Cywilizacja

Czy polska Cerkiew jest piątą kolumną Putina?

W kwestii swojej przeszłości metropolita Sawa trzyma się tej samej wersji: nie miał wyjścia – musiał spoufalać się z komunistami, żeby w trudnych czasach ratować Cerkiew; współpracował z bezpieką, ale nikomu nie szkodził.

Czy abp Sawa podziela wizję „ruskiego miru”? Tak może sugerować treść listu, jaki zwierzchnik Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, wystosował do Cyryla z okazji przypadającej 1 lutego 14. rocznicy intronizacji przywódcy rosyjskiej Cerkwi. List został opublikowany na oficjalnej stronie Patriarchatu Moskiewskiego wśród kilku innych listów gratulacyjnych, m.in. od prezydentów Rosji Władimira Putina i Białorusi Aleksandra Łukaszenki, mera Moskwy, marszałka Dumy czy rosyjskiego premiera.

„Przez okres Waszej Patriarszej służby, dzięki wysiłkom Waszej Świątobliwości, Rosyjska Cerkiew Prawosławna lśni duchowym odrodzeniem i służy przykładem dla innych” – napisał abp Sawa. „Wrogowi wiary nie podoba się stabilność Cerkwi – stara się ją zniszczyć. Naocznie świadczy o tym to, co stało się w Ukrainie. Jednak moc Boża jest wielka – jest ona niezwyciężona. Głęboko wierzymy, że zło, niszczące boski cerkiewny organizm, zostanie zniszczone przez zwycięzcę śmierci i piekła – Chrystusa” – czytamy między innymi w liście, który w Polsce wywołał ogromne poruszenie. Publicyści po raz kolejny zaczęli stawiać pytania: czy Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny jest rosyjską piątą kolumną? Kościołem głęboko zależnym od Cyryla, patriarchy moskiewskiego i całej Rusi, który wspiera politykę Władimira Putina, w tym rosyjską agresję na Ukrainę.

„Metropolita Sawa: polskie oblicze «ruskiego mira»”, „Polska Cerkiew niebezpiecznie gra z Moskwą”, „Metropolita Sawa miesza w sprawie ukraińskiego prawosławia”, „Na pasku Moskwy? Polska Cerkiew (…)”, i tak dalej… Tytuły już kilka miesięcy temu były sugestywne, podobnie jak treść artykułów.

Polska Cerkiew, zwłaszcza po 24 lutego, budzi skrajne emocje. Podobnie jak jej zwierzchnik metropolita Sawa, który chcąc nie chcąc, jest twarzą polskich prawosławnych. Nasuwa się więc pytanie, czy zarzuty o prorosyjskość, a przy okazji o antyukraińskość, rzeczywiście są uzasadnione? A może są one wynikiem stereotypu, zgodnie z którym prawosławni są „ruskimi”? W Białymstoku jesienią ruszyła nawet kampania „Prawosławny – nie ruski”, mającą na celu poprawę wizerunku społeczności prawosławnych w naszym kraju.

Sytuacja, w jakiej znajduje się polska Cerkiew, wydaje się być jednak bardziej złożona niż wynika z przekazu medialnego. Aby ją lepiej zrozumieć, trzeba się przenieść w przeszłość.

Autokefalia okupiona krwią

Po odzyskaniu w 1918 roku przez Polskę niepodległości rozpoczęły się starania o uzyskanie przez polską Cerkiew autokefalii (samodzielności, niezależności), które zostały okupione krwią. Niemalże sto lat temu, w lutym 1923 roku, zwolennik samodzielności polskiego Kościoła prawosławnego metropolita Jerzy (Jaroszewski) został zastrzelony przez jej przeciwnika – archimandrytę Smaragda (Łatyszenkę).

Rok później autokefalię przyjął od patriarchy Konstantynopola następca Jerzego – Dionizy (Waledyński), postać bardzo zasłużona dla prawosławia w Polsce. – Metropolita Dionizy był wielkim twórcą polskiego, niezależnego Kościoła prawosławnego. Przyczynił się m. in. do powstania Studium Teologii Prawosławnej na Uniwersytecie Warszawskim – mówi w rozmowie z Tygodnikiem TVP abp Jerzy (Pańkowski), rektor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie, prawosławny ordynariusz Wojska Polskiego.

Metropolita mimo rosyjskich korzeni promował język polski. – Niedawno otrzymałem modlitewnik, który został wydany w II Rzeczypospolitej, czyli w okresie zwierzchnictwa Dionizego. Zawiera wiele modlitw, dedykowanych Najjaśniejszej Polsce, jej żołnierzom, marszałkowi Piłsudskiemu – opowiada abp Jerzy.
Rok 1930. Synod biskupów PAKP. Siedzą od prawej: arcybiskup poleski Aleksander Inoziemcow, metropolita Dionizy Waledyński, arcybiskup wileński Teodozjusz Fieodosijew, biskup grodzieński i nowogródzki Aleksy Gromadzki. Fot. NAC/IKC
W II RP Kościół prawosławny wrócił do korzeni. – Prawosławie w Polsce do trzeciego rozbioru było pod jurysdykcją Patriarchatu Konstantynopolitańskiego. Metropolita Dionizy uzyskał więc autokefalię dla polskiego prawosławia od Kościoła-matki – przypomina ks. dr Łukasz Leonkiewicz, filozof i teolog prawosławny, wykładowca Prawosławnego Seminarium Duchownego, który jest również związany z Redakcją Audycji Ekumenicznych TVP.

Duchowny dopowiada, że Kościół prawosławny w II RP podjął wiele działań, które potwierdzają, że utożsamiał się z państwem polskim. – Skala działalności propolskiej była niesamowita. Kościół prawosławny rozpoczął nauczanie w języku polskim. Elementy polszczyzny były wprowadzane do nabożeństw, które zresztą zaczęto tłumaczyć na język polski. Metropolita Dionizy i cały Kościół działał także na gruncie ekumenizmu, itd. Zrobiono naprawdę wiele, by prawosławni stali się częścią społeczeństwa polskiego – dodaje ks. Leonkiewicz.

Katyń, Monte Cassino, powstanie …

Wśród duchowieństwa prawosławnego, jak i wiernych, było wiele niezwykłych, zasłużonych dla Polski postaci. Chociażby św. Grzegorz Peradze, z pochodzenia Gruzin, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, a po wybuchu II wojny – więzień Pawiaka, następnie obozu Auschwitz, gdzie zginął śmiercią męczeńską (6 grudnia przypadała 80. rocznica).

– Św. Grzegorz Peradze to postać wyjątkowa. Wcale nie musiał przyjeżdżać do Polski. Wiódł życie kapłana i uczonego w Europie Zachodniej. Do Polski zaprosił go metropolita Dionizy. Stał się częścią naszego społeczeństwa, którego nie opuścił po wybuchu wojny, jako że swoich się nie opuszcza. Współtworzył w Warszawie sferę życia intelektualnego prawosławnych. W latach 90. został kanonizowany – opowiada ks. dr Łukasz Leonkiewicz.

„Istnieją dwie wersje jego śmierci. Według pierwszej, o. Grzegorz wziął na siebie winę za kradzież chleba z więziennej kuchni, ratując tym samym przed śmiercią całe komando. Według drugiej wersji zgłosił się dobrowolnie na śmierć za więźnia, o którym wiedział, że jest ojcem rodziny” – pisała niedawno KAI. Z kolei św. Jan Paweł II powiedział o Grzegorzu Peradze, że jest „także naszym, polskim świętym”.

Hagia Sophia. Pierwsza świątynia w stolicy zbudowana przez prawosławnych Polaków, a nie zaborców

Sofia była kobietą, mądrością salomonową, która zbudowała sobie dom. Powiązanie wątku sofijnego z Bogurodzicą charakteryzowało Ruś i ta właśnie tradycja stała się wspólna dla całego słowiańskiego prawosławia.

zobacz więcej
Trzeba też wspomnieć o rodzinie Fedorońków. W Katyniu został zamordowany ks. płk Szymon Fedorońko, naczelny kapelan prawosławny Wojska Polskiego. Życie w walce o wolną Polskę oddali także jego trzej synowie. Orest i Wiaczesław, żołnierze Armii Krajowej zginęli w Powstaniu Warszawskim, z kolei Aleksander, który był oficerem Polskich Sił Zbrojnych w Wielkiej Brytanii (Dywizjon 300), zginął w kwietniu 1944 roku podczas lotu bojowego nad Karlsruhe.

Zasłużoną dla Polski postacią był arcybiskup gen. bryg. Sawa (Sowietow) z pochodzenia Rosjanin, z wyboru – polski patriota. Był biskupem polowym Wojska Polskiego, który przeszedł szlak bojowy z 2 Korpusem Polskim gen. Andersa. Po zakończeniu wojny osiadł w Londynie, gdzie pełnił funkcję ordynariusza polskich parafii prawosławnych. Ponadto był członkiem emigracyjnej III Rady Narodowej RP. Do końca pozostał wierny władzom RP na uchodźstwie, podobnie jak jego następca bp Mateusz (Siemaszko).

– Gdy abp Sawa (Sowietow) znalazł się na uchodźstwie, był uznawany za biskupa Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Władze komunistyczne próbowały go przekonać do wypowiedzenia posłuszeństwa metropolicie Dionizemu, obiecując, że zostanie zwierzchnikiem polskiej Cerkwi. Jednakże abp Sawa nie dał się zwieść – opowiada abp Jerzy (Pańkowski).

Ciemna karta II RP

Zanim wybuchła II wojna światowa, 15 kwietnia 1938 roku we wsi Śniatycze na Chełmszczyźnie, w rodzinie rolników, na świat przychodzi Michał Hrycuniak, który wiele lat potem zostanie Sawą, szóstym metropolitą warszawskim i całej Polski.

W maju 1938 roku, w jego rodzinnych stronach rozpoczęły się wydarzenia, które stanowią ciemną kartę II RP. Mowa o tzw. akcji polonizacyjno-rewindykacyjnej, zarządzonej przez władze sanacyjne, w ramach której doszło do masowego niszczenia świątyń prawosławnych. W najlepszym wypadku były one przekształcane w kościoły rzymskokatolickie; wiele z nich zburzono. O ile zburzenie w latach 20. XX wieku soboru Aleksandra Newskiego w Warszawie – wybudowanego w akcie politycznym, a nie religijnym, jako symbol rosyjskiej dominacji nad narodem polskim; narzędzie jego rusyfikacji – było w pełni zrozumiałe, o tyle nie można znaleźć racjonalnego uzasadnienia dla akcji niszczenia świątyń prawosławnych w roku 1938.
Rok 1925. Rozbiórka soboru Aleksandra Newskiego w Warszawie. Fot. Wikimedia
„Dramatyczne wydarzenia roku 1938 na Chełmszczyźnie i Podlasiu, gdzie doszło do burzenia prawosławnych cerkwi, pokazują, że w działaniach władz każdego państwa podstawowe prawa i wartości nie mogą być pomijane czy ignorowane. W 1938 roku nie uszanowano naturalnego azylu, jakim jest każdy Dom Boży. Na terenach mieszanych wyznaniowo i etnicznie zdarzyły się wypadki, które nigdy nie powinny się zdarzyć. Obowiązkiem historyków jest odkrywanie prawdy i jej upowszechnianie. Powinnością wszystkich jest pamięć o tragicznych kartach w historii polskiego prawosławia” – pisał o tych wydarzeniach ówczesny prezydent Lech Kaczyński.

– Problem pojawił się wraz ze śmiercią Józefa Piłsudskiego, kiedy walcząca o władzę skrajna prawica budowała narrację narodowościową. Tzw. akcja polonizacyjno-rewindykacyjna była wymierzona przede wszystkim w ludność ukraińską wyznania prawosławnego, zamieszkującą Chełmszczyznę i południowe Podlasie. To było niezrozumiałe. Tym bardziej, że Cerkiew w II RP zrobiła wszystko, by uniezależnić się od państwa, które do niedawna było zaborcą, czyli od Rosji, a następnie od Związku Sowieckiego, i dokonała starań, żeby prawosławni byli uznawani za część polskiego społeczeństwa – komentuje ks. dr Łukasz Leonkiewicz.

Długa pamięć

Po II wojnie nadeszła kolejna – zdaniem abp. Jerzego (Pańkowskiego) najtragiczniejsza – fala niszczenia świątyń prawosławnych. Mowa o przeprowadzonej w 1947 roku przez komunistów akcji „Wisła”, wymierzonej w działające na terenie Polski oddziały UPA, a w konsekwencji w ludność ukraińską, która dotknęła przede wszystkim społeczność prawosławną. Przeprowadzono wówczas masowe wysiedlenia mieszkańców tamtych terenów.

Wysiedlono również większość rodziny Michała Hrycuniaka.

Ludność prawosławną represje dotykały nie tylko ze strony komunistów, ale także części żołnierzy podziemia niepodległościowego. – Bardzo dobrze, że w III Rzeczypospolitej zaczęto mocno promować pamięć o żołnierzach wyklętych. Ale nie brano pod uwagę, że niektórzy z nich zabijali prawosławnych. Tymczasem prawosławni mają znacznie dłuższą pamięć historyczną niż łacinnicy. Doskonale o tym pamiętają, tak samo jak o wydarzeniach z 1938 roku. Z ich punktu widzenia były to bardzo silne ataki na ich tożsamość – tłumaczy dr Tomasz Terlikowski, filozof i publicysta.

Heretycy, słudzy szatana i patriarcha, co nie chciał skończyć w przeręblu. Jak Moskwa „Trzecim Rzymem” się stała

Przekupstwem i siłą. Tak Rosyjska Cerkiew Prawosławna podporządkowała sobie ukraińską Cerkiew.

zobacz więcej
Metropolita Sawa w wywiadzie-rzece „Rozmowy o życiu i Cerkwi” opowiadał Jarosławowi Charkiewiczowi, że w jego domu rodzinnym panował strach. Mama i babcia, które go wychowywały (ojciec zmarł, gdy miał dwa lata), ukrywały modlitewnik i ikony w kufrze zamkniętym na klucz.

– Jako polscy patrioci mamy do żołnierzy niezłomnych ogromny szacunek. Ale nie wszyscy żołnierze podziemia niepodległościowego byli niezłomni. Mam na myśli tych, którzy zadali prawosławnym dużo bólu – mówi abp Jerzy.

Oczywiście prawdą jest, że część prawosławnych wspierała instalowanie w Polsce ustroju komunistycznego. Ale nie można tego powiedzieć na przykład o św. Bazylim Martyszu, naczelnym kapelanie prawosławnym Wojska Polskiego w II RP (w połowie lat 30. zastąpił go ks. Szymon Fedorońko), zamordowanym w maju 1945 roku. Według ustaleń dr. Mariusza Zajączkowskiego, historyka i politologa z ISP PAN (do niedawna również IPN), Martysz został zamordowany przez jeden z oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych.

Abp Jerzy szacuje, że w ciągu dekady – od roku 1938 do końca lat 40. – zburzono ok. 200 świątyń prawosławnych.

Kamienie zamiast krzyży

Po II wojnie Cerkiew zmagała się z poważnymi problemami kadrowymi. – Wielu biskupów znalazło się poza granicami kraju. Ponadto w Kościele prawosławnym biskupem może zostać duchowny, który jest mnichem. Tymczasem po wojnie przetrwał jedynie Monaster św. Onufrego w Jabłecznej (niedaleko Bielska Podlaskiego – red.) . Z dwoma mnichami, ale przetrwał i funkcjonuje do dziś – mówi rektor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej.

W odbudowę prawosławnego życia duchowego zaangażował się Michał Hrycuniak. W 1957 roku ukończył Prawosławne Seminarium Duchowne, odbył studia magisterskie na ChAT oraz doktoranckie na Uniwersytecie Belgradzkim. W 1966 roku w Serbii po obronie doktoratu złożył śluby zakonne, przyjmując imię Sawa (na cześć serbskiego świętego Sawy). I po powrocie do Warszawy został wyświęcony na kapłana.

Już na pierwszym roku seminarium Hrycuniak rozpoczął posługę przy metropolicie Makarym (Osijuku), a potem u boku jego następców. W połowie lat 60. został dyrektorem kancelarii metropolity Stefana (Rudyka). Szybko piął się w górę w hierarchii kościelnej, coraz bardziej angażując się w odbudowę świątyń prawosławnych.

– Wszędzie, gdzie pojawiał się metropolita Sawa [forma grzecznościowa; w PRL Sawa nie był metropolitą – red.], następował dynamiczny rozwój. W klasztorze w Jabłecznej po wojnie nie było wielu powołań. Gdy metropolita w 1970 roku objął nad nim kierownictwo, przeniósł do Jabłecznej z Warszawy wyższe klasy Prawosławnego Seminarium Duchownego. Nastąpił renesans tego monasteru. Klasztor zaczął zapełniać się młodymi, wykształconymi ludźmi, którzy mogli zasilić kadry hierarchii kościelnej – opowiada abp Jerzy.

Dodaje, że po II wojnie z powodu braków kadrowych, biskupami przeważnie zostawali wdowcy, przyjmujący stan mniszy. Obecnie Episkopat składa się z biskupów, którzy są tzw. czystymi mnichami.
18 sierpnia 2022. Uczestnicy pieszych pielgrzymek docierają do prawosławnego sanktuarium na św. Górze Grabarce koło Siemiatycz. Fot. PAP/Artur Reszko
Po dziewięciu latach spędzonych w Jabłecznej, ks. Sawa został biskupem łódzkim i poznańskim, a po kolejnych dwóch latach objął zwierzchnictwo nad diecezją białostocko-gdańską. Według rektora ChAT przyczynił się on do odbudowania życia duchowego w tych diecezjach. – Jego najbardziej symbolicznym osiągnięciem była restytucja monasteru w Supraślu (koło Białegostoku – red. ), który historycznie miał ogromny wpływ na kondycję duchową, a także rozwój intelektualny prawosławnych w Polsce. Metropolita odbudował życie mnisze w tym miejscu. Dzisiaj mieści się tam Muzeum Ikon, odbywają się liczne konferencje. Rozwój oświatowo-kulturalny prawosławia w naszym kraju byłby bez Supraśla na innym poziomie – podkreśla abp Jerzy.

Gdy Sawa został zwierzchnikiem diecezji białostocko-gdańskiej, dysponowała ona trzema świątyniami, a gdy ustępował z tej funkcji – było ich kilkanaście, łącznie z cerkwią św. Ducha w Białymstoku. Na Grabarce przyczynił się do wybudowania Domu Pielgrzyma i ogrodzenia monasteru. – Do ogrodzenia było ponad tysiąc metrów. Zorganizowano nawet akcję pod hasłem: „Zamiast krzyży, przynośmy kamienie”, bo były one potrzebne do budowy muru. Dzisiaj Grabarka stanowi nie tylko centrum mnisze, w którym mieści się sanktuarium prawosławne, ale jest również miejscem spotkań młodzieży – mówi rektor ChAT.

Lojalność czy służalczość

Historia Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego w okresie PRL ma też ciemne karty. W 1948 r. władze komunistyczne odsunęły od zwierzchnictwa nad polską Cerkwią metropolitę Dionizego (Waledyńskiego). „Z jego osobą powszechnie utożsamiano ogłoszenie autokefalii w 1924 r. Był on ponadto zwierzchnikiem Kościoła prawosławnego w Generalnym Gubernatorstwie, co akurat potraktowano jako wygodny pretekst do usunięcia go z zajmowanego stanowiska” – pisał prof. Eugeniusz Mironowicz, historyk.

Dionizemu nie pomogło nawet napisanie listu do Bolesława Bieruta, w którym deklarował lojalność. Został zmuszony do ustąpienia z urzędu metropolity, a następnie osadzony w areszcie domowym.

Zwierzchnictwo nad polską Cerkwią objęło Tymczasowe Kolegium Rządzące Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, na którego czele stanął abp Tymoteusz (Szretter). To on przewodził delegacji duchownych prawosławnych, która w czerwcu 1948 roku została przyjęta w Moskwie przez patriarchę Aleksego. Duchowni wyparli się autokefalii przyznanej w 1924 roku przez Patriarchat Konstantynopolitański i przyjęli autokefalię od patriarchy moskiewskiego i całej Rusi.

– Patriarchat Moskiewski nie uznawał autokefalii przyznanej przez Patriarchat Konstantynopolitański, przyznał ją więc po raz kolejny, uważając, że tylko on jest do tego uprawniony – tłumaczy Tomasz Terlikowski. – W Kościele prawosławnym istnieje głęboki spór kanoniczy, który wynika z braku zapisów umożliwiających jednoznaczną interpretację, kto może przyznać autokefalię – dodaje publicysta i przypomina, że w PRL polska Cerkiew była zależna od Moskwy i że jeśli duchowni studiowali za granicą, to w Związku Sowieckim, a nie np. w Grecji.

Hierarchowie Kościoła prawosławnego podporządkowali się komunistycznym władzom. Prawosławni przekonują wprawdzie, że duchowni nie mieli wyjścia, musieli iść na ustępstwa. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że nie tyle szli na ustępstwa, ile wykazywali się lojalnością, by nie powiedzieć służalczością, wobec PRL. Wielu z nich uwikłało się we współpracę z bezpieką. Między innymi metropolita Stefan, czyli TW „Fidelis”.

To on w 1966 roku wyświęcił na kapłana Michała Hrycuniaka, który niedługo potem został dyrektorem jego kancelarii.
1983 rok. Zwierzchnik Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego abp Bazyli (Włodzimierz Doroszkiewicz) przed spotkaniem ekumenicznym w czasie II pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Fot. PAP/Grzegorz Rogiński
„Cennymi źródłami informacji byli m. in.: «Fidelis» (bp/abp Stefan), «Włodzimierz» (bp/abp Bazyli) [imię świeckie: Włodzimierz Doroszkiewicz; metropolita polskiej Cerkwi w latach 1970-1998 – red.], «Buk» [ks. Jan Lewiarz], «Magister» (bp/abp Nikanor) [Mikołaj Niesłuchowski] i «Wrzos» [ks. Borys Szwarckopf]” – pisali dr hab. Krzysztof Sychowicz i dr hab. Mariusz Krzysztofiński, historycy IPN, w artykule naukowym „W kręgu «Bizancjum»”. Kościół prawosławny w Polsce po 1944 roku”. Zacytowali też słowa ppor. Henryka Wiśniewskiego, oficera SB, który stwierdził, że sieć tajnych współpracowników „w sposób wystarczający zabezpieczała ujawnienie ewentualnej wrogiej, nielegalnej działalności w Kościele prawosławnym”.

Niemniej byli również duchowni, którzy zachowywali pewną samodzielność. Chociażby abp Jerzy (Korenistow), rosyjski arystokrata, który w latach 60. dwukrotnie – po śmierci metropolity Tymoteusza, a później również Stefana – pełnił obowiązki locum tenens, czyli strażnika tronu metropolitalnego. Rozważano nawet, czy nie powinien on objąć funkcji metropolity, ale ponieważ abp Jerzy kierował się zasadami, które nie były tolerowane przez władze – przede wszystkim dążył do dobrych relacji z Kościołem katolickim – metropolitą nigdy nie został.

Donosy TW „Jurka”

Ks. Sawa, obecny metropolita, został zwerbowany przez bezpiekę w połowie lat 60. Jako TW nosił pseudonim Jurek.

Z ustaleń Krzysztofa Sychowicza i Mariusza Krzysztofińskiego wynika, że pierwsze przekazane przez niego informacje (w dniu 28 września 1966 r.) dotyczyły Michaela Lehmanna. „Według TW «Jurka» był on przedstawicielem kard. Franza Königa ds. studiów wszystkich przedstawicieli Kościołów wschodnich przybywających do Wiednia” – czytamy w artykule. Przypomnijmy, że kard. König był duchownym rzymskokatolickim, metropolitą Wiednia i przewodniczącym Konferencji Episkopatu Austrii, uczestnikiem Soboru Watykańskiego II, a także przewodniczącym Sekretariatu ds. niewierzących, utworzonego przez papieża Pawła VI.

Historycy IPN podkreślili, że przyszły metropolita jeszcze tego samego dnia przekazał bezpiece informacje o konferencji teologicznej w Belgradzie. A wśród nich – donos na wybitnych teologów prawosławnych ks. dr. Serafina Żeleźniakowicza i ks. prof. Jerzego Klingera, w którym podważał ich kompetencje. Twierdził, że Żeleźniakowicz i Klinger w sposób nieudolny reprezentowali PAKP na konferencji.

Współpracując z bezpieką, ks. Sawa wykazywał niemałe zaangażowanie. Przekazywał informacje dotyczące działalności Kościoła prawosławnego w Polsce, ale też Kościoła katolickiego – opiniował poszczególnych duchownych, krytycznie wypowiadał się m. in. o metropolitach Stefanie i Bazylim; relacjonował przebieg spotkań (także o charakterze ekumenicznym), konferencji teologicznych czy synodów biskupów PAKP.

„TW «Jurek», związany z kurią metropolitalną w Warszawie, zapewniał SB bezpośredni dopływ informacji pozwalających kontrolować działalność Kościoła prawosławnego w Polsce” – pisali Krzysztof Sychowicz i Mariusz Krzysztofiński. Michał Hrycuniak „przekazał również informacje o zintensyfikowaniu działań duszpasterskich w powiecie gorlickim przez ks. greckokatolickiego Bazylego Hrynyka [przedwojenny proboszcz katedry w Przemyślu; po wojnie aresztowany i deportowany do ZSRS; po powrocie do Polski – inicjator odnowy życia duchowego grekokatolików; w 1954 aresztowany przez UB, następnie skazany na 6 lat więzienia, które opuścił w 1956 r. wskutek amnestii; w 1967 r. mianowany przez prymasa Stefana Wyszyńskiego generalnym wikariuszem grekokatolików w Polsce – red.]”. Ks. Sawa systematycznie donosił na różnych duchownych. Składał kolejne donosy na ks. prof. Jerzego Klingera, teologa z ChAT.

„Z archiwów wyłania się obraz ks. Sawy, który przy pomocy SB usiłował kształtować politykę personalną w swoim Kościele” – pisał w 2009 r. na łamach „Rzeczpospolitej” Cezary Gmyz.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS    
Na przestrzeni lat zmieniali się oficerowie prowadzący ks. Sawy, natomiast niezmienna pozostawała gorliwość, z jaką udzielał on im informacji. W rozmowie z Cezarym Gmyzem (również z 2009 r.) i w wydanym oświadczeniu metropolita przepraszał za kontakty z SB (także w imieniu innych duchownych). Jednakże w kwestii swojej przeszłości trzyma się tej samej wersji: nie miał wyjścia – musiał spoufalać się z komunistami, żeby w trudnych czasach ratować Cerkiew; współpracował z bezpieką, ale nikomu nie szkodził.

Brzmi to mało przekonująco. Owszem, czasy były trudne, czym innym jednak było pójście na ustępstwa, a czym innym donoszenie SB na własne środowisko.

Po przemianie ustrojowej, ważnym aktem było podpisanie 4 lipca 1991 roku ustawy o stosunku państwa do Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. – Udało się uzyskać dla Kościoła osobowość prawną. To skutkowało m. in. powołaniem ordynariatu Wojska Polskiego i kapelanów, czy pojawieniem się katechezy w szkołach – wyjaśnia abp Jerzy (Pańkowski).

Rektor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej zwraca uwagę, że od 1991 roku Kościół prawosławny w Polsce przeżywa renesans – nastąpił prężny rozwój klasztorów, szkół teologicznych, podnoszone są kwalifikacje duchowieństwa. Równocześnie znacząco poprawiła się sytuacja kadrowa w hierarchii kościelnej. – Mamy jedno seminarium, które spełnia nasze potrzeby kadrowe. Ponadto kształcimy adeptów na ChAT. Mamy szkołę pisania ikon, szkołę psalmistów. Budujemy też nowe świątynie – wylicza abp Jerzy.

Od 1998 roku zwierzchnikiem Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego jest abp Sawa.

W stronę Moskwy czy Grecji

Po rozpoczęciu rosyjskiej agresji na Ukrainę, w lutym 2022 roku szczególnie często można usłyszeć głosy o dobrych relacjach metropolity Sawy z patriarchą Cyrylem.

Polska Cerkiew nie stoi po stronie Moskwy

Polscy biskupi prawosławni nie są z założenia przeciwni ukraińskiej autokefalii. Pytanie nie brzmi „czy”, ale „w jaki sposób”? – rozważa Łukasz Kobeszko, prawosławny politolog i filozof.

zobacz więcej
– Metropolita Sawa jest niestety klasycznym przedstawicielem hierarchii prawosławnej starszego pokolenia. Wychowanym w PRL, zarejestrowanym jako tajny współpracownik SB. Jednoznacznie prorosyjskim, z czym niekoniecznie utożsamia się progrecka część hierarchów młodszego pokolenia – ocenia dr Tomasz Terlikowski.

Na zarzuty o prorosyjską postawę metropolity Sawy odpowiada abp Jerzy. – Nie wiem, na czym miałyby polegać nadzwyczaj dobre relacje z patriarchą Cyrylem. Otrzymujemy takie same listy jak pozostałe Cerkwie prawosławne. Mamy dobre relacje ze wszystkimi zwierzchnikami. Przypomnę, że metropolita Sawa napisał list do Cyryla, w którym prosił go, żeby przyczynił się do jak najszybszego powstrzymania działań wojennych ze strony Rosji – mówi rektor ChAT.

Arcybiskup, który w marcu jednoznacznie potępił rosyjską inwazję na Ukrainę, broni metropolity: – Narracja o prorosyjskości jest nacechowana stereotypem, że skoro ktoś jest prawosławny, to musi być związany z Rosją. Chcę podkreślić, że głównym kierunkiem wysyłania przez metropolitę Sawę młodych ludzi na zagraniczne studia teologiczne są kraje zachodnie. Sam studiowałem w Grecji, mając do wyboru również Stany Zjednoczone i Francję. Oczywiście są też osoby, które w czasie zwierzchnictwa Sawy studiowały w Zagorsku czy w Moskwie, ale oni stanowią zdecydowaną mniejszość. Z ogromnym dystansem należy podchodzić do przekazu medialnego, który często jest powierzchowny.

Uchodźcy: dar czy dopust

Wątpliwości budzi też kwestia podejścia Cerkwi do uchodźców z Ukrainy. Zdaniem Tomasza Terlikowskiego jest wobec nich zdystansowana.

– Oni są darem z nieba, bo dzięki nim prawosławie w Polsce ma ogromny potencjał rozwoju. Tymczasem największa pomoc dla prawosławnych Ukraińców organizowana jest albo w parafiach greckokatolickich, nielicznych i rozsianych po Polsce, które wcale nie są bogate, albo w parafiach rzymskokatolickich. Prawosławni hierarchowie, z wyjątkiem abp. Jakuba, ordynariusza diecezji białostocko-gdańskiej, któremu trzeba oddać honor, niechętnie podchodzą do tego zjawiska – mówi publicysta i dodaje: – Nie wiedzą do której Cerkwi należą uchodźcy, choć jest prawdą, że sami uchodźcy często tego nie wiedzą. Obawiają się reakcji Moskwy. A przecież może się okazać, że to nie dotychczasowi wierni polskiej Cerkwi, ale właśnie nowi będą stanowili większość.
Maj 2022. W Monasterze św. Onufrego w Jabłecznej znalazła schronienie grupa uchodźców z Ukrainy. Na zdjęciu: przygotowania do wspólnego posiłku. Fot. PAP/Wojtek Jargiło
Zarzuty odpiera ks. dr Leonkiewicz. – Od początku wojny, szczególnie w diecezjach położonych najbliżej granicy z Ukrainą, czyli lubelsko-chełmskiej i przemysko-gorlickiej, przyjmowano uchodźców, m. in. do parafialnych domów opieki społecznej. Uchodźcy do dziś mieszkają także w klasztorach w Supraślu i w Jabłecznej. Duchowni pomagali na samej granicy. Organizują zbiórki darów. Z diecezji wrocławsko-szczecińskiej cały czas na Ukrainę są wysyłane ciężarówki z pomocą humanitarną. W Warszawie organizujemy (w kilku miejscach) lekcje języka polskiego dla Ukraińców. W pomoc zaangażowali się parafianie… – wylicza.

Co to znaczy „ruski mir”?

Najwięcej emocji budzi jednak stosunek PAKP do ukraińskiej autokefalii. Metropolita Sawa dotąd nie uznał autokefalii Kościoła Prawosławnego Ukrainy.

Przypomnijmy, że obecnie na Ukrainie istnieją dwa Kościoły prawosławne: Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego (podczas majowego soboru UKP PM przyjęto zmiany w statucie, podkreślające niezależność od Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego; niemniej liczni komentatorzy podają w wątpliwość niezależność tejże Cerkwi od patriarchy Cyryla), na którego czele stoi metropolita Onufry, a także autokefaliczny Kościół Prawosławny Ukrainy (utworzony w 2018 roku; autokefalię przyjął od Bartłomieja, patriarchy Konstantynopola), którego zwierzchnikiem jest metropolita Epifaniusz.

– Nam się tylko wydaje, że większość Kościołów prawosławnych jest po stronie autokefalicznego Kościoła Prawosławnego Ukrainy. Tymczasem uznają go jedynie Patriarchat Konstantynopolitański oraz Cerkwie w Grecji, Bułgarii i na Cyprze. Ponadto 7 listopada zmarł Chryzostom II, zwierzchnik Cypryjskiego Kościoła Prawosławnego, a dwaj główni kandydaci do jego zastąpienia są prorosyjscy (przypomnę, że na Cyprze mieszka wielu prawosławnych Rosjan), więc możliwe, że niebawem cypryjska Cerkiew przestanie popierać autokefalię na Ukrainie – przypomina Tomasz Terlikowski.

Metropolita Epifaniusz, zwierzchnik autokefalicznego Kościoła Prawosławnego Ukrainy, w 2008 roku został wyświęcony na kapłana przez Filareta, patriarchę kijowskiego i całej Rusi-Ukrainy, na którego w latach 90. Patriarchat Moskiewski nałożył anatemę. W 2018 roku została ona zdjęta przez Patriarchat Konstantynopolitański.

– Argumentacja metropolity Sawy jest tu taka sama jak patriarchy Cyryla i metropolity Onufrego, zwierzchnika UKP PM (choć Onufry po 24 lutego nieco złagodził swoje stanowisko). Mówiąc wprost, wszystkich, którzy zostali wyświęceni przez patriarchę Filareta, nie uznają oni za księży i biskupów, prawdziwych duchownych, tylko za przebierańców – mówi dr Terlikowski.

Po co Putinowi Kijów? Bo tam się wszystko zaczęło. Wojna o korzenie

Rosyjski prezydent wraca do tradycji „zbierania ziem ruskich”.

zobacz więcej
Abp Jerzy (Pańkowski) przekonuje jednak, że sprawa jest bardziej złożona. Oburzają go oskarżenia, że polska Cerkiew podtrzymuje „ruski mir”. – Co to znaczy? Czy podtrzymywanie kanoniczności Kościoła – a dokładnie Cerkwi metropolity Onufrego – jest podtrzymywaniem „ruskiego mira”? Tam są w 100 proc. Ukraińcy. Wojna jest ogromnym dramatem i nieszczęściem, ale nie jest w stanie zrehabilitować niekanoniczności święceń. Może jednak przyspieszyć proces konsultacji, jak ten problem rozwiązać – mówi rektor ChAT.

Twierdzi, że metropolita Sawa wielokrotnie powtarzał, iż Ukraina powinna mieć swoją autokefalię. – Problemem jest to, że osoby, które ją odbierały, otrzymały święcenia biskupie od Filareta, który został ekskomunikowany. Ekskomunika była uznana także przez Konstantynopol – podkreśla.

Na mój argument, że ekskomunika została zdjęta w 2018 roku przez Patriarchat Konstantynopolitański, abp Jerzy odpowiada: – Zgodnie z prawem kanonicznym, ekskomunikę może zdjąć ten, kto ją nałożył. Patriarcha Bartłomiej nie mógł jej zdjąć. Musieliby to uczynić wszyscy zwierzchnicy Cerkwi. My nie mamy papieża. Patriarcha Konstantynopola jest primus inter pares (łac. pierwszym wśród równych sobie); decyzje zapadają kolegialnie, wśród wszystkich zwierzchników. O to właśnie apeluje metropolita Sawa i polska Cerkiew, żeby doprowadzono w tej sprawie do spotkania zwierzchników i zaczęto się zastanawiać, jak wyjść z tego impasu – zaznacza rektor ChAT.

O zarzuty wobec polskiej Cerkwi zapytaliśmy również duchownego rzymskokatolickiego. – Kościół prawosławny w Polsce w sytuacji wojny w Ukrainie ani razu nie poparł w tej kwestii stanowiska patriarchy Cyryla. Wręcz przeciwnie, wyraźnie opowiedział się przeciwko wojnie – odpowiada ks. prof. Zygfryd Glaeser, kierownik Katedry Teologii Fundamentalnej, Dogmatycznej i Ekumenizmu na Uniwersytecie Opolskim. – Teorie o uzależnieniu polskiej Cerkwi od Moskwy są powierzchowne. Tworzą je ludzie, którzy kierują się stereotypami i nie mają dość wiedzy na ten temat – dodaje ks. prof. Glaeser.

Ostrożna, eufemistycznie mówiąc, postawa metropolity Sawy nie u wszystkich prawosławnych spotyka się ze zrozumieniem. Na przykład prof. Michał Klinger, teolog prawosławny, były ambasador RP w Rumunii i w Grecji, prywatnie syn Jerzego Klingera, w sierpniowym wywiadzie dla KAI (udzielonym po wystosowaniu listu metropolity Epifaniusza do Sawy, w którym prosił o uznanie autokefalii Kościoła Prawosławnego Ukrainy), stwierdził: „Metropolita Sawa musi ponownie przemyśleć obecną sytuację, która jednak nie będzie się szybko klarować. Młyny kościelne niestety mielą powoli. Na Ukrainie nadal mamy dwa Kościoły prawosławne i nie są one bliskie pojednania, choć żaden z nich nie jest już związany z Patriarchatem Moskiewskim”. Teolog zaznaczył, że do końca nie rozumie postawy metropolity Sawy.

Inni wierni prawosławni też do końca nie rozumieją. Pewna osoba, z którą rozmawiałem, a która nie chce ujawniać nazwiska, komentuje to tak: – Nie można traktować Patriarchatu Konstantynopolitańskiego jako rzeszy ludzi, którzy nie mają wiedzy o teologii. Oni doskonale wiedzą, co robią i dlaczego. Decyzja patriarchy Bartłomieja o przyznaniu autokefalii Prawosławnemu Kościołowi Ukrainy (PKU) była przemyślana.

– Biskupi zajmują się polityką kościelną, muszą więc pewne problemy natury kanonicznej rozwiązać sami. Natomiast wierni – podkreśla – Ukraińców, którzy należą do PKU, uznają za swoich braci.

– Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Biskup prawosławny, szósty metropolita warszawski i całej Polski Sawa podczas uroczystości poświęcenia i zawieszenia dzwonów w dzwonnicy budowanej świątyni Hagia Sophia w Warszawie, 2 lutego 2020 roku. Fot. PAP/Paweł Supernak
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak rozpoznać rosyjskiego trolla
Rozmawiałem z niektórymi z nich – pisze Piotr Kościński.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
W Kościele Anglii homomałżeństw nie będzie
Są księża żyjący w stałym związku z partnerem tej samej płci. Chcą, by uchylono im nakaz wstrzemięźliwości.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Gdy maszyna podejmuje decyzję za człowieka…
Jedni dzięki elektronice tracą pracę, ale inni zyskują.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Putina do wojny sprowokował Zachód? Meandry polityki realnej
„We are Godzilla” – mówi amerykański politolog o swoim państwie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Msza” z Robloksa: niewinna zabawa czy szyderstwo?
„Artur, przyszykuj kadzidło” – to jedno z najbardziej kultowych haseł stycznia w polskim internecie.