Historia

Od kurtyzany do celebrytki. 200 lat temu zmarła królowa balu na polskim Titanicu

Dzięki wrodzonemu sprytowi i łatwowiernym mężczyznom piękna Greczynka zrobiła na salonach przedrozbiorowej Rzeczypospolitej wielką towarzyską karierę. Uwodziła, romansowała, czasem poślubiała generałów, szambelanów i arystokratów. Dziwnym trafem zwykle tych, którzy kolaborowali z Rosją przeciw Polsce.

Kariera Zofii, primo voto Witte, secundo voto Potockiej potwierdza, że uroda wsparta sprytem może być ekwiwalentem pieniędzy i dobrego pochodzenia, o wykształceniu nie wspominając. Piękna Greczynka, sprzedana polskiemu dyplomacie przez własną matkę, podbiła warszawskie, a potem europejskie salony. Udało się jej uniknąć losu podobnych sobie kobiet. Nie skończyła pod gilotyną jak hrabina du Barry. Nie stoczyła się jak lady Hamilton. Wiodła luksusowe życie aż do 24 listopada 1822 roku, gdy w Berlinie zabił ją rak narządów rodnych.

Ewa Stachniak, autorka powieści „Ogród Afrodyty” zlitowała się nad Zofią, pozwalając jej umrzeć bezboleśnie. Wymyśliła francuskiego lekarza, który zaaplikował konającej opium i laudanum. Ciąg dalszy wydaje się jeszcze bardziej fantastyczny, a jednak jest prawdziwy. Przepisy sanitarne obowiązujące w królestwie Prus uniemożliwiały natychmiastowe przetransportowanie zwłok na Ukrainę. Urzędnicy zwlekali z wydaniem zezwolenia, chociaż ciało zostało zabalsamowane.

Córki towarzyszące hrabinie w ostatnich dniach życia zdecydowały się więc na podstęp. Trupa ubrano, zrobiono mu makijaż, włożono do ręki wachlarz i umieszczono w karecie. Żołnierze pilnujący granicy dali się nabrać: uwierzyli, że najstarsza z pasażerek jest niedysponowana.

Kobieta sukcesu

Ladacznica, której udało się wdrapać na sam szczyt społecznej piramidy, to zjawisko nie tak znów rzadkie. Zofia żyła jednak w czasie szczególnym. W drugiej połowie XVIII wieku fundamenty dawnego ładu zmurszały. Upadła wiara w Kościół i w monarchie z Bożej łaski, wśród elit nasilało się przekonanie, że religia to przeżytek. Brak zasad w życiu prywatnym i polityce stał się nową zasadą. Silniejsze państwa pożerały słabsze.

Filozofów kusiły możliwości, jakie stwarza władza sprawowana w imieniu ludu. Libertyni, pozbywszy się resztek wstydu i obaw przed publicznym potępieniem, nieśli żagiew innej rewolucji - obyczajowej.

Związki „otwarte”, w których małżonkom przysługiwała całkowita seksualna swoboda, były w wyższych sferach normą. Zofię, zmuszoną od wczesnej młodości sprzedawać swe wdzięki, pod względem moralnym nic nie różniło od dam z arystokratycznymi tytułami. A jeśli już porównywać, była od nich mniej wyniosła i egotyczna. Nie miała opinii intrygantki. Wzbudzała sympatię uśmiechem i beztroską, graniczącą z naiwnością (zapewne udawaną). Kiepsko mówiła po polsku, lecz w kosmopolitycznym towarzystwie, w którym się obracała, była to przypadłość dość częsta.

Największym atutem Zofii była jej powierzchowność. Urodę Greczynki zauważali nie tylko zawodowi pochlebcy jak poeta Stanisław Trembecki.

Nawet król Prus Fryderyk Wielki, mizogin i złośliwiec, poznawszy ją, zdobył się na komplementy. W „Ogrodzie Afrodyty” Zofia nawet na łożu śmierci włada męskimi umysłami. Jest od wszystkich swoich partnerów mądrzejsza i mniej zakłamana. Oskarżenie bohaterki o rozwiązłość autorka zbija w bardzo prosty sposób: kapłanka bogini miłości bez miłości (także fizycznej) żyć nie może.

Z komentarzy czytelniczek wolno wnosić, że uznały powieściową Zofię za wcielenie kobiety sukcesu. Panowie zapewne byliby innego zdania, lecz oni rzadziej zaglądają do książek. Jak na ironię „piękna Bitynka” spotkała na swej drodze wielu intrygujących mężczyzn. Zamiast więc streszczać jej życiorys (opisany, ze wszystkimi pikantnymi szczegółami, przez Jerzego Łojka) przyjrzyjmy się bliżej absztyfikantom czarnookiej hrabiny.

Nagie zwłoki dyplomaty

Numer pierwszy: Karol de Boscamp-Lasopolski, z pochodzenia prawdopodobnie Holender. Postać typowa dla epoki.

Zaczynał jako agent pruski w Turcji, potem był totumfackim chana tatarskiego, a na koniec trafił pod skrzydła króla Stasia. Ten obdarzył utalentowanego przybłędę indygenatem, tytułem szambelana, orderem św. Stanisława, tudzież etatem w Radzie Nieustającej, określanej przez historyków mianem pierwszego polskiego rządu z prawdziwego zdarzenia. Boscampowi urzędnicza pensja nie wystarczała: parał się lichwą, handlem bursztynem i żywym towarem. Brał też pieniądze od Rosjan.
Nie wszyscy mężczyźni Zofii. Od lewej: Karol de Boscamp-Lasopolski (autor portretu nieznany) oraz Grigorij Potiomkim i Stanisław Szczęsny Potocki (oba obrazy pędzla Jana Chrzciciela Lampiego starszego). Fot. Wikimedia
Poniatowski lubił otaczał się takimi indywiduami, a szambelan poznawszy słabości chlebodawcy, wykorzystywał je bez skrupułów. Nie grzeszył też dyskrecją, za co powinniśmy być mu wdzięczni. Gdyby nie dzieło „Moje przelotne miłostki z młodą Bitynką. Opowieść prawdziwa, czyli malowniczy życiorys sławnej piękności grecko-azjatyckiej”, początki kariery Zofii pozostałyby otoczone mgłą tajemnicy. Boskamp napisał je w 1789 roku, rzecz jasna po francusku, by rozerwać króla-hedonistę, który zdążył już poznać tytułową bohaterkę (być może nawet cieleśnie).

Rękopis dotyczył wydarzeń sprzed lat dwunastu. Pan Lasopolski reprezentował wówczas interesy swej przybranej ojczyzny w Stambule.

Chciał żyć jak sułtan, więc nie odmówił, gdy miejscowa prostytutka zaoferowała mu cnotę swojej nieletniej córki. Ojciec Dudu (bo tak nazywano dziewczynę) handlował bydłem w Bursie, lecz zmarł wkrótce po przeprowadzce do stolicy. Dudu przypadła dyplomacie do gustu, choć nie omieszkał wytknąć jej zwiotczałych piersi, braku temperamentu oraz udawania dziewicy. Przyznawał zarazem, że Zofię „cechuje trafność sądu, bystrość i finezja, znacznie wyższa od przeciętnej”.

Boscamp stał się niechcący akuszerem kariery Dudu. Nauczył ją bowiem dobrych manier i języka francuskiego, zabierał na oficjalne przyjęcia tudzież podmiejskie wycieczki, nie bacząc, że wieści o 17-letniej utrzymance dotrą do żony i zwierzchników. Gdy misja dobiegła końca, poseł pożegnał się z Zofią, lecz zachował dobre wspomnienie, skoro po roku zapragnął sprowadzić ją do Polski. Przyjęła zaproszenie, lecz do Warszawy nie dotarła.

Na tym kończy się rola szambelana-poligloty w życiu „najpiękniejszej kobiety Europy”. Lasopolski dostawszy od króla Stasia wszystko co mógł, zintensyfikował współpracę z rosyjską ambasadą. Pomagał między innymi w werbowaniu Polaków, pragnących zarobić na upadku ojczyzny. „Zasługi” Boscampa-Lasopolskiego dla zalegalizowania drugiego rozbioru były publiczną tajemnicą, więc podczas insurekcji kościuszkowskiej warszawiacy powiesili go bez procesu. Nagie zwłoki autora politycznych memoriałów i pamfletów, wydawanych pod pseudonimem Agathomachos-Wyjaśnicki wywieziono za miasto i porzucono w polu.

Harem jednookiego księcia

Numer drugi: Józef de Witte, syn komendanta twierdzy w Kamieńcu Podolskim. Holender po mieczu, Polak po kądzieli. Hulaka i karierowicz.

Ujrzawszy śliczną Greczynkę, która zatrzymała się w twierdzy w drodze do stolicy, zapałał do niej gwałtownym uczuciem. Może dlatego, że sam ponoć nie grzeszył urodą. Dziewczyna, słusznie wątpiąc w stałość uczuć dotychczasowego „opiekuna”, zgodziła się pójść do ołtarza z nowym wielbicielem. Mało tego: zdołała oczarować zbulwersowanych mezaliansem teściów oraz wizytujących Kamieniec dostojników.

Warszawa skapitulowała przed panią de Witte od razu. Zachęceni tym sukcesem małżonkowie wyruszyli w podróż po Europie.

W Berlinie, Spa, Paryżu i Wiedniu objawiła się nowa Zofia: gwiazda salonów. Krążyły słuchy, że (za wiedzą i pełną aprobatą męża) nie skąpi swych wdzięków możnym tego świata. Major de Witte puszczał ohydne plotki koło uszu i bez skrupułów korzystał z towarzyskich triumfów żony.

Przedstawiał się jako hrabia, zanim faktycznie nim został. Po ojcu odziedziczył stopień generalski, tudzież stanowisko komendanta Kamieńca. Rosyjskie zakusy na ziemie nad morzem Czarnym sprawiły, że mógł swą funkcję zmonetyzować, świadcząc podwładnym carycy usługi wywiadowcze.

Tymczasem Zofia marzyła, by wyrwać się z twierdzy w szeroki świat. W towarzystwie innej damy o awanturniczych skłonnościach popłynęła z Chersonia do Stambułu. Wybuch kolejnej wojny rosyjsko-tureckiej otworzył przed panią de Witte nowe możliwości. W okolicy pojawił się bowiem kolejny mężczyzna.

Numer trzeci: książę Grigorij Potiomkin. Byli do siebie podobni. Syn ubogiego szlachcica spod Smoleńska, też zrobił karierę przez łóżko.

Siła kobiety wiejskiej

Wychowana w miłości do ojcowizny, która spoczywa na dnie zbiornika na Dunajcu.

zobacz więcej
Przerastał jednak innych faworytów Katarzyny. Tylko z nim caryca dzieliła się władzą. Uczyniła go najbogatszym Rosjaninem i pozwoliła wyznaczać swoich następnych kochanków. Potiomkin kupił szmat ziemi po zachodniej stronie Dniepru i śnił o koronie: Polski albo nowego państwa, które miało powstać na terenach wydartych sułtanowi.

Zofię często widywano w obozie pod Oczakowem, a potem w Jassach. Jednookiego księcia otaczał wianuszek ślicznych pań, które zwykł obsypywać drogimi prezentami. – Jesteś jedyną kobietą, która mnie zaskakuje – powiedział do generałowej, nie zważając na świadków.

Potiomkin wydawał się wszechmocny, więc o jego protekcję ubiegało się wielu Polaków: od Józefa de Witte i króla Stasia począwszy, a na przyszłych liderach Targowicy skończywszy. Coraz częściej zachowywał się jednak niczym człek niepoczytalny, co jak się zdaje, było skutkiem syfilisu. Zmarł w październiku 1791 roku, tuż przed zawarciem pokoju z Turcją i planowaną interwencją w Polsce. Świadkiem ostatnich chwil księcia była Aleksandra Branicka, jego ulubiona siostrzenica i być może kochanka.

Pogrążonej w żałobie Greczynce los oszczędził powrotu do nudnego Kamieńca, bo na horyzoncie znów pojawił się mężczyzna

Numer cztery: Stanisław Szczęsny Potocki, właściciel połowy Ukrainy.

Poznali się, gdy antyszambrował w Jassach, błagając Potiomkina o pomoc w obaleniu Konstytucji 3 maja. Caryca realizując polityczny testament faworyta, wezwała polskich malkontentów do Petersburga. Zofia nie była chętna tej awanturze i namawiała zalotnika do podróży w przeciwną stronę. Niestety, daremnie.

Afrodyzjaki zabiły zdrajcę narodu

Potocki był od 1774 żonaty z Józefiną z Mniszchów, która znacznie przewyższała go inteligencją i talentem do intryg. Notorycznie przyprawiała też hrabiemu rogi. Z jedenastki urodzonych przez nią dzieci, ponoć tylko troje zostało poczętych z udziałem małżonka.

Szczęsny mając w pamięci tragedię, jaką zakończył się jego poprzedni związek (Gertruda Komorowska padła ofiarą siepaczy, nasłanych przez teściów), bał się kolejnego skandalu. Zofia, młodsza od Józefiny o lat osiem, ładniejsza i bardziej prostolinijna, okręciła go sobie jednak wokół palca.

Z Józefem de Witte rozstała się w zgodzie, choć nie obyło się bez łapówki. Sąd we Lwowie uznał ich małżeństwo za nieważne, bo zawarte pod przymusem(!). Generał jako rosyjski poddany, odmówił uznania wyroku austriackiego sądu. Potocki musiał kochankę wykupić za pół miliona złotych (innych bonusów nie licząc).

Jego rozwód z Józefiną był jednak bardziej skomplikowany. Przewidując, co się święci, sprytna kobieta wraz z dziećmi schroniła się w Petersburgu, gdzie prowadziła bujne życie towarzyskie. Ufna w poparcie rosyjskich kochanków, liczyła, że caryca każe zamknąć Greczynkę w prawosławnym klasztorze. Po długich targach doszło do porozumienia: Potocka poddała się, otrzymując jako rekompensatę spory szmat ukraińskiej ziemi. Ale ledwo atrament na dokumentach rozwodowych zdążył obeschnąć, odeszła z tego świata. Jerzy Łojek podejrzewał, że Józefina popełniła samobójstwo.

Wiosną 1798 roku Zofia i Szczęsny wzięli w Tulczynie cichy (jak na możliwości finansowe oblubieńca) ślub w obrządku najpierw katolickim, a potem prawosławnym. Państwo polsko-litewskie leżało już w grobie, zaś na Potockim ciążyło odium zdrady. Gdyby chociaż wysługiwał się Rosjanom dla pieniędzy jak Boscamp czy Witte. Do Targowicy zaprowadziły go jednak pycha i nieuleczalna głupota. Teraz skompromitowanemu magnatowi pozostało tylko zaszyć się w ukraińskim mateczniku i zapewniać carycę, że czuje się Rosjaninem. Jego wspólnicy takich wyznań nie czynili.

O ironio, do dekadencji Szczęsnego bardziej niż rozgoryczeni rodacy, przyczyniła się jego nowa małżonka. Greczynka nie była mu wierna. Gdy Potocki coraz bardziej dziwaczał, a w końcu wpadł w manię prześladowczą, temperamentna Zofia wdała się w romans z własnym pasierbem. Śmierć dopadła targowiczanina krótko po 54. urodzinach. Sekcja zwłok wykazała, że od dawna nadużywał afrodyzjaków.
"Zofiówka", praca w konkursie fotograficznym „Wiki Lubi Zabytki”. Fot. Wikimedia/ Folkerman - Praca własna
Witte przeżył Potockiego. Odwiedzał swoją eks w Tulczynie i stale z nią korespondował. Na starość i on stał się bohaterem obyczajowego skandalu. Wziął bowiem za żonę 16-letnią Karoliną z Ostrogów. Karolina uciekła od niego, będąc w zaawansowanej ciąży „z przyczyny otaczających stół bękartów i nałożnic oskarżonego, z którymi nierząd w niewinnych oczach jej płodził i czeladzi chorobą weneryczną zarażonej”. Jak widać, tureckie wpływy na Kresach trwały dłużej niż zwierzchnictwo sułtana nad Krymem.

Dyskretny urok olbrzymek

„Piękna Bitynka” troszczyła się o pozostawioną nad Bosforem rodzinę. Starała się być dobrą matką, lecz dzieci razem z majątkiem odziedziczyły wady rodziców. Najgorszy okazał się najstarszy, Jan de Witte. Mówił po polsku i za Polaka chciał uchodzić, ale gorliwie służył carom. Dochrapał się generalskich epoletów, pełnił obowiązki gubernatora Noworosji, tudzież kuratora szkół odeskich.

Z tego tytułu zajmował się młodym Adamem Mickiewiczem. Płynąc na inspekcję na Krym, zabrał ze sobą poetę oraz Karolinę Sobańską, swoją kochankę i tajną współpracowniczkę. Adam nie oparł się pokusie, lecz plonem wyprawy okazały się „Sonety krymskie”, więc chyba było warto. Jesienią 1831 roku zdradziecka para pojawiła się w zdobytej przez carskie wojsko Warszawie. Witte stanął na czele trybunału sądzącego powstańców.

Gdy Mickiewicz przyjechał do Odessy, Zofia już od dwóch lat nie żyła, ale poznał jej córkę Olgę, która wyszła za generała Lwa Naryszkina. Stugębna plotka głosiła jednak, że prawdziwym ojcem ich dziecka jest książę Michaił Woroncow (żonaty z córką innego targowiczanina, Elżbietą Branicką). Po sąsiedzku mieszkał też brat Olgi, Aleksander, który później wspierał poetę finansowo na emigracji. Hrabia był człowiekiem uczynnym, ale jego dziwactwa szokowały współczesnych. Uganiał się po Europie w poszukiwaniu kobiet-olbrzymek, miał na ich tle prawdziwą obsesję.

Starsza siostra Olgi również wydała się za Rosjanina, lecz szybko się jej odwidziało. Zamieszkała w Paryżu, na każdym kroku demonstrując polski patriotyzm. Uzależniona od hazardu ekscentryczka bawiąc w Egipcie, uparła się, by u stóp piramid dosiąść wielbłąda i zagrać „Marsz pustyni” na pianinie umieszczonym na grzbiecie zwierzęcia. Życzeniu hrabiny Kisielew stało się zadość. Najspokojniejszy z rodzeństwa Bolesław zostawił po sobie dobrą pamięć jako fundator szkół w swych majątkach na Podolu.

Za czarną owcę rodziny uchodzi Mieczysław. Zofia twierdziła, że podczas podróży poślubnej, w karczmie niedaleko Wenecji padła ofiarą gwałtu i biologicznym ojciec Mieczysława jest zbój nazwiskiem Caracolli. Kłopot w tym, że ujawniła ów epizod dopiero po latach, gdy syn wypowiedział jej wojnę. Poszło rzecz jasna o pieniądze. Młody Potocki wyrzucił matkę i młodsze rodzeństwo z Tulczyna, przejmując lwią część ojcowizny.

Jego rządy były pasmem gwałtów i skandali, których skala zadziwiła nawet cara. Mikołaj I wtrącił magnata do więzienia, dobra przeszły pod zarząd państwowy. I chyba o to właśnie chodziło, gdyż nawet przejście na prawosławie nie pomogło Mieczysławowi. Mógł sobie jedynie gratulować przezorności, przed aresztowaniem zdołał bowiem przetransferować sporą część fortuny Potockich do paryskich banków. Po śmierci cara przekupił strażników i czmychnął za granicę. Resztę życia spędził w luksusie.

Póki starczy słońca

Kościół dominikanów w Tulczynie, w krypcie którego pochowano Szczęsnego, zmieniono w cerkiew, potem spotkał go los jeszcze gorszy. Zofia nie spoczęła przy mężu, lecz w Humaniu. Ceremonia pogrzebowa skończyła się dopiero w nocy, ponoć brało w niej udział 50 księży i tłumy ukraińskich chłopów. W połowie XIX wieku trumnę przeniesiono bliżej Dniepru, do Talnego, gdzie rezydowała Olga Naryszkin. W podziemiach świątyni, w czasach sowieckich przerobionej na piekarnię, próżno szukać szczątków „najpiękniejszej kobiety Europy”. Zachowała się tylko płyta nagrobna, która dziś zdobi dziedziniec zameczku myśliwskiego Szuwałowów.
ODWIEDŹ I POLUB NAS Próbę czasu najlepiej zniosła Zofiówka, 160-hektarowy park w malowniczym jarze rzeki Kamionki. Pomnik miłości Szczęsnego do greckiej żony miał rywalizować z Arkadią Radziwiłłów i Puławami Czartoryskich, więc magnat nie żałował grosza. Kosztem 15 milionów złotych powstał obiekt, który od razu stał się jednym z symboli Kresów. Marmury i rzeźby sprowadzone z Francji oraz Włoch, fontanny, sztuczne stawy i kanały, egzotyczne drzewa i krzewy opiewał słowem wiązanym Stanisław Trembecki, którego Potoccy przygarnęli po śmierci króla Stasia. W filozoficzny poemat zręcznie wplótł pochlebstwa dla nowych chlebodawców i carycy Katarzyny – głównej sprawczyni zagłady Rzeczpospolitej, tudzież aktualnie panującego jej wnuka.

Gdy ulubiony syn hrabiny, Aleksander, zaangażował się w powstanie listopadowe, rząd rosyjski skonfiskował dobra humańskie. Zofiówkę przechrzczono na Carycyn Sad, potem na park Trzeciej Międzynarodówki, ale jakimś cudem przetrwała i dziś jest przedmiotem dumy Ukraińców. Kto wie, może po wojnie odbudują pomniki Tadeusza Kościuszki i księcia Józefa Poniatowskiego, wzniesione w parku przez ostatniego z polskich właścicieli?

Początkowo hrabina namawiała męża, by Zofiówkę umiejscowić na Krymie. No cóż, odebrany Tatarom półwysep był oczkiem w głowie rosyjskich władz, w jego „cywilizowaniu” pomagało wielu cudzoziemców. Wiodące rody imperium wznosiły nad morzem Czarnym letnie rezydencje. Czemuż Potoccy mieliby zachować się inaczej, skoro oświecona Europa jawnie lub po cichu kibicowała poczynaniom Potiomkina i Katarzyny? Los Polski wzruszył dopiero następne, mniej kosmopolityczne pokolenie.

Elity, przymykające oczy na konduitę urodziwej Greczynki, miały słabość do filozofii, ale z moralnością były na bakier. Co inteligentniejsi jeszcze przed wybuchem francuskiej rewolucji zdali sobie sprawę, że bal dobiega końca. Gdy dawny ład się walił, pociechy dostarczył niezawodny wierszokleta Trembecki: „Biorąc miarę powrotów z wieczności obrazów/ Byliśmy, czym jesteśmy, miliony razów/ I póki potrwa ziemia, póki starczy słońca/ Żyć, gasnąć, odradzać się będziemy bez końca”.

– Wiesław Chełminiak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Zofia z domu Glavani (to nazwisko nosiła po ciotce, prawdziwe jest nieznane), primo voto Wittowa, secundo voto Potocka, znana także jako "piękna fanariotka" (fanariotami nazywano greckich arystokratów mieszkających w Fanarionie, dzielnicy Konstantynopola, po podbiciu ich kraju przez Turków w 1453 roku) Litografia: Gaetano Riccio z "Poliorama Pittoresco", 15 kwietnia 1843. Fot. Gettyimages/ De Agostini
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Nie taki złoty chłopiec
Sto lat temu brytyjski archeolog odkrył grobowiec Tutanchamona.
Historia Poprzednie wydanie
Swawolny Tadeuszek. Niełatwy bohater dialogu polsko-rosyjskiego
Jego nazwisko w Rosji było synonimem donosiciela, pyszałka i łajdaka.
Historia wydanie 11.11.2022 – 18.11.2022
Życie publiczne i towarzyskie emigracyjnych prezydentów i...
Garden party u Andersów, bale karnawałowe i msze święte w Kensington.
Historia wydanie 11.11.2022 – 18.11.2022
Ciszewski i Hopfer. Sportowe biografie paralelne
Obaj odeszli 40 lat temu. Czy coś ich łączyło?
Historia wydanie 11.11.2022 – 18.11.2022
Jak się podnieść z kolan, wyrwać z tradycji klęski
Ile trzeba zrobić, żeby zostać Piłsudskim?