Historia

Jak się podnieść z kolan, wyrwać z tradycji klęski

„Porównanie Rosji z Polską wypadało wówczas dla mnie zawsze na korzyść Rosji. Byłem tym wprost upokorzony…” – wyznaje Piłsudski i trudno mu się dziwić.

Dzięki uprzejmości Wojskowego Instytut Wydawniczego, wydawcy miesięcznika „Polska Zbrojna” oraz kwartalnika „Polska Zbrojna. Historia” publikujemy fragment książki „Jak pan został Piłsudskim”. Współwydawcą jest Biuro Programu Niepodległa.

Jest w tradycji polskiej piękne słowo SPRAWA, pisane wielką literą. Słowo-zaklęcie. Pieczęć. Walczyć za Sprawę. Zginąć za Sprawę. To słowo mówi wszystko. Ta tajemnicza sprawa, święta sprawa, której imienia się nie wymawia, to sprawa polska. Wolność i Niepodległość. To Piłsudski i ci, co poszli za nim… To Armia Krajowa i „Solidarność” w końcu. Tym bunkrem dla Sprawy był polski dom.

Podobnie jak Ziuk swój rodzinny dom wspomina Aleksandra Piłsudska, druga żona Marszałka: – Kto się urodził Polakiem, ten musi być patriotą – pisze, przywołując słowa swej babki, która, jako poddana cara moskiewskiego, wyrastała w atmosferze skrytego buntu, jak każde dziecko z rodziny patriotycznej, i ten bunt przekazywała następnemu pokoleniu. To, co ich łączyło, Aleksandrę i Józefa, to była nienawiść do Moskala, jaką Ziuk miał od dziecka.

Nie jesteśmy gorsi

Piłsudski tak o tym mówi: „…marzenia moje koncentrowały się wówczas koło powstania i walki orężnej z Moskalami, których z całej duszy nienawidziłem, uważając każdego z nich za łajdaka i złodzieja”. Właśnie złodzieja… . I nie było w tych określeniach zbytniej przesady, jako że „w owym czasie – zauważa – Rosja wylała na Litwę szumowiny swoje, najpodlejsze elementy, jakie posiadała, a opowiadania o łajdactwach i barbarzyństwie tej hordy Murawiewa były na ustach wszystkich…”.

W innym miejscu uściśla, że to wrażenie wieszatielskich rządów Murawiewa było jeszcze tak świeże, że „ludzie drżeli na widok munduru czynowniczego [urzędniczego], a twarze ich wyciągały się, gdy w powietrzu zabrzmiał dzwonek zwiastujący przybycie któregoś z przedstawicieli władzy moskiewskiej”.

Ale i z coraz większym zgorszeniem słuchał, co niektórzy mówili o wygasłym powstaniu: że było nie tylko błędem, lecz i zbrodnią. Miał duże uznanie dla Francuzów, że zdobyli się na rewolucyjny zryw (chodzi o Komunę Paryską), i ten zryw, zapał i „zajadłość rewolucyjna” wielkich mas ludowych we Francji go tak porywała, nie zaś przyczyny buntu i jego skutki. A czy my jesteśmy gorsi od Francuzów? – zapytywał, nie znajdując prostej odpowiedzi.

Było to jeszcze długo przed rewolucją bolszewicką, która wielu socjalnych rewolucjonistów ze złudzeń wyleczyła, i na takie zachwyty można było sobie jeszcze pozwolić. Co gorsza, na niekorzyść Polski pod względem czynu wypadało też porównanie z Rosją, gdzie głośna była walka „Narodnej Woli” z caratem.

„Porównanie Rosji z Polską wypadało wówczas dla mnie zawsze na korzyść Rosji. Byłem tym wprost upokorzony…” – wyznaje Piłsudski i trudno mu się dziwić. I tego też dotyczy „Bibuła”, którą Piłsudski napisał po namowach Ignacego Daszyńskiego, wtedy redaktora krakowskiego „Naprzodu”, codziennego pisma Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej Galicji i Śląska.

„Bibuła” była drukowana w 1903 roku w odcinkach, jako bezimienne felietony, zatytułowane: „Walka rewolucyjna pod zaborem rosyjskim”. Dopiero pod koniec części pierwszej, zapowiadając ciąg dalszy, ujawniono, iż autorem jest „towarzysz Józef Piłsudski”.

„Bibuła” była zakonspirowanym opisem działań samego Piłsudskiego w ostatnich dziesięciu latach, a zaczynała się od nie byle jakiego stwierdzenia, iż „Polacy są narodem konspiracji i rewolucji”. Z tego jeszcze przedstyczniowego, zasłyszanego powiedzenia Piłsudski wyciąga wniosek, że z początkiem XX wieku myśl ta staje się na nowo aktualna.

Bibuła domowa

Tu też Piłsudski cofa się ku zamarłemu powstaniu, które w całej jego walce o niepodległość jest stałym punktem odniesienia, jako niespełnione marzenie: „Gdy sobie przypomnę lata dziecinne, staje mi żywo w pamięci obraz mego pierwszego zetknięcia się z »bibułą«. […] matka moja wyciągała niekiedy z jakiejś kryjówki, jej tylko wiadomej, kilka książeczek, które odczytywała, ucząc nas, dzieci, pewnych ustępów na pamięć. Były to utwory naszych wieszczów”.
Maria Piłsudska z Billewiczów (1842-1884). Fot. Wikimedia
Te jedyne w owym czasie nieocenzurowane książki, ocalałe z powstaniowej burzy w niewielkich ilościach i jak skarby chowane z pietyzmem, niczym relikwie, czasem niszczone z tchórzostwa przy domniemanym niebezpieczeństwie. Z tego też powodu nie mogły być one upowszechniane, a ich treści znane były jedynie w rodzinnym, rzec można konspiracyjnym kręgu.

„Były to jakby mogilne płomyki, nieśmiało i chwiejnie oświetlające smutne twarze rozbitków, ocalałych z ogólnej klęski”. Ale też, jak zauważa dalej Piłsudski: „…na mogiłach wyrasta trawa – z popiołów powstaje nowe życie, żądne słońca i swobody. I w Polsce, która wówczas była jedną wielką mogiłą, zazieleniało; zjawiło się nowe życie, nowy ruch, który, zrobiwszy wyłom w modlitewno-rzewnym stosunku do przeszłości, otworzył nowy okres dla nielegalnej książki”.

Tak zrodziła się „bibuła”. Pod koniec 1910 wyszła broszura zatytułowana „Zadania praktyczne rewolucji w zaborze rosyjskim”. Autorem także jest Piłsudski, skryty pod pseudonimem Z. Mieczysławski. Był to zapis wykładów, jakie Piłsudski dawał w ramach Szkół Bojowych PPS, a spisywał je Leon Wasilewski.

Znalazły się tam konkretne zalecenia i rady oparte na przykładach z przeszłej walki, jak chociażby ta wzięta z 1863:„W powstaniu r. 1863 nagłe napady styczniowe na garnizony rosyjskie udały się powstańcom dzięki niespodziewaniu się tych akcji przez Rosjan. Aby czynnik niespodzianki spotęgować i skorzystać z niego w całej pełni, należy wyzyskać noc, nie robić alarmu (jak to było w 1863 r., kiedy niepotrzebnie bito w dzwony podczas napadów), nie palić ognia…” itd.

Rok 1863 był tu o tyle ważnym odniesieniem, że zbliżała się 50. rocznica tego patriotycznego zrywu, rodząca pewne obawy, a to w związku z „tradycjami klęski” powstania, które to – zdaniem Piłsudskiego – wzmacniały nastrój pacyfistyczny, co on sam nazywa nastrojem antywojennym, a nas trochę myli, jako że pod tym słowem kryje się obecnie niezupełnie to samo, co niegdyś, więc raczej będziemy mówić o pacyfizmie, który teraz znacznie się wypaczył i jest jakby karykaturą tamtego.

Salutowali im generałowie

W II RP weterani powstania styczniowego otoczeni zostali szczególną opieką.

zobacz więcej
Tak więc, wedle Piłsudskiego, owe powalające tradycje klęski nie pozwalały się podnieść z kolan, pokrywając „olbrzymim cieniem całą ziemię polską i wszystkie umysły”. Stąd też ów sceptycyzm względem walki z siłą wojskową wroga. „Pokojowe wychowanie społeczeństwa – mówił Piłsudski – brak wiary we własne siły, tej wiary istniejącej w roku 1863, brak śmiałości do podejmowania szerokich zadań politycznych – wszystko to skierowywało uwagę na drobne cele…”, podlane sosem pozytywizmu, powodując atmosferę, w której zabicie szpiega czy stójkowego urastało do rozmiarów poważnej akcji. To pisząc, Piłsudski miał na myśli przede wszystkim rok 1905, kiedy w działaniu zabrakło tego „elementu politycznego”, jak go nazywa.

On sam mówi, że gdyby tej rewolucji nie przeżył, nie miałby tego „klucza do wielu zagadnień z 1863 roku”, a to dlatego, że jak objaśnia, wszelkie rewolucje są do siebie podobne, a kto rewolucji nie przeżył, ten… nie jest w stanie rewolucjonistów zrozumieć ani należycie ocenić. Też, jak mówi, kiedy przed 1905 brał do ręki książki o 1863, wielu rzeczy nie był w stanie pojąć… „Nie mogłem sobie wyobrazić, jak takie czy inne fakty dziać się mogły – przyznaje. – I w tym należy szukać przyczyn, dlaczego krytycy nieraz stronniczo rozumieją różne zjawiska tej epoki: gdyż sądzą oni o czasach rewolucyjnych z punktu widzenia czasów pokojowych, z drugiej strony sądzą wojnę nieregularną z punktu widzenia armii regularnych”.

Piłsudski wiedział, że bez własnego wojska, bez konspiracyjnie wyszkolonej kadry daleko się nie zajdzie. Ale jak to uczynić? Zabór rosyjski do tego się nie nadawał. Jedyną szansą była Galicja, która już w 1863 odegrała rolę bazy operacyjnej. A więc Lwów. Tu Piłsudski mógł rozwinąć skrzydła. I je rozwinął.

Skundlona mentalność

/…/ Przypomina mi się dawna rozmowa z synem mojego przyjaciela Ryszarda Czarnowskiego, Kubą. Mówiliśmy o czymś tam, gdy rozmowa zeszła na „Ziuka”. – A wiesz, Kuba, młody człowieku!, ile to trzeba zrobić, żeby zostać Piłsudskim?! – zacząłem nieco zaczepnie. Po pierwsze: trzeba poważnie narazić się zaborcy, coś tam rzucić, jakiś granat pod nogi lub wolne słowo prosto w gęby monarsze, najlepiej o wolnym polskim ludzie, wolnej Czeczenii lub niepodległej Gruzji. Następnie dać się wywieźć na Sybir, wrócić cało, znowu rzucić jakieś zakazane słowo lub wydać nielegalną gazetę i ponownie dać się aresztować, posiedzieć parę miesięcy w Cytadeli, udając wariata, by na obserwację trafić aż do Petersburga. Uciec stamtąd, zmylić pogoń, ukryć się, cierpieć biedę i chodzić bez spodni.

Po drugie, jako wyzuty z ziemi, goły jak święty turecki, powołać konspiracyjną, militarną organizację i jawnych „Strzelców”, co niby strzelają do wróbli, a po prawdzie celują do dwugłowego moskiewskiego sępa, następnie przekroczyć z grupką straceńców granicę zaborów, rzucając Rosji wyzwanie, gnić w okopach, czekając na bój ostateczny i wyjść z niego cało.
Książka ukazała się nakładem Wojskowego Instytut Wydawniczego. Współwydawcą jest Biuro Programu Niepodległa.
Po trzecie: wykołować cwanego szwaba, krótko mówiąc: nie dać się szwabom oszwabić. Dać się zamknąć, by odzyskać wolność i tryumfalnie wrócić do wolnej już Warszawy, a niedługo potem przepędzić bolszewików i przydeptać kitę rozbestwionego pod czerwoną gwiazdą Lenina. To trzeba zrobić, by zostać drugim Piłsudskim. A dwa pomniki w Warszawie murowane!

Lecz nawet stojąc na pomniku, trzeba znosić niewdzięczność rodaków, która jest niby ludzką rzeczą, ale te upokorzenia, wyzwiska i groźby – plucie w twarz bezkarne, gdy stojąc w marmurze czy spiżu, nie można odwinąć się i dać w gębę…

Jeszcze dziś powtarza się bezkrytycznie przeróżne inwektywy o „awanturniczej akcji”, „śnie o szpadzie”, o Piłsudskim jako o „socjaliku” z podejrzaną, bandycką przeszłością. Nie podobał się nawet jakoby jego „akcent syberyjski”, mylony zapewne z mową wileńską. Układano złośliwe rymowanki, jak ta ze słowami, iż to „sztuka całkiem świeża, trafić z Bezdan do Nieświeża”, czyli na salony.

To obrzydliwe naśmiewanie się było w wolnej już Polsce czkawką, odbiciem tamtej skundlonej, ugodowej mentalności, której uległo bardzo wielu. A była to taka „tajemnica poliszynela”, co kto robił „za cara Mikołaja”. Każdy coś wiedział, nie mówiąc głośno. Bo w wolnej Polsce były poważniejsze sprawy: naród się jednoczył po zaborach, budowało się państwo i tylko temu czy tamtemu, byłemu pułkownikowi lub generałowi zaborczej armii, pokazano drzwi, nie przyjmując do polskiego wojska. To wszystko, czym można było pokarać za bezwzględną służalczość w zaborczym wojsku. Pręgierze polikwidowano, a trzeba by je przywrócić!

Ostatni już chyba stał w Poznaniu, w miejscu eksponowanym, na rynku. Widocznie uznano, że to już cywilizowane czasy i w tyłek lać publicznie nie wypada, i tak trafił na śmietnik historii, czy raczej do muzeum. A szkoda. Nie było odpowiedniej kary za to zbydlęcenie się w zaborze. Dla tej rzeszy cyników i ugodowców, zawsze wiernie stojących przy reżimowym korytku. Dla tych kary boskiej nie ma!

– Wiesław Budzyński

Tytuł i śródtytuły od redakcji
        ODWIEDŹ I POLUB NAS    

O książce

Co mają ze sobą wspólnego Tadeusz Pruszkowski, rektor Akademii Sztuk Pięknych i Leopold Gottlieb, malarz z Drohobycza, pisarz Wacław Sieroszewski i Bolesław Wieniawa Długoszowski, lekarz? I jak się do nich ma Artur Grottger ze swą niezwykłą kreską, którą tak wymownie rysował „kucie kos” dla powstańców styczniowych i ich zapłakane matki i narzeczone? Połączył ich teraz Wiesław Budzyński w swojej najnowszej książce „Jak pan został Piłsudskim?”.

Miał kmicicowatą naturę. Pierwszy rzucał butelkę z benzyną

Śmierć przyszła po Baczyńskiego wcześniej, i to na polu chwały, a nie w ubeckich kazamatach, jak dopadła „Anodę” Rodowicza.

zobacz więcej
Spotkamy tam znanych (Kazimierz Sosnkowski) i mniej znanych (Wincenty Solek) legionowych żołnierzy zafascynowanych wizją wolnej i niepodległej Polski jaką roztoczył przed nimi – i z nimi tę wizję realizował – Józef Piłsudski. I spotkamy zaangażowanych w tę walkę „pepeesiaków” – jak mówili kiedyś nasi rodzice czy dziadkowie pamiętający tamte czasy. „PPS z początku XX wieku przypominała „Solidarność” z lat 80. Robotnicy szli na demonstrację wprost z niedzielnej mszy” – przytacza Budzyński tę opinię podkreślając, że „Piłsudski stworzył etos wspólnoty ludzi podziemnych”.

Ale najnowsza książka tego wybitnego reportażysty i publicysty nie jest prostą opowieścią o Komendancie. Budzyński odwołuje się do korzeni walki Polaków o niepodległość, opowiada o powstańcach styczniowych i ..listopadowych, aby przenieść czytelnika w czasy najzupełniej współczesne.

Wtedy on sam – Wiesław Budzyński i nieżyjący już, a każdy z nich legendarny, prof. Jerzy Łojek , Stefan Melak i ks. Wacław Karłowicz podejmują zapoczątkowane przez Joachima Lelewela dzieło przyznawania Orderu Żelaznej Gwiazdy Wytrwałości . W roku 1981 ustanawiają Kapitułę Gwiazdy Wytrwałości i co roku, w przeddzień każdej rocznicy nocy listopadowej 1830 roku przyznają ordery „tym postaciom, instytucjom publicznym lub formacjom wojskowym z przeszłości Rzeczypospolitej, pamięć o których i tradycja czyny służą najbardziej umocnieniu w narodzie polskim woli walki o całkowitą niepodległość i tej niepodległości później utrwaleniu”. Budzyński doprowadza rzecz do 2021 roku.

Także więc o tym jest ta książka – o tym jak przed i po Józefie Piłsudskim stawały do tej walki kolejne szeregi młodych ludzi – Budzyński wystawia tu piękny pomnik również żydowskim żołnierzom. Pokazuje, jak tworzyli podziemne państwo, aby była to walka „w imię Rzeczypospolitej” – ile czerpał z nich Piłsudski.

Budzynski, sam przecież uczestnik solidarnościowej konspiracji, przywołuje też swoich najważniejszych bohaterów z Krzysztofem Kamilem Baczyńskim na czele i pokazuje duchową łączność pokoleń. Napisana z wielka erudycją książka odwołuje się do źródeł gromadzonych zapewne latami, bo nie da się zebrać takich postaci i ich wypowiedzi w jeden miesiąc czy nawet i rok, niechby i w czasach internetu. Do tego mamy wysmakowane ilustracje ze zbiorów własnych autora, który jest wytrawnym kolekcjonerem nie tylko starych fotografii i pocztówek, ale też dokumentów i innych obiektów kultury. Na Święto Niepodległości lektura wyśmienita.

– Barbara Sułek-Kowalska


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Z okazji Święta Niepodległości w piątek 11 listopada na antenach TVP można zobaczyć:

TVP Kultura

9.00 fabularyzowany dokument „Cud nad Wisłą”;
12.30 film fabularny z 1928 roku „Szaleńcy”;
14.50 film krótkometrażowny „Niepospolita”;
19.05 film fabularny z 1920 roku „Dla ciebie Polsko”;
20.00 film dokumentalny „Niepodległość”;
00.55 film dokumentalny „Walka o głos”

TVP Historia

9.00 Drogi do niepodległości;
12.20 film dokumentalny „Plac pamięci narodowej”;
13.25 film komediowy z 1939 r. „Włóczęgi”;
19.10 film dokumentalny „Zamek przy Eaton Place”;
22.20 film dokumentalny „Wojna światów”,
00.00 film dokumentalny „Ostatnie chwile I wojny”

TVP Dokument

7.05 z cyklu „Notacje” Jadwiga Piłsudska-Jaraczewska- Mój dom rodzinny;
11.50 film dokumentalny „Kościuszko. Przewodnik bardzo współczesny”;
12.50 film dokumentalny „Atlas niepodległości”;
15.55 film dokumentalny „Rzeczpospolita-reaktywacja”;
22.50 „Moja Polska -rzecz o prezydencie Ryszardzie Kaczorowskim”
Zdjęcie główne: Rok 1928. Aleksandra Piłsudska z córkami Wandą i Jadwiga w schronisku dla weteranów powstania z 1863 roku. Fot. NAC/IKC
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Konfederacja warszawska, czyli tolerancja nie w porę
Polskie czarownice palono na podstawie kodeksów niemieckich.
Historia Najnowsze wydanie
Och, ty durniu! Dlaczego wstydzisz się nazywać Bułgarem?
Języki narodowe Europy Środkowo-Wschodniej kształtowały się na polu literatury chrześcijańskiej.
Historia Poprzednie wydanie
Koniec demokracji na Litwie
Towarzystwo Trzeźwości dostało koncesję na prowadzenie karczem i restauracji.
Historia Poprzednie wydanie
Czy można walczyć z największą armią świata?
Część poborowych, która opuściła Warszawę, błąkała się po lasach i okolicy.
Historia Poprzednie wydanie
Gdzie jest Rubens z Kalisza?
Czy arcydzieło spłonęło? A może padło łupem złodziei?