Cywilizacja

Koszmarny sen Brukseli. Nieprawidłowe partie wygrywają wybory

We Włoszech i w Szwecji do głosu doszły partie, dla których nie powinno być miejsca w wiecznie uśmiechniętej i zadowolonej z siebie brukselskiej Europie. A jednak to one właśnie najlepiej zdiagnozowały problemy, które trawią ich kraje. To kolejne symptomy zmian, jakie zaczynają zachodzić wśród narodów Starego Kontynentu.

„»Tak« dla naturalnej rodziny. »Nie« dla lobby LGBT. »Tak« dla tożsamości płciowej. »Nie« dla ideologii gender. »Tak« dla kultury życia. »Nie« dla czeluści śmierci. »Tak« dla krzyża. »Nie« dla przemocy islamu. »Tak« dla bezpiecznych granic. »Nie« dla masowej imigracji. »Tak« dla zatrudnienia dla naszych obywateli. »Nie« dla dużych międzynarodowych finansjer. »Tak« dla suwerenności ludu. »Nie« dla biurokratów w Brukseli. I »tak« dla naszej cywilizacji. I »nie« dla tych, którzy chcą ją zniszczyć. (…) Niech żyje Europa patriotów!”

Tych słów wygłoszonych na wiecu wyborczym hiszpańskiej partii VOX przez przyszłą/obecną już premier Włoch Giorgię Meloni brukselska eurokracja powinna nauczyć się na pamięć. Być może zwiastują one nadejście nowej Europy, a na pewno zakwestionowanie obecnych porządków, którymi unijni władcy spętali Stary Kontynent.

Podobnie jak zwycięstwo prawicy w Szwecji, a zwłaszcza skazywanych do tej pory na polityczne getto Szwedzkich Demokratów. Już rozległy się krzyki, że ten kraj, dotąd wzorcowy dla lewicy władającej Unią i jej ludami, przejęli rasiści, faszyści i kto tam jeszcze.

Eurokracja i nieustająco postępujące postępowo elity wpadają w panikę. Nie pomogły groźby przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, iż Włochy mogą tak jak Polska i Węgry zostać ukarane, jeśli nie wybiorą prawidłowych partii, lub rząd przez nie sformowany nie będzie Brukseli posłuszny. Być może słowa Niemki dodały nawet kilka punktów zwycięskiej, prawicowej koalicji.

Włosi nie zegną karku

Triumf włoskiej prawicy jest wielki – zdobyła 235 mandatów w 400-osobowej Izbie Deputowanych i będzie mieć 112 spośród 200 senatorów. Włochy mają szansę na mocny, stabilny rząd, o co nad Tybrem tradycyjnie bardzo trudno, z pierwszą w historii kraju kobietą premier – Giorgią Meloni.

To też bardzo dobra wiadomość dla Polski. Możemy zyskać potężnego sojusznika – trzeci kraj w Unii co do siły i wielkości gospodarki. Jeszcze w trakcie telewizyjnej debaty wyborczej Meloni jako szefowa partii Bracia Włosi (paranoicy od politpoprawności powinni zażądać zmiany nazwy ugrupowania na Siostry i Bracia Włoszki i Włosi ) oznajmiła, że nie zgadza się na nieustanne okładanie karami i sankcjami Polski i Węgier, i że jej rząd nie będzie na to eurokratom pozwalał.

Można być też spokojnym o twardy wobec Rosji kurs nowego rządu. Rozterki jej sojusznika Matteo Salviniego nie wzruszają Giorgii Meloni, która zdecydowanie opowiada się za zachowaniem sankcji wobec krwawego reżimu. Co więcej, z sondażu Quorum/YouTrend wynika, że popiera je 43% Włochów, a tylko 37% jest im przeciwnych. 20 % nie ma w tej sprawie wyrobionego zdania.

Jak to dobrze, że pani von der Leyen palnęła, co jej do głowy przyszło i zagroziła Włochom. Pozbawiła ich złudzeń co do tego, co reprezentuje sobą obecna Komisja Europejska i jak bardzo zideologizowanym, antydemokratycznym, autorytarnym jest ona tworem. Tym większa może być ich determinacja.
I Matteo Salvini, szef Ligi, i były premier Silvio Berlusconi nie mają powodów, by kochać Brukselę. Fot. YARA NARDI / Reuters / Forum
Matteo Salvini, były, a zapewne i przyszły wicepremier, lider koalicyjnego ugrupowania – Ligi już zapowiedział złożenie wniosku o wotum nieufności wobec przewodniczącej Komisji. Mało prawdopodobne, by znalazła się większość w Parlamencie Europejskim gotowa go poprzeć, ale to wyraźna zapowiedź, że Włosi nie zamierzają kornie giąć się przed unijnymi karbowymi.

Swego czasu ówczesny premier Włoch Silvio Berlusconi zaproponował niemieckiemu eurodeputowanemu Martinowi Schulzowi rolę kapo w filmie o niemieckich obozach koncentracyjnych, który kręcił jego przyjaciel. Barwnych, temperamentnych postaci w rządzie Giorgii Meloni pewnie i teraz nie zabraknie. To może być sposób na przywrócenie Włochom nadziei i energii po rządach kostycznego, bezdusznego bankiera eurokraty Mario Draghiego i wcześniejszych szaleństwach lewicowych partii, które doprowadziły Włochy na skraj bankructwa.

A eurokraci mają się czego bać. W czasie pandemii, kiedy Komisja Europejska dała pokaz swej bezradności i okazało się, że tzw. europejska solidarność nie znaczy nic, ledwie 27 procent Włochów opowiadało się za pozostaniem w Unii. W całym kraju trwała akcja zrzucania z publicznych budynków unijnych flag i udział w niej brali nie tylko zwykli obywatele, ale też działacze polityczni i gospodarczy, radni, burmistrzowie, dziennikarze, urzędnicy. Radykalizm nastrojów od tego czasu wystygł nieco, ale Bruksela musi się mieć na baczności.

Historia uzurpacji

Państwo mandatowe – rewitalizacja? Jak eurokraci usiłują przejąć kontrolę nad Polską

Jan Rokita: Chodzi o oddanie rządów – przynajmniej na jakiś czas – zaufanym funkcjonariuszom instytucji unijnych.

zobacz więcej
Eurokracja może oczywiście wytoczyć przeciwko Włochom potężne działa. Ma bowiem władztwo nad ich walutą – paneuropejskim euro, którym zawiaduje Europejski Bank Centralny z Francuzką Christine Lagarde na czele. Włosi są tak zadłużeni, że podnoszenie stóp procentowych mogłoby doprowadzić ich do niewypłacalności jak swego czasu Grecję. Na szczęście to broń wielosieczna i to samo spotkałoby posłuszne i korne Hiszpanię i Portugalię.

To kolejny przykład pokazujący, jak pozbawienie się własnego pieniądza, własnej polityki monetarnej ubezwłasnowolnia państwo. Niemiecki think tank Center for European Policy wyliczył, że od początku wprowadzenia euro statystyczny Włoch stracił na nowej walucie 73,6 tysiąca euro.

Włosi tkwią w pułapce wspólnej waluty, podobnie jak kraje bałtyckie, które nie mają żadnych narzędzi monetarnych, by dławić szalejącą u nich inflację. Są całkowicie zdani na łaskę urzędujących i zbierających się we Frankfurcie gubernatorów Europejskiego Banku Centralnego.

To właśnie nieszczęsne euro i kwestie finansów w znacznej mierze decydują o kształcie włoskiej polityki. Opowieść o niej jest też historią, arogancji, uzurpacji, łamania demokracji przez zaludniającą Brukselę unijną arystokrację. Toteż jednym z najważniejszych zadań, jakie stawia sobie zwycięska koalicja jest zmiana konstytucji i wprowadzenie ustroju prezydenckiego na kształt Republiki Francuskiej. Wybierany przez obywateli prezydent stałby na czele rządu, a nie był pacynką Unii i instytucji finansowych, jak to się zdarzało. W tych zmianach chodzi nie tylko o stabilizację rządów, ale też o uniemożliwienie, by to Berlin i Bruksela decydowały za Włochów, kto ma nimi rządzić.

Włosi dobrze pamiętają, że w 2011 roku Unia i instytucje finansowe pod groźbą wstrzymania funduszy zmusiły, mającego większość parlamentarną, premiera Silvio Berlusconiego do rezygnacji. Zastąpił go wtedy finansista, notoryczny komisarz europejski, człowiek od pilnowania unijnego miru Mario Monti.

W 2014 roku były amerykański sekretarz skarbu Timothy Geithner w swojej książce „Stress test” ujawnił, że przedstawiciele Unii prosili Waszyngton o pomoc w obaleniu rządu Berlusconiego. Administracja Obamy miała zablokować pożyczkę od Międzynarodowego Funduszu Walutowego i uzależnić odblokowanie jej od dymisji Berlusconiego.

Do kolejnej skandalicznej interwencji doszło w 2018 roku. Koalicja Ligi, Ruchu Pięciu Gwiazd i Forza Italia Berlusconiego chciała powołać na ministra gospodarki Paolo Savonę, który był wielkim krytykiem niemieckiego porządku w Unii i miał przygotować plan wyjścia Włoch ze strefy euro. Telefony z Brukseli i Berlina do prezydenta Sergio Mattarelli doprowadziły do odrzucenia tej kandydatury.

Giorgia inna niż wszyscy

Oprócz ewentualnej zmiany konstytucji, by Berlin i Bruksela nie mogły meblować w Rzymie gabinetów, eurokraci mają jeszcze jeden poważny zgryz: charyzmatyczna przywódczyni Giorgia Meloni, która odrzuca politpoprawny bełkot i odwołuje się do prawdziwych wartości, a nie ich lichych „europejskich” podróbek.
Giorgia Meloni ma wszystko, czego brakuje unijnym urzędnikom. Fot. Mistrulli/Fotogramma / Zuma Press / Forum
To postać jak z czarnego, a może czerwonego, koszmarnego, brukselskiego snu. Ma wszystko, czego brakuje unijnym urzędnikom: charyzmę, odwagę, rozsądek, otwartość, a przede wszystkim stałe, konserwatywne poglądy, których nie jest w stanie naruszyć kolejna lewacka moda.

Bruksela nie miała jeszcze do czynienia z politykiem tak pełnym pasji, temperamentu i energii. Chyba żaden polityk w Europie nie potrafi w tak jasny i dobitny sposób mówić o sprawach ważnych dla ogromnej liczby zastraszanych, uciszanych Europejczyków.

– Teraz jasno mówią o tym, by z dokumentów usunąć rubrykę: ojciec/ matka – mówiła na wyborczym wiecu, wywieszając na trybunie flagę Włoch. – Bo rodzina to wróg. Bo tożsamość płciowa to wróg. Bo tożsamość narodowa to wróg. To wszystko, co nas definiuje jest dla nich wrogiem. To gra o to, by narzucić nam jeden sposób myślenia. Muszą nam odebrać wszystko to, czym jesteśmy, bo gdy nie będziemy mieli już tożsamości, korzeni, będziemy pozbawieni świadomości, to staniemy się bezbronni. To jest ich gra. Chcą, byśmy byli rodzicem numer 1., numer 2, byśmy mieli płeć LGBT, byli obywatelami X, cyframi. Ale my nie jesteśmy cyframi. Jesteśmy ludźmi i będziemy bronić naszej tożsamości. Jestem Giorgia, jestem kobietą, jestem matką, jestem Włoszką, jestem chrześcijanką i nie odbierzecie mi tego...Wstydzę się państwa, które nie robi nic dla rodzin. Nie wierzę w państwo, które stawia życzenie homoseksualisty, by legalnie zaadoptować dziecko, przed prawem tego dziecka do posiadania ojca i matki, tylko dlatego, że homoseksualista głosuje, a dziecko nie. Sprawiedliwe państwo zajmuje się najsłabszymi, tymi którzy nie mogą sami się obronić.

Takie słowa wywołują panikę. Ale kiedy CNN i BBC opowiadają, że od czasów Mussoliniego nie było we Włoszech tak skrajnie prawicowego rządu, to zwyczajnie bredzą.

Kto się boi Giorgii Meloni?

Wszystko wskazuje na to, że blok centroprawicy wygrał niedzielne wybory we Włoszech.

zobacz więcej
Mussolini był socjalistą, szefem największego pisma socjalistów, oficjalnego organu Włoskiej Partii Socjalistycznej „Avanti”, który zorientował się, że proletariusze wszystkich krajów zamiast się łączyć, wyrzynają się w okopach I wojny światowej, a więc że tożsamość narodowa jest, wbrew temu, co głosił Marks, silniejsza niż klasowa. Mniejsza jednak o historię i doktryny polityczne. Rzecz sprowadza się bowiem, do tego, że każdy, kto sprzeciwia się autorytarnej lewicy, która włada Europą, staje się rasistą czy faszystą.

Repertuar insynuacji nie zmienia się od lat. Ale oddajmy głos światłym gościom jeszcze bardziej światłej stacji telewizyjnej: – (Meloni) ma coś, czego Marine Le Pen nie ma w aż takim stopniu rozwiniętego: Meloni nie mówi, krzyczy. Części publiczności krzyczący lider jest najwyraźniej potrzebny. I stąd włoski sukces – wnikliwie przeanalizował wybory w TVN24 Jacek Pałasiński, były korespondent tej stacji we Włoszech. Na to prowadzący program dziennikarz Andrzej Morozowski błyskotliwe zauważył, że „mieliśmy takiego lidera, który krzyczał – nazywał się Hitler i świetnie sobie radził”. Dziennikarz „Rzeczpospolitej” Jędrzej Bielecki dorzucił: „Mussolini chyba też krzyczał”. Całość spointował Pałasiński: „Ale Mussolini robił długie przerwy i się nadymał”.

Cały dialog wart jest przytoczenia, bo streszcza wszystko, co na temat włoskich wyborów mają do powiedzenia postępowe media na całym Zachodzie. Niczego więcej ani czytać, ani słuchać nie trzeba.

Szwedzcy Demokraci wychodzą z getta

A jak komuś mało, to może sobie przesłuchać wystąpienie szwedzkiej europoseł Malin Björk, która w Strasburgu wezwała Unię, by naprawiła błąd jej głupich rodaków, którzy nieprawidłowo zagłosowali i wybrali prawicę. Oznajmiła, że, w Szwecji, powstaje rząd z partią rasistowską i domagała się, by Unia „zjednoczyła się” i powstrzymała ekstremalną prawicę w Europie.

Jej zwycięstwo, choć nie tak głośne jak we Włoszech, jest jeszcze bardziej spektakularne. Chociaż socjaldemokraci tradycyjnie zdobyli największą liczbę głosów, ale nie są w stanie utworzyć koalicyjnej większości. Tę ma prawica, dzięki prawdziwym zwycięzcom tych wyborów – Szwedzkim Demokratom, którzy jeszcze w 2006 roku nie mieli ani jednego posła w Riksdagu.

Antyimigranckie, mocno eurosceptyczne, odwołujące się do szwedzkich narodowych wartości ugrupowanie jest dziś drugą siłą polityczną w tym największym skandynawskim kraju. Jeszcze w czasie poprzedniej kadencji Szwedzcy Demokraci, choć w wyborach zajęli trzecie miejsce, byli izolowani, skazani na polityczne getto. W parlamencie nie dostali żadnego stanowiska, nie zapraszano ich nawet do prac w komisjach.
Charyzmatyczny, jak na Szweda, Jimmie Åkesson poprowadził Szwedzkich Demokratów do zwycięstwa. Fot. TT NEWS AGENCY / Reuters / Forum
Ale nie da się dłużej ignorować 1/5 obywateli. Szwedzcy Demokraci uzyskali 20,6 % głosów i mają 73 posłów. Rząd utworzy prawicowa Umiarkowana Partia Koalicyjna, ale tylko dlatego, że po latach ostracyzmu dostrzegła istnienie Szwedzkich Demokratów.

900 stref poza państwem

Przed socjaldemokratami rysują się ponure – czyli dobre dla Szwecji – perspektywy. Wyniki wyborów wśród najmłodszego elektoratu są dla nich szokujące. W grupie wiekowej 18- 21 lat uzyskali dopiero trzecie miejsce z wynikiem ledwie 20%. Z ankiet przeprowadzonych wśród młodzieży szkolnej – tej, która do wyborów pójdzie za 4 lata – wynika, że socjaldemokraci dostaliby tylko 16% głosów. Wspierani przez Gretę Thunberg Zieloni ledwie 4,7%. Nie można wykluczyć, że niedługo socjaldemokraci po ponad stu latach niemal nieprzerwanego rządzenia – wygrali 19 spośród ostatnich 24 wyborów – mogą się znaleźć się poza głównym nurtem szwedzkiej polityki.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Jak to się stało, że Szwedzka Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza posiadająca ponad dwadzieścia własnych gazet i pism, stację radiową, wydawnictwa, studia producenckie, a nawet firmę hazardową – a więc prawdziwa korporacja do zdobywania i utrzymywania władzy traci ją?

Najwyraźniej lewica nie zorientowała się, że blisko 20% obywateli kraju urodziło się poza jego granicami, a niekontrolowana imigracja, której są bezkrytycznymi zwolennikami, rozsadza państwo.

W Szwecji jest już 900 imigranckich stref, w których państwo praktycznie nie działa. To zony, gdzie policja nie zagląda, nawet straż pożarna nie chce tam wjeżdżać. Rządzą tam klany i gangi imigrantów, które zamachami bombowymi i strzelaninami ustanawiają granice kontrolowanych przez siebie terenów.

Zorganizowana przestępczość i niekontrolowana imigracja stały się głównymi tematami kampanii wyborczej. A właśnie o tym Szwedzcy Demokraci mówili od ponad 20 lat.

Mniej Unii w Unii

„Przez długi czas byliśmy jedynymi, którzy ostrzegali przed problemami stwarzanymi przez inne partie. Ostrzegaliśmy przed powstawaniem dzielnic segregacji, wzrostem przestępczości na tle seksualnym, przestępczością zorganizowaną, handlem ludźmi, przestępstwami »honorowymi«, ekstremizmem religijnym, galopującymi wydatkami na migrację i niszczeniem społecznego dobrobytu” – czytamy w ich programie.

„F jak faszyści, N jak naziści”. Diabolizowana partia Le Penów – mity i fakty

Z jej list kandydował Charles de Gaulle, wnuk generała. Dziś przyciąga nawet ludzi lewicy.

zobacz więcej
Szwedzcy Demokraci to więc kolejna partia, dla której nie powinno być miejsca w wiecznie uśmiechniętej i zadowolonej z siebie brukselskiej Europie. A jednak, bo właśnie to ugrupowanie najlepiej zdiagnozowało problemy, które trawią kraj. To oni otwarcie mówili o dwóch równoległych światach, które powstają w Szwecji. Jeden to wirtualna już niemal rzeczywistość – taka z folderów socjaldemokratów sławiących dostatki państwa opiekuńczego. I drugi świat – tam, gdzie rządzą klany i gangi imigrantów. Historia tej drugiej, nowej Szwecji spisywana jest głównie w kronikach kryminalnych.

Szwedzkich Demokratów do zwycięstwa poprowadził charyzmatyczny (oczywiście jak na Szweda, kudy mu tam do Giorgii Meloni) lider Jimmie Åkesson, który objął stery partii w 2005 roku, kiedy miał zaledwie 26 lat. Grający amatorsko viking rocka klawiszowiec złagodził nieco ton. Zrezygnowano więc z postulatu wyjścia z UE, ale ugrupowanie jest zdecydowanie przeciwne przekazywaniu większego władztwa Brukseli i tworzenia sfederalizowanego państwa – Stanów Zjednoczonych Europy. Nie ma też mowy o tym, by porzucono własną walutę na rzecz upadającego euro.

***


Wybory we Włoszech i Szwecji to kolejne symptomy zmian, jakie zaczynają zachodzić wśród narodów Europy. W czerwcu we Francji historyczny wynik osiągnęło Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen, stając się trzecią siłą polityczną nad Sekwaną. W Zgromadzeniu Narodowym ma teraz 89 deputowanych – jedenaście razy więcej niż w poprzedniej kadencji, kiedy to miało ich 8.

Bruksela nadal nie zauważa tych zmian, ignoruje je i kontynuuje swój lichy proceder as usual, ale prędzej czy później zderzy się z nową rzeczywistością.

Włochy i inne państwa, w których rządzi prawica są bliskie uzyskania blokującej mniejszości w Radzie Unii Europejskiej – minimum cztery kraje reprezentujące co najmniej 35% mieszkańców Unii. Włochy, Polska, Węgry, Szwecja, Czechy mają ok. 30% unijnej populacji.

Stary Kontynent najwyraźniej się zmienia i szykuje do walki o własną tożsamość.

– Dariusz Matuszak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Dzień po wyborach. Giorgia Meloni i Braci Włosi na czołówkach całej włoskiej prasy. Fot. Maule/Fotogramma / Zuma Press / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polska chętnie daje wizy i pracę cudzoziemcom z całego świata
Tylko w ubiegłym roku przyjęliśmy pół miliona imigrantów zarobkowych.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Morderczy lek. Sto razy silniejszy od morfiny
Powoduje apatię lub euforię, zawroty głowy, zaburzenia pamięci, lęki nocne i spowolnienie akcji serca.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Demokracja nie chroni przed przemocą
Dlaczego kupcy nie mieliby zabijać swoich konkurentów, jeżeli zapewni im to zyski?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Mundial po arabsku. Islam i sport
Można zmienić obywatelstwo, ale trudno się odciąć od wiary. Niełatwo przerobić chrześcijanina na muzułmanina.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Czy islamiści infiltrują armię francuską? Być może już 30 proc....
Imamowie w koszarach, meczety w bazach wojskowych, żywność halal w kantynach.