Felietony

Dziedzictwo Maja’68 ma mroczne oblicze: obronę pedofilii

Dla wielu piewców legendy o romantycznej paryskiej rebelii (a do nich się zalicza także Adam Michnik) jest to bardzo kłopotliwe. Francuski filozof Michel Onfray (bynajmniej nie konserwatysta) stwierdził wprost, że chodzi o pochwałę pedofilii. W latach 70. i 80. Daniel Cohn-Bendit opowiadał się za depenalizacją seksu dorosłych z dziećmi i przypuszczalnie nie poprzestawał na słowach.

Od pamiętnego Maja’68 minie w tym roku 55 lat. Ówcześni młodzi buntownicy, którzy wstrząsnęli wtedy Francją, dziś są po prostu dziadersami. W ciągu ponad półwiecza zdążyli oni przemaszerować przez instytucje i stać się ludźmi establishmentu. Ale to, że się ustatkowali nie oznacza, iż pozostawią po sobie świat bez zmian.

Maj’68 to symbol rewolucji kulturowej, której celem była realizacja radykalnie emancypacyjnych aspiracji, zgłaszanych przez pokolenie baby boomers. Główne hasło francuskich kontestatorów stanowił slogan: „Zabrania się zabraniać”. Występowali oni przeciw społeczeństwu mieszczańskiemu, w którym – według nich – brakowało swobód obyczajowych, zwłaszcza tych dotyczących seksualności.

Przywódca zrewoltowanych paryskich studentów Daniel Cohn-Bendit nazywał wręcz Francję za prezydentury Charlesa de Gaulle’a „reżimem faszystowskim”. Skąd taka oskarżycielska retoryka? Chodziło między innymi o obowiązujące w akademikach reguły: ograniczenia odwiedzin oraz rozdział płci. W oczach gniewnej młodzieży były one nie do przyjęcia, ponieważ krępowały jej życie intymne.

Kiedy Cohn-Bendit walczył o prawo do „wolnej miłości” w akademikach francuskich, po wschodniej stronie „żelaznej kurtyny”, działo się coś zgoła innego. Młodzi Polacy nie mieli takich zmartwień, jak ich rówieśnicy znad Sekwany. Uczestnicy studenckich protestów w Polsce, które przeszły do historii jako Marzec’68, mierzyli się bowiem z dyktaturą prawdziwą, a nie urojoną. Przekonał się o tym wówczas przyszły przyjaciel Cohna-Bendita, Adam Michnik. Gdy we Francji wrzało, on za działalność opozycyjną siedział w areszcie, czekając na proces. We francuskiej demokracji Cohnowi-Benditowi tego rodzaju represje nie groziły (ów wątek został poruszony w rozmowie Tygodnika TVP z pisarzem Antonim Liberą).

To jednak już przeszłość. Komunizm runął. A dziedzictwo Maja’68 przeorało obyczajowo świat, o czym świadczy na przykład nadawanie w krajach europejskich rozmaitych praw mniejszościom seksualnym. Obecnie zaś Cohn-Bendit – który od roku 1994 przez wiele lat był eurodeputowanym Zielonych z Francji i Niemiec – oraz Michnik należą do elit Europy. Zabierają głos jako autorytety. Choć występują między nimi w pewnych kwestiach różnice, to w sprawach zasadniczych przemawiają jednym głosem. Wspólnie choćby ostrzegają przed politycznymi sukcesami prawicowych „populistów” w Europie.
Adam Michnik i Daniel Cohn-Bendit w drodze na panel dyskusyjny „Co nam zostało z tych lat”, zorganizowany w 2008 r. na Uniwersytecie Warszawskim z okazji obchodów 40. rocznicy Marca'68. Fot. PAP/Paweł Supernak
Tymczasem dziedzictwo Maja’68 ma mroczne oblicze, które dla wielu piewców legendy o romantycznej paryskiej rebelii (a do nich się zalicza także Michnik) jest bardzo kłopotliwe. Francuski filozof Michel Onfray (bynajmniej nie konserwatysta) stwierdził wprost, że chodzi o pochwałę pedofilii (wzmiankuje on o tym w eseju „Autodafe. Sztuka unicestwiania książek”, którego fragment opublikowaliśmy w poprzednim wydaniu Tygodnika TVP).

„Wolna miłość” z nieletnimi

W latach 70. i 80. Cohn-Bendit opowiadał się za depenalizacją seksu dorosłych z dziećmi i ponadto przypuszczalnie nie poprzestawał na słowach. Choć później się od swojego stanowiska odciął, to jednak temu, że wcześniej przyznał się do szokujących zachowań, zaprzeczyć się nie dało.

W roku 2001 niemiecka dziennikarka Bettina Röhl (córka sławetnej terrorystki z Frakcji Czerwonej Armii Ulriki Meinhoff) przypomniała książkę Cohna-Bendita „Le grand bazar” („Wielki bazar”) z 1975. Chwalił się on w tej publikacji, że gdy pracował w przedszkolu pedagogiki alternatywnej we Frankfurcie, to miał „flirt z dziećmi” o „charakterze erotycznym” (w tym kontakty cielesne z pięcioletnimi dziewczynkami). Zresztą z tego wyznania nie czynił tajemnicy. W roku 1982 powtórzył je w nadawanym na kanale France 2 talk show „Apostrophes”.

Przypadek Cohna-Bendita nie jest odosobniony. O tym, jak czołówka francuskiej śmietanki towarzyskiej podchodziła do seksualnego wykorzystywania nieletnich przez dorosłych, traktują dwa teksty Beaty Modrzejewskiej w Tygodniku TVP: „Nasz przyjaciel pedofil. Czy współżycie z dziećmi to wyraz artystycznej wolności?” oraz „Najpierw pedofilia, potem kazirodztwo” .

Jeśli chodzi o „wolną miłość” w praktyce, to w kręgach, o których mowa, nie było ograniczeń wiekowych. Modrzejewska relacjonuje dyskusję wokół opublikowanej w roku 2020 powieści „Le Consentement” („Zgoda”). Jej autorka – pisarka Vanessa Springora – w fikcję literacką wplotła bolesne fakty ze swojego życia. A było tak, że w roku 1985 jako trzynastolatka została ona uwiedziona przez pisarza Gabriela Matzneffa. Mężczyzna liczył wówczas 49 lat i nie widział w tym, co robił, niczego niestosownego (a – jak wynika z książki – nie stronił on wobec dziewczyny nawet od przemocy). Potem zaś – w roku 1990 – tak jak Cohn-Bendit, nie zawahał się w „Apostrophes” przyznać do swoich perwersyjnych upodobań erotycznych.

Czy można się jednak temu dziwić, skoro na paryskich salonach panował określony klimat obyczajowy? Modrzejewska przywołuje petycję z roku 1977, w której o przyzwolenie dla pedofilii we Francji apelowali tacy luminarze francuskiego życia publicznego, jak: pisarze – Louis Aragon, Simone do Beauvoir, Jean-Paul Sartre, krytyk literacki Roland Barthes, reżyserzy – Patrice Chéreau i Alain Robbe-Grillet, filozofowie – André Glucksmann, Jacques Derrida, Michel Foucault, politycy – Bernard Kouchner i Jack Lang. Wśród sygnatariuszy dokumentu nie zabrakło nawet lekarza pediatry. Chodzi o Françoise Dolto, która uchodziła za wybitną ekspertkę w dziedzinie opieki nad dziećmi.

W petycji znalazł się i taki argument, że we Francji prawo do pigułki antykoncepcyjnej obejmowało wtedy już trzynastolatki. Oznaczałoby to, iż ustawodawca przewidział, że są one gotowe do współżycia seksualnego.
Demonstranci z transparentem „Nagroda Heussa za seks z dziećmi” protestują przeciwko wręczeniu nagrody im. Theodora Heussa politykowi i publicyście UE Danielowi Cohnowi-Benditowi. Stuttgart, 2013 r. Fot: PAP/DPA, Marijan Mura
Postulatów legalizacji pedofilii we Francji nie byłoby jednak bez podbudowy światopoglądowej. A Maj’68 stanowił wielką manifestację nowej lewicy. Ów nurt ideowy nabrał znaczenia w bogatych społeczeństwach konsumpcyjnych po drugiej wojnie światowej. Jednym zaś z jego prekursorów był Wilhelm Reich.

Ten żyjący w pierwszej połowie XX stulecia austriacki psychiatra – uczeń twórcy psychoanalizy Zygmunta Freuda i do pewnego momentu jego współpracownik – działał w ruchu komunistycznym. Ale jego ekscentryczne teorie przysparzały mu przeciwników nawet wśród samych komunistów. Reich uważał, że warunkiem wyzwolenia z kapitalistycznego ucisku klasy robotniczej jest rewolucja seksualna. Dlatego optował za prowadzeniem edukacji seksualnej w środowiskach robotniczych. Potępiając zaś niemiecki reżim nazistowski porównywał go z rodziną, w której rodzice tłumią u dzieci popęd seksualny.

Pedofilski „eksperyment pedagogiczny”

Reich nie dożył Maja’68. Natomiast inaczej było z francuskim filozofem Rene Schérerem (zmarł 1 lutego bieżącego roku w wieku 100 lat). Zryw paryskiej młodzieży skłonił go do reinterpretacji XIX-wiecznej myśli lewicowej.

Z wywodów Schérera można wnioskować, że zwolennicy socjalistycznych teorii skoncentrowani są na walce klas, a co za tym idzie – na ekonomicznym podłożu wyzysku. Dlatego umykają im inne wymiary rzeczywistości społecznej, w których występują relacje oparte na dominacji i wykluczeniu. Tak się dzieje choćby na linii dorośli – dzieci. Przejawia się to w represyjnej kontroli tych pierwszych nad seksualnością tych drugich.

Schérer – zdeklarowany homoseksualista, który kontestował tradycyjną moralność europejską – również był orędownikiem przyzwolenia dla pedofilii. To swoje stanowisko próbował kuriozalnie usprawiedliwiać w roku 2021 w wywiadzie udzielonym czasopismu internetowemu Lundimatin. Filozof twierdził, że… występował w imieniu nie dorosłych (w domyśle: moralnie do cna zepsutych), lecz dzieci, których pożądania i fantazje, w tym także seksualne, powinno się – według niego – wyzwolić spod kurateli rodziny czy szkoły.

Nie może być zatem zaskoczenia, że ktoś o takich przekonaniach był wplątany w aferę Coral. Na początku lat 80. we Francji wybuchł skandal wokół tego, co się działo w pewnym ośrodku edukacyjnym położonym niedaleko Nîmes. Coral to jego nazwa. Kadrę placówki stanowili ludzie zafascynowani ideami Maja’68. Od połowy lat 70. realizowali oni program pedagogiki alternatywnej. Inspirowali się antypsychiatrią. Ów termin obejmuje teorie zakładające, że choroby psychiczne obiektywnie nie istnieją, a lecznictwo psychiatryczne jest narzędziem represji podejmowanych przez instytucje władzy wobec osób, które nie spełniają norm społecznych.

Coral był więc eksperymentem pedagogicznym. Wychowanków ośrodka rekrutowały do niego francuskie instytucje państwowe odpowiedzialne za opiekę nad dziećmi i zdrowie publiczne. Do placówki trafiali między innymi nieletni z chorobami psychicznymi i upośledzeniami umysłowymi. Rzecz w tym, że się okazało, iż pedagogicznemu eksperymentowi towarzyszyły zachowania pedofilskie. Ale podejrzenia o czyny przestępcze padły nie tylko na kadrę ośrodka, ale również na prominentne postaci francuskiego życia publicznego, w tym właśnie Schérera. Pojawili się bowiem dwaj świadkowie – bracia Jean-Claude i Michel Kriefowie – którzy wskazywali, że wokół Coral działa potężna siatka pedofilska. Miał być do niej wciągnięty choćby wymieniony już w niniejszym tekście Jack Lang. Wtedy był on ministrem kultury Francji.
ODWIEDŹ I POLUB NAS
Ostatecznie przed sądem stanęła grupa pracowników placówki. Zapadły wyroki więzienia, choć biorąc pod uwagę ciężar orzeczonych win, kary były niskie. Natomiast nie znaleziono dowodów obciążających Schérera, Langa i inne osoby spoza kadry Coral. Jean-Claude Krief część swoich zarzutów wycofał, a Michel Krief popełnił samobójstwo w niewyjaśnionych okolicznościach.

„Seks pomaga dzieciom w rozwoju”

Wysiłki, aby zdjąć z pedofilii odium zła, podejmowano jednak nie tylko we Francji oraz – jak wynika ze wspomnień Cohn-Bendita – w Niemczech. Niedawno publicystka Liliana Sonik zamieściła na Facebooku wpis, w którym zwróciła uwagę na przypadek Holandii.

Jak czytamy w tej notce, w kraju tym apologia pedofilii przybrała charakter niemal systemowy. Powstawały grupy badawcze i raporty, które przedstawiano jako naukowe. Angażowało się w to mnóstwo uczonych. Z nich największy rozgłos zdobyli prawnik, senator holenderskiej Partii Pracy Edward Brongersma oraz psycholog, ekspert sądów Frits Bernard. Ten drugi to współautor opublikowanej w roku 1972 pracy „Sex met kinderen” („Seks z dziećmi”).

Pozycję tę przedstawiano jako rezultat 10 lat badań i rozmów prowadzonych z setkami pedofili oraz dziećmi, z którymi mieli oni kontakty seksualne. Przekaz brzmiał następująco: nikomu takie stosunki nie szkodzą, a seks wręcz pomaga dzieciom w rozwoju psychospołecznym. W latach 80. Holandia stała w awangardzie takich przekonań. Liliana Sonik cytuje bulwersujące słowa Brongersmy (bądź co bądź cieszącego się prestiżem społecznym naukowca i polityka) z roku 1984: „w Holandii temat pedofilii jest obiektywnie omawiany w szkołach policyjnych i na uniwersytetach, które czynią wszystko, by skończyć z uprzedzeniami”.

Próby, aby seks dorosłych z nieletnimi przestał być objęty zakazem – zarówno jeśli chodzi o ustawodawstwo, jak i o moralność – stanowiły zatem w drugiej połowie XX stulecia wśród elit Europy trend kulturowy. W tym kontekście należy rozpatrywać choćby poczucie bezkarności słynnego włoskiego reżysera Luchina Viscontiego. Realizując film fabularny „Śmierć w Wenecji” (premierę miał w roku 1971) zachowywał się on uwodzicielsko wobec odtwórcy roli Tadzia Björna Andrésena, który w trakcie zdjęć był piętnastolatkiem (więcej można o tym przeczytać w Tygodniku TVP w tekście „Gdyby chodziło o księdza… Ale tu homoseksualiści stanowili trzon ekipy filmowej” ).

Tak więc dziedzictwo Maja’68 to w istocie trup w szafie ludzi afirmujących swobody obyczajowe. I jest czymś co najmniej zastanawiającym, że chodzi tu o sprawy, które muszą być powszechnie znane. Nikt ich przecież nie ukrywał. Jeśli zatem ktoś postrzega pedofilię jako coś obrzydliwego i zbrodniczego, a rewolucję seksualną jako coś chwalebnie postępowego, to powinien przeżywać nie lada dysonans poznawczy.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Protest organizacji ofiar pedofili oraz Junge Union (młodzieżowa organizacja CDU) przeciwko przyznaniu nagrody im. Theodora Heussa politykowi i publicyście Danielowi Cohnowi-Benditowi. Schlossplatz w Stuttgarcie, 20 kwietnia 2013 r. Fot. PAP/DPA, Marijan Mura
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Za sowieckim komunizmem kryły się pogańskie żywioły. Czy to one...
Do Moskwy trafiła ziemia z Himalajów przeznaczona na grób „mahatmy Lenina”.
Felietony Najnowsze wydanie
Na zlecenie Odry
Czy rzeka może być osobą prawną?
Felietony Najnowsze wydanie
Gotów był poświęcić wolność (innych) dla stabilności świata
Stulatek, który doradzał Ukraińcom, aby oddali Krym i Donbas.
Felietony Najnowsze wydanie
Tęskno mi, Panie
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
A niebo pełne...
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.