Historia

Jak Duńczycy zatopili własną flotę

O 4.00 rozległ się tupot butów dowódcy, biegnącego po schodach, a potem znów zapanował spokój, ale tylko na chwilę. Usłyszano krzyk: „Sygnał z »Pedera Skrama«: »Zatopić!« i oficerowie pobiegli do sterówki. Dowódca nakazał uruchomić silniki i powiedział: „Spróbujemy uciec”.

W końcu sierpnia 1943 r. w samym środku okupowanej od trzech lat Kopenhagi rozległy się strzały. To Niemcy usiłowali przejąć okręty duńskiej marynarki wojennej, a Duńczycy uznali, że zamiast oddawać je wrogom, spróbują je zatopić. Po dramacie francuskiej floty w Tulonie w 1942 r. było to największe, spektakularne samozatopienie całej marynarki wojennej.

Ilu Niemców zginęło, atakując Danię w kwietniu 1940 r.? O to od lat toczą się spory. Oficjalnie miało to być zaledwie kilkunastu żołnierzy, nieoficjalnie – około dwustu (Niemcy nie byli skorzy do ujawniania tych danych). Dania broniła się bardzo krótko, bo też nie miała szans na stawienie oporu swemu potężnemu sąsiadowi. Poddała się, a warunki kapitulacji były dla Duńczyków bardzo korzystne.

Wojsko i marynarka wojenna funkcjonowały dalej (inaczej niż lotnictwo, zniszczone przez Niemców podczas ataku w 1940 r.) i odbywały ćwiczenia. Okręty wojenne prowadziły w zasadzie tylko rozminowanie wód przybrzeżnych i swobodnie mogły pływać jedynie na akwenach wyznaczonych przez dowództwo niemieckie – ale tam organizowane były normalne ćwiczenia, z ostrym strzelaniem (strzelanie z ciężkich dział pancernika „Peder Skram” można obejrzeć na YouTube).

Kryzys telegraficzny

Tymczasem w siłę rósł ruch oporu – organizacja Holger Danske (legendarna postać, rycerz, który śpi, ale obudzi się gdy trzeba będzie ratować Danię) zrzeszająca osoby niezaangażowanych politycznie i komunistyczna BOPA (Borgerlige Partisaner, Obywatelscy Partyzanci).

Znaczącym przełomem stał się tzw. kryzys telegraficzny z września 1942 r. Hitler wysłał do króla Chrystiana X bardzo długie i serdeczne życzenia z okazji urodzin. Król odpowiedział mu krótko: „Wyrażam najlepsze podziękowania. Christian Rex”. Führer się strasznie obraził. Ugodowego ambasadora w Kopenhadze, Cecila Von Rethe-Finka zastąpił twórca jednego z pierwszych niemieckich obozów koncentracyjnych Werner Best. Niemcy zmusili też do rezygnacji socjaldemokratycznego premiera Danii Vilhelma Buhla, którego zastąpił szef dyplomacji Erik Scavenius. Duńczycy obronili się jedynie przed wprowadzeniem do rządu przedstawicieli własnej partii narodowosocjalistycznej DNSAP, która w wyborach w marcu 1943 r. otrzymała 2,1 proc. głosów i uzyskała trzy mandaty w parlamencie.
Król Chrystian X potraktował życzenia Hitlera oschle. Fot. Wikimedia
Władze okupacyjne wymusiły też na dowództwie duńskiej marynarki „wypożyczenie” sześciu najnowszych torpedowców, ale Niemcy coraz bardziej obawiali się duńskich żołnierzy. Postanowili więc przejąć okręty duńskiej floty i rozbroić wojsko. Tak właśnie powstał plan Operacji Safari, zaplanowanej na 29 sierpnia 1943 r.

Wykonać KNU!

Duńskie dowództwo przygotowywało się do niemieckiej akcji już od wiosny 1943 r. Tajne rozkazy nakazywały przeciwstawienie się próbom zajęcia koszar czy obiektów wojskowych. Trwały też przygotowania samych okrętów wojennych – uznano, że w razie konieczności powinny one albo spróbować przedostać się do neutralnej Szwecji, albo zostać zatopione przez własne załogi.

A Dania miała sporą flotę: zbudowany w 1908 r. pancernik obrony wybrzeża „Peder Skram” (3700 t. wyporności, 2 działa 240 mm, 4 działa 150 mm, 10 dział 75 mm, działka plot.) oraz „Niels Juel” zwodowany w 1914 r. (3800 t. wyporności, 10 dział 150 mm, działka plot.), liczne torpedowce, trałowce, okręty podwodne i mniejsze jednostki.

Po południu w sobotę, 28 sierpnia minister obrony Søren Brorsen i dowódca floty wiceadmirał Aage H. Vedel odbyli naradę. Wniosek był jeden: nie ma możliwości odparcia ewentualnego ataku niemieckiego. Dowództwo Marynarki Wojennej wydało jednostkom stacjonującym w kopenhaskiej bazie Holmen nowy rozkaz ministra. Brzmiał on: „Zgodnie z decyzjami rządu, zajęciu okrętów w Holmen nie wolno sprzeciwić się siłą”. Jednak Dowództwo Marynarki Wojennej samodzielnie dodało do tego rozkazu zdanie: „W tych okolicznościach okręty mogą zostać zatopione”. Brorsen przekazał analogiczny rozkaz dowódcy armii generałowi Ebbe Gørtzowi, który odpowiedział, że nie może zapobiec ewentualnym walkom w koszarach.

W nocy z soboty na niedzielę, 29 sierpnia było pochmurno i chwilami padał deszcz. Dokładnie o godzinie 3.56 trzy niemieckie pojazdy wojskowe podjechały do do Værftsbro, głównego mostu wiodącego na Holmen. Niemiecki oficer zażądał rozmowy z dowódcą. Stało się jasne, że chodzi o zajęcie bazy i okrętów.

Słowo „Narwik” mówi więcej interesującemu się historią Polakowi, niż mieszkańcowi Oslo

Norwegia w II wojnie została porzucona przez aliantów, tak jak Polska. Największą hańbą Brytyjczyków było utrzymywanie w sekrecie, że będą się ewakuować.

zobacz więcej
Była godzina 4.08, gdy z duńskiego dowództwa nadano sygnał „KNU”, który oznaczał rozkaz zatopienia okrętów. Pięć minut później dało się słyszeć pierwsze eksplozje. Ostatni ładunek został odpalony o 4.35. Tego dnia z 52 okrętów duńskiej marynarki wojennej dwa znajdowały się na Grenlandii, trzydzieści dwa zostały zatopione, cztery (nie licząc mniejszych jednostek) dotarły do Szwecji, a czternaście nieuszkodzonych przejęli Niemcy.

Tak tamte wydarzenia opisywał we wspomnieniach zastępca dowódcy niewielkiego trałowca „Lougen” (274 tony wyporności, uzbrojenie 2 działka 20 mm) I. Westergaard. Okręt miał na pokładzie 20-kilogramową bombę, która została umieszczona tuż nad stępką. Od bomby prowadził przewód do kabiny oficerskiej, podłączony do mechanizmu zegarowego, który miał zadziałać po 10 minutach od włączenia. Jak pisał Westergaard, w sobotę wieczorem w Kopenhadze „padał deszcz i wiał wiatr, a ja byłem ubrany w płaszcz nieprzemakalny i wysokie, marynarskie buty. Przez większość czasu chodziłem tam i z powrotem po pokładzie dziobowym i myślałem o tym, co będzie dalej. Czy to możliwe, że musimy wysadzić w powietrze ten miły, sympatyczny okręt, na którym spędziłem tyle dobrych dni?”. O północy dowódca go zwolnił, Westergaard zszedł więc do mesy, gdzie rzucił się na kanapę i zasnął.

O 4.00 rozległ się tupot butów dowódcy, biegnącego po schodach, a potem znów zapanował spokój, ale tylko na chwilę. Usłyszano krzyk: „Sygnał z »Pedera Skrama«: »Zatopić!« i oficerowie pobiegli do sterówki. Dowódca nakazał uruchomić silniki i powiedział: „Spróbujemy uciec”. Ale cały port został oświetlony reflektorami z niemieckich okrętów i jak napisał Westergaard, „ucieczka była równie niemożliwa, jak zmrożenie sznapsa w piekle”. Dowódca rozkazał jak najszybsze sprowadzenie całej załogi na brzeg. „Nacisnąłem przycisk i obaj [z dowódcą] upewniliśmy się, że zegar tyka, a potem zeszliśmy na ląd i schroniliśmy się za magazynem. Minuty ciągnęły się strasznie powoli (…) wokół słyszeliśmy i widzieliśmy detonacje z innych okrętów”.
Zatopiony pancernik obrony wybrzeża „Peder Skram”. Fot. Wikimedia
Zastanawiali się, czy nie wrócić i sprawdzić, czemu nie doszło do eksplozji, ale „zobaczyliśmy błysk, po którym nastąpił huk, a potem dokoła zaczął padać deszcz szczątków »Lougen«”. Po chwili pobiegli w kierunku okrętu, który nie mógł całkowicie się zanurzyć, bo woda była tam płytka. Westergaard wspomina, że „zejście do kwater oficerskich na śródokręciu było plątaniną poskręcanych, stalowych blach, roztrzaskanej stolarki i płomieni ognia. Na Holmen wciąż słychać było detonacje i strzelaninę”.

Podobne wydarzenia miały miejsce i poza główną bazą marynarki. Przykładem szczególnie nasilonych, choć krótkotrwałych walk może być starcie koło Ballonparken na Islands Brygge w Kopenhadze (niegdyś – baza kompanii balonowej i szkoły artylerii, obecnie dzielnica mieszkaniowa). Duńczycy byli przygotowani do obrony, dysponowali najcięższymi karabinami maszynowymi 20 mm i działkiem przeciwpancernym 37 mm (Bofors, identyczne miała Polska w 1939 r.). Około 3.30 rano do budynku wartowni zbliżył się niemiecki patrol, a że nie reagował na wezwania do zatrzymania się, duńscy żołnierze otworzyli ogień. Przez jakiś czas trwała ożywiona strzelanina, Duńczycy użyli granatów, ale Niemcy dalej usiłowali się wedrzeć do koszar. O 4.30 zauważono niemiecki czołg – udało się go unieruchomić strzałem z działka. Około 5.05 obrońcy nawiązali kontakt z Ministerstwem Wojny, które rozkazało przerwać walkę.

Pół godziny później zapanowała cisza; obrońcy zniszczyli część swojego uzbrojenia. W walkach zginęło trzech duńskich żołnierzy i co najmniej jeden cywil, a także co najmniej jeden niemiecki czołgista.

Bandera w dół

Jak pisał kapitan marynarki Henning Valentiner, w sierpniu 1943 r. „otrzymałem rozkaz objęcia dowództwa torpedowca „Hajen” (zbudowany w 1917, wyporność 109 ton, uzbrojony w 2 działa 57 mm i wyrzutnię torped). Zmiana dowódcy miała nastąpić 29 sierpnia w Korsør na zachodzie Zelandii. „27 sierpnia znalazłem się jego na pokładzie, aby być gotowym do wypłynięcia 28 sierpnia (…). Nie mieliśmy wątpliwości, że ogólna sytuacja była wyjątkowo trudna, a my, dowódcy, byliśmy uprzedzeni o tym, co się stanie. Mieliśmy też zapieczętowane, tajne rozkazy”.

Na okręcie umieszczono ładunek wybuchowy, ale – jak podkreślał Valentiner – on i inni dowódcy okrętów znajdujących się poza Kopenhagą musieli podejmować decyzje samodzielnie, bo narastały kłopoty z łącznością radiową i telefoniczną. A nawet jeśli udawało się połączyć, trzeba było mówić bardzo ostrożnie – Niemcy mogli podsłuchiwać.

28 sierpnia o godzinie osiemnastej dowódcy okrętów statków zebrali się na pokładzie torpedowca „Søløven”. Niestety, w porcie stacjonowała spora liczba okrętów niemieckich i nie było szans na ucieczkę czy też na walkę – jedyne, co można było zrobić, to zatopić własne jednostki. Punktualnie o czwartej w nocy nastąpił niemiecki atak: „gwałtowna strzelanina z karabinów na pokładach wszystkich okrętów, a z jednostek niemieckich stojących dokładnie naprzeciwko nas w odległości 150 metrów także ogień z lekkich dział”.

26 tys. zabitych Finów, 130 tys. Sowietów. Znacząca wojna, o której Zachód zapomniał

Osiem scen i terminów wojny zimowej, które proszą się o kamerę.

zobacz więcej
Na pokład torpedowca wtargnęli Niemcy. Jeden został zastrzelony, inny usiłowali atakować Duńczyków przy użyciu bagnetu, ale zastępca dowódcy wyciągnął rewolwer i zaczął strzelać. Doszło do walki wręcz, przepychanek, coraz ostrzejszej wymiany ognia. Kapitan Valentiner nie mógł zdetonować przygotowanej bomby, bo na pokładzie byli duńscy oficerowie i marynarze. Po chwili zresztą otoczyli go niemieccy żołnierze. Został zabrany do obozu dla internowanych. Kilka dni później pozwolono jemu i innym oficerom pojechać na pogrzeb dwóch oficerów poległych podczas niemieckiego ataku.

„Po pogrzebie zażądałem, aby w drodze powrotnej zawieziono mnie na „Hajen”, aby, jeśli to możliwe, odzyskać flagę i proporzec dowódcy. Otrzymałem zgodę i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zarówno bandera, jak i proporzec wciąż wisiały. Ściągnąłem oba na dół. I te nieco zużyte i podziurawione płachty materiału zachowałem jako drogo kupione wspomnienie 29 sierpnia”.

Najpotężniejszy okręt duńskiej marynarki, „Niels Juel”, znajdował się w Isefjordzie – wbrew nazwie, to raczej zatoka otoczonej płaskim lądem Zelandii niż prawdziwy fiord. Dowodził nim kapitan Carl Westermann. W niedzielę o 4.20 na pokład dotarła depesza, mówiąca, iż okręt ma uciec do Szwecji. Wypłynął więc z portu Holbæk i wyruszył w kierunku Kattegatu. By dotrzeć na pełne morze przy swej niewielkiej prędkości (16 węzłów), musiał płynąć półtorej godziny. Ale u ujścia fiordu dostrzeżono niemieckie okręty i samoloty. Kapitan Westermann rozkazał zastopować maszyny. Wkrótce nad „Nielsem Juelem” pojawiły się Stukasy, a potem Heinkel, ostrzeliwując i bombardując duński okręt. Ogień z działek przeciwlotniczych trafił jeden z samolotów, ale niemieckie bomby spadły bardzo blisko. Uszkodzona została instalacja elektryczna, a pięciu marynarzy zostało rannych. Pancernik zachował jednak swą siłę bojową i mógł jedną salwą swych dział zniszczyć dowolną niemiecką jednostkę, nawet wielkości niszczyciela.

Kapitan Westermann najwyraźniej jednak bał się podjęcia jakichkolwiek decyzji, które doprowadziłyby do bezpośredniego starcia z Niemcami. Na szczęście dla niego o 9.48 przybył przedstawiciel dowództwa duńskiej marynarki z pisemnym rozkazem zakotwiczenia okrętu i oczekiwania na dalsze polecenia. Westermann uznał, że rozkaz napisany został pod naciskiem Niemców i postanowił zniszczyć okręt. Ostatecznie, „Niels Juel” osiadł w płytkiej wodzie na południe od Nykøbing. Nie udało się zdetonować bomby, marynarze zniszczyli więc wszystko, co się dało i otworzyli kingstony (zawory denne). Jeden z oficerów zmarł z odniesionych ran, a trzech marynarzy trafiło do szpitala.
Zatopiony okręt w bazie Holmen. Fot. Wikimedia
Inaczej zachował się dowódca trałowca „Havkatten” (wcześniej torpedowiec, zbudowany w 1918 r., wyposażenie i uzbrojenie jak „Hajen”). Porucznik Poul Würtz podjął udaną próbę przedarcia się do Szwecji. Podobnie było w przypadku niewielkiego trałowca MS 1 (74 tony wyporności, 1 działko 20 mm i 2 karabiny maszynowe). Gdy 28 sierpnia jego dowódca otrzymał zakodowany telegram, rozkazujący „podwyższoną gotowość”, jednostka znajdowała się koło Mariager na wschodzie Jutlandii. Dopłynęła do innego, małego portu, marynarze pomalowali okręt smołą (!) i zakryli działko, a na burcie wypisali nazwę „Sorte Sarma” („Czarna Sara”). Udało się im skutecznie uniknąć zatrzymania przez Niemców i dotarli do Trelleborgu. Później, kilkanaście okrętów stworzyło w Szwecji „Duńską Flotyllę”.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Podczas Operacji Safari zginęło 25 Duńczyków i rannych zostało około 53; straty niemieckie były podobne. Wkrótce potem rząd duński podał się do dymisji, uznając, że nie jest w stanie kierować krajem. Ministerstwami zarządzali najwyżsi rangą urzędnicy, dlatego mówiono, iż powstał „rząd dyrektorów departamentów”. Wydarzenia w Danii w 1943 r., w tym zdjęcia z kopenhaskiego Holmen, można obejrzeć w krótkim amerykańskim filmie na YouTube.

Dramat w Tulonie

Duńczycy doskonale wiedzieli, co mogą zrobić Niemcy, bo niewiele ponad pół roku wcześniej doszło do samozatopienia floty francuskiej w Tulonie. Różnica była taka, że w porównaniu z siłami niemieckimi, duńskie były bardzo słabe; pokonani w wojnie Francuzi wciąż jednak mieli potężną marynarkę wojenną.

Po rozejmie z 22 czerwca 1940 r. część Francji pozostała nieokupowana. Co prawda flota wojenna miała zostać rozbrojona, ale po brytyjskim ataku na algierski port Mers el-Kébir (w lipcu 1940 r. Brytyjczycy zniszczyli tam jeden pancernik i uszkodzili kilka okrętów, a w brytyjskim ostrzale zginęło 1297 francuskich marynarzy) i Dakar (uszkodzony został nowoczesny pancernik „Richelieu”) Niemcy pozwolili Francuzom pozostawić część swoich jednostek w gotowości bojowej.

8 listopada 1942 r. rozpoczął się desant wojsk alianckich w Afryce Północnej. 27 listopada 1942 r. Niemcy wkroczyli na nieokupowane dotąd terytorium Francji, pozostawiając pod kontrolą francuską Tulon i tamtejszą bazę. Ale zarazem zaplanowali zajęcie tej bazy i przejęcie okrętów.

Słodki smak kolaboracji

We francuskim teatrze niemiecką okupację zapamiętano jako złoty wiek – mówi amerykański pisarz i dziennikarz Alan Riding.

zobacz więcej
Tymczasem Francuzi potajemnie gromadzili paliwo, dzięki czemu mogli ewentualnie uciec do Afryki – ale zarazem rozpoczęli przygotowania do samozatopienia okrętów. Dowództwo obawiało się przejścia na stronę aliantów, a to z kilku powodów – po pierwsze, za zwierzchnika wciąż uznawało marszałka Philippe’a Pétaina, a po drugie, najwyżsi rangą oficerowie byli niechętnie nastawieni do Wielkiej Brytanii. Tymczasem ani Niemcy, ani Włosi nie mieli dość sił, by powstrzymać okręty francuskie przed wypłynięciem w morze. Natomiast załogi wyraźnie sympatyzowały z aliantami. Wiadomość, że François Darlan przeszedł na ich stronę, pobudziła marynarzy do wznoszenia okrzyków „niech żyje de Gaulle!”.

Wczesnym rankiem 27 listopada 1942 roku wojska niemieckie rozpoczęły operację „Lila”: do Tulonu weszła 7 Dywizja Pancerna i część II Korpusu Pancernego SS. Na szczęście Niemcy zgubili się w ogromnym porcie i ich operacja się opóźniła – wieści o niemieckiej akcji dotarły do admirała Jeana de Laborde'a. O 5.20 czołgi ostatecznie wdarły się do bazy morskiej, a dziesięć minut potem de Laborde, przebywający na pokładzie potężnego pancernika „Strasbourg” (36 tys. ton wyporności, 8 dział 330 mm, 16 dział 130 mm) wydał rozkaz: „Sabordez les navires! Sabordez!” („Zatopić okręty! Zatopić!”) – na decyzję o ucieczce jednak zabrakło odwagi.

W porcie rozpętało się prawdziwe pandemonium. Francuzi wysadzali w powietrze ładunki wybuchowe, niszczyli urządzenia napędowe i uzbrojenie, demolowali wyposażenie.

„Strasbourg” osiadł na dnie baseny portowego, a admirał de Laborde pozostał na jego mostku w proteście przeciwko niemieckiemu atakowi. Gdy jeden z niemieckich czołgów wystrzelił w kierunku pancernika, odpowiedział mu ogień lekkich dział. Sam tylko „Strasbourg” mógł bez problemu przeciwstawić się wszystkim czołgom całej niemieckiej dywizji pancernej. De Laborde zszedł z okrętu dopiero na wyraźny rozkaz Pétaina.
Płonący francuski krążownik Marseillaise. Fot. Wikimedia
W porcie zostały zatopione trzy pancerniki, cztery krążowniki ciężkie i trzy lekkie, około 30 niszczycieli i torpedowców, kilkanaście okrętów podwodnych i około dziesięciu innych, mniejszych jednostek. Ale czterem okrętom podwodnym udało się uciec. „Casabianca” i „Marsouin” dotarły do Algieru, „Glorieux” do Oranu, „Iris” dotarł do Barcelony. Okręt pomocniczy „Leonor Fresnel” też uciekł i dopłynął do Algieru ( kilka ujęć z Tulonu można obejrzeć na YouTube).

Paradoksalnie, z dramatu w Tulonie zadowoleni byli alianci – możliwość, że flota francuska wpadnie w ręce niemieckie lub włoskie została wyeliminowana. Nie zmartwił się nim Hitler, bo nie wierzył w wielkie pancerniki, zwłaszcza po zatopieniu „Bismarcka”. Ale wielki zawód odczuły faszystowskie Włochy, które liczyły na wzmocnienie swej marynarki wojennej; paradoksalnie, po kapitulacji Włoch w 1943 r. okręty Regia Marina opuściły kraj i zostały zatrzymane przez aliantów. Po wojnie powróciły, gdy Francja musiała budować swą flotę od zera.

Wydarzenia przełomowe

W Polsce o dramacie Kopenhagi czy Tulonu można było przeczytać jedynie w książkach czy pismach poświęconych historii działań wojennych na morzu podczas II wojny światowej. Tymczasem były to wydarzenia znaczące dla przebiegu całej wojny. Tulon oznaczał ostateczną klęskę marszałka Philippe’a Pétaina. Choć jego rządy trwały dalej, społeczeństwo zaczęło się od niego odwracać, a poparcie zyskiwał generał Charles de Gaulle i idea walki z Niemcami.

Admirał de Laborde za zatopienie własnej floty został po wojnie skazany na śmierć, karę zamieniono potem na dożywotnie więzienie, ale już w 1951 roku wyszedł na wolność. Zmarł w 1977 r.

Natomiast samozatopienie floty duńskiej było końcem łagodnej, niemieckiej okupacji Danii. Choć Niemcy w tym kraju nigdy nie zachowywali się tak jak w Polsce, to jednak po sierpniu 1943 r. stali się tam dużo bardziej bezwzględni, a duński ruch oporu zaczął rosnąć w siłę. Wiceadmirał Vedel był po wojnie osobą wielce szanowaną, przyjaźnił się z królem Fryderykiem IX, otrzymał m. in. najwyższe duńskie odznaczenie, Wielki Krzyż orderu Dannebrog. Zmarł w 1981 r.

– Piotr Kościński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP 2023
Zdjęcie główne: Okręty zatopione w bazie Holmen. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Na ratunek. Polaków historie niezwykłe
Wysłali Żydówki na roboty do Niemiec. Dzięki temu ocalały.
Historia Najnowsze wydanie
Stadionowa opozycja. Lechia Gdańsk kontra komuniści
Futbol pod specjalnym nadzorem.
Historia Najnowsze wydanie
Dziennikarskie czystki miały przywrócić monopol medialny
Do pracy dopuszczono tylko „zaufanych”, ponad stu pracowników internowano.
Historia Najnowsze wydanie
Jak Sowieci okradali polskich repatriantów
Z wagonów wynoszono bydło, konie, zboże, narzędzia, meble, a nawet pierzyny.
Historia Najnowsze wydanie
Skazali go za „lżenie ZSRR”, bo potwierdził zbrodnię katyńską
Mimo nacisków i szykan, nigdy nie wyparł się swoich ustaleń.