Cywilizacja

Sala pełna ekstremistów i terrorystów

W pierwszych tygodniach wojny roiło się od przypadków, gdy niektóre europejskie banki (również w Polsce) odmawiały otwierania rachunków obywatelom Białorusi. A zdarzały się też sytuacje, gdy z powodu swojej narodowości Białorusini tracili pracę albo mieli trudności z wynajęciem mieszkania. Wiele krajów UE ograniczyło wydawanie wiz obywatelom Białorusi, a przecież jeszcze niedawno zapraszano ich i witano z otwartymi ramionami.

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego drukujemy fragment książki „Lodołamaczka Swiatłana Cichanouska”.

Był początek grudnia 2021 roku. Zostałem zaproszony do Belwederu na przedświąteczne spotkanie prezydenta z przedstawicielami społeczności białoruskiej. Od lat zajmuję się tematyką wschodnią i od samego początku relacjonowałem protesty na Białorusi, nie spodziewałem się jednak, że na jednej sali zobaczę aż tak wielu poszukiwanych przez reżim w Mińsku „ekstremistów i terrorystów”. Wszystkich łączyło jedno – życie tych ludzi wywrócił do góry nogami rok 2020. Prezydent nieco się spóźniał, na sali zrobiło się tłoczno.

Tuż obok mnie stała obrończyni praw człowieka Inna Kulej ze swoim mężem Aleksandrem Milinkiewiczem, rywalem Łukaszenki w wyborach prezydenckich w 2006 roku. Dobrze znany w Polsce, kulturalny, wyedukowany i wierzący w europejską przyszłość swojej ojczyzny Milinkiewicz szesnaście lat temu był w Europie symbolem walki Białorusinów o wolność. Po sfałszowanych wyborach prezydenckich zgromadził wielotysięczną manifestację. Siły były jednak nierówne, a represje władz bezwzględne. Później wycofał się z polityki i założył Wolny Uniwersytet Białoruski, czym pomógł wielu rodakom zdobyć europejskie wykształcenie. W wieku 74 lat musiał wyjechać z kraju, by nie paść ofiarą prześladowań.

Kilka metrów dalej dostrzegłem Pawła Łatuszkę. To były minister kultury, dyplomata, dawny ambasador Białorusi w Polsce i we Francji. W 2020 roku stał na czele najstarszego w kraju teatru – im. Janki Kupały. Gdy 9 sierpnia wybuchły protesty, był jedynym wysokiej rangi urzędnikiem państwowym, który odważył się potępić represje. Zapłacił za to wysoką cenę, władze zajęły jego dom i wytoczyły mu kilka spraw karnych. Wyjechał do Warszawy, gdzie stanął na czele opozycyjnego Narodowego Zarządu Antykryzysowego (NAU).Wraz z nim teatr opuściła większość aktorów, którzy stracili to, co w ich pracy najcenniejsze – scenę. Teraz próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości, najczęściej w Polsce.

Z przodu sali Sciapan Puciła, założyciel portalu NEXTA. Jego kanał w komunikatorze Telegram stał się jednym z najważniejszych źródeł informacji podczas protestów w białoruskich miastach w 2020 roku. W ojczyźnie grozi mu nawet kara śmierci, bo został wpisany przez KGB na listę osób związanych z terroryzmem. Mając zaledwie 23 lata, obnażył nieskuteczność machiny propagandowej reżimu w obliczu postępu nowoczesnych technologii. Wielu Białorusinów wciąż ogląda jego kanał i władze niewiele mogą z tym zrobić.

Na sali byli też redaktorzy z innych zakazanych na Białorusi mediów: z nadającej od wielu lat z Polski telewizji Biełsat, z Radia Racja czy z docierającego do Białorusinów z czeskiej Pragi Radia Swaboda. Za czerpanie z nich informacji można nawet trafić do aresztu, wystarczy, że milicja przeszuka zawartość czyjegoś smartfona i znajdzie w nim nieprawomyślną aplikację.

Represje grożą rzecz jasna również samym nieposłusznym władzy dziennikarzom. W chwili, gdy piszę te słowa, w białoruskich więzieniach przebywa ponad trzydzieścioro moich koleżanek i kolegów po fachu (wśród nich Kaciaryna Andrejewa, dziennikarka Biełsatu, w lipcu 2022 roku skazana na osiem lat łagru za „zdradę państwa”; za kraty trafiła we wrześniu 2020 roku wraz z Darią Czulcową, skazaną na dwa lata więzienia. Razem relacjonowały protesty).

Zauważyłem także lekkoatletkę Kryścinę Cimanouską, o której świat usłyszał, gdy uciekła białoruskim służbom prosto z igrzysk olimpijskich w Tokio.
Sportsmenka Kryścina Cimanouska i Paweł Łatuszka, były minister kultury, i dyplomata. Fot. Andrzej Hulimka / Forum
Pod maseczką rozpoznałem twarz podpułkownika Aleksandra Azarowa, który przed wyborami stał na czele jednego z departamentów GUBOPiK-u. Uciekł z kraju i współtworzył jedną z najbardziej znienawidzonych przez reżim inicjatyw – BYPOL. Zrzesza ona byłych funkcjonariuszy i publikuje wrażliwe dla białoruskich służb informacje.

W tłumie dojrzałem ponadto znanego historyka białoruskiego Ihara Melnikaua i opozycjonistę Alesia Zarembiuka, który od ponad dziesięciu lat gromadzi Białorusinów w Polsce wokół warszawskiego Białoruskiego Domu, jedynego tego typu miejsca w Europie.

Wśród gości nie sposób było też nie zauważyć redaktorki opozycyjnego portalu Charter97.org (Karta ’97) Natalii Radzinej, zawsze krytycznej i dociekliwej, która od wielu lat walczy piórem z reżimem Łukaszenki. Podobnie jak większość obecnych na sali przez dyktatora musiała pożegnać się z ojczyzną. Wszyscy spoglądaliśmy w stronę drzwi prowadzących do niewielkiej sali, z której miał się wyłonić prezydent.

Złamane losy

Wreszcie wszedł, był w towarzystwie Swiatłany Cichanouskiej, wówczas już od dwóch dni przebywającej w Warszawie. Nawet tu, wewnątrz prezydenckiej rezydencji w stolicy Polski, miała dodatkową ochronę. A to oznaczało, że nie może czuć się bezpiecznie również wśród najbardziej aktywnych działaczy białoruskiego ruchu demokratycznego oraz dziennikarzy, dokładnie sprawdzonych na wejściu przez SOP.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Oficjalna część spotkania w Belwederze nie zaczęła się od przemówień, ale od projekcji krótkiego filmu. Trwał kilka minut: pacyfikacja protestów, ofiary, krzyki torturowanych w mińskim areszcie, kobiety trzymające zdjęcia okaleczonych mężów, córek i synów, grożący swoim przeciwnikom dyktator. I zdające się ciągnąć w nieskończoność fotografie ponad dziewięciuset więźniów politycznych. Złamane losy, podzielone więziennym murem rodziny.

– Doskonale pamiętam czasy ze swojego dzieciństwa i wczesnej młodości, kiedy Polska znajdowała się za żelazną kurtyną w sowieckiej strefie wpływów. Stan wojenny, aresztowania, wozy pancerne na ulicach – wspominał polski prezydent. Po nim przemawiała Cichanouska:

Kobieta, która stanęła przeciw Łukaszence

Przez lata żyła „przy mężu”. Dziś musi sprostać roli męża stanu.

zobacz więcej
– Kiedyś dzisiejsze kłopoty staną się przeszłością i będziemy z dumą wspominać te dni. A teraz bierzmy się do roboty i róbmy to, co w naszej mocy. Wyślijcie świąteczne kartki naszym bohaterom, wzmocnijcie ich wiarę i nadzieję – mówiła.

Do Belwederu nie założyła oficjalnej protokolarnej koszuli – pod marynarką miała czarny T-shirt z wizerunkiem uwięzionego męża. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że już za kilka dni Siarhiej zostanie skazany na 18 lat łagru….

Zapomniano o Białorusi

Był środowy wieczór, 23 marca 2022 roku. W jednym z hoteli na zasypiającej już warszawskiej Starówce współpracownik Swiatłany Cichanouskiej poprosił mnie, bym poczekał jeszcze kilka minut. Dojeżdżała z lotniska. Mimo późnej pory nie przełożyła wywiadu. Byłem pierwszym dziennikarzem, z którym rozmawiała podczas tej kilkudniowej wizyty w Polsce. A w planach miała spotkanie z prezydentem Andrzejem Dudą i udział w wystąpieniu amerykańskiego przywódcy Joe Bidena na placu Zamkowym.

SOP-owcy skrupulatnie sprawdzili zawartość mojego plecaka, mogłem wejść do pokoju. Przeprowadzanie wywiadów późnym wieczorem jest ryzykowne. Z jednej strony pod koniec dnia rozmówca często jest zmęczony, woli unikać bardziej skomplikowanych tematów, „chodzi na skróty”. Z drugiej strony zawsze jest szansa na to, że nie będzie „filtrował” każdej wypowiedzi i rozmowa może okazać się bardziej szczera niż przy porannej kawie.

Mijał właśnie miesiąc od rosyjskiej agresji na Ukrainę. Nie było jeszcze jasne, jak głęboko w tę wojnę zaangażuje się białoruski dyktator. Jak mocno pociągnie za sobą w to bagno Białorusinów. Udostępnił Rosjanom terytorium swojego kraju, ale czy wyśle na wojnę swoich żołnierzy? Było to jedno z głównych pytań, które zadawały sobie wówczas media na całym świecie.

Zapytałem o to Swiatłanę. Liderka opozycji wydawała się pewna, że białoruska armia nie wkroczy na teren Ukrainy. Podawała powody: niskie morale, brak doświadczenia udziału w konfliktach zbrojnych i ograniczona liczebność białoruskich sił zbrojnych. Widziałem, że bardzo chce wierzyć w to, co mówi. Przyznała, że gdyby jednak Łukaszenka wciągnął białoruskie wojsko w tę krwawą awanturę, byłoby to prawdziwym koszmarem. Nie tylko dla jego reżimu, ale i dla szeregowych obywateli.
Siepień 2020. Wiec poparcia z narodem białoruskim w Białymstoku. Fot. Michał Kość/Forum
Decyzje zaprzyjaźnionego z Władimirem Putinem dyktatora już przecież odbijały się negatywie nawet na tych jego rodakach, którzy uciekli przed nim za granicę. W pierwszych tygodniach wojny roiło się od przypadków, gdy niektóre europejskie banki (również w Polsce) odmawiały otwierania rachunków obywatelom Białorusi. A zdarzały się też sytuacje, gdy z powodu swojej narodowości Białorusini tracili pracę albo mieli trudności z wynajęciem mieszkania. Wiele krajów UE ograniczyło wydawanie wiz obywatelom Białorusi, a przecież jeszcze niedawno zapraszano ich i witano z otwartymi ramionami. Zwłaszcza tych wykształconych i inteligentnych, zwłaszcza z branży IT, dla których w krajach Europy utworzono nawet specjalne programy relokacyjne, by mogli szybko i sprawnie uciec przed dyktaturą. Szybko zapomniano w Europie o wydarzeniach na Białorusi z 2020 roku.

Setki nowych więźniów

Podczas naszej rozmowy Cichanouska opowiedziała mi, jak po 24 lutego 2022 roku musiała interweniować w Czechach, które planowały wprowadzenie całkowitego zakazu wydawania jakichkolwiek wiz Białorusinom, nawet tak zwanych humanitarnych, przeznaczonych dla uciekających przed represjami. A przecież jeszcze w czerwcu 2021 roku uroczyście wręczano jej w Pradze klucz do tamtejszego ratusza, symbolizujący„zaufanie i przyjaźń”! Ten sam, który leży teraz w szafce w wileńskim biurze Cichanouskiej.

Opowiadała też o tym, jak w pierwszych dniach wojny rozgoryczeni ukraińscy pogranicznicy niszczyli paszporty niektórym uciekającym przed wojną Białorusinom znad Dniepru. I przypomniała, że po opuszczeniu Białorusi w sierpniu 2020 roku zwiedziła cały świat, ale nigdy nie zaproszono jej do Kijowa. Bo Ukraina aż do wybuchu wojny była jednym z głównych partnerów handlowych Łukaszenki. A ten wielokrotnie przekonywał Kijów i osobiście prezydenta Zełenskiego, że nie przepuści rosyjskich żołnierzy. Oszukał.

Podczas naszej rozmowy Cichanouska zachwycała się rodakami, którzy rzucili dotychczasowe życie i pojechali nad Dniepr, by pomoc walczyć Ukraińcom. Opowiadała o białoruskich fundacjach i organizacjach w UE, które zaangażowały się w materialną i humanitarną pomoc Ukrainie. Ona sama od chwili rozpoczęcia rosyjskiej agresji musiała w wielu europejskich stolicach odświeżać politykom pamięć i przypominać o białoruskiej dyktaturze. I za każdym razem powtarzała, że naród białoruski i reżim Łukaszenki to nie to samo. O zakładnikach dyktatora przypominała, będąc w Warszawie, Berlinie, Paryżu, Londynie czy w Genewie. Zakładnikach, wśród których jest jej mąż, skazany na 18 lat łagrow.

Wybuch wojny oddalił nawet kruchą nadzieję na jakąkolwiek normalizację sytuacji na Białorusi. Łukaszenka jeszcze zaostrzył represje, a w aresztach pojawiły się setki nowych więźniów politycznych.

– Rusłan Szoszyn

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Tytuł i śródtytuły od redakcji
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.
O książce

– Swiatłana to największy błąd Łukaszenki w całej jego karierze. Zlekceważył tę kobietę, nie dawał jej żadnych szans i nie wierzył, że może zostać tym, kim się stała – twierdzi Franak Wiaczorka w książce Rusłana Szoszyna, z którym razem studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskiem po tym, jak wyrzucili go ze studiów w Mińsku za działalność polityczną. Franak Wiaczorka, rocznik 1988, jest synem wybitnego białoruskiego intelektualisty i działacza opozycyjnego, Wincuka Wiaczorki, a dziś jest doradcą Swiatłany Cichanouskiej.

Jeszcze dwa lata temu ta drobna czterdziestolatka była żoną vlogera i nikomu nieznaną mamą dwójki dzieci, Korneja i Agni. Wszystkie siły poświęcała walce o przywrócenie synowi słuchu i możliwości nauki i rozwoju w zwyczajnej szkole (co się udało).

15 maja 2020 roku Swiatłana Cichanouska zgłasza swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich, bo dzień wcześniej Centralna Komisja Wyborcza odmówiła rejestracji jej męża – aresztowanego za działalność polityczną.

Potem wszystko potoczyło się w zawrotnym tempie: szalona kampania wyborcza, walka z reżimem Łukaszenki, zastraszanie, dojrzewanie do decyzji o walce, ewakuacja dzieci do Wilna, wybory, sfałszowane wyniki, protesty na Białorusi, aresztowania.

14 sierpnia 2020 r. Swiatłana Cichanouska publikuje w sieci nagranie, w którym ogłasza swoje zwycięstwo w wyborach i apeluje do społeczności międzynarodowej o uznanie prawdziwych, a nie oficjalnych wyników. Jej maż Siarhiej Cichanouski dostaje wyrok 18 lat więzienia.

Swiatłana Cichanouska mieszka w Wilnie i jeździ po świecie z apelem o pomoc dla wolnej Białorusi. Czy rzeczywiście stała się samorodnym liderem kraju, w którym już niemal nikt nie odważa się mówić po białorusku? Kim była zanim do tego doszło? Jak żyła? Autor, urodzony w miasteczku Miadzioł na Białorusi dziennikarz „Rzeczpospolitej”, próbuje odpowiedzieć nam na te pytania.

– bsk
Zdjęcie główne: Październik 2021. Swiatłana Cichanouska na spotkaniu z disporą białoruską w Warszawie. Fot. Attila Husejnow / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polska chętnie daje wizy i pracę cudzoziemcom z całego świata
Tylko w ubiegłym roku przyjęliśmy pół miliona imigrantów zarobkowych.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Morderczy lek. Sto razy silniejszy od morfiny
Powoduje apatię lub euforię, zawroty głowy, zaburzenia pamięci, lęki nocne i spowolnienie akcji serca.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Demokracja nie chroni przed przemocą
Dlaczego kupcy nie mieliby zabijać swoich konkurentów, jeżeli zapewni im to zyski?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Mundial po arabsku. Islam i sport
Można zmienić obywatelstwo, ale trudno się odciąć od wiary. Niełatwo przerobić chrześcijanina na muzułmanina.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Czy islamiści infiltrują armię francuską? Być może już 30 proc....
Imamowie w koszarach, meczety w bazach wojskowych, żywność halal w kantynach.