Cywilizacja

Język, który niósł cywilizację. Czy łacina przetrwa?

„Polska jest krajem ciekawym, ponieważ można ją zjechać wzdłuż i wszerz, i z każdym można się dogadać, bo wszyscy mówią po łacinie” – pisał autor „Przypadków Robinsona Kruzoe”.

Jest nośnikiem kultury. Czynnikiem, który odegrał fundamentalną rolę w rozwoju cywilizacji zachodniej i w upowszechnieniu nauki Kościoła. Do dziś stanowi ważny punkt odniesienia, m.in. dla lekarzy i farmaceutów, prawników, historyków, ale tak naprawdę dla każdego, kto ma świadomość dziedzictwa naszej cywilizacji. W czwartek 10 listopada 2022 przypada 10. rocznica ogłoszenia przez Benedykta XVI motu proprio „Latina Lingua”, którym Ojciec Święty próbował wspomóc wzrost znajomości łaciny w środowisku kościelnym, jak i w całym świecie kultury. Na mocy listu apostolskiego powstała Papieska Akademia Języka Łacińskiego.

Na przestrzeni dwóch tysięcy lat łacina miała kluczowe znaczenie dla naszego świata. – Społeczeństwa cywilizacji zachodniej aż do XVIII wieku kształtowały się zgodnie z rytmem prozy łacińskiej. Do tego czasu łacina była językiem wiedzy, polityki (idei politycznych), a przede wszystkim filozofii i teologii. W tym języku pisał jeszcze Isaac Newton – mówi dr hab. Rafał Toczko, filolog klasyczny z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Łacina była powszechnie znana także w Polsce. Profesor Toczko dodaje, że przez wieki była formą myślenia, a także językiem konwersacji i korespondencji listownej. Przytacza fragment książki „The Complete English Gentleman” Daniela Defoe (autora słynnej powieści „Przypadki Robinsona Kruzoe”), w którym „autor opisywał, że Polska jest krajem ciekawym, ponieważ można ją zjechać wzdłuż i wszerz, i z każdym można się dogadać, bo wszyscy mówią po łacinie”.

– Język łaciński jest nie tyle elementem, co nośnikiem cywilizacji zachodniej. W XVI i XVII wieku, czyli w szczycie rozwoju cywilizacji łacińskiej, kiedy była właściwie jedynym językiem międzynarodowym, docierała – za sprawą odkryć geograficznych – w różne zakątki świata, choćby do Stanów Zjednoczonych, gdzie była pierwszym językiem edukacji – opowiada dr Katarzyna Ochman, filolog klasyczny z Uniwersytetu Wrocławskiego, prezes Polskiego Towarzystwa Filologicznego.

Wulgata i liturgia

Aby uzmysłowić ogrom dziedzictwa Latinitas, dr Ochman przedstawia porównanie objętości dostępnych nam tekstów wytworzonych przez autorów łacińskojęzycznych – od III wieku p.n.e., w którym literatura rzymska się pojawiła, do V wieku n.e., w którym upadło Cesarstwo Rzymskie, czyli w okresie mniej więcej 800 lat – z tekstami łacińskimi powstałymi od upadku Imperium do dziś, czyli na przestrzeni bez mała 1600 lat: otóż teksty rzymskich autorów pogańskich można pomieścić w ok. 100 tomach , zaś autoró chrześcijańskich – w ok. 400 tomach – łącznie 500 tomów. Tymczasem spuścizna łacińska od V wieku do dziś liczy… 5 mln tomów!

– Zrobiłam eksperyment myślowy. Gdyby jedna osoba próbowała każdego dnia nawet nie przeczytać, ale przejrzeć jeden tom, to pobieżne zapoznanie się z całym zbiorem zajęłoby jej 14 tys. lat. To jest cały świat zaklęty w tekstach… – obrazuje dziedzictwo łacińskie dr Katarzyna Ochman. – Tak naprawdę dotychczas porządnie został przebadany korpus klasyczny, rzymski, czyli pierwsze 100 tomów. Dopiero w ostatnich dziesięcioleciach lat badacze chętniej zwracają się w stronę pozostałych 400 tomów z okresu Cesarstwa Rzymskiego – dodaje.

Łacina przez wieki odgrywała niezwykle ważną rolę w życiu Kościoła. – Nie jest jedynym językiem Kościoła. Tradycyjne liturgie katolickie posługiwały się wieloma językami – aramejskim, greckim, starosłowiańskim i innymi. Jednakże łacina, jako język papieskiego Rzymu, który jest sercem Kościoła, jest językiem całej jego wspólnoty. Przypomina prawdę, że Kościół stanowi Populus Dei, czyli Lud, a właściwie Naród Boży – mówi Marek Jurek, były marszałek Sejmu, dziś publicysta. Ponadto nawiązuje do motu proprio Latina Lingua: – Troska Benedykta XVI o język łaciński wynikała z jego świadomości, że fundamentem życia religijnego musi być wypełnianie czwartego przykazania, a więc przede wszystkim realizacja zasady synowskiego przywiązania do przeszłości Kościoła, jak i do dziedzictwa naszej cywilizacji i kultury.
Swobodę odprawiania mszy w klasycznym rycie po łacinie, przodem do ołtarza, przywrócił papież Benedykt XVI w 2007 roku. Papież Franciszek w 2021 roku zniósł wprowadzone przez swojego poprzednika zezwolenia. Fot. PAP/Paweł Kula
Tomasz Rowiński, historyk idei i publicysta kwartalnika „Christianitas” zaznacza, że rola łaciny w życiu Kościoła ma charakter źródłowy: – Co prawda Ewangelia, Pismo Święte nie zostały napisane po łacinie, ale to łacińskie jego tłumaczenie, czyli Wulgata do dzisiaj stanowi tekst źródłowy, dzięki któremu możemy zrozumieć Objawienie Boże – mówi. I dodaje: – W języku łacińskim powstały też wszystkie najważniejsze teksty teologiczne: od Credo, czyli Wyznania wiary, po teksty liturgiczne. Zresztą również podstawą zreformowanej po Soborze liturgii jest tekst łaciński. Łacina współtworzyła i współtworzy specyfikę teologicznej kultury chrześcijańskiej.

Czy św. Piotr nauczył się łaciny?

Marek Jurek zwraca uwagę, że dla Polaków łacina miała szczególne znaczenie. Dzięki niej prości ludzie na dalekich kresach, na terytoriach, gdzie mieszała się kultura łacińska i bizantyjska, katolicyzm i prawosławie, mogli być dziedzicami wielkiej cywilizacji rzymskiej. Nawet jeżeli nie byli tego świadomi, to w niej uczestniczyli. Teraz to tracą na rzecz banalnej swojskości.

Łacina nie była językiem Kościoła od początku jego dziejów. Najpierw była nim greka. – Choć Jezus ze swoimi uczniami rozmawiał po aramejsku. Mówi się nawet, że Ewangelia według św. Mateusza pierwotnie została napisana po aramejsku, ale ta wersja nie zachowała się. W jej greckim tekście jest wiele arameizmów i hebraizmów – podkreśla dr Katarzyna Ochman.

Dodaje, że Jezus i Piłat najprawdopodobniej rozmawiali po grecku. Z kolei uczniowie Chrystusa, po przekroczeniu granic Judei i Galilei, posługiwali się przede wszystkim greką. – Jestem ciekawa, czy św. Piotr przebywając w Rzymie nauczył się łaciny. Nie musiał, albowiem język grecki był tam powszechny. Niemniej łacina była dla Rzymian językiem ojczystym, a do tego językiem literackim. To był moment, w którym Kościół zaczął używać łaciny na równi z greką. We wschodniej części Cesarstwa Rzymskiego posługiwał się greką, a w zachodniej – łaciną – wyjaśnia prezes Polskiego Towarzystwa Filologicznego.

Łacina z czasem stała się lingua franca. Katarzyna Ochman zapytana, dlaczego stała się językiem Kościoła, odpowiedziała: „Wynika to z polecenia Jezusa”, który przecież głosił: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”. – Jeżeli Chrystus objawiłby się dzisiaj w Polsce, to między sobą, owszem, głosilibyśmy Ewangelię po polsku, ale skoro mamy głosić ją na całym świecie, żeby dotarła do wszystkich, to należałoby to zrobić w języku międzynarodowym, czyli po angielsku – podkreśla.

Po chwili zwraca uwagę, że proces upadku Cesarstwa Rzymskiego nie dotyczył języka łacińskiego – mimo zniszczenia struktur państwa, które były jego gwarantem, wyszedł z opresji bez szwanku. – Barbarzyńcy, którzy w kolejnych pokoleniach, do czasu panowania Karola Wielkiego podbijali Rzym – niszczyli jego struktury, ale przejmowali język. Natomiast Karol Wielki, który wprowadził swoje porządki w Europie Zachodniej i mógł uczynić językiem oficjalnym swój język ojczysty, czyli frankoński, nie zrobił tego, bo łacina była językiem literatury. Praktyczny w swych działaniach jest również Kościół, który stara się nieść swoje przesłanie do wszystkich krajów świata – podkreśla dr Ochman.

Można spotkać się z opiniami, że od epoki renesansu łacina bardzo zaczęła tracić na znaczeniu. Zdaniem prezes PTF jest to mit. – Do XVIII wieku łacina była językiem edukacji. Każdy wykształcony człowiek dobrze ją znał. Nawet w wieku XIX, kiedy nie była już językiem wykładowym w szkołach, to absolwent klasycznego gimnazjum lepiej znał łacinę, miał większą styczność z tym językiem, niż współczesny absolwent filologii klasycznej… – opowiada Katarzyna Ochman.

Niemniej od XVIII wieku, na fali nacjonalizmów, kiedy kształtowały się państwa narodowe, łacina zaczęła schodzić na dalszy plan. Odtąd znalazła się w cieniu języków ojczystych. Jej sytuację pogorszyły tendencje w kulturze lat 60. i 70. XX w. – W cywilizacji europejskiej zaszły wówczas potężne zmiany, wynikiem których był zanik obecności łaciny we wszystkich obszarach kultury, w tym również w życiu Kościoła – zaznacza Katarzyna Ochman.

Po co nam łacina? Żeby Polacy zrozumieli, że są potomkami Rzymian

Państwo cezarów upadło, ale rzymskość odrodziła się w nowej rzeczywistości.

zobacz więcej
Z polskiej perspektywy może się wydawać, że obecnie obserwujemy schyłek łaciny. W rzeczywistości jej kondycja jest całkiem dobra. To znaczy, o ile nad Wisłą liczba osób, które uczą się łaciny, po upadku komunizmu – co może wydawać się paradoksem – drastycznie zmalała, to na Zachodzie chętnych do jej nauki nie brakuje.

– W Polsce łacina pełni rolę listka figowego. Na przykład używa się jej podczas składania przysięgi doktorskiej. Tyle że 99 proc. ludzi, którzy tę przysięgę składają, nie rozumieją jej słów; obok tekstu łacińskiego jest tłumaczenie polskie. Na Zachodzie język łaciński nadal stanowi podstawę kształcenia ogólnego w szkołach, takich jak liceum czy gimnazjum, zwłaszcza w tych bardziej elitarnych. Obecność łaciny i filozofii w programie szkolnym jest wyznacznikiem elitarności danej szkoły – uważa dr. hab. Rafał Toczko.

Filolog klasyczny dodaje, że w niektórych regionach Europy Zachodniej, m.in. z powodu multikulturowości, łacina jako przedmiot także traci popularność i autorytet, np. we Francji czy w niektórych landach niemieckich. Niemniej na przykład w Bawarii, w Austrii, w Belgii czy we Włoszech, w szkołach jest bardzo dużo łaciny. – Więcej osób uczy się łaciny w Monachium, niż w całej Polsce – podkreśla.

Tomasz Rowiński: – W Europie Zachodniej łacina jest nauczana intensywniej niż w Polsce. W krajach, które są przykładem nowoczesności, jak Anglia czy Niemcy, łacinnicy bez większego trudu mogą dostać etat nauczycielski. Uczniowie mają powszechny dostęp do lekcji łaciny. Z kolei w Polsce panuje dziwny, niezrozumiały nastrój wokół łaciny, jakby była przestarzała i niepotrzebna… – mówi publicysta.

Profesor Toczko jest przewodniczącym Komitetu Głównego ogólnopolskiej olimpiady języka łacińskiego. Nie ukrywa, że 15-20 lat temu w olimpiadzie brało udział znacznie więcej uczniów niż obecnie. – Kilkanaście lat temu, z trzech województw: Warmińsko-Mazurskiego, Kujawsko-Pomorskiego i Pomorskiego, mieliśmy średnio 150 uczestników. Dzisiaj, gdy z tych województw zgłosi się 10 uczestników, to się cieszymy… – mówi z ubolewaniem.

Kontynuuje, że od 1981 roku przez następne dekady decyzje polityczne nie sprzyjały nauce łaciny. Systematycznie rugowano ją z programu szkolnego. Normą było też rezygnowanie przez szkoły z łaciny jako przedmiotu, gdy łacinnicy przechodzili na rentę bądź emeryturę. Takie rozwiązanie było dla nich wygodne. Rodzice nie protestowali, gdyż po upadku komunizmu ulegli narracji pod hasłem „gonimy Zachód” i uwierzyli, że łacina jest niepotrzebna, że jej miejsce – z lepszym skutkiem – zajmie drugi język obcy, przedsiębiorczość czy WOS.

– Nawet komunizm do tego stopnia nie wykończył łaciny w szkołach, jak zrobiła to III RP... – podkreśla dr hab. Rafał Toczko. I zaznacza, że być może już za 20 lat znajdziemy się w sytuacji, w której dokumenty z historii Polski, do pewnego momentu sporządzane w 100 proc. po łacinie, będą nam tłumaczyć Niemcy albo my będziemy je tłumaczyć z niemieckiego.

Wspólnie zaśpiewać

Z kolei w byłych miastach wojewódzkich deficyt ludzi znających łacinę widoczny jest już teraz. Jego istnienie wychodzi na jaw przy okazji powszechnej digitalizacji zbiorów bibliotecznych. Brakuje ekspertów, którzy byliby w stanie powiedzieć, co znajduje się w starych, zapisanych po łacinie zbiorach. W związku z tym biblioteki są zmuszone zwracać się (niekiedy rozpaczliwie) o pomoc do łacinników z ośrodków uniwersyteckich.

W ocenie Marka Jurka porzucanie łaciny uchybia czwartemu przykazaniu (nakazującymi oddawać cześć przodkom) i przywiązaniu do naszej cywilizacji. – Żyjemy w warunkach powszechnej edukacji i powszechnego używania języków obcych, podobno są to czasy wzrostu wiedzy… A ja zawsze powtarzam, jak byłoby kapitalnie, gdyby katolicy, do czego wzywał ostatni sobór powszechny [Sobór Watykański II – red.], potrafili wspólnie zaśpiewać po łacinie odmówić spowiedź powszechną albo zaśpiewać Gloria, Credo czy Agnus Dei. Na przykład Litwini i Polacy w Ostrej Bramie czy w Katedrze Wileńskiej, albo Polacy i Niemcy w kościele na Górze Świętej Anny... – mówi z nostalgią były polityk.
ODWIEDŹ I POLUB NAS Jednakże z pewnością nie obserwujemy schyłku łaciny. Co więcej, w niektórych obszarach zainteresowanie nią rośnie. W ostatnich latach mamy do czynienia ze stopniowym odradzaniem się liturgii odprawianej po łacinie. – Przed ogłoszeniem przez Benedykta XVI innego motu proprio „Summorum Pontificum” (2007) o upowszechnieniu starszej formy rytu rzymskiego, ludzie, którzy uczestniczyli w tego rodzaju liturgii, mówili pół żartem, pół serio, że znają wszystkich z tego środowiska w całej Polsce. To było naprawdę wąskie grono. Dzisiaj takie żarty nie mają podstaw. W starszej formie liturgii uczestniczy wielu ludzi gromadzących się w licznych środowiskach – relacjonuje Tomasz Rowiński. – Uczestnicy liturgii w jej starszej formie korzystają z łaciny. Bardzo popularne są podręczne mszały polsko-łacińskie. Teksty źródłowe są znane, a skoro język nie jest używany tylko biernie, to przypuszczam, że jest też coraz lepiej rozumiany. Wciąż mówimy o niszy, ale bez porównania szerszej niż 15 lat temu – dodaje.

– Obserwuję systematyczny wzrost wspólnot tradycyjnych w Kościele, które używają łaciny jako języka liturgicznego. Każdy, dla którego łacina jest językiem liturgii, albo kto przez dłuższy czas pozna wspólnotę tradycyjną, przekona się, że tak jak wpadają nam w ucho angielskie zwroty, tak samo systematyczne używanie łaciny sprawi, że na poziomie podstawowym stanie się językiem zrozumiałym. Oczywiście nie jako język mówiony, lecz sakralny, umożliwiający wspólną modlitwę – przekonuje Marek Jurek.

Machina czasu

Promyk nadziei widać także w kontekście nauczania łaciny w polskich szkołach. Choć trzeba powiedzieć jasno, że odwrócenie tendencji z ostatnich kilku dekad, będzie niezwykle trudnym zadaniem. Dr Katarzyna Ochman szacuje, że na początku lat 90. XX wieku, w Polsce języka łacińskiego uczyło się ponad 30 proc. uczniów. Ale kilka lat temu było to już tylko 2 proc. uczniów, a obecnie… wynik oscyluje blisko zera. Filolog kontynuuje, że program ministerialny (2 godziny łaciny tygodniowo przez 4 lata) kontynuuje zaledwie ok. 10 szkół średnich, choć są oczywiście szkoły uczące tego języka w ramach zajęć dodatkowych.

Najbardziej ambitnych uczniów do nauki zniechęca też pewne ograniczenie systemowe: łacina należy do puli tzw. rozszerzeń, spośród których można wybrać najwyżej trzy. Doktor Ochman ma jednak nadzieję, że sytuacja ulegnie zmianie. W ubiegłym roku MEN wprowadziło tzw. małą łacinę (1 godzina w tygodniu przez 1 rok) – przedmiot do wyboru, a „obecnie trwają konsultacje publiczne bardzo ciekawego projektu nowej podstawy programowej, która wprowadza dodatkową ścieżkę wyboru łaciny nie tylko w liceum, ale też w VII i VIII klasie szkoły podstawowej”.

Prezes Polskiego Towarzystwa Filologicznego przekonuje, że nadal warto uczyć się łaciny: – To jest język, który łączy ludzi Zachodu i to nie tylko pod względem geograficznym. Można dziś powiedzieć, że język angielski łączy cały świat, że jest językiem globalnym. Ale on łączy tylko ludzi z końca XX i początku XXI wieku. Angielski na przestrzeni wieków bardzo się zmienił. Z kolei łacina zawsze jest taka sama. Dlatego nie tylko łączy mnie z ludźmi z innych kontynentów, odwołujących się dzisiaj do cywilizacji łacińskiej. Łączy mnie z każdym człowiekiem z ostatnich 2000 lat. Jest wspólną kulturą w czasie. Machiną czasu. Jeżeli dzisiaj napiszę coś po łacinie, to jest duże prawdopodobieństwo, że będzie to zrozumiałe za 500 czy 1000 lat, jeżeli nasz świat nadal będzie istniał.

– Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Czy historyczne łacińskie inskrypcje będą dla Polaków musieli tłumaczyć Niemcy? Na zdjęciu ullica Zakroczymska w Warszawie. Fot. Janusz Sobolewski / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polska chętnie daje wizy i pracę cudzoziemcom z całego świata
Tylko w ubiegłym roku przyjęliśmy pół miliona imigrantów zarobkowych.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Morderczy lek. Sto razy silniejszy od morfiny
Powoduje apatię lub euforię, zawroty głowy, zaburzenia pamięci, lęki nocne i spowolnienie akcji serca.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Demokracja nie chroni przed przemocą
Dlaczego kupcy nie mieliby zabijać swoich konkurentów, jeżeli zapewni im to zyski?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Mundial po arabsku. Islam i sport
Można zmienić obywatelstwo, ale trudno się odciąć od wiary. Niełatwo przerobić chrześcijanina na muzułmanina.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Czy islamiści infiltrują armię francuską? Być może już 30 proc....
Imamowie w koszarach, meczety w bazach wojskowych, żywność halal w kantynach.