Felietony

Teraz to my będziemy zapalać świece na ukraińskich stołach

Słyszę w radiu i w kościele, że ukraińskim parafiom potrzebne są generatory, żeby można było choć minimalnie ogrzać podziemia, w których ludzie chronią się przed nalotami. A nalotów jest coraz więcej! Czy uzbieramy na te generatory, żeby rozświetlić adwentowym światłem mrok kijowskiej nocy?

Choinki ścielą się gęsto i zaraz potem kolorowe wyrastają w miastach i centrach handlowych, a kolędy płyną ulicami, choć to jeszcze nie ich pora. Wśród lampionów i światełek kołyszą się papierowe anioły, od zapachu grzanego wina robi się wprost bajecznie, na świątecznych straganach leżą już góry prezentów. Jak co roku przyszedł Adwent.

I może znowu – jak co roku – niektórzy z nas będą narzekać, że cały ten handel i grubo przedwczesna świąteczna atmosfera to nie jest żaden Adwent, tylko czysty marketing i handel, w nieskalanej wprost postaci, jak z zajęć warsztatowych. Że prawdziwy Adwent to roraty i świece o poranku, cudowne pieśni sięgające najstarszych czasów polskiej wiary, precyzyjnie dobrane codzienne teksty Kościoła układające się w spójną całość, w wielu domach wianek i cztery świece do zapalenia po kolei w każdą z niedziel tegoż Adwentu, zapach pierników – taki sam jak na jarmarkach (!) – i suszonych owoców. Że po to mamy Adwent, aby przypomnieć sobie, że oto narodził się Jezus Chrystus, przypomnieć sobie w spokoju i zamyśleniu, pozastanawiać się nad tym, mieć na to czas i przestrzeń. W chaosie, zabieganiu, nerwach i niepokojach wyhamować – bo przychodzi Adwent.

Tak jest co roku i teraz też na pewno będzie – włącznie z tysiącem rad, jak dobrze wykorzystać ten czas – dla duszy i dla ciała, czego słuchać i co usmażyć, ugotować, upiec. I jak się nie poddać tym wszystkim zabiegom rynkowym, podstępnym, ale i nie pozbawionym uroku i owych bajecznych zapachów.

Charków, Izjum, Bezruki… Rosjanie zostawiają zwłoki i ruiny

Zimą najprawdopodobniej nie będzie tu ogrzewania, bo Rosjanie zniszczyli kotłownię.

zobacz więcej
Ale przecież nie jest tak jak co roku. Jest zupełnie inaczej. Za wschodnią granicą – u naszych sąsiadów, często znajomych, czasem przyjaciół, niekiedy krewnych – nie ma prądu, więc nie ma kolorowych choinek oraz kilometrów świecących lampionów. Ba, nawet nie ma ich jak rozwiesić – przecież ulice w wielu ukraińskich miastach są w ruinie, domy zburzone, sterczą czarne ruiny. Nie ma gdzie piec pierników czy kołaczyków – każda kultura ma swoje przysmaki i mniejsza o nazwę, bo sedno jest gdzie indziej. Nie ma piekarni, cukierni i nie ma nawet zwykłej kuchni w zwykłym domu, bo domu też już nie ma.

Codzienne serwisy przynoszą coraz bardziej przerażające wiadomości i zdjęcia – bo idzie zima, a my przecież nie mieszkamy w śródziemnomorskim klimacie i dobrze wiemy, co oznacza zima na ulicy. A tam w dodatku na ulicy pustej, ciemnej, dziurawej, groźnej. Tam też zaczyna się Adwent. Tam też będą czekać na Boże Narodzenie. I tam też w tym roku będzie inaczej.

Kiedy minęło dziewięć miesięcy od rosyjskiej agresji na Ukrainę, 23 listopada, Parlament Europejski uznał Rosję za państwo sponsorujące terroryzm. Uchwała została przyjęta 494 głosami przy 58 przeciw i 44 wstrzymujących się. Ciekawa jestem, kim jest tych 58 posłów i tych 44 też – co też wiedzą o Ukrainie i jej mieszkańcach, co myślą o jej – i naszej – wolności . I o naszym prawie do niej.

Uchwała domaga się zaprzestania działań wojskowych ze strony rosyjskiej i wycofania wszystkich rosyjskich sił zbrojnych i sprzętu wojskowego z terytorium Ukrainy. Wzywa do zaprzestania deportacji ludności ukraińskiej, zwłaszcza ukraińskich dzieci. A tych 102 europosłów (58 +44) to co? Zapewne niektórzy z nich też już myślą o świętach, może nawet o adwencie. Czy jest szansa, że przejrzą – i zobaczą, że w tym roku jest inaczej?
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Kilka tygodni temu pisałam tutaj o licznych zakonnicach, w większości z Polski, ale też z wielu innych krajów, które mimo wojny zostały ze swoimi przyjaciółmi czy podopiecznymi w ukraińskich miasteczkach i miastach, aby służyć im obecnością, pomocą, przesłaniem nadziei. One też już wiedzą, że w tym roku będzie inaczej – ale na pewno będą chciały choćby dzieciom, które do nich przychodzą po ciepłą zupę i ciepłe słowo, urządzić choć trochę świąt. Na kogo mogą liczyć? Na czyje wsparcie?

Ksiądz nie wytrzymał i wyjechał. Siostry zostały

Kiedy z Ukrainy wyjeżdżały tłumy matek i dzieci, ona szukała możliwości, aby tam wrócić.

zobacz więcej
Słyszę w radiu i w kościele, że ukraińskim parafiom potrzebne są generatory, żeby można było choć minimalnie ogrzać podziemia, w których ludzie chronią się przed nalotami. A nalotów jest coraz więcej! Czy uzbieramy na te generatory, żeby rozświetlić adwentowym światłem mrok kijowskiej nocy?

W tym roku jest inaczej – i nawet szał świątecznych zakupów też się w tym mieści. Bo panie Oksana, Ołena i Natalia też kupują – i wysyłają te zakupy do swoich bliskich, żeby oni też coś mieli na święta. Kupują zwyczajne zgoła przedmioty, bo tam po prostu ich nie mają. „Nasz” pan Sławek spod Charkowa, zaprzyjaźniony już znajomy, choć z trudną chorobą, do tego z dziewięcioletnią córeczką i słabą żoną, chce jechać do domu: tam są starzy rodzice, zakład czeka na jego informatyczne umiejętności, tam się serce wyrywa. Pojadą pociągiem, choć w mróz i w niepewność, wezmą wszystkiego po trochu, bo tam wszystkiego brakuje i nie wiadomo, co zastaną. Przecież nie puścimy go z pustymi rękami. W tym roku jest inaczej.

W adwentowym tygodniu, czterdzieści jeden lat temu, wśród świszczącego wichru i śnieżnej zamieci stanu wojennego, na opustoszałym placu w środku stolicy jakiś mężczyzna z wielkiej ciężarówki z holenderską rejestracją podszedł do mego męża i wrzucił mu do samochodu opakowany, niewielki karton, po czym uścisnął rękę i odszedł. To była paczka od nieznajomych ludzi z Holandii, w podstawowym – jakże wtedy pięknym i wzruszającym – zestawie: kawa, herbata, kakao, ciasteczka, sucha kiełbasa, konserwy, soczewica, suszone owoce i migdały z rodzynkami – były tez życzenia świąteczne i kartki w „mikołąje”. Do dziś pamiętamy tamten niezwykły moment – kiedy z każdą odwijaną z kolorowego papieru rzeczą odkrywaliśmy znaki więzi z nami i nadziei dla nas. Wtedy też było inaczej, ale paczka – sygnał ze świata, który o nas nie zapomniał – sprawiła, że owo „inaczej” nabrało nieoczekiwanego wcześniej wymiaru. Nasza adwentowa świeca – do której oczywiście nie mieliśmy wtedy głowy – zapłonęła nagle ciepłym blaskiem.

Teraz to my będziemy zapalać takie „świece” na ukraińskich stołach, nawet nie trzeba tego postulować, to się dzieje od dziewięciu miesięcy. A mamy jeszcze więcej do zrobienia, bo przecież w tym roku jest zupełnie inaczej. – Ach, mój Boże – mówimy – zrób wreszcie porządek, bo my sami nie dajemy już rady. Dlatego musi przyjść Boże Narodzenie.

I dlatego potrzebny jest nam Adwent. Zwłaszcza że w tym roku będzie inaczej.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Msza święta roratnia rozpoczynająca się o godz 6.30 rano w okresie Adwentu w kościele p.w. Nawiedzenia NMP w Sejnach. Fot. Andrzej Sidor / Forum
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Sny Pana Pióro. Śmierć artysty
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Davos
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Czego Ordo Iuris chce pilnować w hotelach?
Katolickiej moralności? A może prawa przedsiębiorcy do rozporządzania swoją własnością?
Felietony Najnowsze wydanie
Elitarna wyprzedaż garażowa
Jest i kolekcja fajek Jerzego Urbana (10 701 zł), ale ja przecież nie palę.
Felietony Poprzednie wydanie
Dlaczego Babiš nie chce pomóc Polsce?
To były agent komunistycznej bezpieki, a dziś sojusznik Macrona i Verhofstadta.