Felietony

O dwa słowa za mało. Czego papież Franciszek nie powiedział w Kazachstanie

– Pani musi pamiętać, że nie wszyscy patrzą na wojnę na Ukrainie polskimi oczami – ostrzegł kilka dni temu znajomy jezuita, zdumiony moimi nadziejami, że papież podczas wizyty w Kazachstanie miałby się odnieść zarówno do rosyjskiej agresji, jak i do specyficznego pochodzenia katolików w tym dalekim, azjatyckim kraju.

No i rzeczywiście, do rosyjskiej agresji na Ukrainę odniesienia nie było poza tym jednym, że Ojciec Święty myśli o „umiłowanej Ukrainie”, co powiedział w słowie wieńczącym Mszę świętą dla katolików przybyłych z całej centralnej Azji. Ale żeby w kazaniu lub w modlitwie powszechnej? A przecież w tym właśnie dniu, w środę 14 września, we wszystkich kościołach katolickich w Europie trwała modlitwa w intencji Ukrainy i pokoju dla Ukrainy. O taki „dzień ukraiński” w Święto Podwyższenia Krzyża Świętego zaapelowała Rada Konferencji Episkopatów Europy (CCEE).

Także w transmitowanym w czwartek, 15 września, o szóstej rano czasu warszawskiego, spotkaniu papieża z katolickimi księżmi, zakonnikami, zakonnicami i duszpasterzami, także świeckimi zabrakło jakiegokolwiek odniesienia do sytuacji na Ukrainie, choć aż prosiła się o to wypowiedź pani Mirosławy Gałuszko, żony grekokatolickiego księdza, przybyłej wraz z czwórką ich dzieci z Ukrainy, która podziękowała „za wysiłki, jakie podejmujesz Ojcze Święty, aby przywrócić pokój w mojej ojczyźnie Ukrainie”.

Czy mieliśmy prawo tego oczekiwać? Przecież papież odwiedził Kazachstan z powodu Kongresu VII Kongresu Liderów Religii Światowych i Tradycyjnych, i miał w tym wielki nadrzędny cel – umocnić przekonanie, że religie są źródłem pokoju, a nie wojny. Dlatego przypomniał, że „Wolność religijna jest prawem podstawowym, pierwotnym i niezbywalnym, które należy promować wszędzie i które nie może być ograniczone wyłącznie do wolności wyznania”.

Wysoka cena

Papież Franciszek od dawna, może od początku pontyfikatu, szuka sprzymierzeńców w tej właśnie sprawie: że religie są źródłem pokoju. W świecie, który coraz bardziej żyje tak jakby Boga nie było, ten papież woła o wsparcie dla Boga i cywilizacji życia. Szuka sprzymierzeńców w całym chrześcijańskim świecie i wciąż liczy – jak można wnosić z różnych gestów i wypowiedzi – na wsparcie rosyjskiego prawosławia w tej sprawie.

Czy jednak cena nie jest za wysoka? Głęboko – zbyt głęboko – dyplomatyczne wypowiedzi papieskie i watykańskie, w których w jaskrawy sposób brak podziału na agresora i jego ofiarę, przestają być zrozumiałe, bo i ów wyższy cel – obrony chrześcijańskiej cywilizacji – nie jest dobrze widoczny, kiedy giną chrześcijanie na Ukrainie, kościoły i cerkwie obracają się w ruinę, lekceważone są prawa ludzi i narodu.
VII Kongres Liderów Religii Światowych i Tradycyjnych. Na zdjęciu: m.in. papież Franciszek (drugi z prawej) i prezydent Kazachstanu Kasym-Żomrat Tokajew (z prawej). Fot. ALESSANDRO DI MEO/EPA/PAP
Pewnym wyjaśnieniem może być wypowiedź kard. Kurta Kocha wygłoszona w stolicy Kazachstanu, Astanie (w środę 14 września przywrócono miastu dawną nazwę). Kard. Koch, prefekt watykańskiej Dykasterii ds. Popierania Jedności Chrześcijan podtrzymuje ofertę Watykanu dotyczącą dialogu z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym. „Mimo wszystkich trudności nie wolno rezygnować z dialogu, w przeciwnym razie nie będzie już w ogóle możliwości, aby rozmawiać i szukać rozwiązań w tej trudnej, zawikłanej sytuacji” – powiedział w odpowiedzi na pytanie austriackiej agencji katolickiej „Kathpress”. Kard. Koch, cytowany przez KAI, zwrócił uwagę, że patriarcha Moskwy Cyryl w swoim przesłaniu do uczestników kongresu w Astanie-Nur-Sułtanie, odczytanym przez rosyjską delegację prawosławną, wyraźnie zaznaczył, że jest zainteresowany „dialogiem międzyreligijnym". „Jednak nie usłyszałem odpowiedzi w tej konkretnej sytuacji – jak ten dialog ma być teraz prowadzony. I na to właśnie czekam” – powiedział kardynał.

Sam papież nie komentował ani listu Cyryla do uczestników Kongresu, ani jego nieobecności będącej dość wyraźną demonstracją wobec wcześniej wyrażanych deklaracji Franciszka. W kazaniu i w innych wypowiedziach nie odniósł się też wprost do niebywale trudnej przeszłości Kazachstanu naznaczonej potwornym rosyjskim i sowieckim wyzyskiem, a przede wszystkim tysiącami ofiar sowieckich łagrów umiejscowionych na tej ziemi.

Kraj zesłańców

Polacy zostali sprowadzeni do roli siły roboczej, wciąż wykonują najgorszą pracę

Kiedy 4 tysiące kilometrów od kraju, na zabitych wsiach zobaczy się ludzi przywiązanych do polskości i wiary katolickiej, to coś człowieka porusza.

zobacz więcej
To prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew podkreślił, że jego ojczyzna jest miejscem goszczącym wiele różnych religii, ale że nie wszyscy ich wyznawcy przybyli do Kazachstanu dobrowolnie, tak jak na przykład Polacy zesłani przez reżim stalinowski.

Bo nie da się ukryć, że katolicy w Kazachstanie w zdecydowanej większości są potomkami polskich zesłańców – z różnych lat ponurej przeszłości. Katolikami byli też Niemcy Nadwołżańscy, potomkowie Niemców sprowadzanych jeszcze przez carycę Katarzynę, a w czasach stalinowskich wysiedleni z Powołża i zesłani do Kazachstanu (ci jednak w większości po 1990 roku wyjechali do Niemiec).

Byłam jedną z pierwszych dziennikarek, które w ogólnopolskiej, już nie podziemnej prasie, pisały o Polakach z Kazachstanu – zarówno w „Tygodniku Gdańskim” (1989), jak i w Tygodniku „Solidarność” (1992) – i wyjaśniałam czytelnikom, skąd się tam wzięli Polacy. Że nie są to cywile zgubieni przez Armię Andersa, wywożeni z Kresów po sowieckiej agresji 17 września 1939 roku, ale są to nasi rodacy, którzy nigdy z Polski nie wyjeżdżali – bo to Polska od nich „odjechała”.

To mieszkańcy dawnych Kresów I Rzeczypospolitej, ziem, które po traktacie ryskim jako Żytomierszczyzna i Marchlewszczyzna, zostały przypisane sowieckiej ukraińskiej republice. Że w roku 1936 ta właśnie sowiecka władza z dnia na dzień, z godziny na godzinę wyrzuciła ich z ojcowizny i wysłała w tak daleki świat, w goły step, że nawet powstańcy sto lat wcześniej zsyłani przez cara o nim nie słyszeli; choć trzeba zaznaczyć, że przynajmniej niektórzy przeżyli, bo inni rodacy zostali wtedy w ramach Operacji Polskiej wymordowani.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Wcześniej, w parafii św. Tomasza na Warszawskim Ursynowie , zbierałam dary dla uczniów z polskich rodzin z Oziornego, Kellerowki (ta nazwa to właśnie ślad Niemców, zwanych tez Wolgadeutschen), Tainczy, Pierwojmajki, Kamyszenki i innych rozrzuconych po stepie wiosek i „posiołków” (a wszystko to szeroko pojęta okolica Karagandy, gdzie przez dziesiątki lat mieścił się zarząd Karłagu, największego w ZSRR łagru, którego ofiar nikt pewnie nie policzy).

Moim kontaktem i organizatorem tej pomocy była niezwykle zaangażowana i oddana sprawie nauczycielka języka polskiego Teresa Fudala, która jako jedna z pierwszych odpowiedziała na apel ówczesnych władz o polskich nauczycieli do Karagandy i okolic. Była znakomicie przygotowana do zupełnie niecodziennych zadań, jakie tam czekały, pełna pomysłów i zaangażowana religijnie, co od razu ułatwiało jej kontakty z ludźmi, którzy „od zawsze” wiedzieli, że Bóg jest wysoko, a Polska daleko. I że muszą radzić sobie sami, bo ktoś taki jak ksiądz Władysław Bukowiński przyjedzie raz na rok albo i rzadziej, o ile go znowu nie wsadzą do łagru.

Z Dworca Gdańskiego raz w tygodniu odjeżdżał wtedy pociąg z wagonami do Pietropawłowska albo i dalej, do Kokczetawy. Któregoś razu musieliśmy odnaleźć tam młodego księdza z diecezji gnieźnieńskiej, Tomasza Petę, aby dać mu na drogę „współpasażera” – figurę Pana Jezusa złożonego do Grobu czy Matki Bożej, jedna i druga jechały do wsi Oziornoje z księdzem, który tam pomagał w tworzącej się parafii. Stanowili ją głównie Polacy, potomkowie tamtych z 1936 roku, ale i staruszkowie pamietający jeszcze polskie modlitwy przywiezione z nieznanego już domu.
Papież Franciszek w katedrze NMP Nieustającej Pomocy w kazachskiej stolicy. Fot. VATICAN MEDIA / Reuters / Forum
Dziś starszy o ponad trzydzieści lat ksiądz Tomasz Peta jest arcybiskupem, metropolitą Astany– Nur-Sułtanu, a we wsi Oziornoje jest wybudowane przez niego sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju, do którego przyjeżdżają pielgrzymki z różnych stron świata, na stałe modlą się tam siostry karmelitanki, a papież właśnie poświęcił ikonę Matki Bożej Wielkiego Stepu dla Oziornego. Wszyscy tam pamiętają, że w 1943 roku, kiedy panowała potworna susza i w związku z tym dodatkowy głód, a w okolicy przybywało zesłańców, Matka Boża – jak powszechnie uważano – sprawiła, że stał się „cud ryb”: niepozorne bajoro nagle przybrało i zaroiło się od ryb, które wykarmiły wszystkich.

Następcy ks. Bukowińskiego

Pomna tych wszystkich okoliczności, zaczęłam zadawać pytania, czy aby na pewno papież Franciszek będzie wiedział, skąd się wzięli katolicy z Kazachstanie – bo przecież nie jest to naturalny teren działania misji. I kim był błogosławiony ksiądz Władysław Bukowiński, którego droga pokazuje zarazem los katolików w Kazachstanie. Skazany w 1945 roku na dziesięć lat łagrów, po odbyciu wyroku pozostał w ZSRR, bo uważał, że nie można ludzi tam zesłanych zostawić bez żadnej pomocy duchowej i życia religijnego.

„Wszyscy jesteśmy następcami bł. księdza Władysława Bukowińskiego” – powiedział w katedrze NMP Nieustającej Pomocy, w czwartek 15 września miejscowy biskup, witając papieża na spotkaniu osób duchownych, konsekrowanych i zaangażowanych.

Szatańskie oblicze wojny

Abp Gądecki: Do agresji na Ukrainę doszło 100 lat od powstania bezbożnego imperium sowieckiego.

zobacz więcej
Kilka miesięcy temu abp Stanisław Gądecki w wywiadzie dla naszego Tygodnika TVP powiedział: „pozwoliłem sobie wręczyć Ojcu Świętemu obszerne opracowanie na temat nieszczęsnych skutków Ost-Politik Watykanu w stosunku do Kościołów w krajach Europy Środkowo Wschodniej. Uważam, że opinia bł. kardynała Stefana Wyszyńskiego w tej materii była słuszna, dlatego też po wyborze św. Jana Pawła II kierunek dyplomacji watykańskiej w tej sprawie zmienił się diametralnie. Prawdopodobnie sympatia dyplomacji watykańskiej do Rosji jest pochodną podobnego stanu ducha, jaki panuje w Italii, Francji, które nie doświadczyły na własnej skórze panowania dyktatury komunistycznej”.

Może to dzięki temu papież Franciszek odniósł się do postaci księdza Bukowińskiego, choć już nie do deportowanych i zamęczonych jego współtowarzyszy z łagrów. Bo może wtedy trzeba byłoby powiedzieć, kto – jaki system – był autorem tego potwornego systemu przemocy, a stąd już dwa słowa do dzisiejszej agresji Moskwy na Ukrainę. A to przecież mogłoby położyć się cieniem na nadziejach obrony relacji z moskiewskim prawosławiem…

W tym samym dniu okazało się, że Moskwa nie zgadza się na wystąpienie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego na dorocznym, wrześniowym forum Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych. I co na to przedstawiciel Watykanu przy ONZ? Nie mówiąc o innych obrońcach prawa?

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Franciszek w papamobile jedzie na Mszę św., którą ma odprawić na terenie  Centrum Kongresowego Expo w Nur-Sułtanie 14 września. Fot. EPA/VATICAN MEDIA/PAP
Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
KPO
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Różnice
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Metoda na Putina, czyli jak najskuteczniej oczernić Kościół
Publicyści „Newsweeka” oskarżyli Matkę Teresę o związki ze zorganizowaną przestępczością.
Felietony Poprzednie wydanie
Bohaterowie nie mają szczęścia do stolicy
Może znajdzie się kilku dzielnych radnych, którzy spróbują ustanowić ulicę obu Felińskich.
Felietony wydanie 23.09.2022 – 30.09.2022
Rosyjski przeciwnik Putina krytykuje Polaków
Nie stroni od wulgarnego erotyzmu.