Cywilizacja

Władcy masowej wyobraźni

Brytyjska rodzina królewska to prawdziwa kopalnia filmowych tematów, a zarazem żyła złota i na tym polu żaden inny ród nie może jej dorównać. Nic dziwnego, że inni, na przykład Sabaudowie, przebąkują o potrzebie stworzenia filmu, który w atrakcyjnej formie zaprezentowałby ich dzieje szerokiej publiczności. Czy jednak ktokolwiek byłby dziś w stanie skutecznie wejść na teren zajęty przez Stuartów czy Windsorów?

Pogrzeb królowej Elżbiety II będzie największym tego rodzaju wydarzeniem w historii – tak twierdzą brytyjskie media i raczej się nie mylą. Uroczystości pogrzebowe odbędą się w poniedziałek, 19 września w Londynie i niedalekim Windsorze, gdzie monarchini ma spocząć w kaplicy zamkowej, obok swoich rodziców i zmarłego w ubiegłym roku męża księcia Filipa. Dzięki transmisjom telewizyjnym pożegnanie królowej będą mogli obejrzeć widzowie z całego świata. I zapewne będą to setki milionów.

Nieodparcie przypomina się pogrzeb sprzed 17 lat, gdy świat żegnał swego duchowego ojca – papieża Jana Pawła II. Tamte uroczystości również zgromadziły przed telewizorami miliony ludzi, a na placu św. Piotra – przywódców z całego świata, nie tylko chrześcijańskiego; Wielką Brytanię reprezentował wówczas następca tronu, książę Karol – dziś król Karol III.

Na pogrzeb Elżbiety również przybędą przywódcy państw, szefowie organizacji międzynarodowych i przedstawiciele rodzin królewskich – czyli, w większości wypadków, bliżsi i dalsi krewni.

Żal i żałoba zwykłych ludzi mają inny wymiar. Brytyjczycy żegnają s w o j ą królową, kogoś bliskiego i kochanego. Podobnie mieszkańcy państw Commonwealthu, tych zwłaszcza, które pozostają w kręgu kultury anglosaskiej – Kanady, Australii, Nowej Zelandii. Nowy rząd Australii, z prorepublikańskim premierem, zdobył się nawet na gest, jakim było wstrzymanie planów ustanowienia republiki.

Wyjątkowa monarchia

Od dnia śmierci królowej media poświęcają jej uwagę, jaką z pewnością nie obdarzyłyby nikogo innego. W niezliczonej liczbie artykułów, programów, audycji i filmów przypominają życie Elżbiety II, podkreślając blaski i tłumacząc cienie. Zwracają uwagę na jej najlepsze cechy, zwłaszcza pojmowanie korony jako służby dla kraju – i nie są to kurtuazyjne uwagi, dyktowane zasadą de mortuis nihil nisi bene (o zmarłych tylko dobrze). Ze szczegółami opisywana jest ostatnia droga monarchini, od szkockiego zamku Balmoral, gdzie zmarła, przez Edynburg po Londyn i Westminster Palace, budynek parlamentu, gdzie trumna została wystawiona na widok publiczny i gdzie poddani mogą oddać królowej hołd. Że dzieje się tak w Wielkiej Brytanii – to oczywiste. Ale dlaczego gdzie indziej?

Tymczasem na całym świecie zainteresowanie odejściem królowej jest ogromne. To pokazuje, jak bardzo wyjątkowa jest brytyjska monarchia na tle innych, w Europie i poza nią, nawet jeśli przeszła podobną metamorfozę. Brytyjski monarcha, tak jak inni królowie, „panuje, ale nie rządzi”, ale, w przeciwieństwie do innych, jest na pierwszym planie. Oczywiście nie politycznym.
Trumna ze szczątkami zmarłej królowej w środę, 14 września została przeniesiona do Westminster Hall. Fot. POOL / Reuters / Forum
Dzieci z rodziny królewskiej pobierają dziś nauki w normalnych szkołach, eskluzywnych i raczej nie tanich, ale jednak dostępnych dla wielu poddanych. Nie uczą się w domu, jak niegdyś Elżbieta II i jej młodsza siostra Małgorzata. Młodzi Windsorowie mają przyjaciół w kręgach niekoniecznie arystokratycznych, również wśród artystów i celebrytów pochodzących z rodzin z niskich szczebli drabiny społecznej. Pracują zawodowo, często w biznesie. Służą w wojsku niekoniecznie na wysokich szczeblach, że przypomnimy pamiętną służbę księcia Harry’ego w oddziałach brytyjskich w Afganistanie czy księcia Andrzeja w wojnie na Falklandach. Robią zakupy w zwykłych sklepach. I wiążą się małżeństwem na ogół z ludźmi co prawda utytułowanymi, a przynajmniej bogatymi, rzadko jednak z członkami rodzin królewskich.

Dokładnie to samo dzieje się w innych rodzinach królewskich – w Hiszpanii, Holandii, krajach skandynawskich czy nawet Japonii. Wszystkie są bliżej zwykłych ludzi.

Słynne były eskapady nieżyjącego już króla Norwegii Olafa V, który na narty w okolice Oslo jeździł komunikacją publiczną. Księżniczka Wiktoria, następczyni tronu Szwecji, poślubiła swego trenera fitness, rzecz niegdyś nie do pomyślenia. Przykładów demokratyzacji w wymiarze osobistym jest naprawdę mnóstwo.

Co więc wyróżnia monarchię brytyjską? Dlaczego każde wydarzenie w rodzinie Windsorów – śluby, podróże, skandale – odbija się echem na całym świecie, podczas gdy inne rody królewskie muszą się zadowolić pobieżnymi relacjami?

Można dowodzić, że jest tak, bo monarchia brytyjska nadal odgrywa wyjątkową rolę – jest zarazem zwornikiem Zjednoczonego Królestwa i państw Commonwealthu, symbolem jedności i więzów z przeszłością. Ale w roli symbolu obsadzono przecież wszystkie monarchie, przynajmniej na Zachodzie (monarchii bliskowschodnich czy egzotycznych, takich jak sułtanat Brunei, to oczywiście nie dotyczy). Pozostały, bo w widomy sposób łączą naród, również, jak choćby w Szwecji, w wymiarze wielokulturowym. Tam, gdzie chciano z przeszłością zerwać – we Włoszech czy Grecji – królom podziękowano.

Królewscy skandaliści

Potomkowie dawnych królów i zabawy wokół tronu

Po blisko 150 latach istnienia republiki ruch monarchistyczny we Francji ma się nieźle. Ale jak odzyskać tron, którego od tak dawna nie ma? Pretendentów nie brakuje. Nie tylko do francuskiej korony zresztą.

zobacz więcej
Inne dwory królewskie, w porównaniu z brytyjskim, traktowane są po macoszemu i nie brakuje na to przykładów.

Byłam w Bangkoku w czasie, gdy zmarła księżniczka Vadhana, starsza siostra króla Bhumibola. Do sali tronowej pałacu królewskiego, gdzie jej ciało wystawiono na widok publiczny, ciągnęły tłumy ludzi i nawet nieobeznany cudzoziemiec wyczuwał nastrój smutku i żałoby. Prasa zagraniczna śmierć Vadhany odnotowała wprawdzie, ale raczej z kronikarskiego obowiązku, bo dwór tajski to jednak instytucja bardzo od Europy odległa.

Więcej uwagi poświęcono Hirohito, cesarzowi Japonii, dobrze znanemu w świecie, zwłaszcza dzięki wojnie i powojennej rezygnacji z boskiego statusu.

Szach Iranu Reza Pahlavi nie odszedł niezauważony, złożyło się na to jednak kilka czynników, w tym fakt, że zaledwie rok przed śmiercią został obalony przez rewolucję islamską i zmarł na wygnaniu. Na Zachodzie zresztą był doskonale znany, również od strony prywatnej, bo prasa intensywnie opisywała jego perypetie małżeńskie.

Zauważmy zresztą, że – poza wyjątkowymi przypadkami, takimi jak obecny – większym zainteresowaniem cieszą się królewskie śluby. To wdzięczny temat, bo jest co opisywać i co pokazywać. Co dopiero, gdy królewski ślub zahacza o skandal.

Jeden z większych wydarzył się dwadzieścia lat temu w Norwegii, gdy książę Haakon, syn króla Haralda i następca tronu, poślubił Mette-Marit Tjessem Hoiby, dziewczynę z ludu i matkę nieślubnego dziecka, którego ojciec na domiar złego siedział w więzieniu za handel narkotykami. Dla opinii publicznej był to krok za daleko i nic dziwnego, że poparcie dla monarchii mocno się wówczas zachwiało.

Skandali nigdy dosyć. Oto hiszpański król Juan Carlos (dziś już na emeryturze, po abdykacji) chwali się upolowaniem słonia. Pokazuje zdjęcie. Świat jest oburzony. Belgijski król Albert II (również na emeryturze) ma nieślubną córkę, która ujawniła się po latach, żądając przeprowadzenia badań DNA. Henri de Montpezat, małżonek duńskiej królowej Małgorzaty (dziś już nieżyjący), na parę lat odchodzi z dworu, protestując w ten sposób przeciwko swemu statusowi – bo może być księciem małżonkiem, drugą osobą w państwie, ale nie trzecią, za najstarszym synem, a tak właśnie został potraktowany.
Monarchie zdemokratyzowane. Duńska królowa Małgorzata II robi zakupy w czasie wakacji w Cahors, w południowo-zachodnej Francji. Fot. Pascal Parrot/WireImages
Królewskie perypetie – z Europy czy dalekiego świata, szokujące lub całkiem zwyczajne – zawsze interesują opinię publiczną, głównie jednak we własnym kraju. Zainteresowanie na świecie szybko wygasa. Skandale brytyjskie żyją jednak wiecznie. Media dobrze wiedzą, że zawsze znajdą czytelników.

Mają zresztą pod dostatkiem materiału, bo progenitura królowej Elżbiety intensywnie nad tym pracowała. Rozwody, nowe związki, romanse, zwierzenia dla prasy... Tę żenującą praktykę zapoczątkował jednak, o czym łatwo się zapomina, nie kto inny jak Diana, uwielbiana przez Brytyjczyków żona księcia Karola. To ona w rozmowie z Andrew Mortonem, który napisał jej skandalizującą biografię – „Diana: jej prawdziwa historia” – żaliła się na krzywdy doznane od Karola i jego rodziny. Zwierzenia okazały się nad wyraz opłacalne, bo opinia publiczna stanęła twardo po jej stronie, nawet nie dostrzegając niestosowności postępowania księżnej.

Tę mało królewską praktykę rozwinęła Meghan Markle, żona księcia Harry’ego i uczestniczka – a być może inicjatorka, tego do końca nie wiadomo, choć wykluczać nie można – słynnego wywiadu dla Oprah Winfrey.

Żyła złota dla show biznesu

To wszystko w dużej mierze tłumaczy, dlaczego zainteresowanie Domem Windsorów jest żywe i niezmienne. Nie od rzeczy jednak będzie przypomnieć pewien fakt, podstawowy, acz dość często pomijany: żaden z europejskich rodów panujących (stare dynastie pozbawione tronu, takie jak włoscy Sabaudowie, pomińmy) nie ma korzeni w tak głębokiej przeszłości.

Wiek XI, bitwa pod Hastings, Wilhelm Zdobywca – historia nie wymaga komentarza. Ale to nie wszystko. Żadna inna rodzina królewska nie władała imperium. Żadna nie ma w rodzie władców, którzy równie mocno wpłynęli na losy Europy i świata, że wspomnimy Ryszarda Lwie Serce, Henryka VIII i Elżbietę I. Dorzućmy do tego królowę Wiktorię, która wprawdzie sama już nie rządziła, ale urosła do rangi symbolu epoki.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Brytyjskiej monarchii w roli władców masowej wyobraźni bardzo pomagają jeszcze dwa czynniki: kultura masowa i język. Oba wzajemnie się wspierają, bo kultura masowa nie mogłaby funkcjonować w skali globalnej bez języka angielskiego, dzieki któremu dociera się dzisiaj do każdego – czy prawie każdego – odbiorcy.

A jest z czym docierać, bo bogactwo tytułów filmowych, które traktują o Tudorach, Stuartach czy Windsorach, jest nieprzebrane. Przypomnijmy filmy i seriale osnute wokół wydarzeń z dworu. „Królowa”, „Jak zostać królem”, „Wiktoria”, osadzone są w czasach współczesnych lub całkiem nieodległych. „Elizabeth”, „Rodzina Tudorów”, „Wolf Hall”, „Sześć żon Henryka VIII” czy „Biała królowa” opowiadają o wydarzeniach sprzed kilku wieków. Dzięki takim produkcjom, atrakcyjnym, a przy tym rzetelnym, nawet widz mało biegły w historii może pokusić się o wyliczenie sześciu żon Henryka VIII czy też zapamiętać, z jaką przypadłością zmagał się Jerzy VI, ojciec Elżbiety II.

A to tylko bardzo skromna próbka. Brytyjska rodzina królewska to prawdziwa kopalnia tematów, a zarazem żyła złota i na tym polu żaden inny ród nie może jej dorównać. Nic dziwnego, że inni, na przykład Sabaudowie, przebąkują o potrzebie stworzenia filmu, który w atrakcyjnej formie zaprezentowałby ich dzieje szerokiej publiczności. Czy jednak ktokolwiek byłby dziś w stanie skutecznie wejść na teren zajęty przez Stuartów czy Windsorów?

Niewolnice zostają sułtankami, patrioci walczą z Grekami, a dziewczyny wygrywają z oprawcami. Nowe tureckie imperium

Do serc polskich widzów przemawia dziś już nie Isaura, lecz Hürrem, Elif, Fatmagűl albo Kősem. O gwiazdach tureckiego kina można też poczytać w tabloidach i na portalach plotkarsko-celebryckich.

zobacz więcej
Udało się to – toutes proportions gardées – jedynie tureckim Osmanom, być może dlatego, że atrakcyjność produkcji filmowych o ich dziejach podnosi wymieszanie egzotycznych wątków tureckich z europejskimi.

Brytyjskie filmy i seriale nie tylko dostarczają wiedzy – w przystępnej formie, ale to chyba dobrze? – o losach rodziny królewskiej i historii Wielkiej Brytanii. Idą dalej: to one kształtują wyobrażenia o dworze i jego członkach, czasem zresztą w kierunku, który niekoniecznie mógłby zyskać aprobatę portretowanych. Czy tak jest, nie wiadomo, bo oni sami o tym nie mówią, traktując sprawy po królewsku, zgodnie ze świętą zasadą „Never complain, never explain” (nie narzekać, nie tłumaczyć się).

Perłą w serialowej koronie jest oczywiście – nomen omen – „The Crown”. Na przykładzie tego serialu doskonale zresztą widać ów mechanizm kształtowania opinii. Emisja odcinków opowiadających o małżeństwie Karola i Diany przypomniała Brytyjczykom, jakich cierpień doznała ich ulubienica, i pogorszyła notowania Karola.

Natomiast na świecie serial spowodował przypływ zainteresowania rodziną królewską, pewnie dlatego również, że jej członkowie przedstawieni są jak zwykli ludzie żyjący w niezwykłym świecie. Z takimi bohaterami, mimo wszelkich różnic społecznych, można się identyfikować.

Magnes dla świata

Brytyjscy widzowie – światowi pewnie mniej – dobrze zresztą wiedzą, którzy z członków rodziny żyją skromnie, wypełniają obowiązki i niczego dla siebie nie żądają. Na przykład córka Elżbiety, księżniczka Anna, która nie życzyła sobie, by jej dzieci nosiły tytuły.

W kategorii ludzi bezpośrednich, bez pretensji i zadęcia mieści się też żona Karola, dziś już króla Karola III, Camilla (czy też raczej Kamila), którą po latach Brytyjczycy zaczęli doceniać.

Rodzina królewska, mimo wysiłków ruchów republikańskich, niezmiennie stanowi wyjątkowy magnes dla świata. Jak wyliczono niegdyś w sekcji ekonomicznej BBC, ok. 10 proc. turystów zagranicznych przyjeżdża do Wielkiej Brytanii po to, by poczuć magię miejsca, w którym żyją Windsorowie, zobaczyć ich pałace, a może nawet ich samych. Inne europejskie monarchie w tej konkurencji przegrywają w przedbiegach.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Dziecko w papierowej koronie na głowie przygląda się wiązankom kwiatów, jakie Brytyjczycy przynieśli w hołdzie dla zmarłej kólowej Elżbiety II. Fot. PHIL NOBLE / Reuters / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Koza nie jest głupia… Wędrówka z pasterzami przez Hiszpanię
Kiedy psy wyczują królika albo dzika, nikt nie jest w stanie ich zatrzymać. Rzucają się w pogoń.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Diabolizowana partia Le Penów – mity i fakty
Z jej list kandydował Charles de Gaulle, wnuk generała. Dziś przyciąga nawet ludzi lewicy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Miliony — was. Nas — mrowie…”. Widmo zjednoczenia Mongołów...
Co, jeśli idea panmongolizmu zacznie pieścić uszy chińskie, europejskie i amerykańskie?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Koszmarny sen Brukseli
Co przyniosą Europie rządy prawicy we Włoszech i Szwecji?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Jak żyć w obliczu upadku Europy
Tożsamość europejska nie musi być „konstruowana” przez przepłacanych urzędników.