Kultura

Jak dobrze wstać skoro świt. Burzliwe dzieje jednego z najsłynniejszych obrazów świata

Czy rewolucja może być bezkrwawa? Owszem, pod warunkiem, że orężem buntowników są dzieła sztuki. Mija 150. rocznica powstania „Impresji”, która zwiastowała przewrót. Estetyczny.

Hawr spał jeszcze, gdy Claude Monet wyjrzał przez okno. Przez jesienną mgłę przebijały się pierwsze promienie słońca, jak to o brzasku. Największy port przeładunkowy Francji powoli budził się do życia. Takiej okazji nie wolno było przegapić! Malarz szybko rozstawił sztalugi (a może przygotował je już wcześniej) i przystąpił do pracy. Swobodne pociągnięcia pędzla, cienka warstwa farby, tudzież technika charakterystyczna dla szkicu świadczą, że się spieszył. Minęło najwyżej kilka godzin i obraz, który miał przewrócić hierarchię sztuki europejskiej do góry nogami, był ukończony. Ojciec chrzestny impresjonizmu mógł teraz wypróbować jakość hotelowego łóżka lub z poczuciem dobrze rozpoczętego dnia zejść na dół i wypić poranną kawę.

Trudno dziś uwierzyć, że sztuka hedonistyczna i łatwa w odbiorze, będąca kwintesencją francuskiego ducha, rodziła się w takich bólach i przy oporze przeważającej większości Paryżan (o prowincjuszach nawet nie wspominając). W 1865, 1866 i 1868 roku Monetowi udało się wystawić w Salonie dwie prace. Potem jednak jurorzy konsekwentnie odrzucali jego prace, jako sprzeczne z jedynie słusznymi, akademickimi wzorcami. Czegóż innego mógł się spodziewać krnąbrny student, który dawnych mistrzów miał w pogardzie, Luwr omijał szerokim łukiem i chciał tworzyć „tak jak ptak śpiewa”?

Ojciec stracił cierpliwość, a gdy Claude oznajmił, że ma dziecko z modelką i zamierza się z nią ożenić, po prostu go wydziedziczył (choć sam spłodził córkę ze służącą). Mieszczańska familia liczyła, że junior otrzeźwieje i zabierze się do uczciwej pracy zamiast uganiać się za artystyczną fatamorganą. On jednak był uparty i nie ustąpił. Zakochany w jasnych barwach i naturalnych efektach świetlnych, zgłębiał ich naturę przez następne 60 lat, póki widział i mógł utrzymać pędzle w ręku.

Gwoli sprawiedliwości dodać trzeba, że impresjoniści nie odkryli poezji obecnej w przyrodzie i zwykłym życiu zwykłych ludzi. To zasługa starszych o pokolenie barbizończyków. Mentor Moneta, Eugène Boudin – pejzażysta normandzki i samouk głosił, że przyszłością malarstwa jest praca w plenerze.

Środa, trzynastego

Wojna z Prusami, której stawką – jak się okazało – było zjednoczenie Niemiec, rozdzieliła zbuntowanych, młodych artystów. Frédéric Bazille trafił na front i zginął. Jego przyjaciel Monet nie rwał się do walki. Dziesięć lat wcześniej dał się wcielić do wojska i wysłać do Algierii. Spędził tam prawie rok, ale prochu nie powąchał. Zapadł na tyfus, odesłano go do kraju, po czym ciotka dokonała odpowiedniej wpłaty, by armia zostawiła Claude’a w spokoju.

Tym razem zawieruchę postanowił przeczekać za granicą. W Londynie duże wrażenie wywarły na nim obrazy Williama Turnera, w Holandii japońskie ryciny, które subiekci w sklepie kolonialnym wykorzystywali jako papier pakunkowy. Fascynacja dalekowschodnimi drzeworytami połączyła wzgardzonych przez Salon. Nazywano ich nawet „Japończykami”.

Do Paryża 31-letni Manet wrócił po upadku Komuny. Nosił jeszcze wtedy krótką, przystrzyżoną brodę i miał podstawy wierzyć, że najgorsze ma za sobą. Już nie tonął w długach, nie przymierał głodem i nie straszył przyjaciół, że popełni samobójstwo. Sprzedawał swe prace średnio po trzysta franków za sztukę. Sytuację finansową poprawił też spadek po ojcu żony, opiewający na cztery tysiące.

Claude mógł spełnić swoje marzenie: wynająć dom na przedmieściach stolicy. W Argenteuil malował jak szalony: Sekwanę, port, mosty, ulice, ogrody, sady, pola oraz żonę Camille (której nie było pisane długie życie). Czasem wyjeżdżał do Normandii, konkretnie do Rouen, Etretat i Hawru. W tym ostatnim mieście spędził zresztą dzieciństwo, jego ojciec miał tam sklep spożywczy.

Podczas jednej z owych wizyt Monet zatrzymał się w Hôtel de l’Amirauté. Nie był to tani kwaterunek, ale z racji usytuowania na nadbrzeżu, gwarantował piękny widok. Tu powstał obraz, który znamy pod tytułem „Impresja. Wschód słońca”. Autor datował go na rok 1872. Dla naszej epoki, ogarniętej obsesją danych, obliczonych z dokładnością co do sekundy i milimetra, to informacja karygodnie lakoniczna.
Dyskusja, czy aby nie chodzi o zachód słońca (wywołana błędnym zapisem w aukcyjnym katalogu) i jak to możliwe, że malarz przez ponad rok nie pochwalił się swoim dziełem, trwała długo. Na koniec eksperci, na podstawie analizy położenia słońca oraz faktu, że śluza pozwalająca wpływać do portu transatlantykom jest już otwarta, ustalili co następuje: Monet złapał za pędzel 13 listopada mniej więcej wpół do ósmej rano, zaś wynajęty pokój znajdował się na czwartym lub trzecim piętrze hotelu.

Tapeta lepsza od Moneta

Wiosną 1874 roku sytuacja w Paryżu nie sprzyjała artystycznym eksperymentom. Kraj lizał rany. Ledwie dwa lata wcześniej upadło cesarstwo. Krew radykałów, ich zakładników i przypadkowych ofiar płynęła ulicami stolicy. Niemieccy okupanci wrócili do domu dopiero wtedy, gdy obiecano im gigantyczną kontrybucję. Na pamiątkę zwycięstwa zabrali Alzację i Lotaryngię.

Francuzi chcieli zapomnieć o tym upokorzeniu, wzywano do narodowej konsolidacji. Paradoksalnie, za panowania liberalnego Napoleona III, malarze mieli więcej swobody, niż w pierwszych latach republiki. Przekonali się o tym, gdy uczynili to, co planowali od dawna: wystawili swoje dzieła, zdając się na osąd publiczności.

Monet był jednym z prowodyrów stowarzyszenia, zawiązanego przez artystów odmawiających realizowania wzniosłych tematów, ukochanych przez krytykę i establishment. Mierziła ich perspektywa ubiegania się o protekcję ludzi, których cenili nader nisko, więc dwa tygodnie przed otwarciem oficjalnego Salonu otworzyli własną wystawę. Wielu z nich skrycie marzyło, by dołączyć do mainstreamu, lecz na własnych warunkach. Monet miał opinię najzdolniejszego i najbardziej zdeterminowanego. Zebrania Stowarzyszenia odbywały się w jego mieszkaniu.

Do konfrontacji marzeń z rzeczywistością doszło 15 kwietnia przy bulwarze de Capucines 35. Paryżanie dobrze znali ten adres, w lokalu do niedawna mieściło się atelier popularnego fotografa Nadara. 30 artystów, wśród nich Edgar Degas, Auguste Renoir, Camille Pissarro i Berthe Morisot wystawiło 165 dzieł. W ostatniej chwili, gdy drukowano katalog, wyszło to na jaw, że jedna z pięciu prac Moneta nie ma tytułu. Naprędce zdecydował, by nazwać ją „Impresją”.

Ekspozycja nie cieszyła się szczególnym powodzeniem. W ciągu miesiąca odwiedziło ją półtora tysiąca widzów, kupując dziesięć obrazów. Wietrząc skandal, przybyło wielu dziennikarzy. Wbrew legendzie recenzje były zróżnicowane. Krytyków najbardziej zafrapowały prace Moneta. Jeden chwalił go, choć pomylił go z Manetem (od którego Claude często pożyczał pieniądze). Największą perfidią popisał się 51-letni Louis Leroy, który sam parał się malarstwem. W swej relacji pastwił się nad artystami, cytując słowa pejzażysty, w towarzystwie którego jakoby zwiedzał wystawę.

„Tapeta w embrionalnym stadium produkcji jest czymś doskonale skończonym w porównaniu z tym widokiem” – miał powiedział ów fachowiec o „Impresji”. Leroy zatytułował więc swój artykuł: „Wystawa impresjonistów”. Tekst ukazał się w piśmie satyrycznym, ale neologizm podchwycił inny recenzent, który nie bawiąc się w ironię napisał wprost, że taka sztuka napawa go niesmakiem i woli gryzmoły małego dziecka od dzieł propagujących chaos. Używanie dowolnych kolorów i kształtów zaprzecza bowiem samej idei malarstwa.

Rachuby artystów, że wystawa okaże się przełomem, upadły. Konserwatywna opinia publiczna pozostała niewzruszona.

Monet mógł pocieszać się, że wśród sprzedanych obrazów jest „Impresja”. Ernest Hoschedé, handlarz koronkami i tiulami, właściciel dużego domu towarowego, wydał na nią aż 800 franków. Zaproponował również, by malarz ozdobił jego podparyską rezydencję – château Rottembourg. Monet spędził tam wiele tygodni, by na koniec dowiedzieć się, że gospodarz popadł w przejściowe trudności, nękają go wierzyciele i honorarium wypłaci „w towarach”.

Bankrut i jego żona

Obrzucano ich obelgami, wyśmiewano, a obrazy kupowano z litości. Gwiazda antysystemowców

Zniszczyła swoje wczesne prace, bo uznała je za mało oryginalne. Wściekła się też, gdy Édouard Manet „poprawił” jeden z jej obrazów.

zobacz więcej
Dwa lata później w „Le Figaro” można było przeczytać, że wrażenia, jakich dostarczają impresjoniści, „można by porównać do tych, jakie wywrzeć mógłby kot biegający po klawiszach fortepianu albo małpa, która dobrał się do pudełka z farbami”. Podczas aukcji, zorganizowanej w jednym z paryskich hoteli doszło do regularnej bójki zwolenników i przeciwników „sztuki przyszłości”.

Tych pierwszych publicznie wspierał tylko pisarz Emil Zola. Monet znowu popadł w finansowe tarapaty, jednak trzeba zauważyć, że nie był człowiekiem zbyt oszczędnym. W Argenteuil zatrudniał pokojówkę, służącego i ogrodnika.

Cztery lata po nabyciu „Impresji” Hoschedé ogłosił bankructwo. Jego majątek zlicytowano, kolekcja 16 obrazów Moneta poszło pod młotek.

Ernest i Claude wspólnie wynajęli dom w Vétheuil i zamieszkali w nim z rodzinami. Camille zmarła, wkrótce po tym, jak wydała na świat drugiego syna. Hoschedé często wyjeżdżał w interesach, Monet zostawał wtedy sam z panią Hoschedé i siódemką dzieci. Artystyczny Paryż huczał od plotek, które wdowiec dementował, ale finał był taki, że oświadczył się Alice po śmierci Ernesta i został przyjęty.

Auror „Impresji” żył na tyle długo, że doczekał zmiany koniunktury i umarł jako człowiek szanowany i bardzo bogaty. Udowodnił niedowiarkom, że nawet stóg siana może być czystą poezją, jeśli go odpowiednio namalować. Obrazy Moneta i kolegów stały się dobrą lokatą kapitału, zwłaszcza liczonego w dolarach.

Kilka miesięcy przed śmiercią powiedział: „moją zasługą jest tylko to, że malowałem z natury, starając się oddać wrażenia z efektów najbardziej ulotnych i bardzo mi przykro, że za moją przyczyną nadano nazwę grupie artystów, spośród których większość nie miała nic wspólnego z impresjonizmem”.

A co z płótnem, które krytycy uznali za szkic do dzieła z prawdziwego zdarzenia? Za 210 franków stało się własnością doktora Georgesa de Bello, który kolekcjonował prace impresjonistów, zanim stały się modne. ODWIEDŹ I POLUB NAS
W 1957 roku jego córka Victorine przekazała cały zbiór paryskiemu Musée Marmottan. Dziewięć lat później syn Moneta Michel w tej samej placówce zdeponował obrazy odziedziczone po ojcu. W rezultacie tych darowizn pod jednym dachem znalazło się ponad 300 płócien prekursora sztuki nowoczesnej.

W stronę słońca

W biały dzień, 27 października 1985 roku pięciu zamaskowanych mężczyzn z pistoletami wtargnęło do muzeum. Sterroryzowali personel i zwiedzających, po to, by zagarnąć dziewięć obrazów, w tym „Impresję, wschód słońca”. Skok zorganizowano perfekcyjnie, lecz łup okazał się niesprzedawalny. Po pięciu latach policja znalazła malowidła na Korsyce, dwa z nich były mocno uszkodzone.

Dziwnym trafem, jedyny obraz Moneta znajdujący się w Polsce również został skradziony. Sprawca wyciął z ram „Plażę w Pourville”, wiszącą w Muzeum Narodowym w Poznaniu, by przez dziewięć lat napawać się nią w samotności. Wpadł tylko dlatego, że w miejscu przestępstwa zostawił odciski palców.

Musée Marmottan-Monet dysponując zbiorem znanych i popularnych (choć jak się okazało niewystarczająco chronionych) dzieł, mogłoby osiąść na laurach. Na szczęście ma większe ambicje i regularnie urządza tematyczne wystawy. Jubileusz „Impresji” postanowiono uczcić ekspozycją pod tytułem „W obliczu słońca”. Jak na ognistą kulę, bez której życie na Ziemi byłoby cokolwiek trudne, patrzyli Dürer, Rubens, Vernet, Friedrich, Courbet, Signac, Munch czy Miró? Każdy po swojemu, inaczej. Fakt, że nie istnieje jedna, uniwersalna formuła zawdzięczamy poniekąd rewolucji, wznieconej 150 lat temu przez Moneta i spółkę.

– Wiesław Chełminiak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Wystawa „Face au soleil. Un astre dans les arts” w paryskim Musée Marmottan-Monet jest otwarta do 29 stycznia 2023 roku. Od 25 lutego do 11 czerwca będzie będzie ją można obejrzeć w Poczdamie pod tytułem „Sonne. Die Quelle des Lichts in der Kunst”.
Zdjęcie główne: Claude Monet, "Impresja. Wschód słońca" ("Impression, Soleil Levant"), 1872. Fragment. Fot. DeAgostini/Getty Images
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Ludwik XV - sybaryta ożeniony z Polką: „Po nas choćby potop”
Jako pierwszy zniknął konny posąg króla w Paryżu. Zastąpiła go gilotyna.
Kultura Poprzednie wydanie
Popkulturowi tropiciele zbrodni
Niektórzy stali się świrami, a reputacja innych zawsze była naganna.
Kultura Poprzednie wydanie
Parszywa dwunastka, czyli oblicza władzy
Z „Żywotów cezarów” znamy anegdotę o kościach, które „zostały rzucone”, czy pieniądzach, które nie śmierdzą.
Kultura wydanie 20.01.2023 – 27.01.2023
Ścierki sióstr wizytek
Malarze bez dłoni, rąk, bez nadziei, zesłani… Obrazy styczniowych powstańców.
Kultura wydanie 20.01.2023 – 27.01.2023
Ptak, który mówił
Urzekał bezpośredniością. Zero gwiazdorowania – Andrzeja Dudzińskiego wspomina Monika Małkowska.