Kultura

„Nie jestem chora, jestem popsuta”, tak o sobie mówiła Frida

Świat opętało szaleństwo na punkcie „kobiety z wąsem”. Kilka dekad po śmierci stała się „ikoną” pop-kultury. Jakim cudem meksykańska artystka – owszem, oryginalna, lecz przecież nie genialna – zrównała się z największymi mistrzami wszech czasów? Po prostu idealnie trafia w potrzeby dzisiejszej publiczności.

Sensacja: Frida Kahlo w warszawskich Królewskich Łazienkach!
Oczywiście, poszłam zobaczyć pokaz.
Zrobiono wszystko, by z prezentacji trzech obrazów uczynić wydarzenie. Trzeba przyznać, że koncepcja architektury wnętrz oraz aranżacje zewnętrzne są atrakcyjne, z klimatem. Co może ważniejsze – pomyślano o odbiorcach w każdym wieku.

Wszak najpiękniejszy stołeczny park najczęściej odwiedzają rodziny z dziećmi. One właśnie mają używanie – w Starej Kordegardzie wygospodarowano przestrzeń „edukacyjno-zabawową”, z której zresztą równie ochotnie korzystają mamy i babcie, przebierające się – jak i maluchy – za sobowtóry Kahlo. Nie muszę chyba mówić, że największym powodzeniem cieszą się kwietne wieńce i falbaniaste, długie spódnice.

W ogóle, frekwencja na obecnej wystawie z pewnością pobije polskie rekordy.
Może dogoni entuzjazm, z jakim przyjęto monografie Tamary Łempickiej?
Co ciekawe, w warszawskim Muzeum Narodowym jest jednocześnie dostępna arcyciekawa ekspozycja „Bez gorsetu. Camille Claudel i polskie rzeźbiarki”. Widzów, owszem, sporo – bo w tym przypadku tytułowa postać spopularyzowana została dzięki skomplikowanym i tragicznym losom, co zawsze przekłada się na pop-kulturowy szum – ale francuska rzeźbiarka zdecydowanie przegrywa z Meksykanką.

Wracając do tej drugiej.

Kariera kobiety z wąsem

Trudno wyobrazić sobie, że z cierpienia można zrobić „ikonę”. A tak stało się w przypadku Fridy.

Jej umiejętności zauważono wyjątkowo wcześnie, ze względu na… chorobę Heinego-Medina, czyli polio. Przykuta latami do łóżka, przejęła od ojca-fotografa umiejętności retuszera, co wykorzystała potem w swych drobiazgowych kompozycjach.

Skorzystała też z nauk tego, który miał zostać jej mężem – Diego Rivery. Pierwsze spotkanie na malarskim poligonie słynny artysta wspominał tak: „Malowałem wysoko na rusztowaniu, nagle rozległy się głośne krzyki i walenie w drzwi sali. Potem do środka wpadła dziewczynka wyglądająca na dziesięć, dwanaście lat”.

To była właśnie Frida. Przesiedziała kilka godzin u stóp rusztowania, obserwując pracę Rivery i zachłannie obserwując jego sposób pracy.
Zdjęcie Diego Rivery i Fridy Kahlo wykonane przez ich przyjaciela Leo Matiza. Fot. PAP/Newscom
Za życia artystycznie pozostawała w cieniu Rivery. Doczekała się zaledwie dwóch wystaw, w tym jednej w Nowym Jorku w 1938 roku. Głównym motywem jej prac była własna twarz, odtwarzana z lustrzanego odbicia. Na ponad 200 pozostałych po niej obrazów, około 150 to autoportrety.

I nagle – tadam! – świat opętało szaleństwo na punkcie „kobiety z wąsem”.

Kilka dekad po śmierci (w 1954 roku) stała się „ikoną” pop-kultury.
Jakim cudem meksykańska artystka – owszem, oryginalna, lecz przecież nie genialna – zrównała się z największymi mistrzami wszech czasów?
Po prostu idealnie trafia w potrzeby dzisiejszej publiczności.

Modę zainicjowała znakomita biografia pióra Hayden Herrery, opublikowana w 1983 roku. Potem posypały się kolejne mniej lub bardziej uwiarygodnione życiorysy i wspomnienia, filmy, spektakle, musicale.

Wymownym dowodem tego, że „Frida ciągle żywa” jest stale aktualizowany portal „Frida – najnowsze wiadomości”. Trudno uwierzyć, że ktoś, kto zmarł prawie 70 lat temu, może wywoływać tak wiele emocji – a związana z Fridą wymiana zdań internautów należy do wyjątkowo gorących.

Kobiety na plan!

Od wielu lat to nie mężczyźni-artyści znajdują się w centrum powszechnej uwagi, lecz twórcze kobiety. Niemal z reguły ich życiorysy obfitują w niecodzienne wydarzenia – bo żeby zdobyć prestiż i pozycję na niwie sztuki, musiały mieć siłę, aby zerwać z tradycyjnym wizerunkiem kobiety, przeciwstawić się obyczajom, narzucić własne wzorce postępowania. Inaczej mówiąc, żyły w konflikcie z rodziną, społecznością, niekiedy także z prawem.

Oto heroiny, o których głośno: Tamara Łempicka, Frida Kahlo, Artemisia Gentileschi, Zofia Stryjeńska, Katarzyna Kobro… Listę można wydłużać.

Poza tym Zachód znudził się własna kulturą i dziedzictwem estetycznym, w sztukach wizualnych mile widziana jest wszelkiego rodzaju egzotyka. A malarstwo Fridy to mieszanka surrealizmu (choć ona temu przeczyła, twierdząc, że nie szuka inspiracji w snach, lecz we własnym życiu), indiańskich mitów, ludowej meksykańskiej tradycji. Oraz prywatnej symboliki.

Fridomanię dogrzał też – zupełnie przypadkowo – ruch obywatelski, mający zwrócić uwagę na problem molestowania kobiet. #Metoo!

Kobiety z różnych krajów poczuły związek psychiczny z Kahlo – te, które uważały się za ofiary patriarchalnej kultury, męskiej dominacji w sztuce, lub czuły się sponiewierane przez niewiernego męża.

Związek „słonia i gołębicy” omawiało i analizowało wielu. W tym – francuski noblista J.M.G. Le Clézio (książka „Diego i i Frida”, polskie wydanie 2009).

Tamże właśnie znalazłam interesujący szczegół dotyczący emocjonalnego uzależnienia artystki od męża. Pod koniec życia, otumaniona środkami uśmierzającymi ból i narkotykami, Kahlo nadała uczuciu do Diega formę kultu. Pisała do niego litanie: „…Diego w mej urynie Diego w mych ustach w mym sercu w mym szaleństwie w mych marzeniach…”.

Jestem popsuta

Jej drugą miłością była ojczyzna.

Identyfikowała się z Meksykiem całym swym wyglądem, folklorystycznymi strojami, wystrojem Casa Azul. Z patriotycznych pobudek fałszowała datę urodzin. Utrzymywała, że przyszła na świat w 1910 roku (w istocie trzy lata wcześniej) – w roku wybuchu rewolucji meksykańskiej.

Portret niepoprawny politycznie

A jak by dziś tytułowano „Murzynkę”? „Ciemnoskóra” i niewłaściwie ubrana kobieta?

zobacz więcej
Obydwie miłości Fridy można zauważyć dzięki warszawskiej prezentacji. Jej uczucie do Diega widać na filmie, pokazanym w Łazienkach – króciutkiej migawce z 1941 roku, do której pozowali obydwoje na patio ich domu.

Jej czterdziestosiedmioletnie życie niemal w całości znaczyły choroby, fizyczne cierpienia, a także udręczające metody leczenia, przypominające średniowieczne tortury. W wieku pięciu lat zapadła na polio, lecz początkowo znakomicie radziła sobie z pozostałym po chorobie kalectwem: krótszą i cieńszą nogę „sztukowała” specjalnym obuwiem, nakładała grube pończochy. Poza tym maskowała niedoskonałość długimi wielowarstwowymi spódnicami. Dramatyczny w skutkach okazał się wypadek drogowy w 1925 roku.

Prawie nikt nie wierzył, że wyjdzie z tego żywa. Udało się jej wywinąć śmierci kosztem wielu cierpień. Przeszła 32 operacje chirurgiczne, całymi latami była przykuta do łóżka, na koniec poruszała się na wózku inwalidzkim. Usiłowano prostować jej kręgosłup rozciągającymi mechanizmami albo gorsetami, po których zostawały na ciele krwawe ślady. Do tego po pewnym czasie doszedł zanik mięśni w zdeformowanej przez polio nodze. Wdała się gangrena, kończynę trzeba było częściowo amputować. Niemal bezustanne bóle sprawiły, że sięgała po narkotyki, środki uśmierzające dolegliwości i alkohol. „Nie jestem chora, jestem popsuta”, tak o sobie powiedziała Frida, mając na myśli stan swego zdrowia.

Do udręk fizycznych dochodziły cierpienia psychiczne. Starszy od niej 20 lat Diego Rivera należał do niepoprawnych kobieciarzy, zdradzał Fridę, specjalnie się z tym nie kryjąc. Doszło nawet do rozwodu, następnie do ponownego ślubu.

Kahlo marzyła o dziecku, choć w jej przypadku ciąża wiązała się z wielkim ryzykiem. Jednak podjęła je, co zakończyło się poronieniem. Była pierwszą kobietą na świecie, która namalowała ten temat-tabu. I to kiedy – w 1932 roku!

Inna sprawa, że Frida tak zupełnie niewinna nie była – sama miała rozliczne flirty i miłostki, i to z przedstawicielami płci obydwu.

Sobowtóry i przebieranki

Wspomniałam o kostiumach à la Frida, dostępnych w Podchorążówce. Także na otwarciu wystawy „Kolor życia. Frida Kahlo” w Łazienkach pojawiło się sporo kobiet ubranych i ucharakteryzowanych na wzór i podobieństwo bohaterki.
Nie był to pierwszy taki przypadek.

Twarz, fryzury, stroje „ikony cierpienia” niejako prowokują do naśladownictw. Co znamienne, w przebierankach chętnie biorą udział także mężczyźni (co prawda u nas tego nie obserwowałam). Niewiele jest fizjonomii tak charakterystycznych i spopularyzowanych przez pop-kulturę, jak ta Fridy. Bolesna zmarszczka na czole, gęste zrośnięte brwi i nie mniej typowy malutki wąsik, z którego Frida była bardzo dumna i nie zamierzała maskować.
Kiedy się zaczęło to przebieranie?

Chyba od głośnej wystawy w londyńskiej Tate Modern w 2005 roku.
Była zaaranżowana niezwykle efektownie, na czterech poziomach galerii, z odtworzonym atelier Fridy w Błękitnym Domu (Casa Azul w Coyoacan, podmiejskiej dzielnicy Mexico City, w której spędziła ostatnie lata życia, a obecnie – muzeum artystki).

Wtedy też, obok dorobku malarskiego Fridy, pokazano jej stroje.
W następstwie, zaczęto organizować konkursy na sobowtóry Fridy; kreatorzy mody prześcigali się w pomysłach na kreacje w stylu Kahlo.

Warto jeszcze przypomnieć performance zorganizowany w Mexico City z okazji obchodów 100-lecia urodzin artystki. Wtedy to, w 2007 roku, na Zocalo Plaza (główny plac w Mexico City) odbyło się spotkanie 105 Frid. Nagich, z czarnymi warkoczami upiętymi w koronę i krzaczastymi brwiami. Najpierw naguski stanęły na baczność, potem położyły się na wznak, następnie zwinęły w embrionalnej pozie. Finał tego performance’u odbył się w Błękitnym Domu.

Happening wyreżyserował Spencer Tunick, amerykański akcjonista-fotograf. Kandydatki na sobowtóry Tunick wyselekcjonował spośród 18 tysięcy dziewczyn, które startowały w castingu – co wymownie oddaje popularność artystki.

Kupony od ikony

Było oczywiste, że zainteresowanie artystką wykorzysta komercja. Już w latach 90. obrazy Fridy osiągnęły na aukcjach milionowe kwoty (w dolarach). Wielką fanką i kolekcjonerką obrazów Meksykanki jest Madonna, deklarująca również psychiczne pokrewieństwo z malarką. W następnej dekadzie dzieła Kahlo doszlusowały (cenowo) do pierwszoligowych twórców, jak Picasso, Pollock, Warhol.

W 2000 roku firma Volvo użyła jej autoportretów dla rozreklamowania swych samochodów w krajach iberoamerykańskich. Rok później podobizna Fridy ukazała się na okładce magazynu „Time”. W tym samym czasie rozpętała się walka pomiędzy Madonną, Jennifer Lopez i Salmą Hayek o główną rolę w filmowej biografii malarki. Jak wiadomo, wygrała ta ostatnia.

Co z tego, że obraz w reżyserii Julie Taylor skrytykowali pozostali przy życiu przyjaciele i znajomi artystki, a także twórcy uważający się za jej następców?

Popularności filmu nic to nie zaszkodziło. Na pewno jego powodzeniu przysłużyła się też ścieżka dźwiękowa.

Tu warto zwrócić uwagę na piosenkarkę Lilę Downs. Urodzona w 1968 roku pół-Meksykanka, ćwierć Szkotka, ćwierć Angielka, wychowywała się częściowo w Oaxaca, częściowo w USA. Po studiach wróciła do Meksyku, uczyła się tkactwa i… zaczęła śpiewać w klubach, po amatorsku. Okazało się, że nie tylko ma rewelacyjny słuch i warunki wokalne – potrafi używać siedmiu różnych tonacji!

Mało tego, do złudzenia przypomina Fridę, bez specjalnych zabiegów upodabniających. Ma podobne, imponującej długości warkocze i występuje w meksykańskich strojach.

Downs miała też „metafizyczny” związek z Kahlo za pośrednictwem wspomnianego filmu. Jej głos słychać aż pięciokrotnie, a przejmujący, finalny utwór „Burn in Blue” był nominowany do Oscara.
ODWIEDŹ I POLUB NAS
Frida stała się też firmą gastronomiczną. Pojawiło się mnóstwo książek kucharskich z jej przepisami (podobno świetnie gotowała, a choć sama żywiła się głównie tequilą i cigarillos, tusza Diego pozwala wierzyć w jej talent kulinarny). Jej imię i oblicze pojawiły się na etykietkach tequili, polecanej jako prawdziwie meksykański trunek.
Imieniem artystki nazwano wiele restauracji specjalizujących się w meksykańskim menu: można spotkać restauracje wykorzystujące wizerunek Fridy w Los Angeles, Nowym Jorku, Puerto Rico, Seattle, oczywiście w Mexico City, a nawet… w Warszawie, przy Nowym Świecie.

Kreacje obok sztuki

W dniu stulecia urodzin Kahlo po raz pierwszy udostępniono widzom zawartość skrzyń, przez ponad półwiecze przechowywanych w Błękitnym Domu w Coyoacan – zgodnie z zapisem testamentowym Fridy. Wśród ujawnionych skarbów znalazły się zdjęcia (ponad 5 tysięcy), kolekcja dokumentów (ponad 22 tys.), książki i pisma oraz różne drobiazgi, jak serwetka z pocałunkiem odciśniętym szminką. Sporą część stanowiła garderoba: spódnice, halki, bluzki, suknie, chusty – w sumie 179 elementów. Podobno wciąż pachną perfumami właścicielki oraz… tytoniem. Plus nieco makabryczny eksponat – gorset leczniczy, którym usiłowano prostować jej połamany kręgosłup.

Na swój sposób, zdjęcia także stanowiły element jej twórczości. Do fotografii przygotowywała się starannie: wybierała fryzury, kreacje, biżuterię (ileż to musiało ważyć! Dla zdrowej kobiety – wysiłek, przy chorym kręgosłupie – heroizm).

Zresztą, nawet na co dzień, nawet do malowania i gotowania Frida również ubrana była jak na scenę. Na fotografiach przybierała pozy, w których prezentowała się możliwie najkorzystniej. Zawsze zdyscyplinowana, wyprostowana, z uniesioną głową. Na niewielu zdjęciach widać jej fizyczne ułomności czy chorobę.

Czy można się dziwić, że Frida Kahlo wciąż fascynuje, inspiruje i… prowokuje, by się z nią zmierzyć? Bodaj wizualnie.

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Wystawa „Kolor życia. Frida Kahlo” – Muzeum Łazienki Królewskie, czynna do 3 września 2023.
SDP2023
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Trafia mnie szlaczek
Gdyby ściany Zachęty „świeciły pustkami”, byłoby to dla tego przedsięwzięcia zbawienne.
Kultura wydanie 24.11.2023 – 1.12.2023
Epopeja Napoleona rzuciła długi cień na cały XIX wiek
Przyczynił się do rozpowszechnienia idei nacjonalistycznych w Niemczech i Włoszech.
Kultura wydanie 24.11.2023 – 1.12.2023
Konfucjusz nie zmierzył się z problemem zła
Pojęcie grzechu pierworodnego jest w Chinach nieznane.
Kultura wydanie 17.11.2023 – 24.11.2023
Sztuczna dusza
Polsko-japoński artysta jest dziś na topie. Nikt już nie drwi z jego kamyków doklejanych do kompozycji.
Kultura wydanie 10.11.2023 – 17.11.2023
Zegarek na ręku króla, czyli błędy w filmach
W „Katyniu” widać fragment żółtej litery „M” na czerwonym tle… McDonalds.