Cywilizacja

Pancerny pontyfikat

Czy Benedykt XVI przejdzie do historii Kościoła jako postać tragiczna? Przegrany papież? Czy raczej jako wielki teolog i myśliciel, którego myśl broniła tradycji i doktryny wiary w trudnych czasach ataku na chrześcijańską cywilizację? Papież emeritus odszedł w sobotę, 31 grudnia 2022 r. o godzinie 9.34, w wieku 95 lat.

Ale jak to zrezygnował? Przecież papieże nie rezygnują, musiałaś źle zrozumieć! Jak mógł ustąpić, przecież to urząd dożywotni! Pamiętam osłupienie i wręcz stupor, jakie wtedy, 11 lutego 2013 roku, zapanowały w redakcji katolickiego skądinąd tygodnika: nikt z nas nie wierzył w to, co się przed chwilą wydarzyło – w ogłoszoną, w dodatku po łacinie (!), przez papieża Benedykta XVI jego abdykację. To samo działo się zresztą w każdej innej redakcji świata, z watykańskim „l’Osservatore Romano” włącznie.

Telefony stacjonarne i komórkowe dzwoniły bez przerwy, znajomi i nieznajomi usiłowali się od nas czegoś dowiedzieć, my usiłowaliśmy dowiedzieć się tego samego u rzymskich znajomych i przyjaciół.

Szokująca abdykacja

Czy tamta szokująca dla całkowicie nieobeznanego z taką formułą katolickiego – i niekatolickiego także – świata pozostanie najbardziej znaczącym wydarzeniem pontyfikatu Benedykta XVI? Czy lata, jakie upłynęły – już prawie dziesięć – od tamtej niepojętej sceny cokolwiek nam wyjaśniły? Przyniosły jakieś racjonalne wytłumaczenie, dlaczego Joseph Ratzinger, tak wewnętrznie zdyscyplinowany, tak skoncentrowany na pracy, tak przywiązany do tradycji Kościoła zdecydował się na taki krok, odwołując się do swego podeszłego wieku i steranego zdrowia? Czy raczej minione lata tylko utwierdziły nas w przypuszczeniach, które już wtedy rysowały się z zatrważającą wyrazistością, choć trudno było je szeregować i ujmować w punkty, a tym bardziej o nich pisać, bo żadna zainteresowana strona nie wykazywała takiej woli i chęci.

Przypuszczano otóż, że po pierwsze, papież Benedykt zobaczył tak potworny splot matactwa, korupcji i złodziejstwa w watykańskich finansach, że zachwiał się pod jego ciężarem i zrozumiał, że nie jest w stanie go przeciąć. Po drugie, pojawiły się rozważania, czy papież widząc rozmiar deprawacji i gejowskich powiązań w podległych mu strukturach, nie doszedł do wniosku, że jest wobec tych zjawisk całkowicie bezradny, całkowicie do tego stopnia, że nawet nie wierzył w sprawczość swoich decyzji i jakąkolwiek ich moc w przyszłości.
Ostatnie błogosławieństwo papieża Benedykta XVI udzielone wiernym z watykańskiego balkonu 28 lutego 2013 roku. Fot. Donatella Giagnori / ddp images / Forum
Choć przecież to on, od razu w 2006 roku, więc na początku swego pontyfikatu, ukarał księdza Marciala Maciela Degollado, nakazując mu życie w izolacji i modlitwie – tego samego Degollado, który dziś jest symbolem największego zgorszenia, zakłamania i przemocy w Kościele. „Najcięższe i obiektywnie niemoralne zachowania księdza Maciela, potwierdzone przez niepodważalne świadectwa, jawią się niekiedy jako prawdziwe przestępstwa i ukazują życie, pozbawione skrupułów i autentycznych uczuć religijnych” – ogłosiła Stolica Apostolska w maju 2010 roku po posiedzenie z udziałem papieża. Tu więc nie można mu odmówić woli działania.

I nie dlatego złożył swój urząd, że świat odwracał się od Boga, a on był bezradny; nie, papież o tym wiedział i z tym się mocował – tutaj odwagi i sił mu nie brakowało: zaledwie kilka tygodni wcześniej (21 grudnia 2012), na noworocznym spotkaniu z Kurią Rzymską wskazał w mocnych słowach na konieczność poszanowania planu Boga wobec człowieka w obliczu ataków ze strony zwolenników tzw. ideologii gender oraz na groźne dla człowieka konsekwencje odrzucania płciowości jako faktu danego w akcie stwórczym; dochodzi wówczas do zanegowania Boga – mówił papież – co prowadzi z kolei do zniszczenia godności człowieka.

Sprawa kardynała Pella. Kto chciał skompromitować hierarchę?

Oskarżenie o molestowanie jest dość absurdalne, ale sąd daje mu wiarę.

zobacz więcej
Czy po dziesięciu latach, kiedy sprawy poszły dalej, zrozumieliśmy ówczesną decyzję papieża Benedykta? Nie sądzę, choć jest co obserwować. Finanse Kościoła zaczęły być czyszczone – ale z takimi oporami beneficjentów tego „bałaganu”, że wyznaczony przez obecnego papieża do tej sprawy kardynał George Pell z fałszywym oskarżeniem o molestowanie seksualne wylądował na dwa lata w więzieniu.

Z kolei sprawy przestępstw na tle seksualnym zaczęły zataczać tak szerokie kręgi, dymisje leciały w tempie ekspresowym, więc o gejozie nikt już nawet nie wspomina. Polityka gender jest wszechobecna, a Kościół w ojczyźnie papieża Niemca w zasadzie stosuje w tej dziedzinie własne normy i zapowiada wyświęcanie kobiet.

I wreszcie: chociaż pontyfikat papieża Benedykta XVI formalnie zakończył się 28 lutego 1913 roku, to tak naprawdę podsumowania i zestawienia pojawią się dopiero teraz, po śmieci papieża – pancernego kardynała, jak go nazywano z powodu głęboko ortodoksyjnego podejścia do spraw doktryny – choć od rozpoczęcia jego papieskiej posługi minęło niemal osiemnaście lat. Trudno więc o żywe szczegóły w pamięci czy w notatkach, bo od dekady Kościół prowadzi następny papież – kilka spraw odcisnęło jednak swój ślad i mówi się o nich do dzisiaj.

Niemiec po Polaku

Zacznijmy od własnego podwórka. Oto, po ponad ćwierć wieku obecności w Rzymie „naszego” papieża Karola Wojtyły jego miejsce 19 kwietnia 2005 roku zajmuje papież Ratzinger. Był papież Polak, a będzie papież Niemiec. Nikt chyba nie jest w większym szoku niż Niemcy i Polacy, chociaż my już byliśmy we wstrząsie w 1978 roku.

Ale Niemiec? Urodzony w 1927 roku? Czyli pełen nastolatek w czasach Hitlerjugend! Cóż z tego, że już w 1939 roku chłopiec został przyjęty do Niższego Seminarium Duchownego, że jego ojciec miał kłopoty za odmowę wobec różnych rządowych zarządzeń – stereotyp działa i pracuje. Pojawiają się nawet dowcipy – memów jeszcze wtedy, w 2005 roku nie ma – o młodym Niemcu w mundurze, który goni młodego Polaka w drewniakach. Goni i nie dogoni, bo przecież obaj będą papieżami za pół wieku. Ludowy dowcip poradzi sobie ze wszystkim.
Spotkanie dwu kardynałów w Monachium w 1980 roku: Karola Wojtyły i Josepha Ratzingera. Fot. amw / Interfoto / Forum
Ale prawda jest taka, że wojenna przeszłość Niemiec była wielkim problemem dla młodziutkich seminarzystów, spośród których wielu wcielono do wojska choćby na kilka miesięcy, jak właśnie obu młodych Ratzingerów, Georga i Josepha. W znakomitym filmie dokumentalnym „Brat – przyjaciel – papież” Elżbiety Ruman wybitni teologowie, w tym ksiądz profesor Alfred Läpple, dawni koledzy seminaryjni i wykładowcy Josepha Ratzingera opowiadają o swoich niekończących się dyskusjach w seminaryjnym ogrodzie nad rzeką Inn, jesienią 1945 roku, kiedy usiłowali odpowiedzieć sobie na pytanie, jak być kapłanem po tym, co się stało w Niemczech, po swoim udziale w tej wojnie, po Hitlerze.

Te króciutkie sceny zrobiły na mnie ogromne wrażenie i przez lata nie mogłam przestać o nich myśleć. Dla nas tu, w Polsce i może gdzieś jeszcze w Europie, urodzonych po wojnie, ale w jej cieniu, była to sprawa istotna, jeśli nawet nigdy nie nazywana. Ta niezwykła kwestia pojawia się też w książkach Petera Seewalda, który z kard. Ratzingerem, potem z Benedyktem XVI przeprowadził kilka wielkich rozmów i opublikował w znanych biograficznych książkach („Sól ziemi”, „Życie”, „Światłość Świata”, „Bóg i świat”).

Tęcza nad Auschwitz

O tym, jak była ważna to sprawa dla samego Josepha Ratzingera, świadczy jego papieska wizyta w Muzeum Auschwitz-Birkenau w 2006 roku. Kto był wtedy w Oświęcimiu, nigdy nie zapomni ogromnej tęczy – znaku przymierza – jaka wyrosła na niebie po przemówieniu papieża Benedykta XVI (i po wielkiej burzy). Papież mówił wtedy:

„Jan Paweł II był tu jako syn polskiego narodu. Ja przychodzę tutaj jako syn narodu niemieckiego i dlatego muszę i mogę powtórzyć za moim poprzednikiem: Nie mogłem tutaj nie przybyć. Przybyć tu musiałem. Był to i jest obowiązek wobec prawdy, wobec tych, którzy tu cierpieli, obowiązek wobec Boga: jestem tu jako następca Jana Pawła II i jako syn narodu niemieckiego – syn tego narodu, nad którym grupa zbrodniarzy zdobyła władzę przez zwodnicze obietnice wielkości, przywrócenia honoru i znaczenia narodowi, roztaczając perspektywy dobrobytu, ale też stosując terror i zastraszenie, by posłużyć się narodem jako narzędziem swojej żądzy zniszczenia i panowania. Tak, nie mogłem tu nie przybyć. 7 czerwca 1979 roku jako Arcybiskup Monachium-Fryzyngi byłem tu wśród wielu biskupów, którzy towarzyszyli Janowi Pawłowi II, słuchali go i modlili się z nim. W 1980 roku powróciłem raz jeszcze na to miejsce zbrodni z delegacją biskupów niemieckich, poruszony ogromem zła i wdzięczny za to, że nad tymi ciemnościami zabłysła gwiazda pojednania. Dlatego też jestem tu dziś: aby prosić o łaskę pojednania – aby prosić przede wszystkim Boga, bo tylko On może otworzyć i oczyścić ludzkie serca; ale również ludzi, którzy tu cierpieli. Modlę się o dar pojednania wszystkich, którzy w tej godzinie naszych dziejów wciąż cierpią pod panowaniem nienawiści i przemocy zrodzonej przez nienawiść”.
Tęcza nad KL Auschwitz II – Birkenau w czasie wizyty papieża Benedykta XVI 28 maja 2006 r. Fot. PAP/Maciej Chojnowski/BIKS
Przemówienie zrobiło ogromne wrażenie, bo każdy miał poczucie, że wydarzyło się coś wielkiego, że człowiek sam z siebie nie jest w stanie zaplanować takich okoliczności: miejsce i czas – papież Niemiec po papieżu Polaku – wzruszony rabin Michael Schudrich – przedstawiciele byłych więźniów z całego świata, liczni Żydzi w wielu językach – dużo młodzieży – i ta tęcza.

Kardynał Joseph Ratzinger był zaufanym współpracownikiem, może nawet przyjacielem, papieża Karola Wojtyły od samego początku jego pontyfikatu. Obaj poznali się na Soborze Watykańskim II i tam już zaczęli nabierać do siebie zaufania. Potem Jan Paweł II powierzał Ratzingerowi najtrudniejsze sprawy doktrynalne, wszak znał jego gigantyczny dorobek teologiczny i filozoficzny.

Ale kardynał niemiecki Gerhard Ludwig Müller sedno tej zmiany widzi jeszcze inaczej. Kilka lat temu, z okazji 90. urodzin Benedykta mówił w obszernym wywiadzie dla KAI:

„Wybór papieża z Niemiec po papieżu z Polski był niewątpliwie dziełem Bożej opatrzności, tym bardziej gdy weźmiemy pod uwagę tragiczne dzieje stosunków pomiędzy naszymi narodami w czasach narodowego socjalizmu. Bez wątpienia był to znak Bożej opatrzności pokazujący, że zło nigdy nie zwycięża, a pojednanie można budować na Chrystusie. Zrobili to polscy i niemieccy biskupi przed ponad 50 laty w listach ze słynnymi już słowami: »Przebaczamy i prosimy o przebaczenie«. Zrobił to Kościół, a nie komunistyczna partia, która wówczas rządziła w Polsce. To chrześcijańska wiara przezwyciężyła nienawiść i na nowo nas połączyła. Braćmi i siostrami uczynił nas Kościół. Za pewien szczyt dziejów można uznać powołanie Jana Pawła II z Polski na przewodniczenie Kościołowi powszechnemu, a potem objęcie Piotrowej łodzi Kościoła przez Benedykta XVI z Niemiec. Mimo że Ratzinger później się urodził, to obaj pochodzą z tej samej generacji i stoi za nimi to samo historyczne tło. Jest to cudowna gra dziejów i znak opatrzności Boga, które naznaczyły przyszłość nie tylko naszych narodów, ale Chrystusowego Kościoła obecnego wśród wielu narodów. Staliśmy się przykładem pojednania, dobrej współpracy i prawdziwej przyjaźni, ale na szczęście nie tej, jaką obiecywali nam komuniści” .

Opus magnum

Współpracownik prawdy. Na łamach niemieckich tygodników był zawsze obiektem krytyki i złośliwości

Czy możliwe, że dla młodszego pokolenia dziennikarzy te sprawy nie są już istotne?

zobacz więcej
Czy o wielkim dorobku – filozoficznym, teologicznym, doktrynalnym i duszpasterskim kardynała Josepha Ratzingera, papieża Benedykta XVI powoli się zapomina? Nic na to nie wskazuje, jest tak ważny, także dla nieutytułowanych naukowo katolików z całego świata, że nie przesłoniły go sprawy doraźne, utrata wiarygodności przez wielu możnych tego (katolickiego) świata, wielkie i drobne afery. Nie tylko nasz polski KUL drukuje jego „Opera omnia” (16 tomów), bo przekłady zostały zamówione na wszystkie ważniejsze języki.

Dla tysięcy ludzi na całym świecie podstawowym dziełem Benedykta pozostanie trylogia „Jezus z Nazaretu”, którą kończył już jako papież; widziałam ją w wielu polskich domach.

Kardynał Gerhard Müller – uczył się z książek Ratzingera, potem był jego następcą w niemieckiej diecezji, a jeszcze potem w watykańskiej Kongregacji Doktryny Wiary – mówi krótko, że „teksty Benedykta XVI łączą w sobie najwyższej próby naukowość teologii z żywą postacią wiary” . A zwieńczeniem jego opus magnum jest trylogia „Jezus z Nazaretu”, w której – według kardynała Müllera – genialnie pokazuje wewnętrzną jedność i prawdę tożsamości „Jezusa historycznego” i „Jezusa wiary”, wcielonego Słowa Bożego, w duchu jedności „oświeconego wiarą rozumu” i „rozumnej wiary”.

„Benedykt pisze, że tylko prawda w Bogu czyni człowieka wolnym i może uwolnić współczesnego człowieka od ideologii proponujących mu samozbawienie i dyktatury relatywizmu. Rozum i wiara przez wzajemne korektury i oczyszczenie chronią nas przed groźnymi patologiami” – podkreśla kard. Müller.

Za cytat pod pręgierz

Nie przez wszystkich jednak odbiorców myśl Benedykta-Josepha Ratzingera była dobrze przyjmowana. Za to, że był prawdziwym obrońcą wiary i jej spójności z rozumem, Benedykt bywał niejednokrotnie atakowany. Za to, że domagał się wyrazistej tożsamości w dialogu – którego był wielkim orędownikiem, także dialogu międzyreligijnego – bywał atakowany jeszcze mocniej.

Zapewne jednym z symboli niezrozumienia czy wręcz niechęci do zrozumienia myśli Benedykta XV pozostania sprawa „wykładu w Ratyzbonie”. Wykład, na zaproszenie rektora uniwersytetu, którego niegdyś Joseph Ratzinger był profesorem, odbył się we wrześniu 2006 roku, więc z samego początku pontyfikatu, podczas pierwszej wizyty papieża w ojczyźnie.
Modlitwa Benedykta XVI w kaplicy w czasie jego podróży do Ratyzbony we wrześniu 2006 r. Fot.POOL New / Reuters / Forum
Papież zacytował wtedy dialog między bizantyjskim cesarzem Manuelem II Paleologiem z perskim uczonym na temat chrześcijaństwa i islamu, prowadzony prawdopodobnie w 1391 roku w Ankarze. Benedykt XVI uwypuklił w swoim cytacie relacje między wiarą i rozumem, podkreślając, że w tym dialogu cesarz wyraził przekonanie, iż Bóg „nie ma upodobania w krwi". Ten, kto pragnie „przekonać rozsądną duszę” i przyciągnąć ją do wiary „potrzebuje zdolności dobrej mowy i właściwego myślenia, ale nie potrzebna mu przemoc i groźby, miał mówić cesarz Paleolog”. Cytat przytoczony za Manuelem II przez Benedykta XVI: „Wskaż mi, co nowego wniósł Mahomet; wtedy znajdziesz tylko to, co złe i nieludzkie, jak choćby to, że nakazał szerzyć mieczem wiarę, którą głosił", wywołał wielkie wzburzenie w świecie muzułmańskim „Ta część zdania została wówczas wyrwana z kontekstu i ogłoszona skandaliczną” – przypominał niedawno kard. Müller. Sprawa ciągnęła się latami, zarzucano papieżowi brak dobrej woli, a nawet złą wolę.

Kardynał Müller uważa tamten wykład papieża za wręcz profetyczny, bo papież pokazywał, że krzewienie wiary może następować tylko „w imię Boga, litościwego i miłosiernego”, że Bóg nie ma upodobania w destrukcyjnej przemocy i działaniach terrorystycznych, a wojna nie może być „święta”, a tym samym nie może „podobać się Bogu”.

A jednak latami wytykano Benedyktowi tamte słowa, choć wielokrotnie podejmował poważne rozmowy z przedstawicielami islamu i rzeczywiście troszczył się o dialog z jego przedstawicielami. Ale właśnie troska o dialog – o zdefiniowanie dialogu – była przyczyną kolejnych uwag pod jego adresem, wręcz ataków medialnych, i nie tylko medialnych, bo także pseudonaukowych na przykład.

Droga do prawdy

Benedykt XVI z naprawdę ojcowską troską i poczuciem wielkiej odpowiedzialności pilnował, aby dialog – zwłaszcza międzyreligijny i zwłaszcza, że stawał się coraz bardziej modny, także w pozytywnym znaczeniu – nie prowadził na manowce, nie groził synkretyzmem czy irenizm, nie naruszał tożsamości uczestników. Będąc wielkim świadkiem wiary w Chrystusa Jezusa, pozostawał zarazem wielkim badaczem jego – Jezusa – tożsamości jako Boga i jako człowieka.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     W „Jezusie z Nazaretu” wyjątkowo pięknie – i z wielką znajomością przedmiotu – pisze o żydowskości życia Jezusa. Ale pozostaje sobą, Josephem Ratzingerem, nie udaje żydowskiego myśliciela, a skądinąd na niejednego się powołuje w swoich analizach. Na cytowanym już – ostatnim – spotkaniu z Kuria Rzymską niemal profetycznie mówił o dialogu, zaznaczając najpierw, że „ Dla Kościoła w naszych czasach widzę przede wszystkim trzy obszary dialogu, w których musi być on obecny w walce o człowieka i o to, co znaczy być człowiekiem: dialog z państwami, dialog ze społeczeństwem obywatelskim – włączając w to dialog z kulturami i nauką – i wreszcie dialog z innymi religiami. W tych wszystkich dialogach Kościół przemawia, wychodząc z tego światła, które daje mu wiara”.

Największy nacisk położył jednak na dialog religijny, który „w obecnej sytuacji ludzkości jest niezbędnym warunkiem pokoju na świecie, a zatem jest obowiązkiem chrześcijan, jak również innych wspólnot religijnych” . Ten dialog religii – podkreślił wtedy, dziesięć lat temu, papież – ma różne wymiary. Przytoczę dłuższy fragment tamtej wypowiedzi papieża Ratzingera, bo porządkuje ona – w lapidarny, choć bardzo skondensowany – sposób wiele spraw, na które dzisiaj jeszcze bardzie trzeba zwracać uwagę.

Papież najpierw przypomniał, że „Ogólnie za dwie fundamentalne reguły istoty dialogu międzyreligijnego uważa się dzisiaj: 1. Dialog nie dąży do nawrócenia, ale do zrozumienia. Różni się w tym od ewangelizacji, od misji. 2. Zatem, w tym dialogu, obydwie strony świadomie zachowują swoją tożsamość, której w dialogu nie kwestionują ani względem siebie, ani też względem innych”.

A potem zrobił klarowny wykład: „Zasady te są słuszne” – powiedział. – „Sądzę jednak, że w tej postaci są sformułowane zbyt powierzchownie. To prawda, dialog nie ma na celu nawrócenia, ale lepsze wzajemne zrozumienie: jest to prawidłowe. Jednakże dążenie do poznania i zrozumienia pragnie być zawsze także zbliżeniem się do prawdy. Tak więc obydwie strony, zbliżając się krok po kroku do prawdy, postępują naprzód i zmierzają do coraz większego wzajemnego zrozumienia, które ma swoją podstawę w jedności prawdy. Jeśli chodzi o wierność swojej tożsamości: byłoby zbyt mało, jeśli by chrześcijanin swoją decyzją dotyczącą swej tożsamości, by tak rzec przerwał, na podstawie swej woli, drogę do prawdy. Wówczas jego bycie chrześcijaninem byłoby czymś arbitralnym, zwyczajnym wyborem faktycznym. Wówczas rzecz jasna nie brałby on pod uwagę, że w religii mamy do czynienia z prawdą.

Benedykt XVI pod pręgierzem. Szaleńcza kampania oczerniania

Wciąż podnoszone są zarzuty wobec papieża emeryta – trwają spory o słowa i daty sprzed czterdziestu lat.

zobacz więcej
W związku z tym chciałbym powiedzieć, że chrześcijanin ma wielką podstawową ufność, wręcz wielką zasadniczą pewność, że może bezpiecznie wypłynąć na rozległe morze prawdy, nie potrzebując obawiać się o swoją tożsamość jako chrześcijanina. Oczywiście, to nie my posiadamy prawdę, ale to ona nas posiada: Chrystus, który jest Prawdą, wziął nas za rękę, a na drodze naszego pasjonującego poszukiwania poznania wiemy, że Jego ręka trzyma nas mocno. To, że jesteśmy wewnętrznie wspierani ręką Chrystusa czyni nas wolnymi i jednocześnie bezpiecznymi. Wolnymi: jeśli jesteśmy przez Niego wspierani, możemy wejść w każdy dialog otwarcie i bez strachu. Bezpieczni, bo On nas nie opuszcza, o ile my sami się od Niego nie odłączymy. Z Nim zjednoczeni jesteśmy w świetle prawdy”.

Przydałby się dzisiaj ten miniwykład – w wielu miejscach i wielu osobom.

Rozum i wiara

I jeszcze jeden, jeszcze bardziej mini, bo wyjęty z – niewygłoszonego – wykładu dla studentów i pracowników rzymskiego uniwersytetu La Sapienza, w styczniu 2008 roku. Niewygłoszonego, bo choć rektor zaprosił papieża Benedykta, to grupa profesorów i studentów tak długo i w taki sposób protestowała przeciwko tej wizycie, że Stolica Apostolska z niej zrezygnowała.

Papieża pomawiano o brak szacunku dla osiągnięć nauki i obskurantyzm, co sprawiło, że w jego obronie stanął lewicowy włoski premier Romano Prodi i kilku zdecydowanie lewicowych intelektualistów. Po raz pierwszy w dziejach doszło do takiej sytuacji! A w niewygłoszonym wykładzie Benedykt XVI napisał:

„Jeśli jednak rozum, troszcząc się o swą domniemaną czystość, staje się głuchy na wielkie przesłanie, jakie niesie mu wiara chrześcijańska i jej mądrość, usycha niczym drzewo, którego korzenie nie sięgają już do życiodajnej wody. Traci odwagę prawdy i tym samym nie staje się większy, lecz mniejszy. W odniesieniu do naszej kultury europejskiej znaczy to: jeżeli chce się ona sama budować na gruncie kręgu własnych argumentacji i tego, co w danym momencie ją przekonuje i – zatroskana o swoją świeckość – odrywa się od korzeni, z których żyje, wówczas nie staje się bardziej rozumna i czystsza, lecz ulega rozkładowi i rozpada się”.

Raz jeszcze przywołam wypowiedź kard. Müllera: „Teksty Benedykta XVI łączą w sobie najwyższej próby naukowość teologii z żywą postacią wiary. Tylko prawda w Bogu czyni człowieka wolnym i może uwolnić współczesnego człowieka od ideologii proponujących mu samozbawienie i dyktatury relatywizmu. Rozum i wiara przez wzajemne korektury i oczyszczenie chronią nas przed groźnymi patologiami”.

To było widać: papież Ratzinger potrafił przeciwstawić się błędom teologii wyzwolenia, wiedział, jak przeprowadzić przez doktrynalne meandry anglikanów, którzy gromadnie przechodzili do Kościoła katolickiego, domagał się wolności religijnej dla katolików chińskich bez układania się z chińską władzą, podejmował trudne decyzje na rzecz wewnętrznej jedności – w 2007 ogłosił motu proprio „Summorum Pontificum”, dotyczące „stosowania liturgii rzymskiej sprzed reformy z 1970 r.” , a w 2009 roku zdjął ekskomunikę z czterech biskupów konsekrowanych w 1988 r. bez zgody Stolicy Apostolskiej przez abp Marcela Lefebvre’a, za co został ostro skrytykowany; w odpowiedzi na krytykę ogłosił „list do braci biskupów” , w którym wyraził poruszenie i smutek z powodu reakcji, jakie wywołała także w samym Kościele ta decyzja o zdjęciu ekskomuniki. Odważnie odwiedzał kraje trudne jak choćby Anglia i Szkocja, gdzie jego wizyta okazała się ogromnym sukcesem.

Mistrz

Dla wielu ludzi kardynał Joseph Ratzinger – papież Benedykt XVI był i pozostał mistrzem – mistrzem w poszukiwaniu prawdy i drogi do prawdy. Niezależnie od tajemnicy swojego przerwanego – czy może tylko nagle zakończonego? – pontyfikatu. I czy można używać takiej formuły, skoro Benedykt był dalej papieżem, tyle że seniorem: pontifex emeritus.
8 lipca 1951 roku. Rodzina Ratzingerów w dniu święceń kapłańskich obu synów Josepha (stoi z prawej) i Georga. Fot. German Catholic News Agency KNA via Getty Images
Od dziecka chciał być księdzem, mając lat siedem napisał list do Dzieciątka Jezus, aby pod choinkę przyniósł mu mszalik i zielony ornat. I nigdy nie chciał być wyższym urzędnikiem ani papieżem. W 2001 roku w jednym z wywiadów wyznał, że „życie człowieka Kościoła na kierowniczym stanowisku jest bardzo trudne". Dlatego marzy, że przyjdzie czas, kiedy będzie mógł jeszcze napisać kilka książek. Na prośbę papieża pełni jednak nadal swój urząd, w 2002 zostaje dziekanem Kolegium Kardynalskiego. Podejmuje decyzje niezwykłej wagi.

– Wydawało się, że jest kruchy, ale był niebywale mocny w swoim dążeniu do prawdy i w jej obronie – mówi mi Elżbieta Ruman. – A kiedy nagrywałam rozmowy do filmu „Brat – przyjaciel – papież”, wielu rozmówców podkreślało, jakim był dobrym człowiekiem, o dobroci płynącej z głębi serca. Kardynał Schönborn powiedział, że zdaniem Ratzingera świat konstruują tylko dobre wydarzenia. Prowadził życie czyste i piękne. I bez lęku.

Ale dziesięć lat temu, w lutym 2013 roku uznał, że nie ma już siły prowadzić Kościoła, czyli sterować łodzią Piotrową, jakby to kiedyś patetycznie powiedziano. Że może ofiarować Kościołowi swoją modlitwę i swoje cierpienie, owszem, swoją wiedzę, ale nie z pozycji papieża. Czy jego pancerz – a miał go, skoro był Panzerkardinal – pancerz wiedzy, wiary i wierności przestał go chronić? Czy Benedykt XVI przejdzie do historii Kościoła jako postać tragiczna? Przegrany papież? Czy raczej jako wielki teolog i myśliciel, którego myśl broniła tradycji i doktryny wiary w trudnych czasach ataku na chrześcijańską cywilizację?

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Rok 2012. Papież Benedykt XVI przewodniczył Mszy św. w czasie uroczystości Bożego Ciała w bazylice św. Jana na Lateranie. Fot. Max Rossi / Reuters / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak rozpoznać rosyjskiego trolla
Rozmawiałem z niektórymi z nich – pisze Piotr Kościński.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
W Kościele Anglii homomałżeństw nie będzie
Są księża żyjący w stałym związku z partnerem tej samej płci. Chcą, by uchylono im nakaz wstrzemięźliwości.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Gdy maszyna podejmuje decyzję za człowieka…
Jedni dzięki elektronice tracą pracę, ale inni zyskują.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Putina do wojny sprowokował Zachód? Meandry polityki realnej
„We are Godzilla” – mówi amerykański politolog o swoim państwie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Msza” z Robloksa: niewinna zabawa czy szyderstwo?
„Artur, przyszykuj kadzidło” – to jedno z najbardziej kultowych haseł stycznia w polskim internecie.