Historia

Swawolny Tadeuszek. Niełatwy bohater dialogu polsko-rosyjskiego

Niewielu jest eponimów, od których nazwiska pochodziłoby określenie przywary. Najbardziej znany jest molierowski Harpagon, synonim skąpca. Ale i nazwisko „Bułharyn” dostąpiło tego zaszczytu: w Rosji połowy XIX wieku było synonimem donosiciela, pyszałka i łajdaka.

Gdzie nie bywał, kogo nie znał! Tadeusz Bułharyn (1789-1859) pobierał nauki w petersburskim Korpusie Kadetów i w Wilnie, służył pod przyszłym Wielkim Księciem Konstantym, ale i pod jenerałem Józefem Chłopickim, znał się z Adamem Mickiewiczem i Aleksandrem Puszkinem, pijał z wileńskimi „Szubrawcami” i z dekabrystami, przecierał fularem pierścień, dowód szczególnej łaski Jego Imperatorskiej Mości Mikołaja I. Ale najwyżej chyba cenił sobie znajomość z hrabią Aleksandrem von Benckendorffem, założycielem III Oddziału Kancelarii Osobistej cesarza, czyli słynnej rosyjskiej tajnej policji.

Kim był? Pisząc o swych przodkach, nieraz twierdził, że po mieczu dziedziczony był przydomek „Bułharyn-Skenderbeg”. Skenderbeg, przypomnijmy, to nazwisko XV-wiecznego władcy Albanii, walczącego (ale i układającego się) z Turkami. Część jego rodu, owszem, ratowała się ucieczką na ziemie ówczesnej Bułgarii, gdzie mogli zachować nazwisko rodowe. Jak jednak imigrant albańsko-bułgarski miałby trafić na ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego i dobić się tam niewielkiego majątku oraz zaszczytów, Tadeusz nie objaśniał.

Bardziej już prawdopodobne są korzenie rodu sięgające plemion nadwołżańskich Bułgarów („Bułharów”), od XVI wieku podbijanych przez Rosję. Ale i stamtąd niełatwo trafić na Wołyń, gdzie o Bułharynach po raz pierwszy wspomina herbarz Adama Bonieckiego. A może w grę wchodzą i Lipkowie, czyli osadzani na Litwie Tatarzy, o których z kolei wspomina w swoich wywodach herbowych Seweryn Uruski?

Mińszczucy z dziada pradziada

Nie dojdziemy tego. Dość, że w bliższych Tadeuszowi czasach ród Bułharynów zamieszkiwał województwo mińskie na kresach przedrozbiorowej Rzeczpospolitej. Typowa średnia szlachta, obywatele Rzeczypospolitej, z wyznania – unici, z pewnym drobnym rysem obcości czy oryginalności: legendy o Skenderbegu, udokumentowany udział jednego z przodków w dymitriadach, czyli wyprawach na Moskwę z zamiarem osadzenia tam samozwańca… Zarazem posesjonaci i herbowi (matka była nawet z domu Buczyńska, herbu Strzemię, co wysoko ceniono na Litwie). Majątek Pieryszewo pozwalał na udział w życiu publicznym. Ojciec Tadeusza, Benedykt, był ponoć żywo oddany sprawie Konstytucji, a potem Insurekcji – ponoć (ale może to też legenda rodzinna?) imię pierworodnemu zostało nadane na cześć Naczelnika.
Napoleon na polu bitwy pod Frydlandem – obraz Horace’a Verneta. Fot. https://www.liveinternet.ru/community/camelot_club/post325714246, Domena publiczna, Wikimedia
Zapłacił za to nie głową, ale wolnością. Według jednych źródeł po przegranej Insurekcji trafił aż na syberyjskie zesłanie, według innych – tylko do wileńskiego więzienia, gdzie jednak przesiedział przeszło rok. Zarazem – dla szlachty najdalszych Kresów nie było niczym niezwyczajnym nawet w latach represji i upadku kraju, grawitować wokół najsilniejszego ośrodka politycznego, edukacyjnego i gospodarczego Europy północno-wschodniej, jakim w tym czasie był Petersburg. Matka Tadeusza, Amelia, wyprawiła syna do tamtejszego Korpusu Kadetów – a kto się oburzy, niech wspomni, ile pokoleń kresowej szlachty odbierało tam nauki, aż po młodego Józia Czapskiego w wiek z hakiem później. Miał się chłopiec w Wilnie na stancji marnować?

Początek kariery Tadeusza więc przewidywalny: kadet, kornet (ciut niżej od chorążego) w kampaniach przeciw Szwecji i Francji w wojnie 1806, ranny nawet pod Frydlandem, za co order Świętej Anny (co prawa trzeciego stopnia) otrzymał. Czy to za skandalik romansowy, czy za pisanie satyr, otrzymywał jednak przygany: najpierw – miesiąc aresztu w Kronsztadzie, potem niezbyt miła służba w pułku dragonów, wreszcie – zwolnienie z armii w niewysokim stopniu porucznika.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     I wtedy następuje pierwsza bułharynowa wolta: niemal jak jego bardziej znany imiennik w księdze dziesiątej Poematu, ratuje się skokiem przez Niemen i wstępuje w szeregi wojsk polskich. Czy rzeczywiście dotarł, z uzupełnieniami dla Legii Nadwiślańskiej, aż do Hiszpanii, pod rozkazy Józefa Chłopickiego? Tego nie byłbym pewien, ale poświadczony jest jego udział w epopei 1812. Ponoć nawet za bohaterstwo pod Możajskiem został przedstawiony do Legii Honorowej, ale włóżmy to między opowieści o Skenderbegu. Na pewno jednak przeszedł cały szlak, był nawet powtórnie ranny – za Cesarza – pod Chełmem i powtórnie w Bitwie Narodów pod Lipskiem. Wzięty jednak do niewoli przez Prusaków, został w 1814 roku wydany Rosji.

Dezercja rozeszła się po kościach

W zasadzie powinien był trafić, jako dezerter, do karnej służby. Że jednak formalnie rzecz biorąc został zwolniony z armii, zaś Napoleon w roku 1811, kiedy Tadeusz przystawał na służbę, był jeszcze formalnie sojusznikiem cara – rzecz rozeszła się po kościach, choć pewnie i po jakichś departamentach… Tadeusz, pozbawiony majątku (niewielka fortuna pod Mińskiem nie przetrwała wojny 1812), krąży: bywa w Warszawie, bywa w Wilnie, tu pisuje, tam pisuje – czasem notka do „Dziennika Wileńskiego”, czasem satyra do „Wiadomości Brukowych”. Wyżyć się jednak z tego nie da, podobnie jak z zarządzania majątkiem wuja – toteż w 1819 przenosi się do Petersburga.

Sto tysięcy procent przesady. Jego rozterka, wściekłość i przegrana są tak współczesne

Mickiewicz jest „brudny, karczemny” – pisał Koźmian. Ich spór to przestroga przed zacietrzewieniem.

zobacz więcej
Zaczyna skromnie, wspomnieniem z pól bitwy pod Frydlandem, spisanym jeszcze po polsku i wydanym w polskojęzycznej edycji sławnego czasopisma weteranów wojennych „Russkij Inwalid”. Już jednak w pół roku później nabiera wiatru w żagle. Zaprzyjaźnia się z najlepszymi piórami swojego czasu, od sędziwego Nikołaj Karamzina po przyszłych dekabrystów, Aleksandra Bestużewa i Kondratija F. Rylejewa. Poznaje wydawców, tłumaczy, enterprenerów teatralnych – ruchliwy jak fryga. Można by sobie niemal wyobrazić wywieszkę „Bułharyn, literat” wśród pstrych szyldów ówczesnego Petersburga:

Napis: Tu mieszka Achmet, Chan Kirgisów,
Rządzący polskich spraw departamentem
Senator. — Napis: „Tu monsieur Żoko
Lekcyje daje paryskim akcentem,
Jest kuchtą dworskim, wódczanym poborcą,
Basem w orkiestrze, przy tym szkół dozorcą.
(...) Napis: „Tu stroje damskie” — dalej: „Nuty”;
Tam robią: „Dzieciom zabawki” — tam: „Knuty”.


Nie trzeba sobie zresztą wyobrażać: w roku 1822 zaczyna ukazywać się, pod jego redakcją i zarządem, „Siewiernyj Archiw” (Archiwum Północne), poważny dwutygodnik poświęcony „nowościom z zakresu historii, statystyki, podróży, prawoznawstwa i obyczajów”. A od roku 1825 na petersburskich szyldach brzęczy największe i najpopularniejsze czasopismo rosyjskie pierwszej połowy XIX wieku – „SIewiernaja Pczeła”.

Brzęk informacji

Czegóż tam nie ma! Wiadomości ze świata, z Europy i z Rossyi. Plotki dworskie (budujące) i informacje o przybyszach, relacje z wystaw i premier teatralnych, doniesienia o połykaczach ognia i felietony, wiersze i drobiazgi prozą. Nakład – imponujący jak na owe czasy, 10 tysięcy egzemplarzy – i rozchodził się w całości! Treści mnóstwo, ale i częstotliwość wydań imponująca: z początku ukazująca się trzy razy w tygodniu, od 1831 roku „Pszczoła Północy” ukazywała się jako dziennik.

Bułharyn przez kilkanaście kolejnych lat był jej wydawcą, redaktorem – niemal do ostatnich lat życia. A przecież udzielał się równocześnie na łamach „Archiwum Północnego”, w roku 1825 założył pierwsze poświęcone teatrowi pismo „Rosyjska Talia”, z jedną z Muz w tytule, w 1823 – „Notatki Literackie”, od 1826 – dodatek do „Pszczoły” przeznaczony dla dzieci, a w latach 1841-1845 – solidny miesięcznik „Ekonom”, poświęcony gospodarce na roli, ze szczególnym uwzględnieniem hodowli koni i hippiki.
„Иван Выжигин” Faddieja Bułgarina, 1829. Fot. Domena publiczna, Wikimedia
I to tylko niewielka cząstka jego zatrudnienia, bo przecież równolegle pisywał fraszki, opowiadania, humoreski, wiersze, epigramy, nowele, wspomnienia, zapiski podróżne i powieści. Jego najpopularniejsza (i najczęściej wznawiana) powieść przygodowa nosi nienajfortunniejszy może dla polskiego ucha tytuł „Iwan Wyżygin”. W pierwszych wydaniach ma jeszcze podtytuł „Przypadki rosyjskiego Gila Blasa” – i rzeczywiście, jest to romans łotrzykowski pisany na wzór XVIII-wiecznej powieści Lesage’a (w przekładzie polskim Juliana Rogozińskiego znana jako „Przypadki Idziego Blasa”). Porwania, włamania, nieszczęśliwe miłości, letargi i cudowne uzdrowienia mnożą się tam dziesiątkami, zaś „tajemniczych nieznajomych”, którzy zmieniają bieg akcji, jest z pewnością więcej, niż podobałoby się III Oddziałowi.

Arabska lingua franca

Największe dziś wrażenie robi chyba jego debiutancka powieść „Możliwe, choć niebyłe przypadki, czyli podróże po świecie w wieku XXIX”. Mniejsza już z tym, że w tamtym czasie koncept „podróży w czasie” nie był jeszcze szeroko znany w literaturze – ale ta wyobraźnia! OK, „aerostaty” unoszące się w powietrzu to pradawne marzenie, samobieżne pojazdy można sobie wyobrazić patrząc na powozy, w których zabrakło pijanego woźnicy, a żeliwne mosty zaczynano już w tym czasie wznosić. Spadochrony, broń szybkostrzelna, nawet łodzie podwodne – no dobrze, istniały takie marzenia. Wizja „przebiegunowienia Ziemi” (śnieg na Saharze, zamieszkała Arktyka) też nie wymaga wiedzy geofizycznej – to dosyć mechaniczny koncept. Ale już przekonanie, że językiem elity stanie się arabski, stawia Bułharyna w rzędzie wizjonerów tuż obok Houellebecqa…

Skoro tak jednak, skąd tyle złych języków wokół Bułharyna? Czemu polskie źródła, zwykle tak skwapliwie wymieniające Polaków odnoszących sukces w świecie, szczególnie podczas zaborów, o Bułharynie piszą jakby półgębkiem? (Od czasu postnej notki w przedwojennym zeszycie Polskiego Słownika Biograficznego i kilku akapitów u niezrównanego Jana Kucharzewskiego nie powstała o nim żadna porządna monografia). I czemu jest najpopularniejszym bohaterem rosyjskich epigramów, rozrywki ówczesnych elit bardziej nawet morderczej od otagowania na twitterze?

Od kurtyzany do celebrytki. 200 lat temu zmarła królowa balu na polskim Titanicu

Legenda pięknej Greczynki jest nadal żywa. Na Ukrainie.

zobacz więcej
Tych epigramów naprawdę starczyłoby na antologię. Pisał o Bułharynie Aleksander Puszkin, pisał Michaił Lermontow i Nikołaj Niekrasow. Najostrzejsze są anonimowe, choć kilka z nich przypisywanych jest Puszkinowi – i niebezzasadnie, tak są świetne. Epigramy szalenie trudno przekładać, ze względu na ich zwięzłość i idiomatyczność, a przypisy zabijają urodę oryginału. W większości są nie gorsze niż to, co Mickiewicz pisał o Janie Czyńskim („Pół jest żydem, pół Polakiem / pół cywilnym, pół żołdakiem / pół jakobinem, pół żakiem / lecz za to całym łajdakiem”).

Komentarz poety do rozpuszczanych przez Tadeuszka plotek, jakoby pradziadka Puszkina, sławnego Abisyńczyka Hannibala, Piotr I nabył za beczkę rumu, można przełożyć od biedy jako:

Mówisz, że za beczkę rumu?
Rzeczywiście, jak za grosze.
Ty, bezpiecznie pisząc w domu,
Sprzedajesz swe pióro drożej…

Urodę puszkinowskiej frazy znacznie lepiej oddaje jednak oktostych, który można przytoczyć i w oryginale, na tyle jest zrozumiały:

Nie bieda, szto ty Poljak:
Kostiuszko Ljach, Mickiewicz Ljach!
Pożałuj, bud’ siebie Tatarin –
i tu nie wiżu ja styda.
Bud’ Żid – i eto nie bieda.
Bieda, szto ty Vidocq-Bułharin…

Świetne Vido(c)qi na karierę

Bo cała bieda w tym, że drogi Tadeusz bardzo, ale to bardzo potrzebował zaistnieć.

Że wziął się za publicystykę i działalność wydawniczą – to jeszcze nie bieda. I nawet nie to, że wykukał sobie dla „Pszczoły Północy” monopol na zamieszczanie wiadomości z zagranicy (potencjalnie burzących umysły i nieprawomyślnych), a następnie – na publikowanie pierwszych relacji z premier teatralnych i pierwszych recenzji z książek (jak z takim konkurować?).

I to, że miewał niekontrolowane wybuchy gniewu – i to w temperamentnym wieku XIX by jakoś uchodziło. I to, że krytykował bez umiaru wszystkie co bardziej niezależne pióra biednej, mikołajowskiej Rosji – mój Boże, może takie miał po prostu poglądy? I to, że na łamach „Pszczoły” ochoczo recenzował nowo otwierane w Petersburgu traktiernie, zakłady krawieckie i cukiernie, jeśli tylko mógł liczyć na wynagrodzenie od właściciela – w końcu świat reklamy i reportażu nie był wówczas oddzielony tak żelazną kurtyną, jak dziś. I że jego powieści są pisane na jedno kopyto – gusta się zmieniają.

Bieda dopiero w tym, że niepewny swego losu, z zasmarowaną kartą służby, hołysz i inorodiec Bułharyn uznał, że nie da sobie rady bez protekcji. I wystąpił o protekcję najwyższą, albo prawie najwyższą – o łaskę współpracy ze wspomnianym już III Oddziałem Kancelarii Jego Cesarskiej Mości. Stąd monsieur Eugène-François Vidocq, sławny kryminalista, donosiciel i szef tajnej policji epoki napoleońskiej jako pierwsze skojarzenie Puszkina…
Karykatura Bułharyna. Fot. By Неизвестный художник. Из альбома А.Е.Измайлова «Памятник дружбы». - http://www.nasledie-rus.ru/podshivka/pics/6110-pictures.php?picture=611007, Domena publiczna, Wikimedia
To dzięki łasce Aleksandra von Benckendorffa uzyskał przywileje dla „Pszczoły Północy”. To z jego poduszczenia cierpko pisał o Puszkinie. Ale przede wszystkim – to na jego zlecenie sporządzał, niczym najsławniejsi TW w świecie literatury PRL, w rodzaju Kazimierza Koźniewskiego, wyczerpujące raporty o życiu literackim współczesnego mu Petersburga i szczegółowe analizy twórczości młodszych kolegów pod kątem ich nieprawomyślności.

Uprzejmie donoszę

Jego zapałowi nie było końca. Uprzejmie donosił, że Puszkin „rzuca wyzwanie wierze w ład Niebios i porządek Tronu”. Żądał powołania specjalnej komisji śledczej, przed którą złożyłby zeznania w sprawie quasi-masońskiej loży martynistów. Wskazywał jako ośrodki nieprawomyślności wszelkie konkurencyjne tytuły – od turgnieniewowskich „Otiecziestwiennych Zapisków” po dwumiesięcznik moskiewski poświęcony hippice.

W mikołajowskiej Rosji nie sposób było napisać o tym otwarcie. Nie sposób było nawet Bułharyna spoliczkować, większość zresztą zapewne była zdania, że nie posiada on zdolności honorowej. Część opowiadanych o nim historii – jak ta, że osobiście doniósł policji na młodego literata Oresta Somowa, związanego z dekabrystami, który po upadku ich zrywu schronił się u niego w mieszkaniu – są pewnie równie nieprawdopodobne, co przygody młodego Iwana Wyżygina. Ale prawdziwych intryg, donosów i aktów lizusostwa było dość, żeby stał się ulubionym bohaterem karykatur i wierszyków, wpisywanych – dla bezpieczeństwa – tylko do albumów zaufanych dam.

I kiedy zastanawiamy się nad wizerunkiem Polaków w rosyjskiej wyobraźni połowy XIX wieku, choćby nad złośliwościami Fiodora Dostojewskiego (który nota bene też znał Bułharyna i też doświadczył jego cierpkich recenzji) pod adresem polskich szlachciców – warto wziąć pod uwagę i dorobek tego prawnuka Skenderbega. Z czego płynie, oczywiście, bardziej ponadczasowy morał: zaangażowanie w sprawy publiczne u pisarza ważna rzecz – ale nie należy z nim przesadzać.

– Wojciech Stanisławski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Jan Tadeusz Krzysztof Bułharyn, także Faddiej Wieniediktowicz Bułgarin, ros. Фаддей Венедиктович Булгарин. Fot. И.Фридерик - Полное собрание сочинений Булгарина, том 3, Domena publiczna, Wikimedia
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Nie taki złoty chłopiec
Sto lat temu brytyjski archeolog odkrył grobowiec Tutanchamona.
Historia Poprzednie wydanie
Od kurtyzany do celebrytki. Przez łóżko do towarzyskiej kariery
Legenda pięknej Greczynki jest nadal żywa. Na Ukrainie.
Historia wydanie 11.11.2022 – 18.11.2022
Życie publiczne i towarzyskie emigracyjnych prezydentów i...
Garden party u Andersów, bale karnawałowe i msze święte w Kensington.
Historia wydanie 11.11.2022 – 18.11.2022
Ciszewski i Hopfer. Sportowe biografie paralelne
Obaj odeszli 40 lat temu. Czy coś ich łączyło?
Historia wydanie 11.11.2022 – 18.11.2022
Jak się podnieść z kolan, wyrwać z tradycji klęski
Ile trzeba zrobić, żeby zostać Piłsudskim?