Felietony

Wróżby na nowy rok: jeszcze więcej LGBT

Wszechobecną tęczą wszyscy składają hołd nowej ideologii. Przepraszam, naukowym poglądom wypracowanym na wydziałach gender studies, choć prawie nikt z utęczowionych nie czytał Judith Butler. Ale kto normalny w PRL czytał Lenina? Wystarczyło, że każdy ogólnie wiedział, iż panuje naukowy socjalizm, a nie żadna ideologia.

W 2021 roku światowy internet obiegł klip chóru homoseksualistów z San Francisco, w którym w przystępnej muzycznie formie hollywoodzkich musicali można usłyszeć następujące treści: „Nawrócimy wasze dzieci. Dzieje się to krok po kroku. Cicho i subtelnie. I ledwo to zauważycie. Możecie trzymać je z dala od dyskoteki. Ostrzegać przed San Francisco. Kazać im nosić spodnie w kant. Nie obchodzi nas to, nawrócimy wasze dzieci. Sprawimy, że będą tolerancyjne i sprawiedliwe. Ktoś musi je nauczyć nie nienawidzić. Idziemy po nie. Przychodzimy po wasze dzieci”.

San Francisco Gay Men 's Chorus wzmacnia przekaz: „Myślicie, że zepsujemy wasze dzieci, jeśli nasze działania nie będą kontrolowane. To zabawne, ale tym razem macie rację. Przerobimy wasze dzieci. To się dzieje krok po kroku, po cichu i subtelnie. Trudno wam będzie to zauważyć”.

Wszystko, o czym śpiewa chór, od dawna już się dzieje w USA i Europie Zachodniej, ale ten akurat występ okazał się przedwczesną i zbyt otwartą manifestacją, wobec czego autorzy oświadczyli, że zostali źle zrozumiani. Mądrość etapu obowiązuje w rewolucjach, a tym razem było z nią na bakier.

Klip został wycofany z You Tube, a na platformach, które go przegrały, można było przeczytać na czarnym prostokącie, że jest niedostępny z uwagi na brak zgody właściciela praw autorskich. Obszerne cytaty z tekstu pieśni jednak pozostały.

Marsz bez przytupu

Kult bożka postępu na uniwersytetach

Według młodych oskarżycieli nieprawomyślnej uczonej wszystko, co dziś uchodzi za słuszne jest naukowe, a co niesłuszne – nienaukowe.

zobacz więcej
Neomarksizm nakazał marsz przez instytucje, ale nie z przytupem, bo wszystko się sypnie. To cierpliwość i dyskrecja, jaką wykazywali aktywiści najpierw gejowscy, a potem genderowi, sprawiły, że ze szkół są usuwani nauczyciele biologii, którzy mówią, że istnieją tylko dwie płcie. A za stwierdzenie, że rodzina to kobieta i mężczyzna kłopoty miała wykładowczyni Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. My Polacy nie od macochy i nadążamy.

W ciągu kilku miesięcy chór z San Francisco przemyślał jednak sprawę i klip znowu jest dostępny. Okazało się, że już nie trzeba rezygnować z otwartego manifestu, jeżeli opatrzy się go komentarzem, że to parodia – tak właśnie tępe homofoby widzą lobby homoseksualne (oczywiście, tak zwane).

Aby pozostać przy oddziaływaniu na dzieci, to wyciekło nagranie zdalnej narady w wytwórni Disneya, która nie tylko nadąża – takie stawianie sprawy byłoby obraźliwe – ale wyznacza trendy. Wytwórnia dąży do tego, aby połowa postaci w filmach reprezentowały mniejszości, w tym LGBTQ+. „Jedynym sposobem na włączenie postaci transpłciowych, postaci panseksualnych, postaci biseksualnych jest opowiedzenie historii, w których całkowicie będą mogły być sobą” – napisał na Twitterze ważny przedstawiciel kierownictwa korporacji.

Konformizm środowisk akademickich jest legendarny, ale w niczym nie ustępuje mu konformizm nauczycieli, tylko mniej się o nim pisze. Zatem odpowiednią edukację mamy zapewnioną na każdym etapie kształcenia. Po nasze dzieci idą nie chórzyści gejowscy z Ameryki, oni o tym śpiewają, ale liczne organizacje pozarządowe, które pragną uzupełnić program szkolny. O tym, jak daleko zaszły, przekonuje zapowiedź weta prezydenta RP do projektu ustawy, która miała nie pozwolić na zajęcia z otwartości, tolerancji – i przede wszystkim z tego, co te organizacje pod tymi pojęciami rozumieją – bez zgody rodziców.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Nie wdając się szczegółowo w motywy głowy państwa – projekt mógł mieć liczne wady – nie sposób nie przytoczyć powielonego przez media uzasadnienia tego sprzeciwu. Pan prezydent powołał się na 123 listy protestacyjne, niektóre z nich podpisane przez kilkadziesiąt organizacji społecznych, jakie do niego wpłynęły i oświadczył, że: „Ustawa nie zapewnia tego, na czym mnie bardzo zależy. A zależy mi na tym, by był spokój. Mamy wojnę, kryzys gospodarczy. Nie potrzebujemy dodatkowych napięć. Dlatego zdecydowałem, że nie podpiszę tej ustawy”.

Zdaniem twórców ustawy tolerancja deklarowana przez organizacje edukacyjne jest przedwczesną seksualizacją dzieci i przez to ich demoralizacją, ale marsz po dzieci opisywany w pieśni przez San Francisco Gay Men's Chorus zaszedł już tak daleko, że każdy sprzeciw wobec niego może burzyć spokój społeczny. A każdy prezydent, mówiąc bez cienia ironii, powinien dbać o spokój społeczny.

Bolszewicy i cała racja

Zupełnie jak w czasach rewolucji październikowej zdeterminowana mniejszość stała się większością, co wtedy dla podkreślenia efektu było widoczne nawet w nazewnictwie. W PRL w szkołach i na uczelniach uczono obowiązkowo rosyjskiego i każdy, kto wtedy się uczył, wiedział, że bolszewik jest od większości, a mieńszewik od mniejszości. W rzeczywistości bolszewicy byli – w czasie, kiedy tak się nazwali – mniejszością w rosyjskim ruchu rewolucyjnym. O ich sukcesie, czyli opanowaniu całego ruchu, zdecydowała bezwzględność, brak zasad i hamulców. No, ale w podręcznikach już sama nazwa mówiła, że mieli rację – skoro byli „większością”.

Bolszewickiego charakteru nabrały wszystkie partie komunistyczne rządzące w tak zwanych demoludach. Nawet gdy były liczne – jak na partie – i masowe, to nigdzie nie były większością, ale zawsze miały całą rację. Reszta społeczeństw krajów obozu socjalistycznego początkowo, i nie bezzasadnie, się ich bała. Potem wystarczał zwykły oportunizm, żeby komuniści odbierali rytualne hołdy od całej reszty.
1-majowy hołd Leninowi składano w Warszawie jeszcze w 1980 roku. Fot. PAP/Jan Morek
W czasach coraz mniej dolegliwego terroru, czyli po śmierci Stalina, każdy, komu zdarzyło się studiować, szczególnie nauki humanistyczne, a jeszcze bardziej społeczne i ekonomiczne, zetknął się ze zjawiskiem MEL.

Publikacje przynoszące nieraz relacje z humanistyki zachodniej czy myśli klasycznej musiały być opatrzone w cytaty z Marksa, Engelsa lub Lenina, często mające luźny związek z prawdziwą treścią książki. To był niepisany warunek drukowania czy wykładania.

Naiwne – jak się okazało – było mniemanie, że z końcem komunizmu nastąpi koniec dziwnych rytuałów w życiu umysłowym i społecznym. Rytuały wróciły, choć ich treść się zmieniła. Widocznie są potrzebne, a pogląd, że człowiek jest zrodzony do wolności nie wytrzymał próby rzeczywistości. Także – a tym razem przede wszystkim – w krajach, które nie zaznały rytuału MEL i ustroju, który go wytworzył.

Hołdy tęczą

Jako że obecnie mniej się czyta, a więcej ogląda, za całego Lenina w obiegu masowym wystarcza tęcza – flagi, przypinki, torby i co kto chce. I tęcza, jak niegdyś w Europie Wschodniej Lenin, dociera wszędzie. Nie tak dawno widziano ją w formie smyczy do identyfikatora dyrektora CIA, jak doniósł zachwycony homoseksualista nowo przyjęty do agencji.

Wszechobecną tęczą wszyscy składają hołd nowej ideologii. Przepraszam, naukowym poglądom wypracowanym na wydziałach gender studies, choć prawie nikt z utęczowionych nie czytał Judith Butler. Ale kto normalny w PRL czytał Lenina? Wystarczyło, że każdy ogólnie wiedział, iż panuje naukowy socjalizm, a nie żadna ideologia.

Disney. LGBT+ dla dzieci i młodzieży

Amerykański komentator twierdzi, że firmą zarządzają seksualni degeneraci.

zobacz więcej
We wspomnianych czasach hołd dla MEL był potrzebny w każdej dziedzinie życia. Bez niego nie kręciły się turbiny i nie lała surówka, tyle że chociaż w piłkę można było grać bez rytualnych zaklęć przed meczami. Nie wymagały ich też inne dyscypliny sportu.

Tęcza jest bardziej wymagająca. Jak się okazało podczas ostatniego mundialu w Katarze, kapitanowie drużyn muszą koniecznie mieć tęczowe opaski, czego zabroniła FIFA. FIFA była w kieszeni u katarskich szejków, a oni takich demonstracji nie lubią i opasek nie założono.

Niczego natomiast nie można zakazać postępowym artystom światowej popkultury, bo ich publiczność polubiła tęczowe rytuały, a publiczność to pieniądze, które w tym wypadku są po stronie tęczy.

Na festiwalu Eurowizji przynajmniej od dekady jest bardzo gender fluid i zwykłe opaski już nie wystarczają. Jednoznaczne teksty wspomagane są niebinarnym tańcem. Czasem pocałują się namiętnie dwie panie, a pamięta się, jakże niesłusznie, tylko Conchitę Wurst. Podobno w samych Stanach Zjednoczonych, tym miejscu, z którego ruszył marsz po nasze dzieci, zazdroszczą Europie Eurowizji.
Kiedyś piłkarze byli zwolnieni z obowiązku rytualnych zaklęć. Dziś muszą oddać co cesarskie LGBT. Na zdjęciu: Kevin De Bruyne z Manchester City z tęczową opaską. Fot. Robbie Jay Barratt - AMA/Getty Images
Jak się jednak okazuje, zawinięcie w tęczę współczesnej sceny muzycznej nie wystarcza. Bo co z klasyką? W teatrze, także operowym reżyser, jak wiadomo, może wszystko. Ale nie mówmy o dekonstruktorach, tylko o takich, którzy chcą „po bożemu” zagrać przedstawienie. Czy libretta Rossiniego, Verdiego albo Pucciniego są czytane krytycznie w duchu gender? Nie spodziewałem się tego aż do ostatniego Sylwestra.

Nie chodzący na bale i nie mający gości zwykle spędzają Sylwestra przed telewizorem. Już po wystrzale włączyłem nagranego jakiś czas temu „Cyrulika sewilskiego” z Teatru Operowego z Genewy. Było dobrze – dobra orkiestra, bardzo dobry Almaviva, świetny Figaro, właściwie wszyscy na bardzo wysokim poziomie. Gdy doszło do sceny, kiedy do domu Bartola przybywa wojsko, aby uciszyć awanturę, okazało się, że reżyser miał pomysł: Zamiast wojska przychodzą zaniepokojeni sąsiedzi. Czemu nie – w oryginale to oni wezwali siły porządkowe. Ale cóż to za sąsiedzi? Jeden to kopia Conchity Wurst, a najwięcej zadań aktorskich ma mężczyzna w sukience – owłosiony dekolt, broda – i z kolczykami w uszach. Ta „eurowizja” ma się nijak do libretta i zapisu nutowego, ale widocznie powinna tu być, żeby szwajcarska opera nadążała.

Noc sylwestrowa niechcący wyszła mi tęczowa, a na Nowy Rok wróży to jeszcze więcej LGBT w przestrzeni publicznej.

Oni idą nie tylko po nasze dzieci. Idą po wszystko; nawyki kulturalne, gust, wykształcenie, źródła emocji i wspomnień – po wszystko, co składa się na człowieka. Tak jak bolszewicy, i podobnie jak bolszewicy i ich nowy narybek, komuniści, muszą mieć całą rację. A żeby mieć zawsze rację, muszą mieć całą przestrzeń, a przynajmniej sprawiać takie wrażenie. Przecież obok każdego z nas mieszka jakaś Conchita Wurst, prawda?

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Występy San Francisco Gay Men's Chorus w Sydney w 2019 roku. Fot. Liz Hafalia/The San Francisco Chronicle via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Sny Pana Pióro. Śmierć artysty
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Davos
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Czego Ordo Iuris chce pilnować w hotelach?
Katolickiej moralności? A może prawa przedsiębiorcy do rozporządzania swoją własnością?
Felietony Najnowsze wydanie
Elitarna wyprzedaż garażowa
Jest i kolekcja fajek Jerzego Urbana (10 701 zł), ale ja przecież nie palę.
Felietony Poprzednie wydanie
Dlaczego Babiš nie chce pomóc Polsce?
To były agent komunistycznej bezpieki, a dziś sojusznik Macrona i Verhofstadta.