Felietony

Konserwatysta przepraszający. Czy Tomasz Terlikowski przeszedł na ciemną stronę mocy?

Publicysta brnie w symetryzm. Przykładem tego jest konsensus Terlikowskiego z Karoliną Wigurą (zresztą niejedyny) co do tego, że oboje nie chcieliby żyć ani w Polsce Kai Godek, ani w Polsce Marty Lempart. Tym samym publicyści w swoim mniemaniu reprezentują mądry środek, a odrzucają wszelkie skrajności. Tyle że między Godek a Lempart nie ma żadnej symetrii.

Muszę przyznać, że nie podzielam tonu, w jakim od pewnego czasu Tomasz Terlikowski bywa atakowany po prawej stronie polskiej debaty publicznej. Część adresowanych w jego stronę zarzutów można streścić następująco: oto człowiek, który był w Polsce głosem Kościoła katolickiego i konserwatystów, przeszedł na ciemną stronę mocy. Nasuwa się zatem wniosek, że po prostu zdradził.

Z takim twierdzeniem – a przynajmniej sugestią – na temat publicysty można się spotkać przede wszystkim w serwisach społecznościowych. Dyskusje na Facebooku czy – zwłaszcza – Twitterze mają zaś tę cechę, że często emocje przeważają w nich nad argumentami. I mimo, że coraz częściej to, co Terlikowski mówi i pisze, wywołuje we mnie dezaprobatę, to jednak nie mam ochoty śpiewać w chórze ludzi, którzy go hejtują.

Ale udział w hejtowaniu to jedno, a recenzowanie czyichś opinii to co innego. Zwłaszcza gdy opinie te są formułowane przez publicystę, który przyzwyczaił nas do tego, że chętnie wchodzi w rozmaite ostre polemiki.

Terlikowski dziś oświadcza, że wiele spraw zrewidował. Szacunek do niego więc wymaga poważnego traktowania takiej deklaracji, zwłaszcza że polemiczny zapał w nim nie wygasł. Po prostu teraz konfrontuje się on z ludźmi, z którymi niegdyś było mu po drodze (czasem zresztą nie przebierając w słowach, przekracza granice przyzwoitości), a swoich dawnych adwersarzy nie rusza.

Diabeł i szczegóły

Marksista pozbywa się rupieci liberalizmu

Z kręgu Krytyki Politycznej wychodziły opinie, że Polska potrzebuje reedukacji.

zobacz więcej
Okazją do tego, żeby przyjrzeć się ewolucji światopoglądowej Terlikowskiego jest książka „Polka ateistka kontra Polak katolik. Jedenaście sporów światopoglądowych”. To wspólny projekt jego oraz Karoliny Wigury, publicystki ukazującego się w internecie tygodnika „Kultura Liberalna”. Na książkę składają się ich rozmowy. Z tytułu zaś można wnioskować, że założeniem tych dialogów jest starcie dwóch opcji światopoglądowych.

Warto odnotować, że pomysł na książkę zrodził się po tym, gdy Wigura i Terlikowski zaczęli występować razem jako komentatorzy talk show „Tego się nie wytnie”. Program był nadawany w TVP Kultura w latach 2020-2021.

Zacznijmy od oskarżeń o to, że Terlikowski oddalił się od Kościoła. Ktoś, kto zna go osobiście (a mogę to o sobie powiedzieć), wie, że tak nie jest. W książce kiedy Wigura z pozycji świeckiego liberalizmu krytykuje stanowisko Kościoła w zakresie bioetyki czy etyki seksualnej, Terlikowski też daje jej pryncypialnie odpór, występując przeciw prawu do aborcji i eutanazji, a także broniąc instytucji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny.

Szkopuł w tym, że diabeł (nomen omen) tkwi w szczegółach. Można bowiem wieść życie przykładnego katolika, który dzielnie stoi na straży nauczania Kościoła, ale w dysputach politycznych zajmować stanowisko tak daleko koncyliacyjne, że w rzeczywistości idzie się na rękę środowiskom upatrującym w Kościele przeszkody dla realizacji swoich celów. I choć w książce Terlikowski wręcz katechizmowo broni instytucji małżeństwa, to jednocześnie proponuje świeckiej liberalnej opcji coś, co w tym kontekście zaskakuje.

Mianowicie publicysta opowiada się za uregulowaniem w Polsce kwestii dotyczących związków jednopłciowych tak, aby „ułatwić życie osobom i parom homoseksualnym”. Konkretnie chodzi mu o to, że pary te powinny „mieć prawo dostępu do informacji medycznej o partnerze czy partnerce, dziedziczyć, wspólnie rozliczać się z podatków”. Terlikowski dodaje: „Można nawet, choć tu jestem ostrożny, wprowadzić jakąś formę regulowanego prawnie partnerstwa”.

Tym samym publicysta pozytywnie odnosi się do części roszczeń wysuwanych przez tęczowe organizacje. A mógł przecież choćby zapoznać się z dawnym tekstem Tomasza Pietrygi pod wymownym tytułem „Czego nie chcą wiedzieć geje”, który się ukazał w „Rzeczpospolitej” w roku 2009.

Jest tam mowa o konkretnych rozwiązaniach w polskim ustawodawstwie, które dają parom jednopłciowym możliwość korzystania z prawa dostępu do informacji medycznej o „partnerze” bądź „partnerce” czy prawa dziedziczenia. Autor pokazywał w tekście, że tęczowemu lobby nie tyle chodzi więc o usunięcie konkretnych barier, które dyskryminują mniejszości seksualne, ile o nabycie przez te grupy przywilejów.

Skądinąd przypuszczam, że Terlikowski kiedyś ten tekst Pietrygi musiał czytać. Ale może już o tym zapomniał.

Fałszywe deale

W innym fragmencie książki publicysta wręcz przejmuje żargon lewicy kulturowej, który zadomowił się w kręgach reprezentowanych przez Wigurę. Terlikowski nie ma oporu, żeby używać takich – w istocie propagandowych – zaklęć, jak „LGBTQ+” i „równość małżeńska”, które służą ideologicznej redefinicji norm moralnych i społecznych poprzez oswajanie mas z obyczajowymi ekscentryzmami.
Tu nie ma żadnej symetrii: Marta Lempart i Kaja Godek. Obie w Sejmie, choć każda w innej sprawie. Fot. PAP/Radek Pietruszka i PAP/Tomasz Gzell
Za złożoną świeckim liberałom propozycją Terlikowskiego, żeby uregulować kwestie dotyczące związków jednopłciowych, kryje się przedstawiona przez niego koncepcja dealu, który – jego zdaniem – już się dokonuje w USA. Chodzi o to, że w Ameryce z jednej strony Sąd Najwyższy uchylił głośny wyrok w sprawie Roe vs Wade, co otworzyło możliwość zakazywania aborcji na poziomie stanów, z drugiej zaś – prezydent Joe Biden podpisał ustawę o federalnym uznaniu „małżeństw” homoseksualnych.

Według Terlikowskiego, żyjemy w kulturze ofiar, co oznacza, że ogół społeczeństwa przyznaje rację temu obozowi, który staje w ich obronie. A są nimi – jak twierdzi – zarówno zagrożone aborcją dzieci nienarodzone, jak i narażone na „homofobię” mniejszości seksualne. Dlatego Terlikowski uważa, że troska o te grupy powinna być płaszczyzną porozumienia zwaśnionych stron.

Brzmi to pięknie, tyle że nieprawdziwie. W krajach zachodniej liberalnej demokracji o sile lub słabości danej grupy decydują elity biznesu, kultury i nauki. A tak się składa, że dziś to rozmaite mniejszości (w tym seksualne) właśnie są przez te elity faworyzowane. I ma to też przełożenie na politykę państw Zachodu, które w imię osobliwie pojętego egalitaryzmu nadają im rozmaite przywileje. Natomiast stosunek, jaki państwa te mają do ochrony nienarodzonego życia, jest zgoła inny. Pod naciskiem lewicowego ruchu feministycznego, który w XX wieku na Zachodzie zyskał na znaczeniu, aborcję traktują one jako prawo człowieka. Nie powinno się zatem porównywać sytuacji mniejszości seksualnych do sytuacji dzieci nienarodzonych.

I niegdyś Tomasz Terlikowski w ten sam sposób, lub podobny, widział ten problem i dawał temu wyraz w swoich tekstach oraz wypowiedziach. To jednak już przeszłość.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS    
Teraz publicysta brnie w symetryzm. Przykładem tego jest konsensus Terlikowskiego z Karoliną Wigurą (zresztą niejedyny) co do tego, że oboje nie chcieliby żyć ani w Polsce Kai Godek, ani w Polsce Marty Lempart. Tym samym rozmówcy dają do zrozumienia, że w swoim mniemaniu reprezentują mądry środek, a odrzucają wszelkie skrajności.

Tyle że między Godek a Lempart nie ma żadnej symetrii. Owszem, działaczka pro life epatuje nieznośnym radykalizmem, co w efekcie może wielu umiarkowanych Polaków zrażać do słusznej sprawy, jaką jest ochrona nienarodzonego życia. Ale w odróżnieniu od liderki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, nie afirmuje przemocy. Do swoich oponentów nie zwraca się słowem: „W…dalać!”, z czego przecież zasłynęła Lempart.

To jest dość istotna różnica. Bagatelizując ją, Terlikowski zaciemnia rzeczywistość.

Jałowa dyskusja

Natomiast czytając książkę, można odnieść wrażenie, że symetrii nie ma również między Terlikowskim a Wigurą. W odróżnieniu od Terlikowskiego bowiem publicystka „Kultury Liberalnej” nie występuje z pozycji osoby, która rozlicza się ze swoją przeszłością. Wigury nie obciąża więc taki bagaż, jaki nosi Terlikowski. Używając terminologii sportowej można powiedzieć, że z tego powodu ich pojedynek okazuje się nierówny. Wigura nie jest spętana kompleksami wobec opcji liberalnej, da się je natomiast dostrzec u Terlikowskiego w stosunku do opcji konserwatywnej. Publicysta reprezentuje coś, co można nazwać konserwatyzmem przepraszającym.

Dlatego „Polka ateistka kontra Polak katolik” to dla mnie rozczarowanie. I z tej przyczyny rozumiem prawicowych publicystów, że nie wykazali zainteresowania tą książką. Widocznie na podstawie tego, co od jakiegoś czasu mówi i pisze Terlikowski, przewidzieli jej treść.

Niemniej ja po nią sięgnąłem. Ale dużo chętniej przeczytałbym inną książkę – taką, której nie ma, a w której Karolina Wigura prowadziłaby spory światopoglądowe z jakimś wyraziście konserwatywnym publicystą, sprawiającym liberałom kłopoty.

Tomasz Terlikowski już się do tej roli nie nadaje. W jego przypadku bowiem stawianie intelektualnej niezależności ponad zachowania stadne stało się jałową sztuką dla sztuki.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Karolina Wigura, Tomasz Terlikowski „Polka ateistka kontra Polak katolik. Jedenaście sporów światopoglądowych”, Biblioteka Kultury Liberalnej, Warszawa 2022
Zdjęcie główne: Tomasz Terlikowski i Karolina Wigura na planie programu „Tego się nie wytnie”, który był nadawany w TVP Kultura w latach 2020-2021. Fot. Natasza Mludzik/TVP
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Sny Pana Pióro. Śmierć artysty
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Davos
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Czego Ordo Iuris chce pilnować w hotelach?
Katolickiej moralności? A może prawa przedsiębiorcy do rozporządzania swoją własnością?
Felietony Najnowsze wydanie
Elitarna wyprzedaż garażowa
Jest i kolekcja fajek Jerzego Urbana (10 701 zł), ale ja przecież nie palę.
Felietony Poprzednie wydanie
Dlaczego Babiš nie chce pomóc Polsce?
To były agent komunistycznej bezpieki, a dziś sojusznik Macrona i Verhofstadta.