Felietony

Niewinność Niemców. Jak kamuflują dziś swój nacjonalizm

Czy Polska tak naprawdę nie zasłużyła na przynależność do UE i cywilizacji Zachodu, a ten ekskluzywny europejski klub przyjął ją do swojego grona z racji na wyrządzone jej przez III Rzeszę krzywdy?

Nie wszyscy Polacy są za tym, żeby państwo niemieckie zapłaciło Polsce pieniądze z reparacji. Można tu wymienić choćby pisarza Stefana Chwina, który udzielił wywiadu na ten temat „Przeglądowi”.

W rozmowie z Robertem Walenciakiem w tym tygodniku (skądinąd to medium postkomunistyczne, które nieraz otwierało swoje łamy dla opinii prorosyjskich i antyukraińskich) powiedział on, że choć jego rodzina poniosła podczas Powstania Warszawskiego straszliwe straty, to nie uważa za stosowne domagać się od Niemców odszkodowań. Przy czym pomińmy tu kontrowersje dotyczące tego, na ile oczekiwania polskie w tej kwestii są realne. Sedno argumentów Chwina tkwi w czym innym.

Jego zdaniem, Niemcy się zmienili. Nie mają nic wspólnego ze swoimi brunatnymi przodkami. I choć prawnie są spadkobiercami III Rzeczy („ta zasada została przyjęta z powodów pragmatyczno-polityczno-ekonomicznych”), to ów czynnik przestał mieć znaczenie.

Obecnie bowiem większość Niemców stanowią ludzie urodzeni po drugiej wojnie światowej. Przykładem, który wskazuje Chwin, jest polonistka tłumacząca jego książki na niemiecki. Do tego dochodzi sama struktura społeczeństwa niemieckiego. Jest ona wielonarodowościowa, czego dowodzi zwłaszcza spora mniejszość turecko-muzułmańska.

Czytając wywiad z Chwinem nasuwa się wniosek, że z powodu traumatycznych doświadczeń, jakie przeszła rodzina pisarza, jego stanowisko w sprawie reparacji nabiera wiarygodności. Oto człowiek, który ma powody żywić wobec Niemców głębokie urazy i oczekiwać od nich jakiegoś zadośćuczynienia. A tymczasem przyjmuje on zgoła odmienną postawę.

Swoją drogą tok rozumowania Chwina koresponduje z tym, co jakiś czas temu na łamach „Gazety Wyborczej” napisał Paweł Wroński. Ów publicysta snuł rozważania nad tym, czy „zadośćuczynieniem dla Polaków nie jest członkostwo w Unii Europejskiej i cywilizacji Zachodu”. A przecież – jak możemy się domyślać – akcesja ta dokonała się dzięki państwu niemieckiemu – dodajmy: krystalicznie demokratycznemu i praworządnemu – będącemu wzorem rozliczenia się z własną wstydliwą i haniebną przeszłością.
Uroczystość wręczenia Nagrody Miast Partnerskich Torunia i Getyngi im. S.B.Lindego w 2015 roku. Na zdjęciu laureat Stefan Chwin (z lewej) oraz prezydent Torunia Michał Zaleski (drugim z lewej) i nadburmistrz Getyngi Rolf-Georg Köhler (z prawej). Fot. PAP/Tytus Żmijewski
Czyżby jednak Wroński żywił przekonanie, że Polska tak naprawdę nie zasłużyła na przynależność do UE i cywilizacji Zachodu, a ten ekskluzywny europejski klub przyjął ją do swojego grona z racji na wyrządzone jej przez III Rzeszę krzywdy? Czy uważa on, że w ten sposób Niemcy wspaniałomyślnie uregulowali zaległe rachunki i Polacy powinni być im za to tylko wdzięczni? Tak można bowiem interpretować jego słowa. Jeśli o to by mu chodziło, to takie w istocie naiwnie lokajskie nastawienie do sąsiadów zza Odry byłoby dla niego po prostu kompromitujące.

Państwo niemieckie poparło wejście Polski do Unii nie z poczucia winy za okres 1939-1945 czy z altruizmu. Podjęło ono taką decyzję dla własnych zysków. Polska – choćby jako duży rynek – jest mu po prostu w UE potrzebna, żeby ciągnąć z tego dla siebie korzyści.

A o motywach przyświecających politykom niemieckim, jeśli chodzi o integrację Starego Kontynentu, świadczy to, jak przy negocjowaniu traktatów europejskich w XXI wieku walczyli oni o przywileje ekonomiczne dla landów dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Państw bloku wschodniego (w tym Polski) w tej batalii nie uwzględnili. A przecież zostały one zdewastowane gospodarczo przez realny socjalizm tak jak NRD.

Tymczasem środowisko, które reprezentują Chwin i Wroński, roztacza przed Polakami jakąś wyidealizowaną wizję Niemiec. Żeby się zaś o tym przekonać, warto choćby sięgnąć po wydaną w roku bieżącym przez Instytut Pileckiego książkę Samuela Salzborna „Zbiorowa niewinność. Wypieranie Szoah z niemieckiej pamięci”. Już sam tytuł tej pozycji mówi dużo. ODWIEDŹ I POLUB NAS Autor jest niemieckim politologiem. W 2020 roku objął w landzie Berlin funkcję pełnomocnika do spraw zwalczania antysemityzmu.

Salzborn opierając się na rozmaitych danych stawia tezę o tym, że pokutowanie przez Niemców za zbrodnie III Rzeszy to wyłącznie pozory. Bolesnym przepracowywaniem brunatnej przeszłości zajmowała się tylko garstka intelektualistów, którzy nie mieli posłuchu w społeczeństwie niemieckim. Natomiast w wymiarze masowym (choćby w popkulturze) odbywała się przede wszystkim autowiktymizacja polegająca na kreowaniu wizerunku Niemców jako narodu również poszkodowanego przez drugą wojnę światową. Dlatego w niemieckiej debacie publicznej eksponowano wątek tak zwanych wypędzonych.

Niemniej abstrahując od wywodów Salzborna, z jednym spostrzeżeniem Chwina trzeba się zgodzić. Ma on rację, gdy stwierdza, że „dzisiaj żywi Niemcy, którzy mieliby nam płacić, są absolutnym przeciwieństwem Niemców z epoki III Rzeszy”.

Dokument cudownie odnaleziony. Czy Polska naprawdę zrzekła się odszkodowań za wojnę?

Ni stąd, ni zowąd w 2004 roku urzędnicy Włodzimierza Cimoszewicza „znaleźli” dziwny protokół z dziwnego posiedzenia rządu w 1953 roku.

zobacz więcej
Oczywiście to bardzo dobrze, że współczesny naród niemiecki nie garnie się do wywoływania krwawych konfliktów i optuje za pokojowym rozwiązywaniem sporów. Tyle że to nie jawni szowiniści niemieccy, funkcjonujący poza głównym nurtem polityki nad Szprewą, są dla Polaków i – w ogóle dla Europy – zasadniczym kłopotem.

Problem stanowi wychwalane przez takie osoby, jak Chwin, „antyfaszystowskie” liberalne mieszczaństwo niemieckie. Jest ono przeświadczone o tym, że państwo niemieckie to „mocarstwo moralne” będące mistrzem europejskości. W tym się właśnie przejawia zakamuflowany niemiecki nacjonalizm, którego Chwin nie widzi lub widzieć nie chce.

Rzecz jasna, wraz z klęską III Rzeszy Adolf Hitler przestał być bohaterem Niemców. Ale do dziś z uznaniem odnoszą się oni do takich antypolskich polityków, jak Fryderyk II Wielki czy Otto von Bismarck. I nie koliduje to bynajmniej z tym, że przybierają pozy Europejczyków – ludzi nowoczesnych i postępowych, którzy brzydzą się jakimkolwiek barbarzyństwem. Jeśli zaś do tego dodamy wielonarodowościowy skład społeczeństwa niemieckiego, to jest i alibi wobec oskarżeń o nacjonalizm.

Tak właśnie się uprawia skuteczną politykę forsowania interesów narodowych. A paradygmat „antyfaszyzmu” bardzo się na tym polu przydaje. Szczególnie, gdy zakompleksieni Polacy, którzy są zapatrzeni w Niemców, zarzucają swoim rodakom ksenofobię.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Fot. STR/NurPhoto via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Kult futbolistów. Polska drużyna pojechała do Kataru jak na wojnę
Petrodolary czynią cuda.
Felietony Najnowsze wydanie
FIFA, Infantino i eksport obyczajowej rewolucji
Czy kobiecy mundial odbędzie się w komunistycznej Korei?
Felietony Najnowsze wydanie
Ocieplenie
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Teraz to my będziemy zapalać świece na ukraińskich stołach
Na kogo mogą liczyć Ukraińcy? Na czyje wsparcie?
Felietony Najnowsze wydanie
Reparacje słuszne i niesłuszne
Na czym polega wymierzanie sprawiedliwości klimatycznej?