Cywilizacja

Sportowcy z Watykanu

Z czym kojarzy się Watykan, powszechnie wiadomo. Na pewno nie jest to sport, zwłaszcza wyczynowy. Jednak spokojnie, idą zmiany, a właściwie już są w toku. Ten miesiąc będzie przełomowy, w dwóch aspektach co najmniej.

Pierwszy raz w historii na kolarskich mistrzostwach świata (18-25 września) w Australii startuje reprezentant Watykanu. Nazywa się Rien Schuurhuis, z pochodzenia jest Holendrem. I on to przeciera szlak na prestiżowe, kolarskie areny sportowcom tego państwa.

Małżonką zawodnika jest Chiara Porro, ambasador Australii w Watykanie. O innych kulisach awansu nieznanego kolarza portale milczą. Zatem ktoś mógłby pomyśleć, że to żona załatwiła mężowi nominację do tej imprezy, lecz nic z tych rzeczy. Stosowne procedury zostały dochowane.

UCI (Międzynarodowa Unia Kolarska) jako pierwsza z ważnych, światowych federacji przyjęła Watykan w swoje szeregi. Jako druga uczyniła to federacja taekwondo. Lecz to tylko stan tymczasowy. Małe państewko z wielkiego miasta ma ambicje olimpijskie.

Maratończycy papieża...

Dla przypomnienia: Watykan obejmuje 44 hektary i ma około 1000 mieszkańców, którzy tam pracują, a wolny czas spędzają na różne sposoby, między innymi na sportowo. Grupa amatorów biegania założyła w 2017 roku klub pod nazwą „Athletica Vaticana”.

„Maratończycy papieża”, bo tak określają ich media, uprawiają różne zawody. Są wśród nich żołnierze Gwardii Szwajcarskiej, strażacy, profesorowie, dziennikarze, aptekarze, pracownicy muzeów, księża oraz jedna zakonnica, pasjonatka biegania, motocykli i nart.

Grupa liczy 60 osób w wieku od 20 do 60 lat, a założony przez nią klub stał się firmową wizytówką sportu, jak by nie było – państwowego. W styczniu tego roku „Athletica Vaticana” zawarła dwustronną umowę z Włoskim Komitetem Olimpijskim, członkiem MKOl.

A że członkiem Włoskiego Komitetu Olimpijskiego jest Włoska Federacja Lekkoatletyczna, której członkiem została „Athletica Vaticana”, to tędy wiedzie droga na igrzyska. Niełatwa. Nie krótka. Ale możliwa.

Mały kraj, wielki sport. Słoweński fenomen

Austriacka dyscyplina i bałkański temperament?

zobacz więcej
Zanim flaga Stolicy Apostolskiej załopoce podczas otwarcia igrzysk, może swobodnie powiewać na wszystkich międzynarodowych zawodach, w których występują jego reprezentanci. Na przykład na Igrzyskach Śródziemnomorskich czy Małych Państw Europy (poniżej 1 mln mieszkańców) itp.

Na poważne podejście do sprawy wskazuje fakt, że sportowcy Watykanu nie tylko solidnie trenują. Dzięki zawartym porozumieniom mogą korzystać z opieki szkoleniowej, naukowej i medycznej tak jak inni włoscy zawodnicy.

Obywatele piłkarze

Oferta dyscyplin uprawianych w Stolicy Piotrowej stopniowo się powiększa. Zaczęło się od zabawy, lecz na zabawie się nie skończy. Krzywa wzrostu sportu watykańskiego odwzorowuje ewolucję sportu w ogóle. To proces naturalny i nieunikniony.

Każdy, kto ma aktywny kontakt ze sportem, przechodzi osobliwą transformację. Najpierw robi to dla przyjemności i rozrywki jako typowy amator, co nie znaczy, że pozostaje obojętny na odczuwalne sygnały postępu. Nikt nigdy nie jest na to obojętny.

To normalne, że każdy chce być lepszy niż był. Tak rodzą się sportowe ambicje. Zarówno u tych, którzy czynnie uprawiają jakąś dyscyplinę. Jak i u tych, którzy wspierają i organizują życie sportowe w danym miejscu. W przypadku Watykanu są nimi kardynałowie i sprzyjający sportowi papieże.

W ostatnich dekadach było takich dwóch. Polak Jan Paweł II, o którym wiemy, że lubił i doceniał sport. I papież Franciszek, rodowity Argentyńczyk, bezdyskusyjny fan futbolu. Opieka Biskupów Rzymu oraz wysiłki kardynałów przyspieszają rozwój sportu w Watykanie.

Zaczęło się lata temu i nic dziwnego, że od futbolu. Już w 1972 roku powołano Piłkarską Federacją Watykanu. Powstały dwie drużyny, w ramach ligi walczące o mistrzostwo kraju leżącego na 40 hektarach z hakiem, więc zabawa na całego.

Liga rosła jak na drożdżach, aż urosła do rozmiarów 8 drużyn, toteż można już było wyłonić reprezentację państwową, co się dokonało w roku 1994. Nie była to reprezentacja narodowa, gdyż w jej składzie grali obywatele głównie obcych państw oprócz jednego.

Z tej przyczyny FIFA nie mogła dopuścić reprezentacji Watykanu do mistrzostw świata krajów niezrzeszonych w jej szeregach ani przyjąć w swoje struktury. I to się nie zmieniło do dzisiaj. Reprezentacja Watykanu może rozgrywać tylko mecze towarzyskie.

Jednak trwają wysiłki, by podnieść rangę drużyny papieża. Między innymi przez próby zainteresowania watykańskim futbolem fachowców ze środowiska, choćby takich jak Giovanni Trapattoni, który poprowadził tę reprezentację w paru meczach.

Tyle, że ambicje rosną. Status wybitnego fachowca nie przekłada się na status zespołu, który pozostaje na marginesie światowego futbolu. Aby to zmienić, potrzeba dwóch rzeczy, które muszą się zazębić: wyższego poziomu sportowego i formalnych obywateli piłkarzy.
2006 rok, ówczesny wikariusz generalny Państwa Watykańskiego i archiprezbiter Bazyliki Św. Piotra Angelo Comastri trzyma swoją drużynową koszulkę, podczas trójstronnych mistrzostw w piłce nożnej, rozgrywanych między członkami Gwardii Szwajcarskiej oraz pracownikami Muzeum Watykańskiego i duchownymi z bazyliki. Rozgrywki wspierał kard. Tarcisio Bertone, „celem ożywienia tradycji sportu wewnątrz wspólnoty chrześcijańskiej”. Fot. Alessandra Benedetti/Corbis via Getty Images
Członkowie Gwardii Szwajcarskiej nadają się do tego teoretycznie, ale w praktyce się nie nadają. Nadają się, ponieważ są obywatelami Watykanu. Są też młodzi i w dobrej kondycji fizycznej. Lecz nie nadają się z prostego powodu – gdyby zajęli się na poważnie treningami i meczami, nie miałby kto ochraniać papieża.

Pewien pomysł na rozwiązanie sytuacji przedstawił kardynał Tarcisio Bertone, skądinąd zagorzały kibic Juventusu. Obliczył skrupulatnie, że przynajmniej 40 kleryków, absolwentów kartezjańskich centrów młodzieży, gra w piłkę nożną regularnie.

Z tych chłopców można by zbudować kadrę rokującą przyszłe sukcesy. Klerycy pochodzą z różnych krajów, m.in. z Brazylii czy Włoch, więc problem obywatelstwa byłby nadal otwarty. Jednak byłby to krok do przodu, zwłaszcza w aspekcie sportowym.

Takie podejście do sprawy to klasyka gatunku. Wszyscy działacze sportowi na świecie skupiają się na rozwoju swoich dyscyplin. Kardynał Bertone też myśli jak działacz sportowy. Różnica polega na szczególnych okolicznościach, ale cele są podobne.

Sportowiec wzorem cnót

Stolica Apostolska nie zapomina rzecz jasna o swoim posłannictwie. Chce promować sport w duchu chrześcijańskim, wyznaczając mu konkretne zadania. Opublikowała w tej sprawie obszerny dokument z dołączonym do niego listem papieża Franciszka.

Główne wskazanie publikacji streszcza jej tytuł – „Dać z siebie to, co najlepsze”. W swoim liście papież rozwija tę myśl, przybliżając społeczną wizję Kościoła wobec sportu i sportowców. Akcentuje jego wymiar wspólnotowy, jednoczący ponad podziałami. W jego opinii jest niezwykle ważne, by każdy sportowiec był też wzorem cnót.

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Treść watykańskiego dokumentu w niektórych fragmentach przypomina Kartę Olimpijską. W pewnych aspektach wspiera zawarte tam idee. Jednak na tym nie poprzestaje. Pod koniec września (29-30) Watykan planuje międzynarodowy kongres sportowy.

Ten kongres to drugi hit miesiąca na styku Watykan i sport, oczywiście oprócz udziału kolarza z Watykanu w mistrzostwach świata. Kongres odbędzie się pod hasłem „Sport dla wszystkich – łączący, dostępny i na miarę każdego”. Na koniec podpisana zostanie ważna deklaracja.

Ważna i bardzo ciekawa deklaracja, bo zmierzająca do zniwelowania różnic między sportem zawodowym a amatorskim. Nie wiemy, o jakie różnice chodzi i na czym ma polegać rzeczona niwelacja. Niewątpliwie niebawem się dowiemy.

Ta inicjatywa jest o tyle interesująca, że zmierza dokładnie w odwrotnym kierunku niż ten, w jakim przez ostatnie pół wieku, z niemałym trudem i determinacją, zmierzał cały światowy sport, aż w końcu dotarł do mety. Praktycznie likwidując amatorstwo.

Ciśnienie na sukces

Kolarze, zawodnicy taekwondo, lekkoatleci z Watykanu mają już otwartą drogę do międzynarodowej rywalizacji sportowej. Piłkarze nożni i piłkarki pozostają w poczekalni. Koszykarze jeszcze bawią się sportem. Ale drużyna krykieta ma całkiem wysoki poziom.
Papież Franciszek bawi się piłką podczas spotkania z członkami Włoskiego Centrum Sportowego na Placu Świętego Piotra w czerwcu 2014 r. w Watykanie. Fot. Giulio Origlia/Getty Images
W tym zespole grają seminarzyści pochodzący z krajów o renomie globalnych potęg w tej dyscyplinie, jak: Australia, Pakistan, Indie, Bangladesz, Sri Lanka, Nowa Zelandia czy Anglia. Jest oczywiście niezmienny kłopot z obywatelstwem, ale nie z poziomem sportowym.

A im lepszy sport, tym większe ciśnienie na sukces. Konsekwentny kardynał Bertone ma spore szanse, by sfinalizować swój projekt. Zwiększenie liczby obywateli państwa, których raptem jest 600, do liczby – powiedzmy – 620, kiedyś może być możliwe.

Gdyby znalazł się inny, równie pomocny kardynał nastawiony na krykieta, to i ta dyscyplina mogłaby wejść do wielkiej gry. Nawet z większym impetem niż futbol, bo z lepszym napędem sportowym, a zatem i znaczącymi wynikami już na starcie.

Tyle, że ta gra jest dość ryzykowna. Jej zasady opierają się na twardych prawach rynku, a wyniki sportowe służą pomnażaniu zysków, często za wszelką cenę. Ten rynek jest dziś toksyczny, nie warto ściemniać, że jest inaczej. Karta Olimpijska i zawarte w niej reguły od dawna nie mają praktycznego znaczenia.

Czy zatem pełne otwarcie tego rynku dla wyczynowców z Watykanu może coś zmienić? Czy to rynek szybciej zmieni watykańskich amatorów w zawodowców w każdym wymiarze? Czy sprawy nie zaszły zbyt daleko?

Czy dominacja wartości materialnych nad duchowymi, w tym także nad duchem chrześcijańskim, aby nie wymaga głębszej transformacji świata, w którym sport odbija się jak w lustrze, więc jest taki jak i on?

Międzynarodowy Kongres Sportu w Watykanie zapewne poruszy te kwestie. A planowana deklaracja zniesienia różnic między sportem zawodowym i amatorskim może być, jak przypuszczam, rodzajem upomnienia i przestrogą, by nie zapominać o fundamentalnych wartościach.

Niestety sport amatorski we współczesnej praktyce, bywa równie niebezpieczny jak ten zawodowy. Rzesze maratończyków czy triathlonistów amatorów nagminnie stosują doping, aby zdobywać nagrody – zaspokoić ambicje, ryzykując zdrowiem, a czasem życiem.

Dzisiejszy sport, wbrew pozorom, nie jest tak prosty, jak się wydaje. Jego ścieżki są splątane, niełatwo odnaleźć właściwe. Sportowcy Watykanu są dopiero na początku, szukają własnej drogi, chociaż wszystkie prowadzą przez ten toksyczny rynek. Czas pokaże, czy trafią na swoją ścieżkę, inną i oryginalną, i czy będzie to w ogóle możliwe.

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Papież Franciszek bawi się piłką, gdy podczas cotygodniowej audiencji w Watykanie spotyka księży – uczestników Pucharu Piłki Nożnej Clericus, 29 maja 2019 r. Fot. Franco Origlia/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polska chętnie daje wizy i pracę cudzoziemcom z całego świata
Tylko w ubiegłym roku przyjęliśmy pół miliona imigrantów zarobkowych.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Morderczy lek. Sto razy silniejszy od morfiny
Powoduje apatię lub euforię, zawroty głowy, zaburzenia pamięci, lęki nocne i spowolnienie akcji serca.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Demokracja nie chroni przed przemocą
Dlaczego kupcy nie mieliby zabijać swoich konkurentów, jeżeli zapewni im to zyski?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Mundial po arabsku. Islam i sport
Można zmienić obywatelstwo, ale trudno się odciąć od wiary. Niełatwo przerobić chrześcijanina na muzułmanina.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Czy islamiści infiltrują armię francuską? Być może już 30 proc....
Imamowie w koszarach, meczety w bazach wojskowych, żywność halal w kantynach.