Felietony

Hejt na Sienkiewicza. Progresiści na tropie polskiego rasizmu

W powieści Sienkiewicza występują Gebhr i Idrys, arabscy kidnaperzy, którzy są zwolennikami Mahdiego, przywódcy dżihadystowskiego powstania w Sudanie. Jeśli padają oni ofiarą inspirowanego przez autora „W Pustyni i w puszczy” polskiego rasizmu, to rzecz jasna „Gazeta Wyborcza” musi wziąć ich w obronę. I to robi.

Jest w Polsce grupa publicystów, którzy bardzo zazdroszczą swoim zachodnioeuropejskim kolegom po fachu. Przedmiotem zazdrości jest kolonialna przeszłość niektórych państw. Bądź co bądź z posiadania terytoriów zamorskich czerpały one i prestiż w stosunkach międzynarodowych, i bogactwo materialne.

Zazdrośnikom jednak nie o takie korzyści chodzi. Są oni zapatrzeni w zupełnie co innego. Imponuje im… epatowanie poczuciem winy i wstydu za niesienie tego, co angielski pisarz Rudyard Kipling nazwał „brzemieniem białego człowieka”. Wśród elit zachodniej części Europy powszechna jest bowiem ojkofobiczna postawa polegająca na kajaniu się za kolonializm.

Do grona Polaków, którzy usiłują iść w ich ślady należą publicyści „Gazety Wyborczej” i szeroko pojętego środowiska tego medium. A czołowym piórem jest tu Paweł Smoleński. Niedawno ukazał się jego felieton, w którym expressis verbis kpi on ze stwierdzenia, że Polacy są tolerancyjnym narodem. Smoleński oskarża swoich rodaków o rasizm, a jako dowód w sprawie wskazuje.... „W pustyni i w puszczy”.

Brzemię czerwonych ideologów. Czy uda się im wygumkować Sienkiewicza?

Łowienie klisz kolonialnych i stereotypów rasistowskich w „W pustyni i w puszczy” samo w sobie jest kliszą i stereotypem.

zobacz więcej
Powieść Henryka Sienkiewicza co jakiś czas trafia na celownik progresywnych publicystów. Dzieło to jest szczególnie przez nich hejtowane jako przykład politycznej niepoprawności, która w ich oczach cechowała kulturę polską wtedy, kiedy nikt nie podejrzewał autora „W pustyni i w puszczy” o rasizm.

Co konkretnie Smoleński zarzuca Sienkiewiczowi? To, że w jego książce Europejczycy górują moralnie nad Afrykanami. Chodzi zwłaszcza o Kalego, który uważa, że jeśli on komuś coś ukradnie, to nie jest to zły uczynek. Swoją drogą, ile to już razy w „Wyborczej” brano w obronę tę czarnoskórą postać, traktowaną jako ofiara polskich rasistowskich uprzedzeń?

Smoleński szydzi z jednego z pary głównych bohaterów „W pustyni i w puszczy” – Stasia Tarkowskiego. W powieści Sienkiewicza zastanawia się on nad tym, czy nie wrócić w przyszłości do Afryki, żeby „podbić wielki obszar kraju, ucywilizować Murzynów, założyć w tych stronach nową Polskę, albo nawet ruszyć kiedyś na czele czarnych wyćwiczonych zastępów do starej”.

Pomińmy już fakt, że marzy się to czternastonastolatkowi i potraktujmy autora tekstu poważnie. Publicyście „GW” w głowie się zatem nie mieści, że metody ustroju życia zbiorowego w świecie mają to do siebie, że nie są sobie równe. Kłania się tu XVIII-wieczny mit „szlachetnego dzikusa”, który zakłada, że człowiek w stanie natury jest dobry, a staje się zły, gdy zaczyna go wychowywać cywilizacja. Tyle że mamy tu do czynienia z naiwnym romantyzowaniem rzeczywistości. A ta przecież wymyka się sentymentalnym fantazjom.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Dyskurs równościowy, którym szermuje Smoleński, skutkuje ideologicznym dogmatyzmem, skłaniającym do porzucenia wszelkich badań etnograficznych. Bo ich wyniki mogą być oburzające: jedne narody są cywilizowane, inne zaś tkwią w barbarzyństwie. Albo gdzieś panuje demokracja, a gdzie indziej – system kastowy. I jak z tym dysonansem poznawczym ma sobie radzić progresywny intelektualista z „Wyborczej”? Jedyny sposób to hipokryzja.

W powieści Sienkiewicza występują Gebhr i Idrys, arabscy kidnaperzy, którzy są zwolennikami Mahdiego, przywódcy dżihadystowskiego powstania w Sudanie. Jeśli padają oni ofiarą inspirowanego przez autora „W Pustyni i w puszczy” polskiego rasizmu, to rzecz jasna Smoleński musi wziąć ich w obronę. I to robi. A zarazem inni oświeceni Europejczycy na łamach „GW”atakują choćby irańską teokrację szyicką z powodu niedoli kobiet irańskich. Czy w takim razie – nasuwa się wniosek – oni także nie dają upustu rasistowskiemu poczuciu wyższości? Sienkiewiczowi tego czynić nie wolno, ale publicystom „Wyborczej” – już tak.
Drugie wydanie inkryminowanej powieści wyszło w 1912 roku w wydawnictwie Gebethner i Wolff w Krakowie. Fot. Polona
Ale w gruncie rzeczy Smoleńskiemu chodzi o teraźniejszość, a nie przeszłość. Dezawuowanie Sienkiewicza, który w różnych kwestiach miał poglądy konserwatywne służy temu, żeby obrzydzić Polakom współczesne konserwatywne myślenie o świecie. Prawica to rasiści – ten stalinowski schemat propagandowy krąży przecież w debacie publicznej przez cały okres III Rzeczypospolitej. Tyle że jest używany już nie przez komunistów, ale lewicowych liberałów – także tych wywodzących się z opozycji solidarnościowej.

Wracając do kwestii wskakiwania w buty zachodnioeuropejskich zwolenników tak zwanej kultury woke (tym mianem określa się zjawisko demaskowania i piętnowania wielowiekowego systemowego ucisku), publicystom „GW” można jednak coś podpowiedzieć. Może by się zajęli realnymi, a nie wydumanymi krzywdami, które nad Wisłą mają charakter dziedziczny. Choć ich podłoże nie jest rasistowskie.

Niegdyś w Polsce stosunki społeczne uwarunkowane były systemem folwarczno-pańszczyźnianym. Szlachta za pośrednictwem ekonomów gnębiła lud. Dziś jej mentalnymi spadkobiercami okazują się być elity III RP, które okazują pogardę na przykład „pięćset plusom”.

Nie jest więc dziwne, że polskich „woke’owców” ten temat uwiera. Można bowiem odnieść wrażenie, że uważają się oni właśnie za panów współczesnej Polski – nawet jeśli nie mają pochodzenia szlacheckiego. Ich dystynktywne zachowania to przemoc symboliczna wymierzona w te grupy, które – według nich – nie spełniają standardów europejskości.

Dlatego warto rozważyć hipotezę, czy tropienie polskiego rasizmu nie jest w tym przypadku rodzajem wyparcia własnego klasizmu. Nie zmienia to jednak faktu, że tekst Smoleńskiego to głos publicysty podążającego za światowymi intelektualnymi trendami. A to właśnie do takich Polaków, jak on, można odnieść słowa poety o Polsce: „Pawiem narodów byłaś i papugą”.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Kadr z też już chyba nieporawnego politycznie filmu „W pustyni i w puszczy” z 1973 roku w reżyserii Władysława Ślesickiego. Na pierwszym planie Staś Tarkowski (Tomasz Mędrzak). Fot. TVP
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Sny Pana Pióro. Śmierć artysty
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Davos
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Czego Ordo Iuris chce pilnować w hotelach?
Katolickiej moralności? A może prawa przedsiębiorcy do rozporządzania swoją własnością?
Felietony Najnowsze wydanie
Elitarna wyprzedaż garażowa
Jest i kolekcja fajek Jerzego Urbana (10 701 zł), ale ja przecież nie palę.
Felietony Poprzednie wydanie
Dlaczego Babiš nie chce pomóc Polsce?
To były agent komunistycznej bezpieki, a dziś sojusznik Macrona i Verhofstadta.