Kultura

Czy to podręcznik dla starych białych mężczyzn, którym już nie staje?

Promocja nowej powieści Houellebecqa została zaplanowana starannie. Wydawca wypuszczał drobne przecieki, jak z kroplówki, zdradzając po kolei wysokość nakładu czy tytuł.

Michel Houellebecq wraca z ósmą powieścią. W „Unicestwianiu” – polskie wydanie ukazuje się w najbliższych dniach – autor przenosi czytelnika w realia kampanii prezydenckiej w 2027 roku, by w atmosferze pesymistycznego polityczno-metafizycznego thrillera poruszyć tematy starości, śmierci, eutanazji czy upadku Zachodu. Przez niedokładnie zatrzaśnięte wrota schopenhauerowskiego pesymizmu przebija jednak iskierka nadziei.

Jak każda kolejna książka tego autora, również ta, wywołała we Francji spory odzew w mediach klasycznych i społecznościowych. O ile w tych drugich licznik odpowiednich hasztagów świadczy o popularności wśród czytelników, to obecność tematu w prasie, radiu i telewizji jest raczej świadectwem kontrowersji wokół autora, jego pozycji i dorobku, nierzadko sporów natury politycznej.

Testament białego burżuja?

Trzeba bowiem pamiętać, że we Francji literatura to domena wielce upolityczniona. A właściwie nie tyle sama literatura, ile krytyka literacka, która dokonuje poszerzenia pola walki, chętnie dzieląc autorów wedle kryteriów politycznych i przypinając im łatki lewicy lub prawicy, gdy tylko znajdzie ku temu najmniejszy pretekst nie tylko w ich poglądach lub samej twórczości, ale także w jej odbiorze.

Istnieją owszem pisarze obiektywnie „skrajnie prawicowi”, jak Laurent Obertone i jego postapokaliptczna „Guerilla” o wojnie domowej we Francji, czy „skrajnie lewicowi”, jak Didier Daeninckx, którego powieści to antyfaszystowskie donosy, ale w większości wypadków to krytyka literacka nadaje profil, przystawiając odpowiedni stempel.

W wypadku nowej powieści Houellebecqa nie jest inaczej. Pozytywnie przyjęte w centroprawicowym „Le Figaro”, prawicowe „Valeurs actuelles” uznało, że temat wart jest okładki, zaś dla lewicowej „Marianne” „Unicestwiaenie” stało się natychmiast chłopcem do bicia. Recenzenci lewicowych mediów pastwili się nad powieścią, prześcigając się w wymyślaniu barwnych formuł: „testament białego burżuja oderwanego od rzeczywistości”, „marzenie o reakcyjnym świecie, w którym mężczyźni mają władze nad kobietami, a imigranci się nie wychylają”, „autor wali w kobiety, czarnych, klasę robotniczą, dziennikarzy”, „to nie powieść skrajnie prawicowa, to powieść banalizująca skrajną prawicę” etc.

A wszystkich przebił serwis internetowy Médiapart, pisząc, że „Unicestwianie” to „podręcznik asekuracji dla mizoginicznych, starych, białych mężczyzn, którym już nie staje”.

Plan marketingowy

Houellebecq kazał czekać czytelnikom dwa lata od swej poprzedniej powieści „Serotonina”. Nowa książka ukazała się we Francji 7 stycznia 2022 roku, dzień w dzień siedem lat po krwawym zamachu na „Charlie Hebdo”. Czyżby wydawca specjalnie wybrał tę datę? Z tym islamistycznym zamachem w 2015 r. zbiegło się w czasie wydanie jednej z poprzednich powieści pisarza, „Uległość”, traktującej o islamizacji Francji. Wiadomo, że Houellebecq, w głębokim szoku, zrezygnował wówczas z promocji książki i wyjechał z Paryża, nie mając ochoty wchodzić w buty proroka, któremu niechcący spełniła się najczarniejsza wizja.

Kampania promocyjna „Unicestwiania” została profesjonalnie zaplanowana z największą starannością według sprytnie zaaranżowanego planu marketingowego. Wydawca Flammarion starannie wypuszczał drobne przecieki, jak z kroplówki, zdradzając po kolei wysokość pierwszego nakładu czy tytuł, który został ujawniony dopiero 17 grudnia 2021 r.

600 dziennikarzy i krytyków, którzy dostali do ręki tekst powieści, obowiązywało embargo na ujawnianie treści do 30 grudnia. Brakowało jeszcze bunkra dla tłumaczy i mielibyśmy niemal casus ostatniego tomu cyklu „Harry Potter”.

Sam autor aktywnie uczestniczył w tym projekcie, opiniując gramaturę papieru, wybierając kolor okładki, zainspirowany ponoć białym albumem Beatlesów, prosząc, by tytuł powieści – anéantir, czyli „unicestwiać” – był pisany małą literą.
Michel Houellebecq podczas gali w Berlinie w roku 2016 po przyznaniu mu nagrody Franza Schirrmachera. Fot. Michele Tantussi/Getty Images
Tytuł bez wielkiej litery, składający się jedynie z bezokolicznika czasownika jakby wyjętego gdzieś z niewidzialnego zdania, wygląda jak zawieszony w próżni, łącząc nieznany podmiot z tajemniczymi okolicznikami i otwierający szerokie pole dla wyobraźni zanim jeszcze klient księgarni weźmie książkę do ręki.

„Tylko” 180 tysięcy

Sama książka została wydana w wersji dość luksusowej, ze specjalną niełamliwą okładką oraz czerwoną wstążeczką w roli zakładki. Niepopularny jest też wykorzystany format, 1:1,60 bliski zasadom złotego podziału w architekturze i sztuce. Podobno wydawca chciał upodobnić w ten sposób książkę do pozycji wydawanych w prestiżowej kolekcji literackiej „La Pléïade”, a pozostałe powieści autora mają być wznowione w tej samej szacie graficznej – na razie wyszły już trzy z nich. „Houellebecq chce stworzyć swoją własna Plejadę” – komentują złośliwi. W każdym razie te wszystkie wybory przekładają się na realny wzrost kosztu druku, znak, że wydawca nie wątpił w sukces, zamawiając pierwszy nakład w astronomicznej liczbie 300 tys. egzemplarzy.

Już po premierze lewicowy tygodnik „L’Obs” pozwolił sobie na małą Schadenfreude, pisząc, że operacja marketingowa się nie udała i ciesząc się, że Flammarion sprzedał mało, bo „tylko” 180 tys. w miesiąc. „Mało”, w kraju, gdzie 1000 egzemplarzy sprzedanego nakładu uważane jest przez autorów za sukces literacki i gdzie wydawcy potrafią zaproponować dodruk 50 sztuk?

Jak widzieliśmy, realna popularność autora boli krytyków z lewej strony i to tak, że niektórzy pisali negatywne recenzje zanim jeszcze dostali autorski egzemplarz, a nieco później w grudniu, zanim książka jeszcze się ukazała, podawali w swoich recenzjach pirackie strony, skąd można ściągnąć „Unicestwianie” za darmo.

Rozmowy o wiązaniu krawata

Czy Houellebecq płaci za „Uległość” i niepoprawne politycznie opinie na temat islamu czy postępu? Nie po raz pierwszy pojawiają się oskarżenia o lanie wody na młyn skrajnej prawicy czy przyjaźń z Erikiem Zemmourem, faktyczną czy istniejącą tylko w wyobraźni dziennikarzy, którzy relacjonują spotkanie obu celebrytów na party w pewnym paryskim klubie, gdzie rozmawiali o wiązaniu krawata, pozostając odtąd podobno ze sobą w codziennym telefonicznym kontakcie. Wiązanie krawata w towarzystwie osoby politycznie ostracyzowanej nie jest, jak widać, czynnością neutralną.

W samej powieści Houellebecq wspomina prawicowego kandydata w wyborach prezydenckich z pewną dezynwolturą: „To prawda, że temat Zemmoura działa niezawodnie, wystarczy wymówić jego nazwisko i rozmowa zaczyna schodzić na całkowicie przewidywalne i dobrze wydeptane ścieżki, trochę jak swego czasu temat Georges'a Marchais”.

Sam fakt, że 65-letni autor przywołuje postać genseka francuskiej partii komunistycznej z lat 80. XX wieku mówi już sporo o jego docelowej publiczności, pokolenia boomerów odcinających kupony sukcesu ekonomicznego Trente Glorieuses [trzy dekady wzrostu gospodarczego Francji w latach 1945-75 – red.], dla których kontrast z obecnymi latami kryzysu może być tylko szokiem.

Na biurku zdjęcia ministra i Trinity

Houellebecq osadził akcję swej powieści w roku wyborczym, a została ona wydana na kilka miesięcy przed kampanią prezydencką, ale przeskoczył w niej o jedną kadencję. Jej akcja toczy się nie w roku 2022, ale w 2026 i 2027. Kończy się druga kadencja Emmanuela Macrona (którego wygraną w mających się odbyć kilka miesięcy po premierze książki wyborach autor antycypuje niczym pisarz Jan Oborniak w „Zmiennikach” Stanisława Barei), nie wymienionego wprawdzie z nazwiska, ale bardzo łatwego do rozpoznania, gdyż autor nawiązuje do jego profilu, wieku i haseł („start up nation”). Ponieważ konstytucja nie pozwala Macronowi na trzeci start z rzędu, w wyborach startuje jego minister finansów Bruno Juge.

Jest tajemnicą poliszynela, że pierwowzorem literackiej postaci jest rzeczywisty minister finansów Bruno Le Maire, prywatnie przyjaciel autora. Świadomość, że znalazł się w powieści bestsellerowego pisarza napompowała jego ego do tego stopnia, że sam zdradzał od czasu do czasu w mediach smaczki z powieści jeszcze w trakcie jej pisania.

Kim pan jest, panie Houellebecq?

W dziedzictwie lewicy kulturowej pisarz obnaża naiwność i obłudę. Wskazuje psychologiczne i społeczne koszty, które niesie choćby upowszechnienie modelu rodziny patchworkowej. Ale bynajmniej nie daje na te choroby tradycjonalistycznych recept - twierdzi Filip Memches.

zobacz więcej
Znającego życie polityczne we Francji może to zaskoczyć: jak Bruno Le Maire, ten prawdziwy, nie literacki, postać zupełnie bezbarwna, płaska i bezosobowa, mógł zdobyć przyjaźń pisarza tego kalibru? Tym bardziej, że minister Bruno Juge, ten literacki, nie prawdziwy, dostał od Houellebecqa prawdziwą laurkę: najlepszy minister finansów od czasów Colberta, autor francuskiego cudu gospodarczego, dzięki któremu naród żyje spokojnie w dobrobycie, a Francja wyprzedza w 2026 r. gospodarkę Niemiec. Podobno pisząc powieść, Houellebecq miał na biurku dwa zdjęcia: tak, tak, jedno z nich to zdjęcie swego przyjaciela ministra, drugie to Trinity z „Matrixa”. Ale mniejsza z tym.

Oszukać konstytucję

Główny bohater „Unicestwiania” to Paul Raison, wysoki rangą urzędnik Ministerstwa Finansów, zaufany ministra, wspomagający go w wyścigu do Pałacu Elizejskiego. Jednak większe szanse ma niejaki Sarfati, animator talk show o sefardyjskim nazwisku, zupełnie jak bijący od kilku lat rekordy popularności telewizyjny prezenter Cyril Hanouna, rodzaj nadsekwańskiego Kuby Wojewódzkiego, tyle że bardziej wulgarnego i prostackiego. Jest oczywiste, że autor właśnie na nim wzorował tę postać.

Kryje się za tym sprytny wybieg poprzedniego prezydenta (czyli niewymienionego z nazwiska Macrona): po jednej kadencji Sarfatiego może on znowu startować w wyborach. Macron planuje więc oszukać konstytucję, tak jak zrobił to Putin, podstawiając Miedwiediewa, a potem wracając na Kreml.

Początek kampanii zostaje wykorzystany przez tajemniczych cyberterrorystów, którzy rozsyłają realistyczne filmiki z wirtualnej egzekucji ministra na gilotynie. Pojawiają się tez inni drugoplanowi bohaterowie: cyniczni dziennikarze, lizusowscy politycy, agenci spod ciemnej gwiazdy… Właśnie ocierające się o panświnizm kulisy demokratycznej polityki stanowią dekoracje świata przedstawionego.

Oddzielne półki w lodówce

Świat nowej powieści Houellebecqa jest bez zaskoczenia taki sam, jak w jego poprzednich bestsellerach: ciemność, rozkład, upadek, mrok, beznadzieja etc. i to w każdej domenie: polityki, życia prywatnego, stosunków międzyludzkich, miłości, rodziny, małżeństwa. Tragizm losów jednostki spowodowany przez nowoczesne społeczeństwo, upadek wartości, pułapki postępu i nowoczesne ideologie wydaje się być nieunikniony.

A jednak wymowa powieści nie jest tym razem całkowicie pesymistyczna. Pojawiają się tu i ówdzie nieliczne promyki łaski i przebłyski nadziei, jak możliwość wyspy szczęścia na morzu beznadziei, nie na tyle silne, by zburzyć houellbecqowskie uniwersum, ale wystarczające, by postawić sobie pytanie o ewolucję duchową autora.

Paul Raison to typowy bohater Houllebecqowski: biały 40-latek, dobrze sytuowany, żonaty, bezdzietny, w kryzysie, a nawet już po kryzysie związku. Z żoną nie łączy go nic poza fajnym mieszkaniem w Paryżu, żyją razem, ale w separacji od łoża i stołu, a właściwie od łoża i lodówki, w której każde z nich ma oddzielną półkę.

Jednak to właśnie na tym uczuciowym ugorze miłość odrodzi się i wykiełkuje ponownie, wyzwalając przy okazji bohatera z seksualnego prekariatu spod znaku afrykańskich prostytutek i płatnego seksu (jedną z bardziej szokujących scen jest ta, gdy bohater płaci za seks oralny, a wykonawczynią zlecenia okazuje się jego własna siostrzenica).

Moc miłości

Ten element też jest nieodłącznym motywem Houellebecqa od samego początku twórczości, począwszy od „Poszerzenia pola walki” i „Cząstek elementarnych”, ale tu po raz pierwszy przekleństwo seksualnego ubóstwa zostanie radykalnie złamane przez zmartwychwstanie uczucia.

To niemal novum u autora, nieśmiało pojawiający się już w „Serotoninie”: miłość i jej soteriologiczna moc, które są wszechobecne w tej nowej powieści w rozmaitych wątkach. Paul odnajduje miłość swojej żony, jego owdowiały ojciec, były agent służb specjalnych po zawale, wchodzi w związek z Madeleine, która daje mu nie tylko możliwość funkcjonowania w życiu codziennym, ale i otacza bezwarunkową miłością pomimo różnic klasowych.
Michel Houellebecq , "anéantir". "Unicestwianie", Flammarion, W.A.B., 2022
Aurélien, młodszy brat Paula, ofiara małżeńskiego piekła z psychopatyczną lewicową dziennikarką, z którą ma ciemnoskóre dziecko kupione w Kalifornii u surogatki, odkrywa miłość z afrykańską pielęgniarką zajmującą się ich ojcem. Cécile, ich starsza siostra, wierząca katoliczka, od wielu lat zamężna z bezrobotnym notariuszem, byłym działaczem tożsamościowej prawicy i wciąż jest w nim zakochana prostym codziennym uczuciem, zupełnie jak nie z tego cynicznego i podłego świata.

Tych kilka jasnych punktów pozwala nie poddać się całkowicie pesymizmowi, nawet jeśli przyszłość tak „Unicestwiania”, jak i naszego realnego świata rysuje się w ciemnych barwach.

Pesymista rozczarowany

Innym wszechobecnym i równoległym motywem powieści jest śmierć w rozmaitych odsłonach: terroryzm, starzenie, samobójstwo, nieuleczalne choroby, horrendalne realia domów opieki etc. Dynamiczna symfonia amor, eros i thanatos – oto wybuchowy, ale harmonijny motyw przewodni „Unicestwiaenia”.

Houellebecq prezentuje się tu bardziej jako pesymista rozczarowany niż zdesperowany, jak w poprzednich książkach. Pesymizm jest obecny, owszem, ale jest jakby mniej przytłaczający, mniej niepokojący i mniej nihilistyczny. Czyżby z wiekiem Houellebecq skłaniał się ku nowej filozofii życia?

Niektórzy czytelnicy widzą tu inspirację chrześcijańską. To prawda, że w twórczości Houellebecqa można skonstatować wszechobecne teologiczne odniesienia, a jego biblijna i religijna erudycja o niebo przewyższa kulturę krytyków. On sam, który kilka lat temu ujawnił w jednym wywiadów, że przechodzi z pozycji ateistycznych na agnostyczne, nie jest jednym z tych antyklerykalnych ignorantów, od których roi się francuska inteligencja.

Tradycja rzymskokatolicka jest wszechobecna w jego twórczości: gdy cytuje encykliki papieskie takie jak „Rerum novarum” Leona XIII, gdy pisze o dystrybucjonizmie Gilberta Keitha Cherstertona [brytyjskiego pisarza i konwertyty na katolicyzm – red.] i Hilaire’ego Belloca [historyka i angielskiego pisarza katolickiego pochodzenia francuskiego – red.] albo powtarza formuły pochodzące bezpośrednio z magisterium Kościoła np. „od poczęcia do naturalnej śmierci”.

Pisarz katolicki?

W momencie, gdy Vincent Lambert był odłączany od respiratora Houellebeq napisał zupełnie pozaliteracki tekst przeciw eutanazji, odważniejszy i ostrzejszy niż gdyby wyszedł spod pióra katolickiego filozofa czy duchownego.

[Vincent Lambert, ofiara wypadku, w stanie wegetatywnym, utrzymywany przy życiu poprzez sztuczne odżywianie, stał się medialnym symbolem walki za i przeciw eutanazji. Jego rodzice bronili go przed odłączeniem, podczas gdy jego żona chciała jego śmierci. Po długoletnim konflikcie sądowym, został skazany na śmierć przez zaprzestanie odżywiania – przyp. aut.]

Wybitny dominikanin o. Olivier-Thomas Venard nie waha się nawet nazwać autora „ostatnim pisarzem katolickim”. Szokujący paradoks? Nie da się ukryć, że ukąszenie współczesnego nihilizmu jest u niego wszechobecne, ale nie sprzeciwia się wcale chrześcijańskim intuicjom. Wręcz przeciwnie, to nihilistyczne „ukąszenie duszy i serca” jest dzisiaj w pełni częścią kondycji wierzących wystawionych na próbę współczesnego społeczeństwa.

Chodzi o to, by ukąszeniu się nie poddawać, a zważywszy na to, że Houellebecq wciąż ma nadzieję, jak każdy chrześcijanin, to nie sposób motywacji chrześcijańskiej u niego wykluczyć. Ten wielki fan Pascala, którego w „Unicestwianiu” zresztą wielokrotnie przywołuje, obrazuje „nędzę człowieka bez Boga” według formuły XVII-wiecznego pisarza. Świat Houellebecqa to popiół, przynajmniej z zewnątrz, ale w popiele tym tkwi jeszcze żar, od którego iskry wszystko jest możliwe.

Nowy Maurras?
Gdy Houellebecq mówi: „Nie lubię Jezusa. Niepotrzebnie wywraca społeczeństwo, w którym żyje. Jest w pewnym sensie trochę rewolucjonistą”, to nie podoba mu się nie tyle sam Chrystus, czy to historyczny czy eklezjalny, ale raczej postać Jezusa-rewolucjonisty, jak tłumaczy dominikanin. „Houellebecq stawia ostre pytanie Kościołowi instytucjonalnemu: co zrobił z Jezusa, tak że powszechnie sprowadza się go do rodzaju aktywisty maja 1968?” ODWIEDŹ I POLUB NAS O. Venard, wybitny intelektualista, profesor wielu uczelni, m. in. Szkoły Biblijnej w Jerozolimie, który swoją kościelną karierę zaczynał w zawsze posłusznym wobec Rzymu, ale pielęgnującym przedsoborową liturgię Bractwie św. Piotra, zauważa, że Houellebecq jest pod wpływem francuskiego tradycjonalizmu, który ma tendencję do instrumentalizowania religii w służbie społeczeństwa. Byłbyż to nowy Charles Maurras [konserwatywny myśliciel francuski, agnostyk, w czasie II wojny światowej popierał marszałka Pétaina, w roku 1945 został skazany na dożywocie za kolaborację z rządem Vichy – red.]?

Faktycznie, w „Unicestwianiu” Houellebecq pisze, że „liberalna ideologia uparcie ignoruje problemy społeczne, przepełniona naiwną wiarą, że chęć zysku może zastąpić każdą inną ludzką motywację i może zapewnić energię psychiczną niezbędną do utrzymania złożonej organizacji społecznej”. Twierdzi tak Paul Raison, który wie, że to „musi runąć”. Czy brakującym spoiwem ma tu być chrześcijaństwo?

Argumentem na rzecz tego utylitaryzmu może być fakt, że Houellebecq już postulował swego czasu uznanie we Francji katolicyzmu za religię panującą, czego nie proponują nawet najbardziej radykalni tradycjonaliści. Według niego pomogłoby to rozwiązać problem muzułmańskiej irredenty, bo muzułmanie są gotowi zaakceptować, że będą drugą religią w państwie katolickim, ale nie to, że będą jedną z wielu w państwie laickim.

Duchowe perełki

Jeśli zatem nie jest to pisarz katolicki, jak nieco na wyrost proponuje o. Venard, to może choć da się u niego dostrzec „ziarna prawdy”? Zauważalna jest w powieści niewątpliwa nostalgia za katolicyzmem i poszukiwanie duchowości. „Jeśli odrzucasz dar Boży, nie może On nic dla ciebie zrobić” – pisze w „Unicestwianiu”.

Duchowych perełek jest w powieści sporo. Okazuje się, że modlitwy Cécile, siostry głównego bohatera, gorliwej katoliczki, od śmierci matki utrzymują jedność rodziny Raison. Tam właśnie, w domu rodzinnym w Villié-Morgon, na głębokiej francuskiej prowincji, z dala od paryskiego piekła, może dokonać się dokonać odrodzenie.

– Adam Gwiazda

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Michel Houellebecq
Zdjęcie główne: Michel Houellebecq na festiwalu filmowym w San Sebastian w 2019 roku. Fot. Clemens Niehaus / Zuma Press / Forum
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Duma i uprzedzenie. Widmo II RP wciąż nie daje nam spokoju
Na tle tatrzańskich szczytów nowojorskie drapacze chmur prezentują się dość mizernie…
Kultura Najnowsze wydanie
Efekt Pugaczowej. Czy piosenkarka zmusi Rosjan do myślenia?
Celebrytka wiedziała, jak dobrze żyć z każdą władzą.
Kultura Poprzednie wydanie
Twórca astronomiczny, który namalował motyle na stacji metra
Dzięki niemu warszawskie metro stało się największą na świecie galerią sztuki.
Kultura Poprzednie wydanie
Inna Europa Józefa Mackiewicza
W całej swojej twórczości zmagał się z pytaniem, „Czy różne narody mogą mieć wspólną ojczyznę?”
Kultura Poprzednie wydanie
Jerzy Połomski, architekt piosenki
Komponować nie potrafił, pisać tekstów nie zamierzał.