby zatem do Barbadosu, który jest republiką od dwóch lat.

Nie jest to jednak perspektywa ani szybka, ani też – zarówno dla rodziny Windsorów, jak całej Wielkiej Brytanii – specjalnie bolesna.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP 2023
Zdjęcie główne: Wizyta Karola III w Kenii, pierwsza w kraju Commonwealthu, ma specjalną wymowę. Na zdjęciu: spotkanie króla z młodymi ludźmi, podopiecznymi jego fundacji Prince's Trust International (PTI) w bibliotece w Nairobi. Fot. Ben Stansall / PA Images / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czerwona Diwa, która mówi jak AfD. Kto się boi Sahry Wagenknecht?
Jest niczym odwrócona Angela Merkel.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pochodzą z Niemiec, rozmawiają po rosyjsku, modlą się po polsku
Ich niemieckie nazwiska po 1941 stały się problemem – traktowani byli jak niewolnicy.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nie martw się, gdzie jest twoje dziecko, grunt, żeby było zdrowe
Wszystko może być pretekstem do odebrania dziecka: donos sąsiadów, zwykła sprzeczka rodziców czy choroba.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Postrach lewicy i ostatnia nadzieja Argentyńczyków
Pierwszy libertariański prezydent na świecie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Starszy lecz nie gorszy. Sekrety długowieczności
Wycofał się, gdy stuknęła mu 104. wiosenka.