Historia

Nie taki złoty chłopiec. Światowym celebrytą został trzy tysiące lat po śmierci

Pod cudną złotą maską leżą zwłoki schorowanego kaleki. Jego krótkie dziewiętnastoletnie życie musiało być pasmem nieustannego bólu. Tutanchamon miał padaczkę, skoliozę, stopę szpotawą, rozszczepione podniebienie, nekrozę kości i malarię. Był on zapewne owocem chowu wsobnego – kazirodczego związku heretyckiego faraona Echnatona z własną siostrą.

Sto lat temu odkryto w Dolinie Królów wypełniony skarbami grobowiec egipskiego faraona Tutanchamona. Wydobyta z niego złota pośmiertna maska władcy stała się odtąd niekwestionowanym, najbardziej rozpoznawalnym na świecie symbolem starożytności, a może nawet całego dorobku artystycznego ludzkości. Ale za blaskiem bijącym od niej i pięciu tysięcy innych skarbów Tutanchamona kryje się smutna historia samego faraona, grobowca i współczesnych perypetii jego zawartości.

Grobowiec obok grobowca

Po sześciu latach bezowocnych poszukiwań w Dolinie Królów 4 listopada 1922 r. brytyjski archeolog Howard Carter ujrzał tuż obok grobowca faraona Ramzesa VI pierwszy stopień kamiennych schodów mogących prowadzić do jakiegoś innego, nieznanego grobowca. Następnego dnia, po wyniesieniu skalnego gruzu, okazało się, że dwanaście stopni schodzi ku zamurowanemu wejściu opieczętowanemu pieczęciami Królewskiej Nekropolii z podobizną Anubisa, boga życia pozagrobowego.

„Odkryłem grobowiec obok grobowca Ramzesa VI. Zbadałem wejście i znalazłem nienaruszone pieczęcie” – zapisał tego dnia Carter w swoim notatniku. Ale wbrew powszechnemu mniemaniu Carter nie miał jeszcze wtedy zielonego pojęcia, że oto czeka na niego grobowiec Tutanchamona. Sam miał zresztą co do tego spore wątpliwości. „Pieczęcie sugerują, że należał on do kogoś o wysokim statusie, ale nie udało mi się ustalić, do kogo. Zaskoczyły mnie niewielkie rozmiary wejścia w porównaniu do innych królewskich grobów w Dolinie. Czyżby to był grobowiec kogoś wysoko postawionego, pochowanego tu za zgodą faraona? A może jednak królewski grób?” – notował Carter.

Tak czy inaczej, podekscytowany archeolog jeszcze tego samego dnia wysłał do Anglii telegram do swego sponsora, lorda Carnarvona: „W końcu dokonałem w Dolinie cudownego odkrycia wspaniałego grobu z nienaruszonymi pieczęciami. Czekam na przyjazd. Gratulacje.”

Przez kolejne dwa tygodnie odgruzowywano wejście, a Carter nabierał jeszcze większych wątpliwości. Był już niemal pewien, że to grobowiec jakiegoś krewnego któregoś z władców XVIII dynastii, ale nie faraona. Jeszcze gorsze myśli naszły go po wykuciu otworu w pierwszym wejściu, za którym w korytarzyku prowadzącym do drugiego zamurowanego wejścia walało się mnóstwo roztrzaskanych przedmiotów z alabastru, ceramiki, itd. Ich wygląd wskazywał na XVIII dynastię, ale ich obecność świadczyła, że grobowiec został obrabowany jak wszystkie pozostałe w Dolinie Królów.

Dopiero 26 listopada, już w obecności lorda Carnarvona wszelkie wątpliwości zostały rozwiane, a Carter został głównym bohaterem najwspanialszego, jak dotąd, odkrycia archeologicznego w dziejach ludzkości. Oto bowiem na drugim zamurowanym wejściu ukazała się nienaruszona pieczęć z kartuszem Tutanchamona, co świadczyło, że jest to grobowiec faraona i że rabusie zapewne nie mogli go doszczętnie splądrować. W wejściu wykuto niewielki otwór i wtedy padły pamiętne słowa. „Czy widzisz tam cokolwiek” – zapytał Carnarvon. Przyświecając sobie latarką i świeczką, Carter zajrzał przez otwór i odparł: „Tak, To jest wspaniałe”.
Dzięki tym dwóm panom świat 100 lat temu oszalał na punkcie Tutanchamona. Howard Carter (z prawej) odkopał grobowiec, a lord Carnarvon wyłożył własne pieniądze na badania archeologiczne. Fot. Hulton Archive/Getty Images
Po czym otwór powiększono, żeby obaj mogli zajrzeć do środka. „Był to widok nieporównywalny z niczym innym, o którym nawet nie mogliśmy marzyć. Piękno i wyrafinowanie tych obiektów przekraczało wszelkie nasze wyobrażenia, wrażenie było piorunujące” – odnotował Carter.

Po trzech dniach, w obecności lokalnych notabli, nastąpiło „oficjalne otwarcie” grobowca, a goniec pośpieszył do Luksoru z tekstem depeszy do londyńskiego dziennika „The Times”, aby cały świat mógł się dowiedzieć o Tutanchamonie, grobowcu i jego skarbach.

Trzy trumny w trzeciej komorze

Rzeczywiście, zawartość grobowca przeszła wszelkie oczekiwania. Niezwykłe figury, trony, łoża, powozy, naczynia, ozdoby – wszystko najwyższego kunsztu i lśniące od złoceń.

Na szczęście Carter był skrajnie systematycznym, metodycznym archeologiem. Od razu więc, mimo euforii mediów i ciągnących do grobowca turystycznych pielgrzymek, postawił na skrupulatne dokumentowanie każdego obiektu zanim nie wyniesiono go z grobowca i wysłano do Muzeum Egipskiego w Kairze. Tu kluczową rolę odegrał angielski egiptolog i fotograf Harry Burton, który utrwalił na tysiącach fotografiach nie tylko eksplorację grobowca Tutanchamona, ale przede wszystkim inwentaryzację wszystkich pięciu tysięcy znalezionych w nim przedmiotów. Łącznie zajęło mu to osiem lat.

No właśnie, dziś aż trudno uwierzyć, że Carter jeszcze bardzo długo po odkryciu grobowca nie wiedział, że dopiero w trzeciej, właściwej komorze grobowej ukryte są skarby nad skarbami – trzy trumny, w tym jedna wykuta z czystego złota o wadze 110 kg, a do tego oszałamiająca biżuteria (naszyjniki, amulety), no i oczywiście ikoniczna złota maska.

Biust Kleopatry. Do władzy doszła po trupach braci, którzy byli zarazem jej mężami

Zmienne koleje losu, romanse z kandydatami na władców świata, egzotyczny anturaż i efektowna śmierć.

zobacz więcej
Lord Carnarvon, dzięki którego funduszom w ogóle doszło do odkrycia, nigdy tych skarbów nie zobaczył. Zmarł bowiem już 5 kwietnia 1923 r. w Kairze w wyniku infekcji po zacięciu się brzytwą przy goleniu.

Carter natomiast musiał się sporo natrudzić, bo żeby dotrzeć do mumii faraona i chroniącej jego głowę maski, trzeba było najpierw rozmontować w ciasnej komorze grobowej cztery skrzynie grobowe ze złotej blachy (zaczynając od największej o wymiarach 5 × 3,3 × 2,73 m), otworzyć sarkofag z kwarcytu, a następnie otworzyć po kolei trzy trumny, w tym dwie obite złotą blachą i jedną, ostatnią, z czystego złota.

Toteż dopiero 29 października 1925 r., czyli niemal po trzech latach od odkrycia grobowca, Carter po raz pierwszy ujrzał maskę i mumię faraona. Nie był to widok przyjemny. Pośpiesznie zabalsamowane zwłoki Tutanchamona niemalże zwęgliły się w wyniku samozapłonu bandaży z używanym do mumifikacji olejem rycynowym. Złotą trumnę wypełniały więc niemal dwa wiadra brudnej, twardej mazi oblepiającej mumię. Złota maska, przykryta całunem, nie uległa wprawdzie większemu uszkodzeniu, ale usiłując ją wyjąć z trumny, Carter zmuszony był w końcu oderwać od tułowia głowę faraona niemal wtopioną w maskę.

Dziewiętnaście lat cierpienia

Odkrycie grobowca uczyniło z Tutanchamona najsłynniejszym, „złotym” faraonem starożytnego Egiptu, jedną z ikon popkultury. Tymczasem, w porównaniu z większością innych faraonów był to władca praktycznie nic nie znaczący, w zasadzie marginalny i być może nawet za jego życia nikt o nim w Egipcie nie słyszał.

Najnowsze badania jego mumii wykazały, że pod cudną złotą maską leżą zwłoki brzydkiego, zdeformowanego, schorowanego kaleki. Jego krótkie (ur. ok. 1342–1339 p.n.e., zm. 1323 p.n.e.), dziewiętnastoletnie życie musiało być pasmem nieustannego bólu i cierpienia. Tutanchamon miał padaczkę, skoliozę, stopę szpotawą, rozszczepione podniebienie, nekrozę kości i malarię, a tuż przed śmiercią jakiś upadek (być może przy ataku epilepsji czy malarii) złamał mu nogę w kolanie. Nawet do grobu włożono mu ponad sto trzydzieści lasek i sterty ziołowych leków, jakby również w zaświatach miał być raczej pacjentem oddziału intensywnej terapii niż potężnym bóstwem.

Tutanchamon był zapewne owocem chowu wsobnego, kazirodczego związku androgenicznego, heretyckiego faraona Echnatona z własną siostrą, której mumię nazwano „Młodszą Damą”. Tutanchamona też ożeniono z przyrodnią siostrą, córką Echnatona i Nefertiti, a poczęte z tego związku dwie dziewczynki urodziły się martwe.
W 2010 roku w Muzeum Egipskim wystawiono trzy mumie, które dzięki badaniom DNA zidentyfikowano jako matkę Tutanchamona, jego babkę i ojca Echnatona. Fot. Shawn Baldwin/Discovery Channel via Getty Images
Okrzyknięty przez współczesne nam media „złotym chłopcem” Tutanchamon z pewnością nie miał złotego życia. Co gorsza, jego ojciec Echnaton doprowadził Egipt na skraj upadku, rozpętując religijną rewolucję, której celem było wprowadzenie monoteistycznej religii opartej na kulcie boga Atona (symbolizowanego przez tarczę słoneczną). Echnaton, w którym niektórzy dopatrują się nawet pierwowzoru Mojżesza, kazał pozamykać świątynie innych bogów, wydał otwartą wojnę ich kapłanom i z grupą zwolenników wyniósł się ze stołecznych Teb na bezludzie, by wznosić nową stolicę Achetaton (obecnie Samarna). Tam większość z jej budowniczych zmarła z głodu.

Tuż po śmierci 30-letniego Echnatona kapłani przywrócili starą religię, a jego imię wymazano ze wszystkich inskrypcji, wizerunki zniszczono, nową stolicę obrócono w ruinę – heretyk miał przestać istnieć. Jego synowi Tutanchatonowi zmieniono imię na prawomyślne Tutanchamon i wszystko wskazuje na to, że kaleki chłopiec miał władzę tylko tytularną, a de facto był zapewne bezwolnym zakładnikiem w rękach potężnych, żądnych zemsty kapłanów starej wiary i będących ich stronnikami wezyrów.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Nic zatem dziwnego, że również po śmierci Tutanchamon został potraktowany bardzo nieelegancko. Jego zwłoki zabalsamowano pośpiesznie i niechlujnie. W mumii, być może celowo, nawet nie zostawiono serca, które zgodnie z ówczesnymi wierzeniami było niezbędne do osiągnięcia nieśmiertelności. Nadmiar źle dobranych żywic i olejków, mających zapewnić mumii wieczność, spowodował w termicznej reakcji z bandażami niemal zwęglenie i stopienie zwłok.

Te umieszczono w byle jakim, ciasnym, niewykończonym grobowcu, być może pierwotnie przeznaczonym dla jakiegoś królewskiego krewnego albo drążonego dla głównej żony Echnatona, Nefertiti, która po śmierci męża usiłowała krótko władać Egiptem, udając mężczyznę.

Pośpiesznie wykonane tylko w jednej z czterech komór grobowca prościutkie freski od razu pokryły się pleśnią. W oparciu o badania znajdujących się w grobowcu przedmiotów podejrzewa się, że większość z nich przeznaczona była na pochówek Nefertiti, której kartusze i wizerunki dość niechlujnie przekuto czy przemalowano na kartusze i wizerunki jej pasierba Tutanchamona. Ślady takich przeróbek widnieją nawet na kwarcytowym sarkofagu, trumnach i złotej masce.

Zapewne tuż po pogrzebie grobowiec próbowano obrabować, ale jakimś cudem pracownicy nekropolii to zauważyli i ponownie zamurowali wejście. A potem zdarzył się jeszcze jeden cud. Typowe dla rejonu Doliny Królów jesienne ulewy, które częstokroć wręcz zatapiały nekropolię, spowodowały osunięcie się zwałów skalnego gruzu dokładnie na wejście do grobowca, dzięki czemu stał się jedynym nieograbionym i zawierającym pierwotnie pochowaną w nim mumię faraona.

Nieprzebrane skarby

To, co tuż po śmierci miało przynieść Tutanchamonowi ujmę i uniemożliwić mu osiągnięcie nieśmiertelności, paradoksalnie okazało się błogosławieństwem tak dla niego, jak i dla nas. Bo przez kolejne trzy tysiące lat z okładem kto by tam szukał malutkiego grobowca nic nie znaczącego faraona, skoro do ograbienia były dziesięciokrotnie nawet większe grobowce wybitnych władców pochowanych w Dolinie, w tym Ramzesa II zwanego Wielkim czy liczący aż sto trzydzieści komór grobowiec jego synów.
Dzięki zawartości grobowca Tutanchamona, choć w dużej mierze pochodzącej z „recyklingu”, możemy przynajmniej wyobrazić sobie, jakie nieprzebrane skarby, dosłownie tony złota i kosztowności, a zarazem arcydzieła sztuki i rzemiosła artystycznego musiały znajdować się w grobowcach znacznie potężniejszych i zamożniejszych od niego faraonów.

Chociaż, może jeszcze nic straconego. Wybryk natury, który skutecznie zabezpieczył wejście do grobowca przed rabusiami, w połączeniu z uporem Howarda Cartera, który miał już w zasadzie odstąpić od poszukiwań w Dolinie Królów z powodu braku funduszy, podpowiadają ponad wszelką wątpliwość, że warto dalej kopać! Bo przecież ostrożnie szacuje się, że to, co dotąd ujrzało światło dzienne, to zaledwie około dziesięć procent tego, co skrywają jeszcze piaski egipskich pustyń, skaliste bezludzia, podziemne komory, itd.

Zresztą, nie dotyczy to tylko Egiptu. Nadal przecież nie wiemy, czy istnieje gdzieś grobowiec zmarłego w Babilonie Aleksandra Wielkiego albo czy monstrualny kurhan grobowy pierwszego cesarza Chin Qin Shi Huanga na przedmieściach Xi’anu rzeczywiście zawiera skarby jakich ludzkie oko nie widziało. O skarbach Inków, templariuszy czy karaibskich piratów nie wspominając.

Kolonialna grabież

Dlaczego piramidy stoją w Egipcie? Bo były za ciężkie, żeby je przewieźć do Muzeum Brytyjskiego w Londynie. Ten oklepany dowcip przenosi nas w świat kolonialnej polityki przełomu XIX i XX wieku, w której kontekście warto przyjrzeć się losowi skarbów z grobowca Tutanchamona.

Jak wiadomo, kolonialne mocarstwa, z Wielką Brytanią i Francją na czele, niewiele różniły się od starożytnych rabusiów grobów faraonów – na potęgę plądrowały i grabiły, co tylko wpadło ich archeologom, podróżnikom, kolekcjonerom czy generałom w ręce. Muzea Londynu, Paryża, Berlina czy Rzymu są po brzegi wypchane nie tylko posągami, mozaikami, freskami, biżuterią czy ceramiką, lecz wręcz kompletnymi ołtarzami, świątyniami, bramami i ścianami ze starożytnej Grecji, Mezopotamii, Palestyny, Anatolii, Chin, Azji Centralnej, Ameryki Łacińskiej i oczywiście Egiptu.

Place niegdyś kolonialnych stolic zdobią egipskie obeliski, i rzeczywiście, gdyby się tylko dało, to piramidy ze Sfinksem też pewnie wylądowałyby albo w Londynie, albo w Paryżu. Bezcenny kamień z Rozetty (port niedaleko Aleksandrii), którego odkrycie miało przełomowe znaczenie dla odczytania egipskich hieroglifów, należy do Muzeum Brytyjskiego. W samym Luwrze obiektów wywiezionych z Egiptu jest ponad 55 tysięcy, a równie ikoniczne jak maska Tutanchamona popiersie jego macochy Nefertiti przywłaszczyło sobie Muzeum Egipskie w Berlinie.

Greckie marmury, afrykańskie brązy, indyjski diament. Wywiezione do muzeów Zachodu

Zwracanie zabytków, które trafiły do Europy w czasach kolonialnych, jest trudniejsze niż usuwanie nazwisk fundatorów kolekcji, którzy zbili majątek na pracy niewolników.

zobacz więcej
Anglicy, Francuzi i Niemcy bezceremonialnie grabili zabytki w Egipcie, który choć formalnie w 1922 r. stał się niepodległym królestwem, to faktycznie pozostawał brytyjskim protektoratem jeszcze do roku 1951. Dochodziło już do takich absurdów, że z Egiptu masowo wywożono do Anglii starożytne mumie, które albo mielono na nawóz do użyźniania pól, albo nawet sprzedawano sproszkowane w tabletkach jako lekarstwo.

W czasach Howarda Cartera, czyli słabnących już brytyjskich wpływów w Egipcie, archeolodzy kupowali sobie koncesje na wykopaliska i zazwyczaj część znalezisk mogli sobie zatrzymać. Na szczęście, władze egipskie, które sympatyzowały raczej z Francuzami (wróg mojego wroga jest moim przyjacielem) utrzymywały, zapoczątkowaną jeszcze w połowie XIX w., tradycję powierzania stanowiska dyrektora tzw. Egipskiej Służby Starożytności któremuś z wybitnych egiptologów francuskich. Ci zaś, po stworzeniu Muzeum Egipskiego w Kairze, starali się wymagać od brytyjskich, ale też i francuskich archeologów przekazywania przynajmniej części wartościowych znalezisk do kairskiego muzeum. Tudzież odkupywali je od rabusiów na kairskich bazarach.

Co nie zmienia faktu, że nawet w Muzeum Egipskim regularnie organizowano aukcje sprzedaży mniej wartościowych obiektów zagranicznym kolekcjonerom.

Weto francuskiego dyrektora

W chwili odkrycia grobowca Tutanchamona przez Cartera dyrektorem Egipskiej Służby Starożytności też był Francuz, Pierre Lacau. Obaj panowie szczerze się nie znosili i to do tego stopnia, że gdy w 1924 r. Lacau zabronił żonom członków zespołu Cartera wchodzenia do grobowca, ten go zamknął, odmówił wydania kluczy i na kilka miesięcy śmiertelnie się obraził.

Tak czy inaczej, to Lacau wymógł na Carterze, w drodze trwających aż do 1929 r. negocjacji i awantur, że żaden z obiektów z grobowca Tutanchamona nie opuści Egiptu, nie trafi do żadnego brytyjskiego, francuskiego czy amerykańskiego muzeum, a tym bardziej do jakiejkolwiek prywatnej kolekcji. I tak się rzeczywiście stało, skarby Tutanchamona przewieziono do Muzeum Egipskiego w Kairze. Carter i spadkobiercy Lorda Carnarvona musieli się zadowolić „jedynie” niezwykle lukratywnym kontraktem na wyłączność publikowania zdjęć Harry’ego Burtona i relacji Cartera przez londyński „The Times”, o co zresztą też toczyły się nieustanne awantury z Lacau.
Zdjęcia z otwarcia grobowca upozowano w styczniu 1924 r. Fot. Universal History Archive/Universal Images Group via Getty Images
Tu przy okazji warto wspomnieć, że pierwsze zdjęcia z grobowca ukazały się na łamach tej gazety dopiero 30 stycznia 1923 r., bo Burton dotarł do Doliny Królów w Boże Narodzenie 1922 r. Oczywiście natychmiast wywołały światową sensację. Mało kto też wie, że słynne zdjęcia Cartera z „otwarcia grobowca” nie zostały bynajmniej wykonane w listopadzie 1922 r., bo Burtona jeszcze wtedy tam nie było. Upozowano je dopiero w styczniu 1924 r., po sprowadzeniu odpowiednio silnych elektrycznych reflektorów. Carter wydający się na nich spoglądać, jeśli nie na złotą twarz faraona, to przynajmniej na coś bezcennego, złotego i błyszczącego, w rzeczywistości patrzył na specjalnie oświetloną ścianę grobowej skrzyni.

Dziś te unikalne zdjęcia oraz notatki Cartera są własnością Uniwersytetu Oksfordzkiego, bo Carter nawet nie dopuszczał myśli, żeby przekazać je Egiptowi, tak jak w trakcie trwającej do 1933 r. inwentaryzacji grobowca ani razu nie pozwolił na obecność jakiegokolwiek egipskiego dziennikarza.

Urwana broda, zaginiony penis

Jeszcze do niedawna wizyta w kairskim Muzeum Egipskim mogła przyprawić amatorów podziwiania skarbów z grobowca Tutanchamona o zawał. Po pierwsze, wyeksponowano w nim zaledwie jedną piątą przywiezionych z grobowca obiektów. Po drugie, wyeksponowano je fatalnie. Umieszczone były w gablotach starych, źle oświetlonych i zawsze brudnych od rąk turystów i ich nosów przyklejających się do szyb. Z lakonicznymi opisami – czasem pisanymi ręcznie sto lat temu – albo bez nich. Przy czym praktycznie żaden z obiektów nigdy nie został poddany profesjonalnej konserwacji, poza dość amatorskimi zabiegami zespołu Cartera polegającymi na pośpiesznym ich odczyszczeniu.

Aż trudno uwierzyć, że nawet ikoniczna maska Tutanchamona wyeksponowana w ciaśniutkiej, uniemożliwiającej zrobienie jakiegokolwiek dobrego zdjęcia szklanej gablotce, też padła całkiem niedawno ofiarą niechlujstwa pracowników muzeum. W sierpniu 2014 r. wymieniali oni oświetlenie w gablocie i jakoby w czasie próby „odkurzenia” maski jeden z nich oderwał od niej ceremonialną brodę. Usiłując ukryć uszkodzenie, brodę pośpiesznie doklejono do maski zwykłą żywicą epoksydową, co pozostawiło widoczny ślad nadmiaru kleju. Tak postąpiono z najsłynniejszym dziełem sztuki na świecie, ubezpieczonym nominalnie na sześć miliardów dolarów.

Sprawa wyszła na jaw dopiero po dłuższym czasie, ośmiu pracowników muzeum ukarano, a wybitny niemiecki konserwator Christian Eckman trudził się aż dwa miesiące, żeby odkleić brodę, usunąć żywicę i ponownie dokleić ją specjalnym woskiem sporządzonym według starożytnych receptur.

W międzyczasie w jednym z kairskich szpitali, w stertach pudeł, odnaleziono malutkie mumie nienarodzonych córek Tutanchamona. Kilka dekad temu jakoby szpital miał je przebadać, ale „zapomniał” zwrócić je do muzeum. Gdzieś też zapodział się penis faraona, który został zapewne na pamiątkę oderwany od mumii przez nie wiadomo kogo. I tak dalej.

Po trzecie zaś, pochodzący z 1902 r. budynek Muzeum Egipskiego już od dawna nie spełnia podstawowych wymogów, żeby przyjmować milionowe rzesze turystów. Nie ma w nim klimatyzacji, wystarczającej liczby toalet czy możliwości napicia się choćby wody w nieustannie panującej w nim duchocie. Po dwóch, trzech godzinach zwiedzanie tego ewidentnie zaniedbanego muzeum, które bądź co bądź gromadzi ponad 160 tysięcy bezcennych starożytnych eksponatów, staje się torturą.

Tu automatycznie nasuwa się pytanie, gdzie są pieniądze? Bo to przecież skarby Tutanchamona, Dolina Królów z jego grobowcem i piramidy przyciągały, przyciągają i będą przyciągać do Egiptu dziesiątki milionów turystów, którzy zostawiają tu średnio dwadzieścia miliardów dolarów rocznie, czyli ponad 10 procent jego PKB. Egipt nie jest przy tym krajem skrajnie ubogim i właśnie buduje nową stolicę administracyjną kosztem 60 miliardów dolarów. Na zabytki pieniędzy jednak ciągle brakuje, od ścian w kairskim muzeum odpada już farba, a mająca prowadzić w pobliże piramid wygodna dojazdowa autostrada jest od lat rozgrzebana.

Przyczyną jest, niestety, typowa dla autokratycznych krajów „rozwijających się” korupcja i systemowe złodziejstwo, pod którym to względem Egipt lokuję się tylko ciut lepiej niż Rosja, Pakistan czy Uzbekistan.

Największe muzeum świata

Parada faraonów, czwarta piramida i nowy Kair. Czego nie widać z Hurgady

Największe emocje budzi inauguracja Wielkiego Muzeum Egipskiego w Gizie. Ma się odbyć pod koniec roku i trwać 12 dni.

zobacz więcej
Owszem, świadome atrakcyjności skarbów Tutanchamona władze Egiptu wznoszą nieopodal piramid w Gizie nowe Wielkie Muzeum Egipskie (Grand Egyptian Museum). Jego budowa rozpoczęła się już w 2002 r., czyli dwadzieścia lat temu, ale na razie końca nie widać. Egipski odpowiednik Centralnego Biura Antykorupcyjnego miałby tam z pewnością pełne ręce roboty tylko, że jakoś go tam nie ma. Muzeum miało być gotowe w 2013 r, potem w 2018 r., potem w 2020 r, a teraz będzie cudnie, jeśli otworzy się w 2023 r. Na razie jego budowa pochłonęła ponad pół miliarda dolarów, a docelowo ma to być miliard.

GEM będzie największym muzeum archeologicznym na świecie, a na ponad 80 tys. m. kw jego powierzchni wystawowej pokazanych ma zostać około 20 tysięcy eksponatów. W tym, po raz pierwszy od odkrycia grobowca Tutanchamona, wszystkich pięć tysięcy znalezionych w nim obiektów, które już zaczęły opuszczać ciasne muzeum w Kairze. Dodatkowym wielkim plusem tego przedsięwzięcia jest fakt, że każdy z tych obiektów przed pojawieniem się na ekspozycji ma być wreszcie poddany gruntowej renowacji i konserwacji na najwyższym światowym poziomie.

Planowana w Wielkim Muzeum Egipskim wystawa skarbów Tutanchamona ma położyć kres fatalnym impresjom turystów ze starego muzeum w Kairze i skargom pozbawionych dostępu do pełnej kolekcji naukowców oraz mocno podupadłym na świecie notowaniom Egiptu jako kierunku turystycznego.

Podobną zresztą, całkiem pomyślną akcję z wykorzystaniem maski Tutanchamona i innych obiektów z jego grobowca Egipt przeprowadził już wcześniej, w latach '60. i '70. XX wieku. Bo po początkowej euforii wywołanej odkryciem grobowca zainteresowanie tym tematem niemal całkowicie wygasło z końcem lat 30. i śmiercią Howarda Cartera w 1939 r.

Niedoceniony srebrny faraon

W tym samym roku wybuchła II wojna światowa, która kompletnie przesłoniła inne epokowe odkrycie – nienaruszony grobowiec faraona Psusennesa I w Tanis. Dokonał go w lutym 1940 r. francuski egiptolog Pierre Montet.

Psusennes I był faraonem z XXI dynastii (panował prawdopodobnie w latach 1039-991 p.n.e.). Pochowano go w granitowym sarkofagu, w którym umieszczono trumnę z różowego granitu. W niej z kolei zamknięta była wyjątkowo kunsztowna antropoidalna trumna z czystego srebra o wadze 90 kg, jedyna taka odnaleziona w Egipcie.
Srebrny faraon Psusennes I nie budzi nawet w połowie takiego zainteresowania, jakim cieszy się Tutanchamom. Fot. DeAgostini/Getty Images
W czasach starożytnych sprowadzane z daleka srebro było w Egipcie znacznie wyżej cenione niż pozyskiwane lokalnie złoto. O ile bowiem złoto uważano za „ciało”, o tyle srebro utożsamiało „kości” bogów. Nominalna więc wartość srebrnej trumny Psusennesa I, nazywanego teraz „srebrnym faraonem”, wielokrotnie przewyższała wówczas wartość „tylko” złotej trumny Tutanchamona.

W tej srebrnej trumnie mumia Psusennesa I całkowicie się rozpadła, ale Montet tak jak Carter również mógł spojrzeć w twarz faraona, gdyż zachowała się cudowna, złota pośmiertna maska. Wielu egiptologów uważa tę właśnie maskę za znacznie piękniejszą i cenniejszą od maski Tutenchamona. Jest ona bowiem bardziej artystycznie wyrafinowana, harmonijna i ekspresyjna.

W grobowcu znaleziono też mnóstwo bezcennej biżuterii, ozdób i przedmiotów, ale turyści gnający dziś do gabloty z maską Tutenchamona przez kairskie muzeum, najczęściej nawet nie zaglądają do pobliskiej sali, w której wyeksponowane są skarby z grobowca „srebrnego faraona”.

Grand tour maski

Jeszcze długo po II wojnie światowej nikt nie miał głowy do egipskich starożytności. Dopiero w 1960 r., gdy rozpoczynano budowę Wysokiej Tamy Asuańskiej na Nilu władze Egiptu postanowiły uciec się do dyplomacji kulturalnej i przypomnieć światu o skarbach Tutanchamona.

Chodziło o to, że powstanie przed tamą wielkiego rozlewiska, nazwanego Jeziorem Nasera, groziło zalaniem wielu zabytków starożytnego Egiptu. Pod naciskiem archeologów z całego świata, Egipt zdołał przekonać UNESCO do przeprowadzenia bezprecedensowej i bardzo kosztownej operacji ratowania tych zabytków. W rezultacie, 24 największe obiekty zostały przeniesione do wyżej położonych miejsc (najbardziej znanym przykładem jest kompleks świątynny Abu Simbel) lub oddane krajom, które brały udział w tej operacji.

Kluczowe dla zmobilizowania UNESCO do działania było poparcie Stanów Zjednoczonych, Francji, Japonii, Wielkiej Brytanii, Związku Sowieckiego i Zachodnich Niemiec.

Skarby Tutanchamona wyruszyły w światową podróż. Na początku, w 1961 r., w Waszyngtonie pokazano 34 niewielkie przedmioty z grobowca, a wystawę otwierała żona prezydenta Jacqueline Kennedy.

Pierwsze mocne uderzenie nastąpiło zaś w 1967 r. gdy do Paryża przyjechała złota maska Tutanchamona, wywołując oczywiście ogromną sensację. Potem pokazano ją wraz z wieloma innymi skarbami z grobowca w Tokio i Londynie, a następnie, od listopada 1976 r. do kwietnia 1979 r., maskę podziwiały miliony Amerykanów w sześciu różnych miastach USA, począwszy od Galerii Narodowej w Waszyngtonie. Maskę, wraz z innymi skarbami, przetransportowano z Egiptu na pokładzie amerykańskich okrętów wojennych USS Milwaukee i USS Sylvania.

Pierwszą wystawę otwierał prezydent Jimmy Carter, nie zabrakło też niezapomnianej filmowej Kleopatry, czyli Elizabeth Taylor oraz innych hollywoodzkich gwiazd z Robertem Redfordem i Rexem Harrisonem na czele. Król pop-artu Andy Warhol też wpadł. W kolejkach po bilety stało się godzinami i tylko w Waszyngtonie maskę obejrzało niemal milion ludzi. W Nowym Jorku 1,2 mln.

Wystawa „Skarby Tutanchamona” w USA była taką sensacją, że zgodnie uznaje się ją za pierwszy w tym kraju „blockbuster”, czyli wydarzenie kulturalne odnoszące spektakularny sukces kasowy (dziś używa się tego terminu głównie w odniesieniu do filmów). Potem maska pojechała do Kanady, Związku Sowieckiego i Zachodnich Niemiec, zapoczątkowując ponowną, i trwająca w zasadzie do dziś, globalną fascynację skarbami z grobowca Tutanchamona. Otwarcie Wielkiego Muzeum Egipskiego w Gizie ma ją jeszcze podsycić.

– Krzysztof Darewicz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Pośmiertna złota maska Tutanchamona. Fot. DeAgostini/Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Konfederacja warszawska, czyli tolerancja nie w porę
Polskie czarownice palono na podstawie kodeksów niemieckich.
Historia Najnowsze wydanie
Och, ty durniu! Dlaczego wstydzisz się nazywać Bułgarem?
Języki narodowe Europy Środkowo-Wschodniej kształtowały się na polu literatury chrześcijańskiej.
Historia Poprzednie wydanie
Koniec demokracji na Litwie
Towarzystwo Trzeźwości dostało koncesję na prowadzenie karczem i restauracji.
Historia Poprzednie wydanie
Czy można walczyć z największą armią świata?
Część poborowych, która opuściła Warszawę, błąkała się po lasach i okolicy.
Historia Poprzednie wydanie
Gdzie jest Rubens z Kalisza?
Czy arcydzieło spłonęło? A może padło łupem złodziei?