Cywilizacja

Matematyka wykazuje głębokie podobieństwo z religią

Istnieją patologie religii oraz – niemniej niebezpieczne – patologie rozumu. Religia i rozum potrzebują się nawzajem – pisze papież Benedykt XVI do włoskiego uczonego, zdeklarowanego ateisty Piergiorgia Odifreddiego. Naukowiec wysłał Ojcu Świętemu swoją książkę „Drogi Papieżu, piszę do Ciebie”, będącą krytycznym komentarzem do „Wprowadzenia w chrześcijaństwo” Josepha Ratzingera.

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Esprit publikujemy fragmenty wspólnej książki obu tych autorów „W poszukiwaniu prawdy”, w znakomitym przekładzie Agnieszki Zielińskiej.

Od Benedykta XVI do Piergiorgia Odifreddiego, 30 sierpnia 2013

Szanowny Profesorze,
przede wszystkim pragnę przeprosić, że dopiero teraz piszę z podziękowaniem za Pańską książkę Caro Papa, ti scrivo, jak również za uprzejme słowa, które przy tej okazji skierował Pan pośrednio również do mnie za pośrednictwem arcybiskupa Gänsweina. Nie chciałem jednak pisać do Pana przed przeczytaniem tej książki, a ponieważ wciąż spoczywają na mnie pewne obowiązki, dopiero teraz zdołałem ukończyć jej lekturę.

Dzisiaj chciałbym wreszcie podziękować Panu za to, że w szczegółach usiłował Pan skonfrontować się z moją książką, a zatem również z moją wiarą. /…/ Muszę podziękować również za lojalność, z jaką potraktował Pan mój tekst, szczerze starając się oddać mu sprawiedliwość. Niemniej jednak moja opinia o Pańskiej książce w jej całokształcie jest sama w sobie dość ambiwalentna. Przeczytałem niektóre jej części z wielką przyjemnością i korzyścią. Inne natomiast zadziwiły mnie pewną agresywnością i niefrasobliwością argumentacji. Chciałbym odpowiedzieć Panu, omawiając każdy rozdział z osobna, na to jednak nie starczy mi sił. Skupię się zatem na niektórych punktach, które wydają się szczególne istotne.

I

Dziwi mnie przede wszystkim, że na stronie 16 i następnych interpretuje Pan mój wybór wyjścia poza odczuwanie zmysłowe, by dostrzec rzeczywistość w jej wielkości, jako „wyraźną negację zasady rzeczywistości” bądź jako „psychozę mistyczną”, podczas gdy ja zamierzałem przez to powiedzieć dokładnie to, co później – na stronie 18 i następnych – wykłada Pan sam na temat metody nauk przyrodniczych: „przekraczanie ograniczeń ludzkiego postrzegania zmysłowego”.

W pełni się więc zgadzam z tym, co napisał Pan na stronie 24: „matematyka wykazuje głębokie podobieństwo z religią”. W tym punkcie nie widzę zatem żadnej prawdziwej sprzeczności pomiędzy Pańskim podejściem a moim.

Pisząc dalej, na stronie 28, że „prawdziwą religijność można znaleźć dziś raczej w nauce niż w filozofii”, stawia Pan tezę, nad którą można by z pewnością dyskutować; jestem jednak zadowolony, że zamierzał Pan zaprezentować tu swoją dziedzinę jako „prawdziwą religijność”.

Zgodnie z powyższym na stronie 106 swojej książki pisze Pan w sposób bardzo drastyczny, że „matematyka i nauki ścisłe są jedyną prawdziwą religią, reszta jest zabobonem”.

W jakim języku Benedykt XVI rozmawiał z kotami

Kochał muzykę, łacinę, Bawarię i zwierzęta.

zobacz więcej
Mogę oczywiście zrozumieć, że ideę pierwotnego Rozumu i Stworzyciela jako osoby z własnym „ja” uznaje się za antropomorfizm: wydaje się to jednak niepojętą dla nas redukcją wielkości Logosu. Trynitarna wiara Kościoła, której prezentację z mojej książki przytacza Pan w sposób bardzo obiektywny, wyraża w pewnym stopniu również całkowicie odmienny, tajemniczy aspekt Boga, to, co możemy odbierać jedynie intuicyjnie i z daleka.

Chciałbym przy tym przypomnieć stwierdzenie Pseudo-Dionizego Areopagity, który powiedział kiedyś, że umysły filozoficzne mogą oczywiście doznawać pewnego rodzaju odrzucenia wobec biblijnych antropomorfizmów, uznając je za niestosowne. Jednak te oświecone osoby ryzykują, że uznają swoją filozoficzną ideę Boga za odpowiednią oraz że zapomną, że również ich idee filozoficzne pozostają nieskończenie dalekie od rzeczywistości ganz Andere zupełnie innego.

Antropomorfizm ten jest niezbędny, aby pokonać arogancję myśli. Trzeba wręcz powiedzieć, że pod pewnymi aspektami antropomorfizm zbliża się bardziej do rzeczywistości Boga niż same idee. Zresztą pozostaje wciąż obowiązujące to, co w 1215 roku stwierdził Sobór Laterański IV, mianowicie że każda idea Boga może być wyłącznie analogiczna, a brak podobieństwa z prawdziwym Bogiem jest zawsze nieskończenie większy od podobieństwa.

Stwierdziwszy to, należy też dodać, iż boski Logos musi być również świadomością, a w tym sensie Podmiotem i Osobą. Obiektywny rozum zakłada zawsze istnienie podmiotu, rozumu świadomego siebie.

Na stronie 89 Pańskiej książki pisze Pan, że rozróżnienia tego, które w 1968 roku mogło jeszcze wydawać się usprawiedliwione, wobec istniejących obecnie sztucznych inteligencji nie da się obronić. Zupełnie mnie Pan w tym nie przekonuje. Sztuczna inteligencja jest inteligencją ewidentnie przekazaną przez podmioty świadome, jest inteligencją umieszczoną w maszynach. Wyraźnie wywodzi się więc z inteligencji ludzkich twórców takich maszyn.

Nie mogę też absolutnie zrozumieć, dlaczego na początku nie pisze Pan o Logos wielką literą, lecz o logos matematycznym, małą literą (na stronie 47). Logos z początku stanowi przecież Logos ponad wszystkimi logoi.

Oczywiście przejście od logoi do Logos, dokonane przez wiarę chrześcijańską wraz z wielkimi filozofami greckimi, jest skokiem, którego nie da się tak po prostu wykazać: prowadzi on od empirii do metafizyki, a wraz z tym na inny poziom myślenia i rzeczywistości. Jednakże ten skok jest przynajmniej tak logiczny, jak jego kontestacja. Sądzę również, że ten, kto nie potrafi go dokonać, powinien jednak uznać go przynajmniej za poważną kwestię.

To jest decydujący punkt mojego dialogu z Panem; punkt, do którego powrócę jeszcze na koniec: oczekiwałbym, że ktoś, kto stawia sobie poważne pytania, przyzna jednak to „może”, o którym – za Martinem Buberem – mówiłem na początku mojej książki [M. Buber, Opowieści chasydów, tłum. P. Hertz, Poznań 2005. Buber opowiada, jak pewien rabin przestrzegł pewnego oświeconego, mówiąc: „A może to jednak prawda”. Efekt tych słów na mędrcu był taki, że „owo groźne «może», które nieustannie brzmiało mu w uszach, złamało jego opór”]. Obaj rozmówcy muszą trwać w poszukiwaniu. Wydaje mi się jednak, że Pan przerwał poszukiwania, w pewnym sensie dogmatycznie, i nie zadaje już pytań, a jedynie stara się mnie pouczać.

II

Wyłożona powyżej myśl stanowi dla mnie centralny punkt prawdziwego dialogu pomiędzy Pańską wiarą „naukową” a wiarą chrześcijan. Cała reszta jest w porównaniu z tym drugorzędna. Proszę mi zatem pozwolić bardziej się streścić w kwestii ewolucji.

Przede wszystkim chciałbym zwrócić uwagę, że żaden poważny teolog nie zakwestionuje, że całe „drzewo życia” znajduje się w żywej relacji wewnętrznej, dla której pasuje słowo „ewolucja”. Tak samo żaden poważny teolog nie będzie twierdził, że Bóg, Stworzyciel, musiał własnoręcznie popychać naprzód proces rozwoju świata na jego etapach pośrednich. W tym sensie wiele ataków na teologię dotyczących ewolucji jest nieuzasadnionych.
Wieszanie krzyży nad tablicami w salach lekcyjnych Bergschule St. Elisabeth w mieście Heiligenstadt w Turyngii w 1991 roku. 80 proc. mieszkańców tamtejszego powiatu Eichsfeld to katolicy, gdy znaleźli się w radzieckiej strefie okupacyjnej, rząd NRD w 1952 roku nakazał usunięcie krzyży ze szkół. Fot. Jan Bauer/ DPA
Z drugiej strony pożyteczne dla postępu wiedzy byłoby, gdyby również przedstawiciele nauk przyrodniczych bardziej otwarcie okazali się świadomi problemów i gdyby wyraźnie powiedziano, ile pytań w tej kwestii pozostaje bez ostatecznych odpowiedzi.

Zawsze uważałem za przykładowe w tej kwestii dzieło Jacques’a Monoda [ J. Monod, Il caso e la necessita, Milano 2001, s. 117 i nast. wyd. polskie: Przypadek i konieczność: esej o filozofii biologii współczesnej, tłum. J. Bukowski, Warszawa 1979], który wyraźnie przyznaje, że w ostatecznym rozrachunku nie wiemy, w jaki sposób za każdym razem tworzą się nowe, pełne znaczenia DNA. Podważam więc Pańską tezę na stronie 73, zgodnie z którą cztery typologie rozwinięte przez Darwina doskonale wyjaśniałyby wszystko to, co dotyczy ewolucji roślin i zwierząt, łącznie z człowiekiem.

Jednocześnie nie chciałbym pomijać faktu, iż w tej dziedzinie panuje w dużej mierze fantastyka naukowa – zaraz będę o tym mówił. Ponadto lekarz i naukowiec Joachim Bauer z Fryburga w swojej książce Prinzip Menschlichkeit: Warum wir von Naturaus kooperieren [Zasada ludzkości: dlaczego współpracujemy dla natury] w zaskakujący sposób zilustrował problem darwinizmu społecznego: również w tej kwestii nie powinno się milczeć.

Wynik Long-term evolution experiment [Długotrwały eksperyment ewolucyjny – eksperyment amerykańskiego biologa Richarda Lenskiego, który od 1988 roku bada ewolucję bakterii E. coli – przyp. tłum.], o którym mówi Pan na stronie 709, nie jest wcale tak szeroko zakrojony. Usiłowanie skrócenia czasu pozostaje w ostatecznym rozrachunku sztuczne, a osiągnięte mutacje mają skromny zasięg. Przede wszystkim jednak człowiek jako demiurg musi wciąż na nowo interweniować – co w ewolucji chcemy właśnie wykluczyć.

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Wydaje mi się ponadto bardzo istotne, że w swej „religii” uznaje Pan jednak trzy „tajemnice”: kwestię pochodzenia świata, powstania życia i źródła świadomości bardziej rozwiniętych istot żywych. Oczywiście widzi Pan człowieka jako rodzaj małpy, a tym samym podaje zasadniczo w wątpliwość godność człowieka; w każdym razie powstanie świadomości pozostaje dla Pana kwestią otwartą (strona 106).

III

Wielokrotnie zwraca mi Pan uwagę, że teologia jest jakoby fantastyką naukową. W tej kwestii dziwi mnie, że mimo tego uznaje Pan moją książkę za godną tak szczegółowej dyskusji. Proszę mi pozwolić zaproponować w tej kwestii cztery punkty:

1. Słuszne jest stwierdzenie, że „nauka” w najwęższym znaczeniu tego słowa obejmuje tylko matematykę, natomiast nauczyłem się od Pana, że tu też należałoby rozróżnić jeszcze arytmetykę i geometrię. We wszystkich ściśle określonych dziedzinach naukowość ma za każdym razem własną formę, zgodnie z wyjątkowością swego przedmiotu. Zasadnicze jest, aby stosowała sprawdzalną metodę, wykluczała dobrowolność i gwarantowała racjonalność we własnych procedurach.

2. Nauka powinna przynajmniej uznać, że w dziedzinie historii oraz myśli filozoficznej teologia wypracowała trwałe rezultaty.

3. Istotną funkcją teologii jest kultywowanie religii związanej z rozumem i rozumu związanego z religią. Obie te funkcje mają zasadnicze znaczenie dla ludzkości. W moim dialogu z Habermasem wykazałem, że istnieją patologie religii oraz – niemniej niebezpieczne – patologie rozumu. Religia i rozum potrzebują się nawzajem, a utrzymywanie ich nieustannie w połączeniu jest ważnym zadaniem teologii.

4. Fantastyka naukowa istnieje zresztą w wielu dziedzinach nauki. To, co Pan wykłada na temat teorii początku i końca świata, opisałbym jako fantastykę naukową w dobrym znaczeniu: są to wizje i zapowiedzi mające na celu osiągnięcie prawdziwego poznania, lecz są właśnie tyko wyobrażeniami, dzięki którym staramy się zbliżyć do rzeczywistości.
Istnieje zresztą fantastyka naukowa w wielkim, własnym stylu również w obrębie teorii ewolucji /…/.

V

To, co mówi Pan o postaci Jezusa, nie jest godne Pańskiej rangi naukowca. Jeśli stawia Pan kwestię tak, jakby o Jezusie w gruncie rzeczy nic nie było wiadomo i nic o Nim jako postaci historycznej nie dało się zweryfikować, to mogę jedynie zdecydowanie zachęcić Pana, aby nabył Pan większej wiedzy historycznej. /…/
Jednocześnie jednak zawsze – a szczególnie w przedmowie do pierwszego tomu mojej książki Jezus z Nazaretu – wprost wyjaśniałem, że egzegeza historyczno-krytyczna jest konieczna dla wiary, która nie proponuje mitów opartych na historycznych wyobrażeniach, lecz powołuje się na prawdziwą historyczność, a zatem musi przedstawiać historyczną rzeczywistość swoich twierdzeń również na sposób naukowy. Nie jest więc słuszne, że Pan twierdzi, iż interesuje mnie wyłącznie metahistoria; wręcz przeciwnie, wszystkie moje wysiłki mają na celu pokazanie, że Jezus opisany w Ewangelii jest również rzeczywistym Jezusem historycznym; że mamy do czynienia z historią, która naprawdę się wydarzyła.

– Benedykt XVI, Piergiorgio Odifreddi

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Tytuł od redakcji. Zdjęcie autorów: PAP/DPA oraz AGF/Leemage/ Bridgeman Obrazy – RDA / Forum
Ksiązka ukazała się nakładem Wydawnictwa Esprit
O książce

Piergiorgio Odifreddi to włoski matematyk, logik, filozof i eseista . Urodził się i wychował w katolickiej rodzinie i – podobnie jak Joseph Ratzinger – szkołę średnią rozpoczął w niższym seminarium duchownym. Wkrótce jednak przeszedł na inną stronę i został słynnym ateistą polemistą.

Przedmowę do tej niezwykłej książki napisał kardynał Gianfranco Ravasi, do którego Benedykt odesłał profesora Odifreddiego, kiedy ten w 2021 roku napisał do papieża: „Nie wiem, czy zgodzi się Papież uznać naszą korespondencję za «narzędzie duchowe». Z pewnością stała się ona powoli i stopniowo książką, którą ofiaruję teraz Papieżowi wydrukowaną w jednym jedynym egzemplarzu. Zgrzeszyłbym jednak zaniedbaniem, gdybym nie wyznał, że mam nadzieję, iż zgodzi się Papież, aby opublikować ją drukiem w wielu egzemplarzach, jako godne ukoronowanie tego, co Papież od naszego pierwszego spotkania uznał – jak sam stwierdził – za swoisty «dziedziniec pogan», nieoczekiwanie trwający tak długo”.

Kardynał Ravasi wyjaśnia więc, skąd wzięło się odniesienie do Dziedzińca Pogan. Pisze we wstępie: „Aby zrozumieć znaczenie tego pojęcia, należy sięgnąć do słów, które Benedykt XVI skierował do Kurii Rzymskiej z okazji życzeń bożonarodzeniowych w 2009 roku: «Uważam, że Kościół powinien również dzisiaj otworzyć swego rodzaju »dziedziniec pogan«, gdzie będą mogli w jakiś sposób zbliżyć się do Boga ludzie, którzy Go nie znają, zanim znajdą drogę do Jego tajemnicy, której służy życie wewnętrzne Kościoła. Do dialogu z religiami powinien dzisiaj dołączyć się przede wszystkim dialog z tymi, którym religia jest obca, którzy nie znają Boga, a jednak nie chcą pozostać po prostu bez Boga, lecz pragną przynajmniej zbliżyć się do Niego jako do Nieznanego»”. Papieska Rada ds. Kultury powołała więc do życia nową instytucję: Cortile dei Gentili, czyli właśnie Dziedziniec Pogan.

Kard. Ravasi przypomina też, że Dziedziniec Pogan istniał naprawdę, był częścią Świątyni Jerozolimskiej, co pokazuje plan świątyni i o czym mówią dwie tablice: jedna odnaleziona w 1871 roku, druga w 1953 – z napisem w języku greckim.

Książka składa się z dwóch części: w jednej Piergiorgio Odifreddi opowiada o osobistych spotkaniach i pięciu głębokich rozmowach z emerytowanym już wtedy papieżem, w drugiej znajdziemy listy i rozważania obu uczonych.

– BSK
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czerwona Diwa, która mówi jak AfD. Kto się boi Sahry Wagenknecht?
Jest niczym odwrócona Angela Merkel.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pochodzą z Niemiec, rozmawiają po rosyjsku, modlą się po polsku
Ich niemieckie nazwiska po 1941 stały się problemem – traktowani byli jak niewolnicy.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nie martw się, gdzie jest twoje dziecko, grunt, żeby było zdrowe
Wszystko może być pretekstem do odebrania dziecka: donos sąsiadów, zwykła sprzeczka rodziców czy choroba.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Postrach lewicy i ostatnia nadzieja Argentyńczyków
Pierwszy libertariański prezydent na świecie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Starszy lecz nie gorszy. Sekrety długowieczności
Wycofał się, gdy stuknęła mu 104. wiosenka.