Rozmowy

Zmiana płci to ciężkie okaleczenie

Blokery dojrzewania, wbrew opiniom ludzi afirmujących operacje zmiany płci, mają wiele negatywnych skutków, choćby w postaci depresji i osteoporozy. Ja od blokerów dojrzewania borykałem się z zaawansowaną osteoporozą już w wieku 18 lat – mówi Łukasz Sakowski.

Łukasz Sakowski jest dziennikarzem i popularyzatorem nauki, z wykształcenia biologiem. Jego blog „To tylko teoria” obserwuje na Facebooku ponad 200 tys. osób. Jego niedawne publiczne wyznanie, że jako nastolatek rozpoczął procedurę zmiany płci, a potem, po kilku latach się z tego wycofał, wywołało dyskusję na temat szkodliwości tego typu zabiegów.

TYGODNIK TVP: Czy po detranzycji zostały blizny?

ŁUKASZ SAKOWSKI:
Na ciele…?

Tak, po mastektomii.

Formalnie była to ginekomastia, gdyż przechodziłem ją już jako z powrotem mężczyzna, po detranzycji prawnej, czyli po powrocie do męskich danych osobowych i męskiego PESELu. Chirurg powiedział, że w praktyce będzie to mastektomia, czyli usunięcie już wykształconych piersi. A urosły mi w wyniku brania żeńskich hormonów i blokerów dojrzewania, tzn. blokerów testorenu. Po ich usunięciu zostały blizny. Przez lata widoczne w formie dużych nacięć pod sutkami, stosunkowo długie oraz bolesne. Dopiero po kolejnej operacji medycyny plastycznej zdołałem je zmniejszyć. Teraz są mniejsze i już tak nie bolą.

Czy tranzycja miała być pełna?

Czy chciałem usunąć jądra? Tak. Miałem już zaplanowaną operację, ale jakoś moja podświadomość uchroniła mnie przed tym. Ciągle odwlekałem ten zabieg, zasłaniałem się jakimiś wymówkami. Przy kolejnej zmianie terminu ostatecznie zrezygnowałem z operacji. I dobrze, gdyż byłaby to zmiana nieodwracalna, powodująca konieczność przyjmowania do końca życia testosteronu w zastrzykach. Jeżeli trwa to krótko, nie jest jeszcze groźne, ale dzisiejszy stan badań pokazuje, że wieloletnie aplikowanie testosteronu powoduje nowotwory narządów wewnętrznych, włącznie z nowotworami wątroby. Poza tym trzeba mówić głośno o innej istotnej sprawie: blokery dojrzewania, wbrew opiniom ludzi afirmujących operacje zmiany płci, mają wiele negatywnych skutków, choćby w postaci depresji i osteoporozy. Ja od blokerów dojrzewania borykałem się z zaawansowaną osteoporozą już w wieku 18 lat.

Ale był pan mocno zdeterminowany. Obecnie widzę młodego, przystojnego mężczyznę. Czy terapia, którą pan przechodził, zmieniła proces rozwoju męskiego ciała? Krótko mówiąc, czy zostawiła ślad?

Poza tym, że rósł mi biust, ukształtowało się wcięcie w talii, miednica też jest szeroka. Rozłożenie tkanki tłuszczowej jest bardziej kobiece. Już po zabiegach detranzycji i po powrocie do równowagi hormonalnej ludzie brali mnie albo za taką „chłopczycę”, jak potocznie się mówi, albo za kogoś młodszego. Nawet gdy podszedłem do okienka w poradni dla dorosłych, powiedziano mi, że dzieci przyjmują piętro niżej. Miałem wtedy 22 lata. Moje dojrzewanie jako mężczyzny było zahamowane. Hormony sfeminizowały także moje rysy twarzy. W sumie nie ma się co dziwić, hormony żeńskie przyjmowałem od 15. roku życia, czyli mniej więcej przez 6, 7 lat. Blokery testosteronu około rok dłużej.

Proszę wybaczyć dość obcesowe pytanie, ale gdzie byli rodzice, kiedy przekraczał pan kolejne etapy tego obłędu?

Jeżeli możemy to uszanować, to nie chcę mówić o sprawach mojej rodziny. W tym czasie mieliśmy swoje problemy, a ja byłem skrytym nastolatkiem i dużo ukrywałem przed nimi. Inną kwestią jest to, że na blogu otwarcie i szczerze piszę o wszystkich innych aspektach mojej historii.

Istotny jest jeszcze fakt, że byłem jednym z pierwszych dzieci mających komputer, a krótko potem Internet, wśród moich znajomych ze szkoły i podwórka. Izolowałem się przez to społecznie, a w Internecie natykałem się na treści, co do niebezpieczeństwa których niewielu miało wtedy świadomość. To w jakimś stopniu także przyczyniło się do mojego zagubienia. Zresztą dziś treści promowane przez media społecznościowe, a także sama ich struktura, algorytmy, interfejs, w dużym stopniu odpowiadają za epidemię zaburzeń psychicznych wśród młodzieży, co potwierdzają coraz liczniejsze badania naukowe. Mój rocznik i kolejne, byliśmy pierwszym pokoleniem, których ten problem dotknęł. Moja sytuacja była zwiastunem problemów, które wraz z upowszechnieniem dostępu do Internetu dla dzieci, stały się częstsze. Rodzice kilkanaście lat temu nie zdawali sobie sprawy z zagrożeń w sieci, troszkę mówiło się o pedofilii, ale też nie na taką skalę jak dziś. Tymczasem u mnie w domu każdy miał swój komputer. Mogłem siedzieć zamknięty w pokoju, grając w gry, a dodatkowo wchodząc na pierwsze fora dyskusyjne.
Łukasz Sakowski, biolog, autor bloga „To Tylko Teoria”. Fot. archiwum prywatne
Wtedy pojawił się ktoś, kto wywarł wpływ na wszystkie pana późniejsze decyzje. Wiem, że świat wymaga od nas tolerancji, ale transwestyta indoktrynujący w sieci nastolatka to jednak przekroczenie granicy.

To osoba, którą poznałem jako około 14-letni chłopak na tzw. niebieskim forum dla osób ze środowiska transseksualnego. I to nie był transwestyta, raczej transseksualista.

A to jest różnica?

Oczywiście. Transwestyta to ktoś, kto się przebiera, aby wyglądać jak płeć przeciwna w celu wywołania podniecenia seksualnego lub rodzaju performance’u, efektu, wzbudzenia zainteresowania. I według WHO oraz podręczników naukowych jest to zachowanie definiowane jako parafilia. Ta osoba była natomiast transseksualistą, nazwijmy ją Ewą, mężczyzną, który w wieku ponad 30 lat przeszedł tranzycję: zażywał blokery testosteronu, żeńskie hormony i przeszedł operację usunięcia jąder. Starał się upodobnić do kobiety na stałe, a nie jak transwestyta, który przebiera się tylko od czasu do czasu.

W naszej relacji nie było nic, co mogłoby nosić znamiona pedofilii, żadnych zachowań związanych z naszym kontaktem w sieci. Ewa wierzyła w swoją misję: ponieważ sama nie mogła przejść zmiany płci we wczesnym wieku, prawdopodobnie chciała „pomóc” młodemu chłopakowi, jak i zaspokoić jakieś swoje marzenie. Wtedy o wiele trudniej było dostać hormony w sposób oficjalny, nie było tak wielu lekarzy, którzy przepisywaliby te środki od ręki, bez diagnozy psychiatrycznej, jak to bywa obecnie. Ewa inicjowała spotkania z innymi osobami planującymi tranzycję, ale wtedy, ze względu na zaburzenia lękowe, nie brałem w nich udziału. Poza tym były to osoby, które mnie odstręczały, były dziwaczne i infantylne. Większość w wieku 40+, a wypowiadały się jak nastolatki. Czułem silny wewnętrzny niepokój na myśl, że miałbym się z nimi spotkać.

Ma pan dziś żal do Ewy?

Jestem człowiekiem, któremu w ogóle trudno jest mieć żal do kogokolwiek, pielęgnować w sobie gniew. Gdzieś tam rozumiem jej spaczoną motywację i pomimo szkód, jakie wyrządziła, nie potrafię ocenić jej jednoznacznie negatywnie.

Jak miało brzmieć pana nowe, żeńskie imię?

Wolę tego imienia nie ujawniać. To zamknięty rozdział. Chciałbym jednak podkreślić, że moi hejterzy już wymyślają, jak mógłbym mieć na imię i widzę przezywanie mnie różnymi żeńskimi formami. Myślą, że w ten sposób zranią mnie, bo ewidentnie to jest ich celem. Używają strategii, jaka rani ich samych, bo dla nich używanie starego imienia to potwarz. Dla mnie to po prostu zamknięty rozdział i nie widzę sensu tego imienia podkreślać.

Warto może też dodać, że ja w ogóle do niedawna wspierałem środowisko osób trans, nawet po detranzycji, ale w końcu, około roku 2020/2021, z przerażeniem zauważyłem, w jakim kierunku to wszystko zmierza, jak staje się społeczną epidemią, kwestionującą podstawy biologii, genetyki, ewolucji. Wtedy stałem się sceptyczny wobec terapii afirmujących transseksualizm, zwłaszcza że osób, które identyfikują się jako trans czy niebinarystów, zaczęło bardzo szybko przybywać. Tymczasem badania dowodzą, że osoby te są najczęściej albo gejami bądź lesbijkami nie akceptującymi swojej orientacji, tak jak to było u mnie, albo mają zaburzenia psychiczne, np. zaburzenie osobowości borderline czy autyzm, czy też traumy pochodzące z molestowania w dzieciństwie. Czasami są to też heteroseksualni mężczyźni-transwestyci, którzy obecnie często podają się za transkobiety i odchodzą od klasycznego transwestytyzmu na rzecz tożsamości transseksualnej. We wszystkich tych przypadkach zmiana płci nie pomoże, lecz zaszkodzi.

Transseksualiści to osoby zaburzone. Przede wszystkim potrzebują psychoterapii

„Niezgodność płci” jest tym samym, czym anoreksja – uważa psycholog.

zobacz więcej
Oprócz tego temat płci stał się bardzo upolityczniony jako jeden z elementów sporu kulturowego. Gdy na swoim popularnonaukowym blogu „To tylko teoria” pisałem o płci, o doborze naturalnym, nie budziło to kontrowersji. Później nagle zaczęły się oskarżenia o transfobię, gdy pisałem o genetyce. Ktoś zaczął wyszukiwać prywatne informacje na mój temat, zaczęto mnie szantażować, że ujawnią moją zmianę płci i detranzycję. Chcieli, żebym się bał i utwierdzali mnie w przekonaniu, że moja przeszłość to coś wstydliwego. Co najdziwniejsze, jednym ze stalkerów był człowiek związany z fundacją Transfuzja. Atakował mnie w prywatnych wiadomościach, pytając, jaki mam kariotyp, a potem… ujawnił moją osobistą historię, bez mojej zgody, na szczęście na niszowym profilu społecznościowym.

Czym jest ten kariotyp?

Liczbą chromosomów, w tym chromosomów płciowych. Zdrowy człowiek ma 46 chromosomów w tym dwa chromosomy płciowe, czyli albo XX albo XY. Natomiast jeśli ktoś ma zaburzenia rozwoju płciowego, czyli tzw. interseksualizm albo hermafrodytyzm, zwany też obojnactwem, może mieć jeden brakujący X albo Y, albo więcej tych chromosomów, możliwe są różne warianty. Zaburzenia rozwoju płciowego to bardzo szerokie pojęcie, to zbiór różnych zaburzeń genetyczno-hormonalno-anatomicznych i nie mają związku z transseksualizmem, to coś innego. Choć transaktywiści próbują te sprawy mieszać, żeby ludzie mylili ich z osobami, które są interpłciowe.

Możemy więc płeć określić zero-jedynkowo, czy nie?

Tak, płeć jest binarna, ale jeśli spojrzymy na zaburzenia rozwoju płci, to nie jest już takie proste. Kobieta z zespołem Turnera, uwarunkowanym genetycznie zespołem wad wrodzonych spowodowanych częściowym lub całkowitym brakiem jednego z chromosomów X, może być płodna, ale najczęściej może mieć wrodzoną dysgenezję gonad, powodującą w większości przypadków bezpłodność. Może mieć na przykład nadmierne owłosienie ciała. Tylko że to schorzenie jest bardzo rzadkie. Są np. skrajnie rzadkie przypadki, że jest zarodek, który ma kariotyp 46 XY, czyli teoretycznie powinien rozwinąć płeć męską, ale jego chromosom Y zostaje w wyniku mutacji genetycznej uszkodzony, i wtedy ta osoba rozwija się jako kobieta. Nazywamy to zespołem Swyera To także jest niezwykle rzadkie i nie ma związku z tożsamością, a z biologią. Nie podważa też binarnego charakteru płci.

Tymczasem transseksualizm i dysforia płciowa to zaburzenia identyfikacji płciowej – problem leży w głowie, a nie w genach i narządach płciowych. Dzisiaj dysforia płciowa nastolatków staje się zjawiskiem częstym. To zaprzecza jakiemukolwiek racjonalnemu wyjaśnieniu biologicznemu. Jest zjawiskiem społecznym, co przyznała Francuska Akademia Medyczna, nazywając to „modą”. Z kolei brytyjska NHS określiła to jako „fazę”.

Skąd u pana tak szeroka wiedza na tematy medyczne? Często pojawiają się zarzuty krytyków, że Sakowski z „To Tylko Teoria” wybiórczo traktuje temat i prowadzi krucjatę przeciwko środowisku trans.

Jestem z wykształcenia biologiem, po wydziale weterynaryjnym Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Zajmowałem się tymi tematami, o których opowiadam, ale przede wszystkim korzystam i powołuję się na publikacje naukowe, podręczniki medyczne, literaturę fachową, także w języku angielskim. I one zaprzeczają rozpowszechnianym dziś koncepcjom o tym, że nie ma dwóch płci albo że płeć jest niebinarna. Zaś co do transpłciowości, badania pokazują, że potencjalnie wrodzony i niezmienny transseksualizm to niezwykle rzadkie zjawisko i nie do potwierdzenia empirycznie. Jedyne, co można zrobić, to u osoby z podejrzeniem transseksualizmu wykluczyć wszystkie inne zaburzenia czy sytuacyjne problemy, mogące dawać takie objawy.

Z kolei kiedy wypowiadam się na tematy np. psychologiczne, nie robię tego jako ekspert, lecz dziennikarz, bloger, obserwator. Często też zapraszam psychologów do wywiadów na mojego bloga czy do podkastu „Teoretico”. Poza tym ważne jest dla mnie weryfikowanie, konsultowanie z ekspertami treści, które publikuję.
Rok 2014. Konferencja prasowa organizatorów Parady Równości w Warszawie, od lewej: Jej Perfekcyjność, rzecznik parady, socjolog i transwestyta Mariusz Drozdowski, poseł Twojego Ruchu Robert Biedroń, posłanka Twojego Ruchu Anna Grodzka i prezeska Fundacji Trans-Fuzja Lalka Podobińska. Fot. PAP/Jakub Kamiński
Jakie są możliwości, koszty i sama organizacja zmiany płci w polskich realiach? Jak to wyglądało w pana przypadku?

Na początku, w wieku 14/15 lat, hormony i blokery testosteronu wysyłała mi wspomniana Ewa, i nie były to jakieś drogie preparaty, przynajmniej w tamtym czasie. Później przesyłała mi recepty. Następnie, gdy miałem niespełna 18 lat, psycholog, którą polecała transseksualistyczna fundacja Trans-Fuzja, w ciągu jednej wizyty sfabrykowała mi diagnozę transseksualizmu, potrzebną w dalszym procesie. Pytałem ją, czy mogłaby mi zrobić jakieś badania, testy, aby potwierdzić, czy na pewno powinienem mieć zmianę płci. Jednak spieszyło jej się za granicę i powiedziała, że to niepotrzebne. Skierowała mnie do psychiatry i seksuolog, które także przy jednej wizycie, bez żadnych testów diagnostycznych i wywiadów klinicznych, wypisały mi diagnozę „transseksualizm”.

Co ważne, w wieku 15 lat chodziłem też do innej poradni, gdzie zdiagnozowano, że nie mam transseksualizmu, lecz że jestem gejem, nie akceptującym swojej orientacji. Zalecano, abym zaakceptował siebie, zamiast zmienić płeć, ale byłem wtedy poważnie zagubiony i zaburzony emocjonalnie, a Ewa wsparła mnie wówczas w przekonaniu, że ta diagnoza jest błędna, że tak naprawdę powinienem zmienić płeć. Dziś transaktywiści mówią na takie diagnozy i lekarzy, którzy je stawiają, że są transfobiczni i też każą je odrzucać. O tej pierwszej negatywnej diagnozie z okresu, gdy miałem 15 lat, powiedziałem psycholog, która sfabrykowała diagnozę transseksualizmu tuż przed moją osiemnastką. Machnęła na to ręką. Prawdopodobnie, taśmowo kierowała młodych ludzi na zmianę płci, bo miała takie poczucie misji. Na stronie Trans-Fuzji była zachwalana i polecana.

Transfuzja zarzuca panu kłamstwo.

Twierdzą, że nie rekomendowali takich osób, że nie mieli żadnej listy, ale w Internecie nic nie ginie. Szybko znalazł się zapis z serwerów z ich strony z tego czasu i mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że istniała taka lista.

A później, mając takie orzeczenie dotyczące transseksualizmu, mogłem zająć się kwestią prawną. Wbrew temu, co się mówi, sam proces formalnej zmiany płci też nie jest wyjątkowo trudny. Złożyłem dokumenty od razu, zaraz po skończeniu 18 lat, i pamiętam, że jako 19-latek na studia poszedłem już z żeńskimi danymi osobowymi.

Gdy transseksualni aktywiści głoszą dziś, że są „prześladowani”, bo zmiana płci w Polsce jest „trudna”, a oni nie mają podstawowych praw, warto odpowiedzieć, że zmiana płci w naszym kraju jest legalna od czasów PRL-u. Transseksualiści, w przeciwieństwie np. do gejów i lesbijek, mają tutaj wszystkie prawa, a kreują się na ofiary, którymi nie są.

Czy zaburzenie tożsamości płciowej jest zaraźliwe? Transgenderowy szał na uczelniach

W poprzedniej dekadzie w USA były tylko dwie kliniki zmiany płci, a obecnie jest ich aż 65.

zobacz więcej
Czy jest w Polsce podziemie związane z zabiegami, bo przecież mimo wszystko to, o czym rozmawiamy, jest nielegalne?

Tak, u osób małoletnich zmiana płci w Polsce jest nielegalna, ale za zgodą rodziców to się i tak robi, manipulując prawem, że rozpoczęcie zmiany płci to tak naprawdę diagnostyczny proces „testu realnego życia”. Z tego, co słyszałem, we Wrocławiu jest prywatna klinika, gdzie dokonuje się mastektomii nastolatkom, które twierdzą, że są trans, a nie ukończyły 18 lat.

Jednak całe to zamieszanie z moim artykułem na blogu, gdzie opisałem moją historię, a później także w związku z głośną wypowiedzią prof. Lwa-Starowicza w tygodniku „Wprost”, że czeka nas fala detranzycji, okazało się mieć aspekt pozytywny. Niektórzy lekarze i psycholodzy wystraszyli się i zaczęli odmawiać szybkich diagnoz, zrezygnowali z przepisywania blokerów dojrzewania na pierwszej wizycie bez badań psychiatrycznych, a także przestali wycinać nastolatkom zdrowe piersi tylko dlatego, że te mają dysforię płciową – która przecież w około 90% przypadków i tak minie z wiekiem. Ale nie wynika to raczej z ich sumienia, tylko ze strachu przed procesami.

Zresztą, świat zaczyna trzeźwieć. Jeszcze niedawno zmianę płci niepełnoletnim przeprowadzano w Szwecji i Finlandii, a ostatnio się z tego wycofano. Zakazał tego także Instytut Karolinska, który przyznaje Nagrodę Nobla z medycyny lub fizjologii. Trwa duża debata na ten temat w USA, a Wielka Brytania zamknęła w zeszłym roku klinikę zmiany płci Tavistock. Tysiące rodzin szykują się do pozwów o okaleczenie.

Ale już na przykład w Hiszpanii zalegalizowano ostatnio zmianę płci od 12. roku życia za zgodą sądu, od 14. roku życia za zgodą rodziców i od 16. bez ograniczeń, plus tzw. self-ID, autoidentyfikacja płci – tranzycja na żądanie, która oznacza zmianę płci na podpis w urzędzie, bez diagnozy i sprawy sądowej. Polega to na tym, że jeżeli ktoś twierdzi, że jest trans, to ani urząd stanu cywilnego, ani lekarz czy psycholog nie mają prawa tego zakwestionować. Nawet jeśli widzą, że tak naprawdę człowiek z dysforią płciową jest gejem lub lesbijką nie akceptującymi swojej orientacji, albo ma jakieś zaburzenie psychiczne lub traumę. Przeciwko temu protestowały różne organizacje medyczne i naukowe, w tym Kolegium Medyczne w Madrycie czy Hiszpańskie Towarzystwo Pediatryczne i Hiszpańskie Towarzystwo Psychiatrii Dziecięcej, ale politycy ich nie wysłuchali. Pomysł ten został więc w Hiszpanii wprowadzony i ustanowiony prawnie przez partię Podemos, odpowiednik polskiej partii Razem. Kiedyś Hiszpania była krajem prawdziwej tolerancji, zalegalizowała nawet małżeństwa jednopłciowe, jednak teraz stała się polem działań transseksualnych aktywistów chcących zmieniać płeć dzieciom.

Część mediów w Polsce chętnie wspiera ten nurt. Nie ma pan takiego wrażenia?

Bezkrytyczne propagowanie zmiany płci, niejednokrotnie z pominięciem wyników badań naukowych na ten temat, często pojawia się np. w „Wysokich Obcasach”, czyli dodatku do „Gazety Wyborczej”. „Wysokie Obcasy” opublikowały nawet po moim coming-oucie tekst, w którym jak autorytet wypowiada się stalkujący mnie działacz Trans-Fuzji, podczas gdy mnie nie poprosili o żaden komentarz, choć sprawa dotyczyła właśnie mnie. Nie wiem, czy łamie to prawo prasowe, ale na pewno było to po ludzku nieuczciwe i nieetyczne ze strony dziennikarki „Wysokich Obcasów”, zaangażowanej zresztą, jak się okazało, w transseksualny aktywizm. Jednak muszę stwierdzić, że pomimo całego bezkrytycznego podejścia „Wysokich Obcasów”, akurat sama „Gazeta Wyborcza” potraktowała mnie uczciwie. Dziennikarka Oktawia Kramer zaprosiła mnie do wywiadu w „Dużym Formacie” i rzetelnie oraz bardzo profesjonalnie podeszła do tematu. Rozmawiałem z nią pięć godzin, pokazałem jej dokumentację medyczną i prawną oraz wydruki wypowiedzi szantażystów i stalkerów. „Duży Format” był dotychczas jedynym liberalno-mainstreamowym medium, które się do mnie odezwało po ujawnieniu mojej historii, podczas gdy pozostałe albo spuściły zasłonę milczenia, albo mnie szkalowały, jak na przykład Krytyka Polityczna, AszDziennik czy Donald.pl, a także Oko.press, dla którego kiedyś przecież pracowałem.
Amerykańska trans-celebrytka i trans-aktywistka, Jazz Jennings. Jest ona jedną z najmłodszych znanych osób, które podjęły się tranzycji. Fot. AKM Images / Backgrid USA / Forum
Krytyka Polityczna sprzedaje książeczkę „Mam na imię Jazz” skierowaną do „transdzieciaków na całym świecie” i napisaną przez bohatera słynnego „trans reality show”, w którym w ostatnim odcinku miała miejsce impreza „Pożegnanie penisa”…

O ile cenię Krytykę Polityczną jako źródło ciekawych publikacji, wywiadów czy książek na niektóre tematy gospodarcze czy międzynarodowe, i sam mam poglądy lewicowe, to cały czas zastanawiam się, dlaczego sprawy ruchu osób trans oraz innych antyspołecznych ruchów postmodernistycznych, dominują w ich przekazie. Uważam, że takie stawianie sprawy w mediach szkodzi samej społeczności osób homoseksualnych, gdyż promuje wąską grupę agresywnych aktywistów stosujących przemoc, stalking, szantaże.

Zasmuciła mnie też reakcja organizacji „LGBT” na mój coming-out, które albo mnie personalnie zaatakowały, albo opublikowały wymowne treści propagujące zmianę płci. Są jak wioska broniąca pedofila, „bo swój”. Jedynie portal Queer.pl wypowiedział się krytycznie o ruchu trans i stanął po mojej stronie. Reszta medialnego środowiska „LGBT” mnie zaatakowała albo udała, że temat nie istnieje. Szkoda, bo jestem gejem skrzywdzonym przez transaktywistów.

A mówię „LGBT” w cudzysłowie, bo organizacje te w dużej mierze zostały przejęte w ostatnich kilku latach przez aktywistów trans, a także przez fetyszystów, propagatorów prostytucji i normalizacji zażywania narkotyków, w tym np. chemseksu, czyli uprawiania seksu pod wpływem narkotyków. Obecnie organizacje „LGBT” nie mają już prawie nic wspólnego z przeciętnym gejem, lesbijką czy osobą bi. My ich nie wybieraliśmy, oni samozwańczo występują w naszym imieniu, narzucając dyskurs wokół osób nieheteroseksualnych. Na Zachodzie też zaszedł taki proces i obecnie w USA i Wielkiej Brytanii powstają nowe organizacje LGB, bez tych kolejnych literek, które wykluczają fetyszystów, transwestytów, prostytutki i narkomanów. Walczą o same prawa osób homoseksualnych. W Polsce tego brakuje.

Czyli LGBT, w którym pojawiają się kolejne literki, nie jest monolitem?

Postulaty osób queer czy osób trans i niebinarnych nie mają nic wspólnego z osobami homoseksualnymi. Lesbijki będące feministkami, które nie chcą transseksualistów chcących korzystać z damskich szatni, są krytykowane za transfobię. Ostatnio w Cardiff na paradzie równości wybuchła awantura, gdy chciano usunąć transparent lesbijek: „Lesbians don’t like penises” (pol. Lesbijki nie lubią penisów). Z kolei na paradzie równości w stanie Vermont stratowano i zlinczowano 73-letniego geja „za transfobię”. Siedemdziesięcioparolatka!

Ogólnie uważam, że transaktywiści bardzo szkodzą osobom homoseksualnym i naszym postulatom. Weźmy temat zmiany płci i legalności takiej operacji. Osoby trans mają wszystkie prawa, mogą zmieniać płeć od dekad, podczas gdy osoby homoseksualne nie mogą nawet zawrzeć związku partnerskiego, nie wspominając o małżeńskim. Dlaczego więc organizacje „LGBT” akcentują głównie sprawy trans? Tegoroczna Parada Równości w Warszawie swój za drugi główny postulat uznała ułatwienie medycznej i prawnej zmiany płci. Małżeństwa jednopłciowe zeszły na dalszy plan.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Pojawia się już nawet pojęcie „transzewizm”, czyli bolszewizm w sprawach kulturowych, narzucenie większości filozofii społecznej mniejszości…

Samo słowo może wydawać się niejasne, natomiast skojarzenie jest trafne, gdyż mniejszość chce narzucić coś wszystkim wbrew nauce i zdrowemu rozsądkowi – zmianę płci u dzieci, self-ID u dorosłych, negowanie istnienia płci w biologii i medycynie. Moim argumentem, kiedy konfrontuję się ze środowiskiem trans, jest zawsze ten, że geje i lesbijki walczą o wolność w sferze osobistej, o prawa osobiste, natomiast osoby trans o prawo do okaleczania się, okaleczania dzieci, i to w zalegalizowany sposób, finansowany ze środków publicznych. Jedni chcą tylko zalegalizować swoje związki, drudzy zmieniać definicję płci i narzucić innym swój punkt widzenia. Geje i lesbijki chcą w spokoju móc tworzyć rodziny, transaktywiści dążą zaś do cenzury, zmuszania innych, by widzieli w nich inną płeć. Chcą zakwestionować podstawy biologii i wprowadzić zmiany, które uderzą w prawa człowieka, a także specyficzne prawa kobiet i dzieci.

A co pan sądzi o kampaniach społecznych takich jak „My rodzice” czy o nagrodach dla dziennikarza, który opowiadał o tym, jak wspierał swoje trans-dziecko?

Nic już się nie da naprawić. Detrans, czyli nieoczekiwana zmiana płci

Tendencja wspierania transseksualizmu jest dziś silna w zachodnim świecie. Ale chęć powrotu do dawnej płci – niemile widziana.

zobacz więcej
Wyrządza to duże szkody. Uważam, że podobnie jest z afirmowaniem przekonania dziecka o tym, że jest innej płci, choć w rzeczywistości ta młoda osoba dopiero się rozwija i nie powinno się jej utwierdzać w transpłciowej tożsamości. Myślę, że większość rodziców, u których dziecka pojawia się ten problem, jest po prostu bardzo zaniepokojona. Nie chcą odrzucić dziecka, ale też, nawet jeśli nie chcą, by pochopnie podjęło ono decyzję o zmianie płci, to trafia ono na specjalistów, którzy mogą je w tym utwierdzić. Skoro wiemy, że dysforia płciowa jest zaburzeniem psychicznym, do tego w części przypadków generowanym przez środowisko społeczne, to chyba jest nieco nieodpowiedzialne, aby bezkrytycznie wspierać dziecko w jego pogubieniu. I tak pewnie myśli większość rozsądnych rodziców. Na dodatek mnóstwo badań – najnowsze z ostatniego roku – wykazało, że większość nastolatków wyrasta z dysforii płciowej.

Natomiast jest inna grupa rodziców, działająca w organizacjach pozarządowych, wspierająca się i czerpiąca korzyści z grantów czy kampanii medialnych. Mogą to być też rodzice cierpiący na zastępczy zespół Münchhausena. Oni wręcz prześcigają się w licytacji na kolejne nowe syndromy i cierpienia swoich dzieci. A skoro „dziecko trans” uchodzi za najbardziej cierpiące, to rodzice chcący zyskać uwagę kosztem swojego dziecka, mają idealną okazję: wmówić dziecku, że jest trans.

Nawiązując do dziennikarza, o którym pan wspomniał, to uważam, że on po prostu umiejętnie się wypromował na historii swojego dziecka. Z nikomu nieznanego pracownika mediów stał się gwiazdą, tylko dlatego, że jego dziecko zmienia płeć. Opowiada o tym, że w Polsce, aby zmienić płeć, trzeba wytoczyć sprawę rodzicom za „błędne” podanie płci po urodzeniu, że opóźnienia z tym związane są skandaliczne. Ja odpowiadam: i dobrze, może ktoś będzie miał więcej czasu do namysłu. Może należałoby zastąpić pozywanie rodziców inną procedurą, ale samo to, że ona jednak trochę trwa, to akurat dobrze, bo daje więcej czasu do namysłu, zrozumienia siebie. Powinien obowiązywać standard psychoterapii nakierowanej na uświadomienie sobie swoich motywów, nie zaś psychoterapii utwierdzającej w jakimkolwiek przekonaniu, a psychoterapeuci nie powinni być ideologicznie motywowani aktywizmem.

Tu trzeba obiektywizmu i spokoju. Bo gdy człowiek chcący zmienić płeć stanie się bardziej świadomy swojej osobowości, możliwe, że zrezygnuje z pomysłu tranzycji, bo będzie już wiedział, że to bez sensu. W połowie kwietnia w czasopiśmie naukowym „Current Sexual Health Report” opublikowano wyniki najnowszej analizy medycznej, z której wynika, że dowody wskazują na brak korzyści płynących ze zmiany płci. Osoby z dysforią płciową powinny o tym się dowiedzieć. Tranzycja nie ratuje życia.

Czy 18 lat to nie jest jednak zbyt wcześnie, aby decydować o tak fundamentalnych sprawach dla naszego życia?

Oczywiście. Mózg dojrzewa znacznie dłużej, mniej więcej do 25. roku życia – szczególnie ośrodki mózgowe odpowiadające za racjonalne myślenie, regulację emocji czy rozważanie dalekosiężnych konsekwencji swoich działań. Do tego czas dojrzewania i osiągania samodzielności znacznie się wydłużył, teraz ludzie usamodzielniają się często dopiero w wieku 25-27 lat, i o wiele później zakładają rodziny. Moim zdaniem dopiero po 25. roku życia współczesny człowiek jest zdolny do tego, aby świadomie podjąć decyzję o tym, aby okaleczyć się poprzez zabiegi korekty płci. Myślę, że takie prawo uchroniłoby mnie przed cierpieniem, z jakim wiązałaby się tranzycja, ale nie upieram się przy tej liczbie lat. Tu potrzeba pewnie dłuższej dyskusji ze specjalistami.

Inna sprawa, że w dzisiejszym bardzo liberalnym społeczeństwie nikt nie zdecydowałby się na przesunięcie prawnej granicy dorosłości. Może o rok, dwa, ale nie do 25. roku życia, poza tym w niektórych kontekstach faktycznie takie przesunięcie dorosłości o 7 lat mogłoby mieć negatywne konsekwencje. Ale w kontekście zmiany płci należałoby wdrożyć odpowiednie i długie terapie, przede wszystkim terapie nastawione na znalezienie motywacji tego, dlaczego młody człowiek odczuwa dysforię płciową. To może pomóc zrozumieć, że nastolatka pragnie zmiany płci dlatego, że nie akceptuje swojej orientacji seksualnej, cierpi na zaburzenie typu borderline, ma dysmorfofobię, albo padła ofiarą molestowania i wypiera swoją płeć przez traumę. Do tego dociera się przez fachową psychoterapię lub okoliczności życiowe, a nie podawanie blokerów dojrzewania i hormonów płci przeciwnej wraz z nastawieniem, że tranzycja płci rozwiąże trudne problemy.

– rozmawiał Cezary Korycki

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP 2023
Zdjęcie główne: 3 lipca 2022. Politycy niemieccy z Nadrenii Północnej-Westfalii premier landu, członek CDU Hendrik Wuest (w środku) i burmistrz Kolonii Henriette Reker na paradzie środowisk LGBTIQ. Fot. Roberto Pfeil/DPA/PAP
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Nadchodzi kres naszej cywilizacji. Pozostaje nam tylko elegancja
Francuski filozof: – Wraz z Macronem doszła do władzy tyrania.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Cenzura była wliczona w ryzyko zawodowe
Ubecy „Przesłuchanie” Bugajskiego potraktowali jako film instruktażowy.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Najemnik, który prowadził osobistą wojnę z Sowietami
Chciał sprowadzić do Konga polskich emigrantów wojennych, nie posiadających własnego kraju.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Zaśmiecona pamięć. Co dalej z Redutą Ordona?
Tony odpadów, kału psów i ludzi. Pod nimi zapewne są mogiły żołnierzy z 1831 roku.
Rozmowy wydanie 12.05.2023 – 19.05.2023
Kościół nie jest demokracją
Kard. Müller: potrzebny jest nowy Kulturkampf – wymierzony w ideologię LGBT i gender.