Felietony

Były najpewniejsze z pewnych, dziś są głęboko niedoceniane

Pomocy zagrożonym zagładą Żydom udzieliły 363 wspólnoty z 63 zgromadzeń zakonnych, 259 sióstr znanych jest z imienia i nazwiska, 42 otrzymały medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”, 12 zostało zamordowanych, 4 z nich zostały wyniesione na ołtarze – są męczennicami II wojny światowej.

80 lat temu, 4 grudnia 1942 roku powołana została Rada Pomocy Żydom przy Delegaturze Rządu RP na Kraj. Jej zadaniem było organizowanie pomocy Żydom w gettach oraz poza nimi. Działała pod konspiracyjnym kryptonimem „Konrad Żegota”, dziś znana jest jako „Żegota”. Rada zastąpiła Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom, założony przez Zofię Kossak-Szczucką i Wandę Krahelską-Filipowicz.

Katarzyna Meloch, znakomita dziennikarka i redaktorka, do końca swego długiego życia (1932 -2021) przyjaźniła się z zakonnicami z Turkowic, u których była przechowywana w czasie wojny jako żydowskie dziecko. Opowiadała mi o nich z ciepłym uśmiechem i niezwykłą wewnętrzną pogodą, chciało się tego słuchać i słuchać. Mówiła, że czuła się tam szczęśliwa i że właśnie tamtej duchowej atmosferze zawdzięcza swoje bogate życie wewnętrzne.

Wojennym wychowankiem turkowickich sióstr – a są to siostry służebniczki ze zgromadzenia założonego przez całkiem świecką osobę, Edmunda Bojanowskiego z Wielkopolski – był przez pewien czas profesor Michał Głowiński, który pisał, jakim oparciem była dla niego w ciężkich chwilach siostra Róża.

Znany ze swych sądowych sporów o izraelskie obywatelstwu karmelita, ojciec Daniel Rufeisen, był w czasie wojny podopiecznym sióstr zmartwychwstanek.

Za pomoc świadczoną żydowskim rodzinom w Nowogródku zginęły z niemieckich rąk siostry niepokalanki, dr Ewa Noiszewska i Kazimiera Wołowska. Ich współsiostry z Warszawy i Łomianek pomagały żydowskim dzieciom przez całą okupacje.

Nie mogła nikogo zmusić ani nikomu nakazać pracy, za którą groziła śmierć. Siostra generał

Co dziś się stało z niezliczoną ilością świadectw z czasów wojny, także świadectw żydowskich?

zobacz więcej
Przykłady można wyliczać długo, z najważniejszym poniekąd warszawskim adresem Hoża 53 – tu mieścił się, i nadal tak jest, dom sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Ich warszawska przełożona czasu wojny, matka Matylda Getter, nazwana została w jednej z publikacji prawdziwą „rekordzistką” akcji ratowania Żydów, zwłaszcza dzieci. Miała wsparcie w przełożonej generalnej, m. Ludwice Lisównie ze Lwowa. Prezentowaliśmy na naszych łamach jej postać we fragmencie książki „Uratować tysiąc światów” Aliny Petrowej-Wasilewicz, znakomitej autorki prezentującej sprawy polskiego Kościoła.

„Dziecko moje, ktokolwiek przychodzi na nasze podwórze i prosi o pomoc, w imię Chrystusa nie wolno nam odmawiać” – to zdanie m. Matyldy Getter przytoczone po latach przez uratowaną wtedy dziewczynkę, która całkowicie bezradna stanęła na tamtym podwórzu przy Hożej 53, weszło już zapewne do historii, jeśli nawet o tym nie wiemy.

– To były kobiety niezłomne i do dziś głęboko niedoceniane – podkreśla zawsze Alina Petrowa-Wasilewicz, kiedy rozmawiamy na te tematy. – Panował powszechny strach i świadomość, że jeśli Niemcy odkryją pomoc, to zlikwidują cały dom, wymordują dzieci, a zakonnice w najlepszym razie wyślą do Auschwitz. A jednak siostry podejmowały to zadanie wymagające nieustannej pracy, odwagi, zimnej krwi, zapobiegliwości – bo jak nakarmić i ubrać trzysta maluchów – i dalekosiężnej wizji i nadziei, która kazała siostrom troszczyć się o ich tożsamość, zachować ich korzenie.

Obowiązywała zasada, że w sprawie ratowania żydowskich dzieci i udziału w konspiracji nie obowiązuje kluczowa dla zakonu regułą posłuszeństwa: żadna z sióstr nie mogła się czuć zmuszona do udziału w ryzykowanych akcjach. Ale raczej żadna nie odmawiała. – Do swojego charyzmatu dodawały ratowanie tych dzieci, ponieważ dobrze i głęboko odczytywały Ewangelię – podkreśla Alina Petrowa -Wasilewicz i dodaje: – Siostra doktor Antonietta Frącek, historyk zgromadzenia sióstr franciszkanek, mówiła mi wiele razy, że zgromadzenie zawsze opiekowało się dziećmi najuboższymi, a w czasie okupacji były nimi dzieci żydowskie.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Wybitna znawczyni tej tematyki, przedwcześnie zmarła w tym roku s. profesor Agata Mirek, dzięki wieloletnim kwerendom w różnych archiwach opracowała statystyki, które kilka lat temu prezentowała na międzynarodowej konferencji „Wokół pomocy Żydom w okupowanej Europie” zorganizowanej przez IPN, Centrum Badań Zagłady IFiS PAN oraz Żydowski Instytut Historyczny: pomocy zagrożonym zagładą Żydom udzieliły 363 wspólnoty z 63 zgromadzeń zakonnych, 259 sióstr znanych jest z imienia i nazwiska, 42 otrzymały medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” przyznawany przez Instytut Yad Vashem, 12 zostało zamordowanych, 4 z nich zostały wyniesione na ołtarze – są męczennicami II wojny światowej.

– To właśnie klasztory – mówiła s. Mirek – stawały się punktem oporu na terenach okupowanej Polski: edukowały dzieci, udzielały pomocy charytatywnej, dawały schronienie Żydom. Priorytetem było ratowanie dzieci. Decyzję o tym podejmowały przełożone lub poszczególne siostry, cieszące się autorytetem, które wciągały w te działania przełożoną.
W Warszawie trzy domy zgromadzenia franciszkanek – przy ulicach Żelaznej, Wolności i Zakroczymskiej – sąsiadowały z murami getta. Fot. Archiwum Głównego Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, Warszawa, Żelazna 97
Najwięcej klasztorów, angażujących się w pomoc było w Warszawie i Lwowie, najczęściej pomagały siostry z Rodziny Maryi, siostry służebniczki, szarytki. Jest to wynik badań zainicjowanych przez prof. Jerzego Kłoczowskiego w 1972 roku. On sam, jako żołnierz Powstania Warszawskiego, chronił towarzysza broni z walk na Mokotowie (rejon pułku „Baszta”), o którym wiedział, że jest uciekinierem z getta, i to nastolatkiem.

Opowiadał mi o tym, już w Paryżu, ów młodociany wtedy żołnierz, znakomity malarz i rysownik Marek Rudnicki. Zwrócił mi wtedy uwagę, że Jerzy Kłoczowski już w czasie wojny, choć był wtedy bardzo młody (rocznik 1924) , zdawał sobie sprawę z rozległości pomocy świadczonej przez polskie państwo podziemne, w tym zakonnice i księży.

– Przecież oni wszyscy ze sobą współpracowali, Irena Sendlerowa była nie tylko kierowniczką referatu dziecięcego Rady Pomocy Żydom przy Delegaturze Rządu na Kraj („Żegoty”), ale i doświadczoną urzędniczką magistratu, czyli Zarządu Miasta – przypomina Alina Petrowa-Wasilewicz. A pamiętajmy, że mija właśnie 80. rocznica sformalizowania działań pod egidą tejże Rady, którą powołano 4 grudnia 1942.

– Sendlerowa wiedziała, że zakony są najpewniejsze z pewnych, bo nawet jeśli zabraknie im chleba i pieniędzy, to siostry i tak nikogo nie wyrzucą na ulicę – mówi Petrowa-Wasilewicz.

Przykładów więc nie brakuje i należy o nich pisać i mówić, żebyśmy mieli w żywej pamięci bohaterstwo polskich zakonnic, które w Polsce okupowanej przez Niemców i Sowietów umiały stanąć na wysokości zadania.

Wiele już lat temu, w 1997 roku (ćwierć wieku!) , odbyło się w Izraelu, w kibucu im. Bojowników Gett, I Światowe Spotkanie „Dzieci Klasztorów”, czyli żydowskich dzieci uratowanych od zagłady dzięki bohaterskiej postawie sióstr zakonnych. W zjeździe zorganizowanym przez izraelskie organizacje „Dom-Pomnik Pamięci Dziecka” i „Dzieci bez Tożsamości”, wzięło udział blisko 200 osób, które ocalały w klasztorach na terenie Polski, a także Francji, Belgii, Włoch, Austrii, Czech, Holandii i Chorwacji. Było wiele dobrych słów, łez, podziękowań, wspomnień.

Jedną z inicjatorek tego spotkania była Lea Balint, dziewczynka z Brwinowa, uratowana przez siostry franciszkanki, z którymi wciąż jest w żywym kontakcie . To właśnie ona doprowadziła do tego, że siostry franciszkanki zostały uhonorowane medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Ale i ona ma już ponad 80 lat. Świadków jest coraz mniej, a wiedzy jeszcze mniej. Coraz więcej ignorancji i – co za tym idzie – arogancji w podejściu do tematu. Na to nie możemy sobie pozwolić. – Temat nie jest do końca rozpracowany i historycy mogą mieć pełne ręce roboty, jeśli się za nią wezmą – mówi Alina Petrowa-Wasilewicz. – Jest przecież obowiązek pamięci, więc trzeba ratować wszystko, co się da. Każdy naród pielęgnuje pamięć o swoich bohaterach.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: W czasie wojny schronienie najczęściej znajdowano u sióstr z Rodziny Maryi, służebniczek czy szarytek. Na zdjęciu pogrzeb Józefa Piłsudskiego w 1935 roku. Na pierwszym planie w kondukcie pogrzebowym w Krakowie idą szarytki. Fot. NAC/IKC
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Sny Pana Pióro. Śmierć artysty
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Davos
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Czego Ordo Iuris chce pilnować w hotelach?
Katolickiej moralności? A może prawa przedsiębiorcy do rozporządzania swoją własnością?
Felietony Najnowsze wydanie
Elitarna wyprzedaż garażowa
Jest i kolekcja fajek Jerzego Urbana (10 701 zł), ale ja przecież nie palę.
Felietony Poprzednie wydanie
Dlaczego Babiš nie chce pomóc Polsce?
To były agent komunistycznej bezpieki, a dziś sojusznik Macrona i Verhofstadta.