Felietony

Kult futbolistów. Polska drużyna pojechała do Kataru jak na wojnę

Zdumieni czytelnicy książek o historii, w tym generałowie LWP, dowiadywali się, że trener ma strategię, a świat akademicki, że ma także swoją filozofię.

Mundial zaczął się na dobre i gdyby nie wojna na Ukrainie byłby, jak zawsze, najważniejszą informacją zagraniczną w mediach. Wśród dyscyplin sportowych właśnie piłka nożna ma współcześnie rangę i znaczenie circenses w starożytnym Rzymie, które cesarz musiał organizować, by nie było zamieszek w mieście.

W odróżnieniu od starożytności, przynajmniej tej znanej z „Quo Vadis” Henryka Sienkiewicza, gdzie wytworny Petroniusz krzywił się na plebejskie emocje, teraz takich Petroniuszów nigdzie nie ma, na całym szerokim świecie, choć i powieściowy elegant musiał bywać na igrzyskach, czyli tam gdzie cesarz, bo tego wymagała jego kariera.

Niesłychanie trudno jest znaleźć w ostatnich dziesięcioleciach, sięgając nawet głęboko do PRL, wywiad z kimś znanym, kto by przy okazji ważnych mistrzostw świata czy meczy międzypaństwowych ośmielił się wyznać, że nie kibicuje, a tacy muszą przecież być. Każda potwora znajdzie swego amatora i każda perwersja kogoś, kto jej hołduje, nawet zbrodnia niekibicowania w ogóle, a to oznacza, że także się nie kibicuje biało-czerwonym. Pewnie strach się przyznać.

A jeszcze nie tak dawno piłka nożna nie była obowiązkowa, oczywiście, w sensie biernego uczestnictwa, bo nie wiadomo jak wielu zaciekłych kibiców przebiegłoby na prawdziwym stadionie od bramki do bramki w przyzwoitym czasie. Galicyjski inteligent Tadeusz Boy-Żeleński mógł napisać w szopce dla „Zielonego Balonika”:

Przyjechali do Krakowa piłkarze,
By nogami strzelać sobie we twarze.


Ten rodzaj dystansu odszedł bezpowrotnie wraz z dziewiętnastym wiekiem.

W latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku, kiedy to „Orły” trenera Górskiego wygrywały jak nigdy przedtem i nigdy później, zwycięskich piłkarzy podejmował po powrocie z zagranicy i odznaczał sam pierwszy sekretarz KC PZPR, socjalistyczny odpowiednik rzymskich cezarów. Ranga piłki nożnej poszybowała w niebotyczne rejony, co miało odbicie w tonie, w jakim się o footballu pisało i mówiło w mediach. Zdumieni czytelnicy książek o historii, a w tym generałowie LWP, dowiadywali się, że trener ma strategię, a świat akademicki, że ma także swoją filozofię.

Dorastającym wtedy młodzieńcom maksyma: „piłka jest okrągła, a bramki są dwie” wbiła się do głów na cale życie, a wynikająca z niej zasada, że tylko prostota formy wyrazić może głębię myśli mogła owocnie uzupełnić ich formalne wykształcenie. Maksym „filozoficznych” Kazimierza Górskiego było w obiegu znacznie więcej. Robienie z trenera mędrca niewiele mówi o nim samym, za to dużo o dziennikarzach i uprawianym przez nich coraz bardziej nachalnym kulcie piłki nożnej.

Obecnie, choć wyników „Orłów” Górskiego nie ma, kult piłkarzy i piłki się rozwija w nieznanych wcześniej formach. Reprezentacja Polski poleciała do Kataru rządowym samolotem, który eskortowały kawałek drogi myśliwce Sił Powietrznych WP. Okaże się, czy autobus z reprezentacją będzie miał eskortę honorową szwadronu kawalerii w drodze z lotniska do centrum miasta po powrocie z mundialu. Z największą pompą pożegnani, mogą być podobnie powitani, szczególnie jeżeli dobrze zagrają.

Sport wzmacnia tożsamość narodową i jest czymś w rodzaju wojen zastępczych – drużyna polska pojechała nawet jak na wojnę. Jeżeli nasi pokonali tamtych, a z państwem tamtej drużyny mamy tak zwaną trudną historię, to satysfakcja kibiców wykracza poza emocje czysto sportowe. Jest także wentylem, upuszcza starych emocji nawarstwionych historycznie i w sporcie one łagodnieją. Rywalizacja sportowa, nawet najbardziej zacięta, jest ze swej natury pokojowa, nikomu (zazwyczaj) prawdziwej krzywdy nie czyni i prowadzi często do uznania, podziwu i nawet przyjaźni z niedawnym przeciwnikiem.
Prezes FIFA Gianni Infantino z emirem Kataru Tamimem ibn Hamadem Al Sanim przed meczem otwierającym Mundial 2022 na stadio Al Bayt w mieście Al-Chaur. Fot. Elsa/Getty Images
Żadnego uzdrawiającego efektu wojny zastępczej nie można się spodziewać pomiędzy wspólnotami, które się nigdy w historii nie zetknęły. Co zatem kazało reprezentacji Polski chcieć wygrać z Meksykiem? No wiadomo – pójście dalej w rozgrywkach, aż do finału i tam sprawdzić się jak najlepiej. Szybciej, lepiej, dalej mówi idea olimpijska. Sprawdzić się, wygrać, a nawet tylko wziąć udział to wielka satysfakcja. Pozostaną wspomnienia na resztę życia, zawodników i kibiców.

Idea olimpijska miała być dla amatorów i gdy baron Pierre de Coubertin odnowił igrzyska, które w późnej starożytności zlikwidował Teodozjusz Wielki, właśnie myślał o amatorach. Mieli oni walczyć sobie a muzom, co miało jednocześnie propagować pokój na świecie. W starożytności igrzyska olimpijskie wymagały pokoju pomiędzy uczestnikami, czyli greckimi poleis, ale tylko na dwadzieścia dni przed samymi igrzyskami, które trwały dni pięć i następne pięć dni na powrót zawodników do domu. Przez resztę olimpiady, czyli czteroletniego okresu pomiędzy igrzyskami, Hellenowie mogli wojować ze sobą ile chcieli.

Mniejsza z tym, co sobie wyobrażał naiwny baron kiedy w 1896 roku odnowił ideę olimpijską, ale nie oddziaływała zbyt skutecznie, nie udało się nawet niejednokrotnie zachować pokoju w ścisłym czasie samych igrzysk, ale w obliczu dwóch wojen światowych jakie to ma znaczenie.

Idea nie okazała się nośna no i przestali ją nieść amatorzy, a zawód uprawia się – oczywiście, oprócz innych satysfakcji – dla pieniędzy, a pieniędzy jest w sporcie coraz więcej z igrzysk na igrzyska i z mistrzostw na mistrzostwa.

Gospodarz tegorocznych Mistrzostw Świata w piłce nożnej, Katar, wydal na ich organizacje cztery razy więcej, niż wydali inni na ostatnie pięć mundiali razem wziętych. Pisze się o 220 miliardach dolarów, niekiedy o 250. Katar jest krajem o nieznanych tradycjach piłkarskich i nierozpoznawalnej drużynie narodowej. W kraju o wielkości województwa świętokrzyskiego i liczbie ludności odpowiadającej aglomeracji warszawskiej, z czego większość stanowią robotnicy cudzoziemscy, nie było żadnego stadionu piłkarskiego ani infrastruktury wymaganej podczas takiej imprezy.

Kiedy w 2010 roku Katar został wybrany na gospodarza mundialu w roku 2022 obiecał, że wszystko wybuduje, co przy zasobach finansowych tego państwa wydawało się możliwe. Szejkowie wybudowali 8 stadionów, ponad sto hoteli, sieć dróg i metro. Czyli dotrzymali słowa. Przepisy FIFA (Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej) wymagają od organizatora 12 stadionów, ale niech tam, szejkowie z Kataru, gdy trzeba, nie są skąpi. Powszechnie pisało się od lat o inwestycjach katarskich we francuski klub piłkarski i infrastrukturę sportową akurat w czasach, gdy szefem FIFA był Francuz. ODWIEDŹ I POLUB NAS Mówiło się też o zachętach osobistych, bezpośrednio do kieszeni głosujących przedstawicieli FIFA. Wybuchł skandal i niektórym panom skróciły się kadencje, ale to wszystko. O bojkocie mundialu w Katarze zaczęto przebąkiwać w niektórych krajach gdy wyszło na jaw, że licząc od 2013 roku do roku 2021 na budowach mundialowych Kataru śmierć poniosło być może 6,5 tysiąca robotników. Kraje, które się do mistrzostw zakwalifikowały, nie bojkotują, bardziej nieprzejednaną postawę prezentują niektóre państwa, których drużyny w eliminacjach odpadły, ale też nie za głośno, bo jakoś nie wypada.

W Katarze ginęli cudzoziemcy z południowo-wschodniej Azji. System zatrudniania robotników cudzoziemskich tam jest taki, że podpisując kontrakt z pracodawcą nie można go zmienić, ani wyjechać z Kataru przed upływem terminu. Robotnikom z reguły zabiera się paszporty, zmusza do dwunastogodzinnej pracy i kwateruje w kilku w małych klitkach lub wręcz obozach. Żywieni są marnie, a obcinanie umówionych wynagrodzeń, nawet nie płacenie za pracę, nie jest czymś nadzwyczajnym. Żaden dziennikarz zachodni nie dostanie pozwolenia na wizytę, czy filmowanie miejsc zakwaterowania robotników. W Katarze pozwolenie wymagane jest właściwie na filmowanie, czy fotografowanie wszystkiego.

6,5 tysiąca niewolników nie przeżyło pracy w pięćdziesięciostopniowym upale, przy dwunastogodzinnych dniówkach i braku opieki lekarskiej. Wiele tytułów prasowych i innych mediów na Zachodzie oburzyło to w równym stopniu, co brak równouprawnienia kobiet i osób LGBTQ w Katarze. Być może praca niewolnicza przy stadionach i hekatomba Azjatów stała się przez to mniej kująca w oczy i wszyscy zakwalifikowani do Kataru pojechali.

Petrodolary czynią cuda. Pozwalają zapomnieć nie tylko o azjatyckich niewolnikach, ale nawet o takich horrendach, jak to, że za okazywanie sobie uczuć w miejscu publicznym homoseksualiści – nawet, a może przede wszystkim z Zachodu – mogą pójść do więzienia na trzy lata. Europejki w Katarze nie muszą zakrywać głów, a zwykły bez dużego dekoltu t-shirt i spodnie za kolana, to wszystko, czego gospodarz mundialu od nich wymaga. Trzeba jechać. A gdy już się przyjechało, to kapitanowie drużyn krajów walczących gdzie indziej z homofobią zostawią swe tęczowe opaski w szatniach, bo tak nakazała FIFA, a jej z kolei ten, kto płaci, czyli Katar.

Do bojkotu mundialu wzywano niekiedy w mediach od 2010 roku, kiedy to Katar wygrał glosowanie FIFA na miejsce mistrzostw świata w roku bieżącym. Szlachetnej idei sportu nie wolno przecież mieszać z pracą niewolniczą, czy lekceważeniem (zachodnich) praw człowieka. Jeżeli jacyś wrażliwi mieli na bojkot nadzieję, to nie znali całkiem świeżych około sportowych tradycji.

Hidżab na Krupówkach, burkini w aquaparku i jagnię hallal na grillu. Islam pod Giewontem

– Gdzie nie spojrzeć przyjezdni z Bliskiego Wschodu – mówią mieszkańcy Podhala.

zobacz więcej
Na dziesięć dni przed igrzyskami olimpijskimi w Meksyku w 1968 roku policja w oczekującej na nie stolicy kraju zabiła strzałami karabinowymi czterystu uczestników demonstracji studenckiej, a tysiąc raniła. W dniu otwarcia igrzysk prezydent Meksyku wypuścił własną ręką jednego białego gołębia, pomagierzy więcej. Nikt o nic nie pytał.

W 1969 roku podczas eliminacji do mundialu po meczu drużyn Salwadoru i Hondurasu wybuchła między tymi krajami tak zwana „wojna futbolowa”. Napięcia między sąsiadami już trwały, ale katalizatorem konfliktu był ponoć przegrany mecz przez jedno z państw. Czterodniowa wojna pochłonęła 2000 ofiar. Mundial w Meksyku w 1970 roku, do którego jednym z elementów eliminacji była „wojna futbolowa”, odbył się bez przeszkód. Zagrała w nim reprezentacja Hondurasu.

W 2018 roku odbył się mundial w Rosji, już po zajęciu przez nią części Ukrainy i zestrzeleniu samolotu malezyjskich linii lotniczych cztery lata wcześniej. Po raz pierwszy mówiono o korupcji wśród członków FIFA przyznającej mistrzostwa poszczególnym krajom.

Za dużo jest zaangażowanych środków, by pochopnie odwoływać wielkie widowiska sportowe bez względu na to, czy baron de Cubertin obraca się w grobie, czy nie. A Katar to jest „Diament wielki jak góra” („The Diamond as Big as the Ritz”), żeby dla zobrazowania sytuacji posłużyć się tytułem opowiadania Francisa Scotta Fitzgeralda. Można podsumować mniej górnolotnie: najważniejsza jest – kasa, Misiu, kasa.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Żołnierze Wojska Polskiego i Straży Granicznej w bazie w miejscowości Nowa Łuka 22 listopada 2022 wspólnie oglądali mecz reprezentacji Polski z Meksykiem na mundialu w Katarze. Fot. PAP/Artur Reszko
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Sny Pana Pióro. Śmierć artysty
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Davos
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Czego Ordo Iuris chce pilnować w hotelach?
Katolickiej moralności? A może prawa przedsiębiorcy do rozporządzania swoją własnością?
Felietony Najnowsze wydanie
Elitarna wyprzedaż garażowa
Jest i kolekcja fajek Jerzego Urbana (10 701 zł), ale ja przecież nie palę.
Felietony Poprzednie wydanie
Dlaczego Babiš nie chce pomóc Polsce?
To były agent komunistycznej bezpieki, a dziś sojusznik Macrona i Verhofstadta.