Cywilizacja

Déjà vu. Czy „błąd matriksa” może sugerować psychopatologię?

Zygmunt Freud zasugerował, że déjà vu jest wyzwalane przez postrzeganie sytuacji jako podobnej do stłumionej fantazji, czy powodującej przebudzenie fantazji jako chęci poprawy obecnych zdarzeń. Dalej jak zwykle zasugerował, że źródłem wielu doświadczeń déjà vu były „genitalia matki śniącego; rzeczywiście nie ma innego miejsca, o którym można z takim przekonaniem stwierdzić, że już się tam było”.

Gdyby mnie ktoś zapytał o najgłębsze wrażenie odczuwane kiedykolwiek po wyjściu z kina (niech będzie po Witkacowsku: szok metafizyczny), to miałam je po pierwszej części sagi „Matrix”. Zasadniczo ze względu na jeden jedyny moment tej doskonałej skądinąd produkcji: gdy Neo zobaczył kota, a po chwili jeszcze raz, tego samego. Déjà vu. Jak Morfeusz objaśnił Neo, jest to dowód na to, że „maszyny coś zmieniają w systemie”. Czy żyjemy w matriksie – nie wiem, nie będę też tu opowiadać o „pamięci poprzednich wcieleń” czy duchowej „telepatii”, bo parapsychologia nauką nie jest. Nauka ma jednak pewne hipotezy.

Zjawiska obserwowane w chorobie psychicznej

Dwie trzecie dorosłych respondentów w naszym kręgu kulturowym zeznaje, że miało przynajmniej raz w życiu to wrażenie – co wiemy dzięki badaniom psychologa kognitywnego Alana Browna z początków XXI wieku. Mieli déjà vu, czyli wrażenie czy przekonanie, że coś kiedyś przeżyli, a potem to samo jeszcze raz. I gdy ten drugi raz miał miejsce, przypominają sobie właśnie ów nieistniejący lub bardzo mało prawdopodobny pierwszy raz. To zresztą nie musi być wrażenie czysto wzrokowe. Gdy jednak posługujemy się potocznie tym terminem, mamy często na myśli powtarzające się zjawiska, co niektórzy kwitują powiedzeniem: i znowu mnie to spotyka!

Dla psychologii jest dziś jasne, że déjà vu należy odróżnić od wielu podobnych zjawisk. Np. retrospekcje obejmują złudzenia wzrokowe, słuchowe, zapachowe i smakowe, dające poczucie, że zostaliśmy faktycznie przeniesieni w sam środek wcześniejszego doświadczenia. To doświadczenie z gatunku Proustowskiej magdalenki – w pierwszej części „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcel Proust intuicyjnie opisał związek bodźców zmysłowych i wspomnień: smak ciasteczka zanurzonego w herbacie przypomniał mu dawne niedzielne poranki w Combray, kiedy ciotka Leonia częstowała go takimi właśnie smakołykami. Depersonalizacja to z kolei zaburzenie dysocjacyjne polegające na poczuciu oderwania od siebie. Stan śnienia jest natomiast substytutem déjà vu u pacjentów z padaczką. Gdy u chorych wywoła się go przez zewnętrzną stymulację mózgu, ma wiele cech déjà vu, ale z zaciemnieniem świadomości.
Gif z fragmentu filmu „Matrix”. Widząc dwa razy tego samego kota, Neo doświadczył déjà vu – „błędu matriksa”.

Według psychiatrów i psychologów klinicznych déjà vu, choć jest najczęściej zupełnie normalne, bywa anegdotycznie powiązane z patologiami. Np. zbyt częste pojawianie się tego wrażenia może sugerować padaczkę skroniową (ma ona podłoże genetyczne). To ma sens, ponieważ podczas ataków epilepsji dochodzi do wyładowania elektrycznego w mózgu, co sprawia, że dotknięte nim obszary ani nie kodują, co się dzieje, ani nie są w stanie tego zapamiętać.

Są i inne neuropatologie, gdzie déjà vu może mieć niejakie znaczenie diagnostyczne. Na łamach „Journal of Neurology” nowozelandzki prof. Edward Wild podsumował ten problem już 15 lat temu: „Sugerowano, że mogą istnieć dwie jakościowo różne formy déjà vu: niepatologiczna (określana jako déjà éprouvé [już sprawdzona – przyp. red.], z szybkim początkiem, krótkim czasem trwania i pełnym wglądem) oraz patologiczna (zwana paramnezją reduplikacyjną, ze stopniowym początkiem, długim czasem trwania i zaburzonym wglądem). […] Intuicyjnie uzasadnione jest, że déjà vu może być słabszym przejawem zjawisk obserwowanych w prawdziwej chorobie psychicznej. Na przykład stany lękowe i paniki mogą powodować poczucie zbliżającej się katastrofy; depresja może powodować zniekształcone postrzeganie czasu; depersonalizacja i derealizacja powodują zaburzenia znajomości i percepcji sensorycznej; psychoza może powodować halucynacje, a nawet urojenia prekognicji. Kluczowym wyróżnikiem w tym ustawieniu jest wgląd pacjenta. Testowanie zaburzonej rzeczywistości, natrętność i włączenie déjà vu do systemu urojeń może sugerować psychopatologię”.

Żołnierz, który wszystko przeżywał drugi raz

Pierwszy znany przypadek déjà vu został opisany w 1896 roku przez francuskiego psychiatrę Francois-Léona Arnauda i jest znany z literatury medycznej pod imieniem Luis. To były żołnierz z wojny francusko-pruskiej (a to nie była bułka z masłem), którego dręczyło niezachwiane poczucie znajomości danej sytuacji nawet w absolutnie nowych okolicznościach. Wcześniej cierpiał na amnezję i zgłosił się do szpitala psychiatrycznego w 1894 roku z „oczywistą neurastenią” (XIX-wieczny termin oznaczający coś w rodzaju wypalenia), nawracającymi bólami głowy, bezsennością i drażliwością. „Louis powiedział, że kilka razy w dzieciństwie doświadczył wrażenia déjà vu, które teraz jest z nim nieustannie; kiedyś myślał, że się mylił, a teraz jest pewien, że jego wrażenie jest prawdziwe” – pisał psychiatra.

W umyśle tego weterana WSZYSTKO, co się wydarzało, już się wydarzyło. Artykuły w gazetach były tylko powtórkami, a nawet ślub jego brata był zainscenizowaną rekonstrukcją uroczystości, która już się odbyła, odtworzoną w najdrobniejszych szczegółach. Kolejne wizyty w kolejnych szpitalach psychiatrycznych i gabinetach lekarskich tylko utrwalały przekonanie, że „to już mnie spotkało”, pogłębiając frustrację pacjenta.

Déjà vu wydaje się zjawiskiem bardzo złożonym, nietrudno zatem zgadnąć, iż odkąd Arnaud ukuł to pojęcie, urodziło się co najmniej kilkanaście hipotez na temat tego, skąd się bierze sam fenomen. Najnowsze są oczywiście asocjacje genetyczne. Jak wspomniałam, tzw. autosomalna dominująca padaczka skroniowa boczna ma zidentyfikowane tego typu podłoże, a są nim mutacje w genie LGI1 na chromosomie 10. LGI1 z pewnością nie jest tak po prostu „genem déjà vu”. Ale odnotowano w nim różne mutacje, a to oznacza, że mogą one powodować różne zespoły kliniczne, może też być nieco odmiennie regulowany w komórkach nerwowych mózgu u różnych osób doświadczających déjà vu.

Stres nie ma znaczenia. Jesteśmy ofiarami klątwy rzuconej przez psychologów

Terapia pokryzysowa jest nieskuteczna, a nawet szkodliwa. Intensywne mielenie traumatycznych wydarzeń nie pozwala emocjom wygasnąć, lecz przeciwnie: utrwala je – mówi psycholog Tomasz Witkowski.

zobacz więcej
Podobnie rzecz się ma ze zmianami neuroanatomicznymi czy neurofizjologicznymi – na ogół były obserwowane i badane u pacjentów z epilepsją, często przeżywających déjà vu. Problem w tym, że wszelkich obserwowanych zmian anatomicznych czy neurofizjologicznych nie da się korelować z „predyspozycją” do déjà vu bez uwzględnienia owej epilepsji w tle.

Wprawdzie psychologia kognitywna i psychoanaliza doprawdy nie lubią chodzić wspólnymi drogami, ale Zygmunt Freud nie byłby sobą, gdyby nie zajął w tej sprawie stanowiska. Zasugerował, że déjà vu jest wyzwalane przez percepcję sytuacji jako podobnej do stłumionej fantazji, czy powodującej przebudzenie fantazji jako chęci poprawy obecnej sytuacji. Dalej już było tak, jak zwykle, czyli zasugerował, że źródłem wielu doświadczeń déjà vu były „genitalia matki śniącego; rzeczywiście nie ma innego miejsca, o którym można z takim przekonaniem stwierdzić, że już się tam było”.

Nawet opuszczając skupianie się na żeńskich narządach rodnych, déjà vu miałoby być zdaniem Freuda przejawem pragnienia cofnięcia czasu. Cóż, „Dzień świstaka” i liczne filmy oparte o ten pomysł sugerują raczej co innego: w pętli niekończącego się déjà vu pragnęlibyśmy raczej, by czas wreszcie ruszył do przodu.

Jeśli déjà vu jest jednym z licznie rozważanych w psychoanalizie mechanizmów obronnych, może być rodzajem „środka uspokajającego” w sytuacjach przeciwności: skoro kiedyś się udało, teraz też się uda. Doświadczenie miałoby zatem charakter encore vu (ponownie zobaczony). Problem – nie wszyscy uważają doświadczenie déjà vu za przyjemne. Déjà vu mogłoby być też snem na jawie lub pozostałością snów.

Najdawniejsze natomiast, bo jeszcze z końca XIX w. koncepcje źródeł tego wrażenia odwoływały się do „mentalnego podwójnego widzenia”, które miało wynikać z samego sposobu w jaki wierzono, iż funkcjonuje mózg. Skoro dwie półkule miałyby funkcjonować osobno, ale synchronicznie, déjà vu powstaje jako wynik utraty synchroniczności między półkulami. Dodatkowo, każda półkula miałaby zawierać podprogowe lub ponadprogowe „ja”, a déjà vu powstaje w wyniku podwójnej percepcji sceny przez obie strony jaźni jednocześnie.

Teoria magnetofonu

Tyle przestrzeń. A czas? Jego zaburzone postrzeganie mogłoby być jak najbardziej źródłem déjà vu: wydarzenia, które miały miejsce przed chwilą, są interpretowane jako widziane dawno temu. Pod koniec lat 70. XX wieku we Francji zaproponowano zatem hipotezę magnetofonu (dla młodzieży: poprzednik playera mp3, w którym można też było dość prosto nagrywać). Otóż podobnie jak w magnetofonie odbierany dźwięk jest przekształcany w zapis za pomocą głowicy nagrywającej, tak w mózgu percepcja jest przekształcana w pamięć przez neurologiczną „głowicę nagrywającą”, a przywoływanie pamięci jest realizowane przez „głowicę odtwarzającą”. W déjà vu informacja sensoryczna jest w jakiś tajemny sposób jednocześnie nagrywana i odtwarzana. Dlatego też postrzegana i zapamiętywana jednocześnie.

Co ciekawe, teoria magnetofonu ma skromne, ale jednak potwierdzenie we wspomnianych wyżej wynikach obserwacji neurofizjologicznych i neuroanatomicznych epileptyków. Sieć neuronowa w mózgu koduje całościowe doświadczenie danego wydarzenia. Informacje percepcyjne są kodowane przez skroniową korę nową i przechowywane w hipokampie, a treść emocjonalna jest dodawana przez ciało migdałowate. Stan śnienia (ograniczonej świadomości) u tych pacjentów jest zatem (co jako tako daje się rozciągnąć na déjà vu) spowodowany nieprawidłową aktywacją struktur pamięci głębokiej przez powierzchniowe struktury czuciowe.
Déjà vu to mocne wrażenie, którego nie da się łatwo zapomnieć. Na zdjęciu nocny bar w mieście Mission, który swą nazwą zachęca do ponownego skosztowania serwowanej tam pizzy bądź pasty. Fot. Carlos Avila Gonzalez/The San Francisco Chronicle via Getty Images
I tu pojawia się psychologia Gestalt, ze swoim odległym od klasycznego rozumieniem percepcji. Według tej teorii (w psychologii mamy ich wiele i konkurują one ze sobą) organizmy postrzegają całe wzorce lub konfiguracje, a nie tylko poszczególne komponenty. „Całość jest czymś więcej niż sumą jej części”. Zasady Gestalt, bliskość, podobieństwo, figura-podłoże, ciągłość, zamknięcie i połączenie opisują, jak ludzie postrzegają obrazy w związku z różnymi obiektami i środowiskami.

Wspomniany na początku Alan Brown stwierdził na podstawie ankiet, że najczęstszym wyzwalaczem déjà vu jest scena lub miejsce, a kolejnym jest rozmowa. Skoro w percepcji liczą się wzorce, déjà vu może wystąpić, gdy istnieje przestrzenne podobieństwo między obecną sceną a nieprzywołaną czy niezapamiętaną dokładnie sceną z pamięci. Wystarczy, że rozmieszczenie mebli i poszczególnych obiektów w przestrzeni ma taki sam układ, jak w innej scenie doświadczonej w przeszłości. Zgodnie z tą hipotezą psychologii Gestalt, jeśli nie doświadczysz w takiej sytuacji déjà vu i tak możesz pozostać z silnym poczuciem nieobcości w nowej sytuacji.

Dziś – jak opisuje zespół naukowy pod kierunkiem Anne Cleary z Colorado State University – można badać hipotezę Gestalt powstawania déjà vu, wykorzystując rzeczywistość wirtualną do umieszczania ludzi w rozmaitych sceneriach. Pozwala to manipulować otoczeniem – niektóre sceny charakteryzuje zatem ten sam układ przestrzenny, ale poza tym są odmienne. Zgodnie z przewidywaniami, déjà vu w eksperymentach z Kolorado było bardziej prawdopodobne, gdy ludzie znajdowali się w scenerii, która zawierała ten sam układ przestrzenny elementów, co wcześniejsza, którą oglądali. Nie oznacza to jednak, że podobieństwo przestrzenne jest jedyną przyczyną powstawania (czy wyzwalania) wrażenia déjà vu.

O doświadczaniu „falsae memoriae” wspominał już św. Augustyn, ale klinicyści przyjrzeli się sprawie dopiero pod koniec XIX wieku. Do zrozumienia, co podczas déjà vu się dzieje w naszym mózgu – w jego neuronach, w ich jądrach komórkowych i na błonie komórkowej – droga daleka. Tajemnica. Freud rzecz zredukował raczej do absurdu. Niewątpliwie jednak nauki dotyczące działania zmysłów, mózgu i umysłu będą się chciały mierzyć z zagadnieniem, jest ono bowiem szalenie dla ludzi ciekawe. Wrażenie mocne, którego nie da się łatwo zapomnieć.

– Magdalena Kawalec-Segond

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Źródła:
https://theconversation.com/what-is-deja-vu-psychologists-are-exploring-this-creepy-feeling-of-having-already-lived-through-an-experience-before-187746
https://www.thecut.com/2016/06/the-man-whose-life-was-one-long-case-of-deja-vu.html
https://link.springer.com/article/10.1007/s00415-005-0677-3
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak rozpoznać rosyjskiego trolla
Rozmawiałem z niektórymi z nich – pisze Piotr Kościński.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
W Kościele Anglii homomałżeństw nie będzie
Są księża żyjący w stałym związku z partnerem tej samej płci. Chcą, by uchylono im nakaz wstrzemięźliwości.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Gdy maszyna podejmuje decyzję za człowieka…
Jedni dzięki elektronice tracą pracę, ale inni zyskują.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Putina do wojny sprowokował Zachód? Meandry polityki realnej
„We are Godzilla” – mówi amerykański politolog o swoim państwie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Msza” z Robloksa: niewinna zabawa czy szyderstwo?
„Artur, przyszykuj kadzidło” – to jedno z najbardziej kultowych haseł stycznia w polskim internecie.