Felietony

Wizerunek Jana Pawła II w grudach błota i szlamu

Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie? Coś ty rodakom uczynił, Wojtyło? Taka parafraza gorzkiego norwidowego wołania aż się prosi teraz, kiedy Jan Paweł II, jeden z największych Polaków w dziejach, stał się obiektem pomówień i zniesławień, drwin i ordynarnych memów, kiedy się go oczernia i urządza z niego pośmiewisko.

Wierzyć się nie chce, że sprawy mogły pójść tak daleko. Ale dlaczego milczymy, dlaczego nie stajemy do obrony dobrego imienia tego, którego tak niedawno niemal wszyscy mieli na sztandarach? Czy rzeczywiście mamy – zwłaszcza my starsi – taką krótką pamięć, żeby nie pamiętać, jak to było?

Czy musi nam o tym przypominać Amerykanin George Weigel, najwybitniejszy biograf Jana Pawła II, który nie miał nigdy żadnych wątpliwości – i nie ma ich nadal – że „dziewięć tryumfalnych dni Jana Pawła II w 1979 roku było początkiem końca jałtańskiego systemu imperialistycznego, nie tylko w Polsce, lecz w całym imperium Stalina. W Warszawie, Gnieźnie, Opolu, Częstochowie, Mogile i Krakowie Jan Paweł II rozpoczął proces, w wyniku którego system komunistyczny został w końcu zdemontowany od środka. Sprawiły to jego trzydzieści dwa kazania, w których nawoływał nie do powstania, lecz do ostatecznej rewolucji: rewolucji ducha, w której sumienie sprzeciwiło się lękowi i przyzwoleniu, dzięki któremu »władza« trzymała »społeczeństwo« w żelaznym uścisku” (za George Weigel „Ostateczna rewolucja. Kościół sprzeciwu a upadek komunizmu”, przekład Wojciech Buchner, Poznań 1995).

Przytaczałam ten akapit wiele razy w felietonach radiowych i solidarnościowych, na łamach katolickich, ale także na tych łamach, cytowałam na zajęciach ze studentami dziennikarstwa, rozbierałam na czynniki pierwsze. Nigdy ta prosta, głęboka i jednoznaczna diagnoza amerykańskiego historyka nie przestała mnie zachwycać i inspirować.

Wydawałoby się, że kto wtedy żył, kto był na jednym z tych placów – jak ówczesny plac Zwycięstwa w Warszawie, Błonia krakowskie czy gnieźnieńskie – ten nie zapomni tamtego oddechu historii, który poczuliśmy na twarzy. A to był dopiero początek. Wszystkie kolejne pielgrzymki „naszego” papieża do Polski – kiedy mówił do nas, ale i za nas – prowadziły nas do wolności i tej wolności uczyły.

Także jedna z ostatnich, kiedy był gościem posłów i senatorów, kiedy w wolnym Sejmie przypomniał jeszcze raz swoją naukę. Pisałam kiedyś, że po to właśnie przybył do Sejmu – żeby wyraźnie powiedzieć, iż „dzisiaj już wiemy, jak głęboko sięgnęło działanie Bożej mocy”. Spotkanie w Sejmie nie było kurtuazyjną wizytą. To była jeszcze jedna lekcja, której nasz papież udzielił swojemu narodowi z nadzieją, że będzie zrozumiana i podjęta. Że jej nie zmarnujemy. Że dokończymy rewolucji ducha.
11 czerwca 1999 roku po raz pierwszy w historii papież spotkał się z parlamentem narodowym. Jan Paweł II przemawiał do połączonych izb polskiego Sejmu. Fot. PAP/LESZEK WRÓBLEWSKI
To wtedy powiedział, że „demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub ukryty totalitaryzm”. Wtedy ostrzegał nas przed utratą narodowej pamięci. Powiedział wprost, że „to spotkanie w parlamencie byłoby niemożliwe bez zdecydowanego sprzeciwu polskich robotników na Wybrzeżu w pamiętnym Sierpniu 1980. Nie byłoby możliwe bez Solidarności, która wybrała drogę pokojowej walki o prawa człowieka i całego narodu”. Przypomniał, że „postawa miłości, braterstwa i solidarności, a więc wartości, które zadecydowały o zwycięstwie” jest możliwa w życiu publicznym, skoro wtedy dziesięć milionów ludzi kierowało się takim właśnie wspólnym spojrzeniem. To było ostrzeżenie: „o tych wydarzeniach nie wolno nam zapomnieć”!

Nie będę się teraz zastanawiać, czy odrobiliśmy tamtą lekcję, bo sprawy poszły znacznie dalej i niekoniecznie w tym kierunku. Ale przypomniałam choć minimalnie tamte wydarzenia, żeby pokazać, ile mamy do zawdzięczenia Janowi Pawłowi II. Jako naród, jako społeczeństwo, jako wspólnota, której państwo – Rzeczpospolita Polska – odzyskało niepodległość i suwerenność. Nie chodzi o katolików, ale o obywateli RP, o Polaków. Czy ta wdzięczność do niczego nas nie zobowiązuje? Nie wzywa? Naszego państwa też nie, kiedy jest obrzucany błotem jeden z jej najznamienitszych w dziejach obywateli?
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Gdzie są dzisiaj ci wszyscy ludzie, którzy tak pilnie fotografowali się z papieżem? Wieszali w swoich gabinetach te fotografie, stawiali na biurkach? Na wyprzódki latali do Rzymu na spotkania z Janem Pawłem II, takie czy inne, solidarnościowe, europejskie, ze świata kultury i nauki. Gdzie dzisiaj jesteście, panie i panowie? Coś się zmieniło w waszym myśleniu? Nie stać was na proste świadectwo, że Jan Paweł II był waszym autorytetem – i nim pozostał? Nie będę wyliczać po imieniu, kto i gdzie się ustawiał, żeby ucałować dłoń papieża – koniecznie zróbcie mi zdjęcie, wołając – ale przecież dziennikarz z długoletnim stażem ma w głowie te wszystkie sceny, te umizgi o miejsce w pierwszym rzędzie – „stałem tuż obok” – te samozachwyty. Gdzie teraz stoicie, panie i panowie nie tylko posłowie, oczywiście, ale też redaktorzy i redaktorki, także ze środowisk określających się jako katolickie, artyści, artystki i profesorowie, itd., szereg jest długi, oj dłuugi. Na co czekacie? Aż jego postać i jego dzieło zostaną całkowicie zakryte tymi pacynami szlamu i grudami błota, których mu nie żałują twórcy kampanii nienawiści i ich naśladowcy, często bezmyślni lub koniunkturalni. Dzisiaj zakładają koszulki już nie z napisem „nie płakałem po JP II”, ale z obelżywym pomówieniem JP II o pedofilię.

Benedykt XVI pod pręgierzem. Szaleńcza kampania oczerniania

Wciąż podnoszone są zarzuty wobec papieża emeryta – trwają spory o słowa i daty sprzed czterdziestu lat.

zobacz więcej
A przecież nie ma żadnego kłopotu – także na naszych łamach jest niemało artykułów na ten temat – żeby prześledzić konsekwentną pracę Jana Pawła II i jego głównego wtedy doradcy kard. Josepha Ratzingera, którzy usiłowali sprostać – już od lat 90. XX wieku – odkrywanym bardzo powoli kartom z ciemnej przeszłości Kościoła.

Zaczęłam od tych dzieł Jana Pawła II, które są – powinny być – przedmiotem dumy i wdzięczności wszystkich Polaków, niezależnie od wyznania czy jego braku. Ale Jan Paweł II był następcą Świętego Piotra, był głową Kościoła katolickiego, był duchowym przywódcą katolików. Także w Polsce! Zatem jako wspólnota ludzi wiary nie powinniśmy chyba mieć wątpliwości, jak się zachować. To cała rzesza zwyczajnych ludzi, którzy co niedzielę – a często i w dzień powszedni – uczestniczą we mszy, w sakramentach, którzy wierzą Bogu.

Ale czekają na głos swoich księży. Na słowo zachęty, wsparcia do aktywnej postawy w dziele obrony i Jana Pawła II, i Kościoła. Na wezwanie do odwagi, bo – nie czarujmy się, pisałam o tym niedawno – potrzeba dzisiaj odwagi, aby przeciwstawić się – i to mądrze – mediom społecznościowym, ale i tradycyjnym, a przede wszystkim opinii kolegów w pracy, na uczelni, w klubie i na siłowni, także koleżankom na spacerze z dziećmi. Każdy ma przecież telefon i nie potrzebuje wielkich umiejętności, aby powiedzieć „nie” i pokazać swoją opinię o Janie Pawle II. Ale może potrzebuje prostego wezwania, aby się nie bać. Że to nie jest takie proste? Nic nie jest „takie proste”.

Nie zaczęłam jednak tego felietonu od duchownych, którzy w tej sprawie głównie milczą – także duchowni w mediach. Usłyszałam niedawno na dziennikarskim spotkaniu postulat, aby to właśnie księża – a zwłaszcza biskupi, których wielu jeszcze Jan Paweł II wyznaczył – wystąpili z mocnym głosem w jego obronie, że na to czekają wierni, którzy nie rozumieją tego milczenia. Czy rzeczywiście biskupi potrzebują całych tygodni na to, aby opracować wspólny dokument? Jak długo tym razem mamy czekać? W sprawie ogłoszenia Jana Pawła II patronem Polski – za zgodą Stolicy Apostolskiej, ale na wniosek prezydenta RP, Sejmu Senatu i Episkopatu – biskupi nigdy nie doszli do consensusu. Czego się obawiali? Co uważali za niestosowne?
Pamiętam, że w sprawie wystąpienia z wnioskiem o ogłoszenie Jana Pawła II patronem Polski – za zgodą Stolicy Apostolskiej – biskupi nigdy nie doszli do consensusu. Czego się obawiali? Co uważali za niestosowne? Także teraz po raz kolejny wierni zaczęli uważać, że zostali zostawieni sami sobie, a szkalowanie Jana Pawła II biskupów nie obchodzi.

I nagle 18 listopada, niespodziewanie – w piątek o szóstej rano – wydali oni „Stanowisko Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski wobec działań Jana Pawła II odnoszących się do przestępstw seksualnych wobec małoletnich”. Omawia ono dość szczegółowo, choć w lapidarnym skrócie, konkretne procedury uruchamiane przez Jana Pawła II – nie odnosi się jednak w żadnym razie do wskazania „hamulcowych”, którzy skutecznie blokowali te procedury, także w Polsce, o czym świadczy do dziś niewyjaśniona sprawa arcybiskupa Juliusza Paetza.

Wciąż nie wiadomo, kto go osłaniał. Kto nie przekazywał informacji Janowi Pawłowi II i do tego stopnia blokował sprawę, że tylko dzięki bezpośredniej interwencji doktor Wandy Półtawskiej hierarcha został odwołany – zasłona milczenia jest szczelna niczym przeciwogniowa kurtyna w teatrze. I kto potem, w Polsce troszczył się o to, by zdymisjonowany abp Paetz nie czuł dyskomfortu, aby był zapraszany i honorowany, „jeden z nas” po prostu. A przecież to było działanie całkowicie wbrew decyzjom Jana Pawła II, to było jak policzek! I w dodatku z rodzinnego kręgu.

Ale całe szczęście, że w ogóle pojawiło się takie „Stanowisko”, a w nim zdanie, że „Jan Paweł II był papieżem, który zgodnie z nabywaną wiedzą podjął zdecydowaną walkę z przypadkami wykorzystywania seksualnego dzieci i małoletnich przez niektórych duchownych oraz wprowadził obowiązujące w całym Kościele normy rozliczania tego typu przestępstw, podkreślając, że w »stanie kapłańskim i życiu zakonnym nie ma miejsca dla tych, którzy krzywdziliby młodych«. Rozpoczął jakże ważny i kontynuowany do dziś proces oczyszczenia Kościoła w tej sferze”. Biskupi piszą też, że „usiłując dzisiaj zrozumieć ówczesną sytuację, trzeba też uwzględnić dominującą wtedy także w Kościele mentalność dyskrecji. Jeśli więc nawet podejmowano jakieś działania, to jednocześnie panował lęk i opór przed ich transparentnym komunikowaniem”.

Wiemy, że w Polsce wreszcie ten proces zaczął się toczyć, a z jakimi oporami – to widać, bo wciąż panuje chyba owa „mentalność dyskrecji”. I widać – jednak – po braku indywidualnych, odważnych reakcji na pomówienia pod adresem JP II.
Wrzesień 2022 roku. Na warszawskim Ursynowie zniszczony został głaz upamiętniający Jana Pawła II, patrona parku. Fot. PAP/Albert Zawada
Wrócę do metafory o pacynach szlamu i grudach błota, którymi twórcy kampanii nienawiści pokrywają wizerunek naszego papieża. Czy nie po to, aby zniknął ten wyjątkowy człowiek, Jan Paweł II, który nas wyrwał z czeluści beznadziei, bierności, cynizmu i oportunizmu komunistycznej rzeczywistości i poprowadził ku wolności?

Ale jeśli zniknie jego wizerunek Bożego Człowieka i jego dzieło, jego wezwanie o Ducha, który odnowi tę ziemię, to zniknie także i nasz zryw, zniknie tamta niesłychana solidarność dziesięciu milionów, której dziedzicami jesteśmy, zniknie nasz udział w wywalczonej wolności. Na to, co wtedy zostanie, nie możemy się nigdy zgodzić, na kolejne unicestwianie naszej historii. Nie mamy wyjścia. Musimy stawać w obronie Jana Pawła II tak jak potrafimy, i z takim orężem, jaki mamy. Potrzebne jest naprawdę pospolite ruszenie.

A na zakończenie taka ciekawostka z serwisu KAI: w ramach obchodów 40. rocznicy pierwszej podróży apostolskiej Jana Pawła II do Hiszpanii w katedrze Almudena w Madrycie została otwarta kaplica poświęcona polskiemu papieżowi. Kard. Carlos Osoro przypomniał, że Jan Paweł II był człowiekiem, który umiłował wszystkich ludzi bez względu na konsekwencje, bronił ich, bronił godności ludzkiej istoty. – To człowiek, który wyszedł z waszej ziemi, drodzy bracia Polacy. Stał się prorokiem w świecie i nauczył nas, jak kochać według miary Bożej miłości... Jan Paweł II wszędzie starał się pokazać i podarować Bożą miłość – powiedział hiszpański kardynał.

Coś ty Atenom zrobił Sokratesie?

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Uczestniczki marszów organizowanych przez Strajk Kobiet jesienią 2020 roku zdewastowały pomnik Jana Pawła II na Ostrowie Tumskim w Poznaniu. Fot. Agencja FORUM/Tomasz Kluczyński / Forum
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Kult futbolistów. Polska drużyna pojechała do Kataru jak na wojnę
Petrodolary czynią cuda.
Felietony Najnowsze wydanie
FIFA, Infantino i eksport obyczajowej rewolucji
Czy kobiecy mundial odbędzie się w komunistycznej Korei?
Felietony Najnowsze wydanie
Ocieplenie
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Teraz to my będziemy zapalać świece na ukraińskich stołach
Na kogo mogą liczyć Ukraińcy? Na czyje wsparcie?
Felietony Najnowsze wydanie
Reparacje słuszne i niesłuszne
Na czym polega wymierzanie sprawiedliwości klimatycznej?