Historia

Ciszewski i Hopfer. Sportowe biografie paralelne

Jan Ciszewski i Tomasz Hopfer, ikony Telewizji Polskiej. Odeszli 40 lat temu. Przedwcześnie.

Chyba więcej ich różniło niż łączyło. Ciszewski – rocznik 1930, sosnowiczanin, niedoszły żużlowiec, entuzjasta futbolu, hazardzista i sybaryta, trzykrotnie żonaty, był przede wszystkim komentatorem. Młodszy o pięć lat Hopfer, warszawiak, któremu zdrowie uniemożliwiło zawodnicze uprawianie biegów, miłośnik lekkiej atletyki, krajowy prekursor joggingu, domator, zapisał się w pamięci telewidzów głównie jako prezenter.

Kręte drogi na szklany ekran

W dzieciństwie Ciszewski naderwał ścięgno prawej nogi. Będąc nastolatkiem, złamał ją w wypadku motocyklowym. Podczas operacji doszło do zakażenia krwi, a w czasie rekonwalescencji wdała się gruźlica kości. Kolejne zabiegi i długa rehabilitacja zapobiegły amputacji kończyny. Ale była krótsza aż o 12 centymetrów. Specjalny ortopedyczny but to maskował. Ciszewski usiłował nawet zostać żużlowcem, lecz z pełnosprawnymi konkurentami przegrywał. Za to na parkiecie radził sobie wyśmienicie. Przekonała się o tym kiedyś Natasza Zylska, z którą na estradzie zatańczył szlagier z jej repertuaru, ognistą rumbę „Mexicana”.

Był już wtedy osobą rozpoznawalną na Śląsku i Zagłębiu. Od roku 1950 spikerował na zawodach motorowych, piłkarskich i hokejowych. Dwa lata później został pracownikiem katowickiej rozgłośni Polskiego Radia, a w roku 1956 zaliczył swe pierwsze igrzyska olimpijskie. W Cortina d’Ampezzo. Ponadto prowadził konferansjerkę podczas koncertów muzyki rozrywkowej. Zapowiadał Martę Mirską, Marię Koterbską, Janusza Gniatkowskiego, śpiewających z orkiestrami Jerzego Haralda i Edwarda Czernego.

Włodzimierz Szaranowicz – między nim a widzami była chemia

Widowisko sportowe to fabuła sensacyjna z nieznaną pointą i tak powinna być opowiadana.

zobacz więcej
Błyskotliwa kariera Ciszewskiego potwierdza ówczesne hasło: nie matura, lecz chęć szczera…, bowiem świadectwo dojrzałości uzyskał eksternistycznie w przededniu czterdziestych (sic!) urodzin. Wcześniej relegowano go z Gimnazjum Handlowego w Sosnowcu, Państwowej Szkoły Pracy Społecznej w Mysłowicach oraz sosnowieckiego Liceum Ogólnokształcącego dla Dorosłych.

Hopfer, absolwent Szkoły Głównej Planowania i Statystyki (dzisiejszej Szkoły Głównej Handlowej), w wieku 23 lat z powodu kłopotów kondycyjnych musiał zejść z bieżni, a deptał po piętach czołówce średniodystansowców naszego Wunderteamu! Nie wyobrażając sobie życia poza sportem, postanowił go opisywać. Terminował w „Expressie Wieczornym” pod okiem Kazimierza Gryżewskiego oraz Karola Higa, którzy na własne oczy mogli obserwować przedwojenne wyczyny Haliny Konopackiej i Janusza Kusocińskiego.

Do TVP, już przy ulicy Jana Pawła Woronicza 17, Hopfer dostał się w roku 1969, wygrywając konkurs (ex-aequo z Wiesławem Johannem, później adwokatem w procesach politycznych, sędzią Trybunału Konstytucyjnego i przedstawicielem prezydenta w Krajowej Radzie Sądownictwa). Szybko stał się bezkonkurencyjny także dlatego, że prezentował emitowane w „Dzienniku Telewizyjnym” wiadomości sportowe bez czytania z kartki (prompter jeszcze nie istniał). Umożliwiała mu to fenomenalna pamięć.

Ciszewskiego w 1958 relegowano z Polskiego Radia. Do redakcji regularnie zgłaszali się kolejni wierzyciele, którym był winien pieniądze przegrane przy karcianym stoliku. Nieraz musiał oddawać im całą swoją pensję. Hazard zniszczył dwa pierwsze małżeństwa „Cisa”, jak określano go w środowisku.

Na fale eteru już nie powrócił. Znalazł zatrudnienie w raczkującej agendzie katowickiej TVP, wspinając się po szczeblach drabiny medialnej. Sławę ogólnopolską zyskał w roku 1970, relacjonując półfinałową rywalizację (trzy spotkania!) w nieistniejącym już Pucharze Zdobywców Pucharów pomiędzy Górnikiem Zabrze oraz AS Roma. Gdy rzut monetą (taki obowiązywał wtedy regulamin, zmieniony później na konkurs rzutów karnych) zadecydował, że do decydującej fazy tych prestiżowych rozgrywek awansowali zabrzanie, na antenie padły następujące słowa sprawozdawcy: „Polska! Górnik! Brawo! A, więc, sprawiedliwości stało się zadość”.

Złote nie tylko igrzyska

Szlaki zawodowe opisywanych przecięły się w trakcie igrzysk olimpijskich w Monachium w 1972. Hopfer prowadził studio olimpijskie, Ciszewski komentował występ naszej reprezentacji futbolowej, która nieoczekiwanie wywalczyła złote medale. Skądinąd sukcesy sportowe osiągnięte przez „biało-czerwonych” w tamtej epoce doskonale korespondowały z propagandą ekipy towarzysza Sztygara, znaczoną sloganem autorstwa Tadeusza Strumffa: „Polak potrafi!”.

Status gwiazd ekranu ugruntował – i Hopferowi, i Ciszewskiemu – mundial AD 1974. Pierwszy ponownie zasiadł przed mikrofonem w Warszawie, drugi ekspresyjnie przybliżał telewidzom spektakularne batalie „Orłów Górskiego” na stadionach RFN-u.

Po tej pamiętnej dla polskich kibiców imprezie, Hopfer niespodziewanie zmienił specjalizację. Zaistniał w roli gospodarza Studia 2 – programu mającego uatrakcyjniać Polakom wolne soboty, właśnie wprowadzone przez władzę ludową. Szybko zatęsknił jednak za sportem i po niespełna dwóch latach znowu stał się gospodarzem studia olimpijskiego. Tym razem w znacznej mierze nocnego, ponieważ igrzyska rozegrano na drugiej półkuli – w Montrealu. Podobnie działo się w roku 1978, kiedy kadra piłkarska selekcjonera Jacka Gmocha konkurowała w argentyńskim mundialu. Dokąd udał się oczywiście także Ciszewski.
Niebawem poznałem go osobiście – na trybunie honorowej toru Wyścigów Konnych, gdzie czasem towarzyszyłem ojcu, również dokładającemu się do siana dla wierzchowców. Pamiętam, że Ciszewski – fan Górnika Zabrze – nie był zachwycony, gdy mu wyjawiłem, iż bywam na meczach Legii. Z kolei na jubileuszu „Expressu Wieczornego” dane mi było uścisnąć dłoń Hopfera.

Karnawał Solidarności spowodował turbulencje w jego życiorysie. Powierzono mu pieczę nad redakcją sportową TVP. Hopfer szefował krótko. Źle czuł się w roli organizatora, nie potrafił łagodzić sporów i zatargów, miał trudności z podejmowaniem decyzji. Z ulgą rozstał się z kierowniczym stanowiskiem. Skoncentrował się na upowszechnianiu mody na jogging. Prowadził program „Bieg po zdrowie”, współorganizował Maraton Pokoju, dziś rozgrywany pod nazwą Maraton Warszawski.

W polskich fabrykach trwały już „przerwy w pracy”, kiedy Ciszewski komentował złoty medal olimpijski w jeździectwie, zdobyty w Moskwie przez Jana Kowalczyka na ogierze Artemor. Dekadę wcześniej dziennikarz sprawił, że TVP zaczęła transmitować najważniejsze gonitwy wyścigów konnych. Przed Derbami w roku 1971 roku jako jeden z niewielu obstawił (grubo) w totalizatorze porządek Daglezja - Durango. Płacono 4128 zł. Przebitka ponad 200 razy za stawkę! Wspominał, iż przyjechał na wyścigi tramwajem, a mógł wyjechać autem.

Wygrane, także pokerowe, kierkowe i brydżowe upłynniał, kultywując życie towarzyskie. Na przyjęciach w jego niemal 100-metrowm mieszkaniu w bloku przy ulicy Wałbrzyskiej bywał premier Piotr Jaroszewicz z synem Andrzejem, artyści: Bernard Ładysz, Wiesław Ochman, Bohdan Łazuka, sportowcy: Władysław Komar, Jerzy Kulej, Włodzimierz Lubański, dziennikarze, dżokeje, trenerzy… Czasami menu przygotowywał Andrzej Białkowski, szef kuchni hotelu Victoria oraz kucharz naszej drużyny narodowej w piłce nożnej.

Feralny rok 1982

Po wprowadzeniu stanu wojennego Hopfer odmówił telewizyjnym decydentom występowania na szklanym ekranie w mundurze. Wziął zaległy urlop, by zająć się coraz bardziej szwankującym zdrowiem. Zarazem rozpoczął starania o rentę. 15 października 1982 roku, gdy skończył mu się zasiłek chorobowy, otrzymał list z TVP: „Zwalniam obywatela ze służby w jednostce zmilitaryzowanej – Komitecie do Spraw Radia i Telewizji. Jednocześnie rozwiązuję z obywatelem umowę o pracę”. Niespełna osiem tygodni później – 8 grudnia – zmarł, wyczerpany stresami, chorobą wrzodową, nerwicą, zapaleniem oskrzeli i opłucnej.

Ciszewski na swój trzeci mundial, w czerwcu 1982 roku w Hiszpanii, jechał cierpiąc na cukrzycę. Zakwaterowano go w hotelu pozbawionym klimatyzacji, lecz sprawozdając konfrontacje zespołu trenera Antoniego Piechniczka trzymał fason, podsycając – jak zwykle – emocje kibiców. Jesienią trafił do szpitala, gdzie zdiagnozowano zaawansowaną marskość wątroby, co spowodowało jego zgon 12 listopada.
ODWIEDŹ I POLUB NAS
Hopfer patronuje spacerowej alejce w warszawskim parku oraz konstancińskiej ścieżce zdrowia.

Pięć lat temu, w następstwie dekomunizacji, jedną ze stołecznych ulic przemianowano na Jana Ciszewskiego (wcześniej jej patronem był Józef Ciszewski, działacz KPP).

Nieco wcześniej ujawniono, iż ten legendarny komentator u progu lat 70. współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa. Używał pseudonimu „Sprawozdawca”, zaś w latach 60. – jako „Wałek” – dzielił się informacjami z Milicją Obywatelską. Z obydwu funkcji go zwolniono, ponieważ: „wykazywał niewielką użyteczność, nieszczerość i wykorzystywał relacje do celów prywatnych”.

– Tomasz Zbigniew Zapert

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Bibliografia:
Ryszard Dyja „Czas narodzin i czas umierania”
Bohdan Tomaszewski „Łączymy się ze stadionem”
Bogdan Tuszyński „Tytani mikrofonu”, „Bardowie sportu”, „Telewizja i sport”
Jerzy Ambroziewicz „Znam was wszystkich”
Andrzej Makowiecki „Espana ’82: nerwy, radość, zwątpienie, zwycięstwo”
Karol Zbyszewski „Nogami do sławy”
Andrzej Roman „Monachijskie sensacje”
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Konfederacja warszawska, czyli tolerancja nie w porę
Polskie czarownice palono na podstawie kodeksów niemieckich.
Historia Najnowsze wydanie
Och, ty durniu! Dlaczego wstydzisz się nazywać Bułgarem?
Języki narodowe Europy Środkowo-Wschodniej kształtowały się na polu literatury chrześcijańskiej.
Historia Poprzednie wydanie
Koniec demokracji na Litwie
Towarzystwo Trzeźwości dostało koncesję na prowadzenie karczem i restauracji.
Historia Poprzednie wydanie
Czy można walczyć z największą armią świata?
Część poborowych, która opuściła Warszawę, błąkała się po lasach i okolicy.
Historia Poprzednie wydanie
Gdzie jest Rubens z Kalisza?
Czy arcydzieło spłonęło? A może padło łupem złodziei?