Historia

Rybak z Krzyżem Walecznych

W stanie wojennym przywódcy opozycji, którzy uniknęli aresztowań, ukrywali się czasem w mieszkaniach byłych akowców, korzystając z ich doświadczeń i wiedzy. Stanisław Wawrzyńczyk, w konspiracji i w Powstaniu Warszawskim podchorąży „Rybitwa” awansowany do stopnia podporucznika, ukrywał Bogdana Lisa z kierownictwa gdańskiej Solidarności.

Stanisław Wawrzyńczyk urodził się w Kiel w Niemczech w 1918 roku. Po odzyskaniu przez Rzeczpospolitą niepodległości, rodzina przeniosła się wraz z nim i rodzeństwem nad polskie wybrzeże, do Gdyni. We wrześniu 1939 roku musiał stamtąd uciekać przed Niemcami. Przedostał się do Łodzi, a gdy ją włączono do III Rzeszy, przekroczył granicę Generalnej Guberni i III Rzeszy i szczęśliwie dotarł do Warszawy. Ukończył szkołę podchorążych w stopniu plutonowego i od 15 kwietnia 1943 roku objął stanowisko zastępcy dowódcy 41 kompanii Wojskowej Służby Ochrony Powstania (WSOP).

W godzinie W

Wspominał w rozmowie ze mną w styczniu 1983 roku:

31 lipca po południu zajęliśmy lokal na pierwszym piętrze w domu przy ulicy Próżnej 14, przy rogu Próżnej i placu Grzybowskiego. Były to biura urzędu miejskiego, który wydawał mieszkańcom Warszawy kartki żywnościowe. Oprócz dowódcy kompanii porucznika „Romańskiego” Romana Wyczółkowskiego, mnie i starszego sierżanta „Kolejarza” (N.N.) było z nami około trzydziestu strzelców, z których najmłodszy liczył 12 lat, trzy sanitariuszki i pięć łączniczek.

Rano 1 sierpnia dostałem przepustkę od porucznika „Romańskiego” i pojechałem do kuzynów na Mokotów. Wróciłem około 13.30. Kilka minut później „Romański” otrzymał wiadomość, że ma udać się do dowództwa [wyszedł około godz. 15 z towarzyszącym mu kapralem Bolesławem Kordeckim „Jastrzębskim”, uzbrojonym w pistolet z dwoma magazynkami i dwoma granatami do kwatery płk. „Montera” Antoniego Chruściela przy ul. Jasnej 22]. Przed wyjściem zdążył jeszcze wysłać do rotmistrza „Leliwy” [Henryka] Roycewicza, dowódcy IX Zgrupowania, łączniczkę „Annę” [Barbarę Pawłowską-Teige], którą rotmistrz zatrzymał przy sobie w dowództwie. Przejąłem dowództwo kompanii, „Romański” wrócił dopiero następnego dnia.

Siedzieliśmy na pierwszym piętrze przy Próżnej 14. Kobiety i chłopaków wysłałem do piwnicy, zostało przy mnie dwóch podoficerów i dwóch młodych mężczyzn oraz trzy łączniczki. Całe uzbrojenie stanowił mój pistolet vis z zapasowym magazynkiem, dwa granaty konspiracyjnej produkcji „filipinki”, angielski granat zrzutowy, siekiery i kilofy. Zająłem stanowisko w wąskim pokoiku od strony ulicy Próżnej z balkonem o balustradzie z betonowych słupków.
Stanisław Wawrzyńczyk „Rybitwa” w okresie okupacji. Fot. zbiory Macieja Kledzika
Około godziny 16.15 sprzed kościoła Wszystkich Świętych przy placu Grzybowskim wybiegł uzbrojony oddział z zamiarem zaatakowania budynku przy Próżnej 1, gdzie mieścił się posterunek gestapo [żandarmerii]. Biegną, strzelają. Gestapowcy wyrzucili z budynku kasę pancerną, ustawili na niej rkm, którym zaczęli kosić atakujących. Padło trzech zabitych, kilku jest rannych, chcą się chować w bramach i nie mogą, bo przedtem kazałem dozorcom pozamykać i zabarykadować wszystkie bramy. Dozorcy otworzyli bramy, wciągnęli rannych. Reszta wycofała się w ulicę Bagno.

Około 16.30 od ulicy Zielnej podjechał pod posterunek gestapo samochód ciężarowy, z którego rozładowano broń i amunicję. Dwadzieścia minut później dwóch żołnierzy niemieckich z rkm-em na dachu szoferki dało sygnał szoferowi. Samochód ruszył i zatrzymał się u wylotu Próżnej na plac Grzybowski pod balkonem, na którym miałem stanowisko. Przez chwilę się zawahałem. Czy mogłem narażać życie kilkudziesięciu bezbronnych osób, których Niemcy prawdopodobnie rozstrzelaliby?

Decyduję się i rzucam z balkonu zrzutowy granat obronny produkcji angielskiej, kilka metrów niżej, na skrzynię ciężarówki. Obaj Niemcy giną, szoferowi udaje się uciec. Schodzę do bramy i ostrożnie wystawiam hełm na kiju. Biją po nim seriami. Wystawiam drugi raz. To samo. Bezradnie patrzę na lśniącą lufę rkm-u. Nagle staje koło mnie 12-letni „Kajtek” [Kazimierz Idzikowski] i prosi: – Ja pójdę, panie podchorąży.

Krzyczę: – Uciekaj mi stąd łobuzie! – i bezwiednie wystawiam hełm na zewnątrz. Niemcy walą w niego całą serię. Tę chwilę wykorzystał chłopak i widzę, że jest już pod samochodem. Niemcy łupią po drewnianej skrzyni samochodu aż drzazgi lecą. A on przeszedł na maskę, z niej na szoferkę, wskoczył na skrzynię i zrzucił najpierw rkm, zapasową lufę do niego, a później trzy skrzynki z amunicją. Zeskoczył ze skrzyni i przy wściekłym ostrzale, niedraśnięty dociągnął broń i amunicję do bramy.

I prosi: – Skoczę jeszcze po karabin, panie podchorąży. Odpowiedziałem: – Jak ci się udaje, to idź.

Ściągnął karabin i taśmę z amunicją. Odbieram broń, a jemu łzy lecą: – Przecież to ja zdobyłem, to moje.

Już na niego nie krzyczałem. Powiedziałem, że jak będzie więcej broni, to na pewno dostaniesz. Najpierw dostał awans na kaprala, później Krzyż Walecznych i wymarzony karabin.


Likwidacja „gołębiarza”

W połowie sierpnia – opowiadał Stanisław Wawrzyńczyk – zatrzymałem na Próżnej, przy barykadzie może 70-letnią babinę, z chustą na głowie i koszem w ręku. Poprzednio już kilka razy przechodziła tłumacząc zawsze, że idzie po ziemniaki do piwnic domów przy Próżnej. Warta ją zawsze przepuszczała i tym razem to zrobiła. Kiedy baba przeszła, przypomniałem sobie, że przeglądałem wszystkie piwnice i ani śladu ziemniaków w nich nie znalazłem. Poszedłem cicho za nią, a ona zamiast do piwnicy, wchodzi na strych domu przy Próżnej 10. Podkradłem się i widzę, że otwiera małe drzwiczki w zamurowanej ścianie do komina i wkłada przez nie jedzenie i amunicję. Wycofałem się i zawołałem chłopców. Złapali babinę, ale nic nie chciała powiedzieć. Sprali ją pasami, potem wypuścili.

Byłem pewien, że w zamurowanym schowku siedzi gołębiarz [tak nazywano dywersantów w zdobytych dzielnicach, strzelających do powstańców i cywilów]. Tylko jak się do niego dobrać. Otworzyłem drzwiczki przy kominie i wrzuciłem granat. Krzyczę do chłopców, by obstawili dachy i sam wskakuję na dach przy Próżnej12. Nagle seria przeszła mi nad głową, ledwo uskoczyłem za komin. A on miał zamaskowane wejście na dach, przykryte papą. Siedział za kominem ze szmajserem [pistoletem maszynowym] i karabinem.

Prawda o zdobyciu PAST-y

Kto i jak szturmował gmach od pierwszych godzin powstania? Kto i jak go zdobył?

zobacz więcej
Zaczęliśmy go powoli osaczać wiedząc, że nie ucieknie. Gdy skończyła mu się amunicja, cisnął karabin na podwórko i skoczył za nim z czteropiętrowej kamienicy. Trup na miejscu. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Baba zaciągała z ukraińska, widocznie był to Ukrainiec. Po rozbiciu jego schowka znaleźliśmy górę łusek karabinowych, zapasy jedzenia, puszki. Strzelał przez szczelinę pod okapem dachu, mając w zasięgu ulice Próżną, Bagno i plac Grzybowski. Już nigdy nie dowiemy się, ile osób przez dwa tygodnie zastrzelił.

Pozbawienie stanowiska

Pierwszego sierpnia dołączyło do 41 kompanii WSOP dwóch oficerów cichociemnych, ppor „Kolanko” Józef Zając i ppor „Kijek” Zbigniew Wilczkiewicz. Obaj poprowadzili nieudane natarcie ulicą Próżną w kierunku budynku PAST-y przy ul. Zielnej, które ze stratami załamało się w ogniu niemieckim. Podporządkowali się podchorążemu „Rybitwie”, a 2 sierpnia porucznikowi „Romańskiemu” po jego powrocie do kwatery. 41 kompania WSOP włączona została do IX Zgrupowania jako 9 kompania.

Gdy Niemcy zaatakowali fabrykę Jarnuszkiewicza przy ul. Grzybowskiej, podchorąży „Rybitwa” wspólnie z ppor „Kijkiem” poprowadzili oddział wsparcia. Wspominał:

Wróciliśmy po dwóch dniach, straszliwie wymęczeni. Po powrocie podeszła do nas łączniczka „Zyta” [N.N.] i zaproponowała, żebyśmy się przespali kilka godzin w jej pokoju wiedząc, że „Romański” nie daje nam chwili wytchnienia. Rzeczywiście nas poszukiwał. Wydała nas jedna z łączniczek. Podczas apelu porannego ja dostałem naganę i zostałem pozbawiony funkcji zastępcy dowódcy kompanii, a podporucznik „Kijek” został przeniesiony do oddziału broniącego gmach Poczty Kolejowej w grupie „Chrobry II”.

Była to, jak się po latach domyślam, robota ppor. „Kolanko”, który zajął moje miejsce zastępcy dowódcy kompanii. „Kolanko” miał wtedy około 30 lat i garnął się do władzy. „Romański” nie pozbawił mnie jednak funkcji dowódcy plutonu ochrony sztabu kompanii.


ODWIEDŹ I POLUB NAS
Przez kilka dni na początku września „Rybitwa” dowodził obroną niezdobytej przez Niemców reduty Królewska 16. Dzięki dobrej znajomości języka niemieckiego był tłumaczem w rozmowach z Niemcami w czasie zawieszenia broni.

Akcje na Krzyż Walecznych

Był jednym z najdzielniejszych podchorążych powstańczego Śródmieścia. Z kilku akcji, którymi dowodził, wybrałem dwie. 6 sierpnia podchorąży „Rybitwa” poprowadził kilkuosobową grupę powstańców na rekonesans z kamienicy przy Królewskiej 16 przez tyły oficyn od strony ulicy Granicznej. Piwnicami przedostali się w okolice Żelaznej Bramy. Kamienice po drugiej stronie Granicznej zajmowali już Niemcy. „Rybitwa” z ppor. „Kijkiem” Wilczkiewiczem zaskoczyli w pokoju jednego z domów czterech żołnierzy niemieckich, biorąc ich do niewoli. Zdobyli cztery karabiny i pistolet parabellum. Jeńców przekazali do kwatery dowództwa IX Zgrupowania rotmistrza „Leliwy” Henryka Roycewicza.

Druga akcja przeprowadzona została przed natarciem na pomoc oddziałom ze Starego Miasta, w ostatnich dniach sierpnia. Stanisław Wawrzyńczyk relacjonował:

Z dwoma młodszymi braćmi Nowakowskimi i jeszcze dwoma żołnierzami zrobiłem wypad przez ruiny Giełdy przy ulicy Królewskiej do Palmiarni w Ogrodzie Saskim, w celu zdobycia „języka”. Niemcy mieli w Palmiarni stanowiska ckm-u i rkm-u.

Było to w nocy, pamiętam, że jeden z Nowakowskich trzymał ostrze noża na gardle Niemca i gdybym nie syknął: – Nie tnij – to chyba by mu poderżnął gardło. Wzięliśmy wtedy pięciu jeńców.

Barman z Virtuti Militari

Ukradł samochód mercedes szefa Gestapo Warszawy, który potem wymieniono na dwóch więźniów Pawiaka.

zobacz więcej
Rozkazem dowódcy Powstania nr 31 z 18 września 1944 roku Stanisław Wawrzyńczyk odznaczony został Krzyżem Walecznych.

Losy kompanijnego archiwum

Wspominał: Wieczorem przed wyjściem do niewoli z porucznikiem „Romańskim” i „dziadkiem”, dozorcą domu przy Próżnej 14, zakopaliśmy archiwum 9 kompanii pod murem ulicy Zielnej. Dokumenty, meldunki, rozkazy zapakowane zostały w futerał po maszynie do pisania. Jak wróciłem do kraju w 1947 roku, pierwsze kroki skierowałem na Próżną. Dozorca żył. Powiedział, że „Romański” był już w 1945 roku i wykopał archiwum. Łączniczka Kazimiera Filarska „Grzymała” przekazała mi potem, że „Romański” nie wytrzymał napięcia nerwowego i oddał archiwum do Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.

Potwierdzam. Zbierając w stanie wojennym dokumentację do mojej pierwszej książki „Królewska 16” (PAX, 1984), odnalazłem w Archiwum KC PZPR mieszczącym się w podziemiach Sejmu meldunki i rozkazy 9 kompanii. Jak tam trafiły? Ze zlikwidowanego w 1956 roku archiwum Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, podzielonego na trzy części. Dwie pozostałe części zasobu przekazane zostały do Centralnego Archiwum Wojskowego w Rembertowie i archiwum MSW. Obecnie zbiory dawnego archiwum KC PZPR znajdują się w Archiwum Akt Nowych.

Nie odnalazły się dotychczas negatywy zdjęć robionych w czasie powstania przez Stanisława Wawrzyńczyka. Jak opowiadał: Przed wyjściem do niewoli zakopałem, pod piekarnikiem w palenisku kuchni restauracji w kamienicy Królewska 16, szesnaście niewywołanych filmów. Umieściłem je w blaszanych pudełkach, obwiązałem workiem i oblepiłem smołą. Aparat fotograficzny Kodak, którym robiłem zdjęcia, przekazałem ostatniego dnia powstania cywilowi, prawnikowi, przy Próżnej 14. Po powrocie do kraju nie odnalazłem już negatywów.

W stanie wojennym

Stanisław Wawrzyńczyk i jego żona Maria byli zadeklarowanymi antykomunistami i w PRL-u żyli skromnie. Stanisław pływał na kutrze rybackim, Maria zajmowała się domem i dziećmi. Po powstaniu Solidarności znaleźli się w jej strukturach. Stan wojenny zastał ich w domu.

W zupełnie innej sytuacji znalazł się Bogdan Lis, współorganizator i działacz gdańskiej Solidarności. Tak relacjonował swoje pierwsze godziny stanu wojennego w Gdańsku:

Szedłem ulicą Jana z Kolna, później Robotniczą i wtedy nagle wyprzedziły mnie dwa ciężarowe wozy wypełnione zomowcami. Miałem pod pachą teczkę z napisem „Komisja Krajowa NSZZ «Solidarność»”, a oni zakręcili i zatrzymali się jakieś sto metrów od mnie. Nie wiedziałem, czy pryskać, czy nie, ale w końcu poszedłem prosto i nikt mnie nie zatrzymał. Doszedłem do domu i w zasadzie położyłem się spać. Po pół godzinie przyjechali dwaj koledzy […] i mówią, że należy wiać z domu, bo coś niedobrego się dzieje – hotele obstawione, Zarząd Regionu też.

Od tego momentu Bogdan Lis stał się jednym z najbardziej poszukiwanych działaczy Solidarności.
Bogdan Lis i przewodniczący Krajowej Komisji Porozumiewawczej Lech Wałęsa w październiku 1980 roku. Fot. PAP/Maciej Musiał
Z rozmów przeprowadzonych wiele lat temu z Marią i Stanisławem wiedziałem, że ukrywali w swoim mieszkaniu Bogdana Lisa. Pamiętali, że używał peruki i wymykał się z wędkami na ryby. Czterdzieści lat później, żeby zweryfikować notatki z rozmów, zadzwoniłem do honorowego obywatela Gdańska Bogdana Lisa.

Powiedział: Wtedy obowiązywały twarde zasady konspiracji. Nie znali mojego prawdziwego imienia i nazwiska, nie wiedzieli kim jestem. Dla ich wnuczka Kuby byłem wujkiem, bardzo lubiłem i lubię do dzisiaj dzieci.

Ukrywanie się wymagało zmiany mieszkań co dwa tygodnie. Tak wyznaczona była w konspiracji granica bezpieczeństwa. Nie rozmawialiśmy z ukrywającymi nas ludźmi o sprawach osobistych, żeby jak najmniej wiedzieć o sobie w razie aresztowania. Znałem powstańcze epizody z życia pana Stanisława. Pamiętam, że opowiadał mi o zdobyciu PAST-y 20 sierpnia. To była kochana rodzina.

Wędkowanie było moim hobby. Przyszedłem do nich ze swoimi wędkami i sprzętem. Urywałem się na ryby dla przyjemności i odprężenia.

W kwietniu 1982 roku współorganizowałem ogólnopolską podziemną Tymczasową Komisję Koordynacyjną Solidarności. Kiedy zostałem aresztowany pułkownik milicji, który mnie przesłuchiwał zaproponował, że dadzą mi mercedesa i dom nad jeziorem, żebym tylko nie konspirował.


Państwo Wawrzyniakowie dowiedzieli się, kogo naprawdę ukrywali, dopiero przy końcu lat 80. ubiegłego stulecia. Widzieli w środkach przekazu, jak Bogdan Lis uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu i wybrany został do Senatu I kadencji.

***

W 1999 roku doszły do mnie wieści, że bohater moich powstańczych tekstów drukowanych w odcinkach w tygodniku „Przekrój”, a potem w książce „Królewska 16” jest w złym stanie zdrowia. Pojechałem do Kamiennego Potoku w Sopocie, gdzie mieszkał. Opiekowała się nim córka. Leżał nieruchomo na wznak z otwartymi, wpatrzonymi w sufit oczyma. Wziąłem go za rękę i powiedziałem cicho: – Panie poruczniku…

Drgnął i jakby lekko się uśmiechnął. To było nasze ostatnie spotkanie.

Ilekroć jestem w Sopocie odwiedzam grób Stanisława, jego żony Marii i ich bliskich.

– Maciej Kledzik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Izba Pamięci otwarta w październiku 2022 r. w Parku Powstańców Warszawy przy Cmentarzu Powstańców na Woli. Fot. PAP/Mateusz Marek
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Konfederacja warszawska, czyli tolerancja nie w porę
Polskie czarownice palono na podstawie kodeksów niemieckich.
Historia Najnowsze wydanie
Och, ty durniu! Dlaczego wstydzisz się nazywać Bułgarem?
Języki narodowe Europy Środkowo-Wschodniej kształtowały się na polu literatury chrześcijańskiej.
Historia Poprzednie wydanie
Koniec demokracji na Litwie
Towarzystwo Trzeźwości dostało koncesję na prowadzenie karczem i restauracji.
Historia Poprzednie wydanie
Czy można walczyć z największą armią świata?
Część poborowych, która opuściła Warszawę, błąkała się po lasach i okolicy.
Historia Poprzednie wydanie
Gdzie jest Rubens z Kalisza?
Czy arcydzieło spłonęło? A może padło łupem złodziei?