Cywilizacja

Hitler, Stalin i czerwona nitka na nadgarstku Putina. Dyktatorzy w oparach okultyzmu

Część spiskowych teorii jest prawdziwa, choć ludzie o ograniczonych horyzontach i wystandaryzowanych umysłach nie chcą w nie wierzyć. Ot weźmy choćby pierwszą z brzegu, mówiącą o tym, iż członkowie sekretnych stowarzyszeń próbują posiąść wiedzę tajemną i moc nadprzyrodzoną, aby zapanować nad światem...

Jakże ucieszył się pan Jörg Lanz von Liebenfels, gdy pewnego sierpniowego dnia 1909 roku do jego wiedeńskiego biura przyszedł miły, acz ubogi i blady młodzian i zamówił kilka egzemplarzy wydawanego przez niego pisma „Ostara”. Najsłynniejszy austriacki okultysta tak się wzruszył ujmującą powierzchownością młodzieńca i jego zapałem do studiowania ariozofii – teorii o odrodzeniu zaginionej, a zamieszkałej przez nordyckich półludzi – półbogów aryjskiej cywilizacji – że nie tylko podarował mu egzemplarze swego periodyku, w którym wyłuszczał potrzebę pozbycia się ras niższych i ochrony rasy wyższej, europejskiej, ale dał też kilka koron. W swych pamiętnikach z 1951 roku napisał, że owym czarującym młodzieńcem był nie kto inny, jak Adolf Hitler – późniejszy wódz rasy panów i Tysiącletniej Rzeszy.

Jagoda nie zdążył

W tym samym 1909 roku, kiedy Hitler podejmował studia na temat swego boskiego pochodzenia, za górami, za lasami, na drugim krańcu kontynentu, czyli w Rosji, do Zakonu Martynistów, który był bezpośrednim spadkobiercą Zakonu Rycerzy Masonów Elus – Coêns Wszechświata, wstąpił Gleb Bokij, który po latach stanął na czele bolszewickiej policji politycznej GPU – następczyni osławionej zbrodniami CzeKa. Członkowie Zakonu, a także organizacji Jedyne Robotnicze Bractwo, wierzyli, że gdzieś na świecie – najpewniej w Tybecie i w Himalajach – istnieje podziemna kraina zamieszana przez nadludzi, świętych i nieśmiertelnych Ariów, którzy sekretnie rządzą całym światem. Pisał o tym Ferdynand Ossendowski w książce „Przez kraj bogów, ludzi i zwierząt”.

Człowiekiem, który Bokija do Zakonu wprowadzał, był Aleksander Barczenko, szef Bractwa. Wśród członków organizacji był także m.in. późniejszy szef NKWD Genrich Jagoda. 15 lat później bractwo zostało przejęte przez GPU, by zajmować się wykorzystywaniem zjawisk paranormalnych do pracy wywiadowczej. Barczenko i jego ludzie uczyli bolszewickich agentów technik okultystycznych i pracowali nad telepatycznym przekazywaniem rozkazów i werbowaniem agentów oraz czytaniem myśli wrogów komunizmu.

W 1937 roku Jagoda przygotowywał wyprawę NKWD na Tybet, by poszukiwać nieśmiertelnych boskich Ariów. No cóż, wyprawić się nie zdążył, bo Stalin kazał wymordować większość swego rządu i wierchuszkę NKWD, oczywiście razem z towarzyszem Jagodą. To, co nie udało się Jagodzie i jego ludziom, bo zostali wymordowani, rok później na rozkaz Himmlera zrobiła niemiecka organizacja Ahnenerbe. Poprowadzona pod szefostwem członka SS Ernst Schäfera wyprawa tybetańska miała znaleźć dowody na to, że to niemieccy naziści, a nie rosyjscy komuniści, są potomkami półboskich Ariów czy też Aryjczyków.

Podobieństwa nazizmu i bolszewickiego komunizmu są oczywiste i całkowicie zrozumiałe, wszak obie te zbrodnicze ideologie wyrastają ze wspólnego lewicowego pnia i u ich podstaw leżą m.in. teorie Marksa, także te o narodach, które są rasowymi odpadami i powinny być zgładzone. Oczywiście pomiędzy tymi totalitaryzmami były różnice, jak to przecież w rodzinie bywa, bo nazizm był socjalizmem narodowym, a bolszewizm internacjonalistycznym.

Hitler widząc też, że bolszewicy nie radzą sobie z gospodarką, doszedł do praktycznego wniosku, że zamiast kraść całe fabryki, lepiej rabować to, co one produkują, a właścicieli, którzy potrafią interesem zarządzać, zostawić, ale całkowicie podporządkować firmy partii i państwu, by na rozkaz produkowały raz armaty, a raz masło, bombowce czy samochód „ludowy” – Volkswagen.

Demonoszwili i Biesoszwili

Podobieństwa między nazizmem a bolszewizmem są gołym okiem widoczne (na oddzielną uwagę zasługuje to, że aby skryć bezpośrednie skojarzenia nazizmu z socjalizmem, Sowieci jako główną zbrodniczą ideologię wylansowali faszyzm). Mało kto jednak wie, że krwawy sowiecki reżim, tak jak i niemiecki nazistowski, rodził się w oparach magii, okultyzmu, ezoteryki, wśród poszukiwań po całym świecie zaginionych ras półbogów.
Od lewej: Komisarz bezpieczeństwa państwowego 1. rangi Gleb Bokij, pisarz Maksym Gorki i komisarz bezpieczeństwa państwowego 3. rangi Matwiej Pogriebinski na parowcu "Gleb Bokij". Fot. Wikimedia
Najwierniejsi spadkobiercy tych straszliwych reżimów, czyli rosyjscy zbrodniarze, albo rusiści, jak ich nazywają Ukraińcy, do dziś w tajemne moce wierzą, szukają ich i próbują je posiąść, oczywiście wszystko po to, by zapanować nad światem albo przynajmniej jego wielkimi połaciami. Ruski mir to nie jest teoria spiskowa, podobnie jak nie był nią niemiecki narodowy socjalizm czy sowiecki bolszewizm.

Już Marks oddawał się tajemnym praktykom, pisał wiersze, które według niektórych badaczy wskazują, że mógł być nawet wyznawcą szatana. Wiadomo na pewno, że nie mył się wcale i śmierdział niemożebnie, był człowiekiem z piekła rodem, który trójce swych dzieci pozwolił umrzeć z niedożywienia, znęcał się na własną żoną i wykańczał ją chorobami przywlekanymi z londyńskich domów publicznych. Jego dwie córki popełniły samobójstwo. Czy jego alkoholizm, sadyzm, szaleństwa, bezeceństwa miały wpływ na teorie, które przedstawiał, prace które pisał? Niewątpliwie.

Wśród XIX – wiecznych socjalistów i anarchistów nie brakowało czcicieli szatana, który miał być pierwszym rewolucjonistą i wzorem do naśladowania. Przyjaciel Marksa, słynny rosyjski anarchista Michaił Bakunin pisał tak: „Diabeł jest pierwszym wolnomyślicielem i zbawicielem świata. On uwolnił Adama, wycisnął mu na czole zwycięstwo i wolność ludzkości przez uczynienie go nieposłusznym”.

Fascynacje satanizmem, ezoteryką, mocami tajemnymi przechodziły na kolejne pokolenia rewolucjonistów i zbrodniarzy. Pierwszy bolszewicki komisarz ludowy do spraw oświaty Anatolij Łunaczarski w szatanie widział bóstwo Religii Gatunku Ludzkiego.

Józef Stalin swe pierwsze prace podpisywał pseudonimami Demonoszwili i Biesoszwili. Kiedy już zasiadł na Kremlu na bolszewickim tronie, chętnie przyjmował i słuchał rad urodzonego w Górze Kalwarii polskiego jasnowidza żydowskiego pochodzenia, hipnotyzera Srula (później Wolfa) Messinga. Stalin miał spotykać się także ze słynną Matroną Moskiewską – Matroną Nikonową, późniejszą świętą rosyjskiej cerkwi. Ta przepowiadała tyranowi przyszłość.

Niemcy, Rosja, Indie

Podobnie za górami, za lasami po drugiej stronie kontynentu, czyli w Niemczech magami, wróżami, okultystami, astrologami otaczali się wodzowie III Rzeszy, Hitler i Himmler. Eric Kurlander w książce „Demony Hitlera. Ezoteryczne korzenie III Rzeszy" pisze, iż ostateczną decyzję o napaści na Polskę Hitler miał podjąć, gdy na północnym niebie dostrzegł „omen oświetlający jego i przyjaciół”.

Fascynacje naczelnych nazistów czy bolszewików nie były tylko ich osobistymi sprawami, ale miały wpływ na to, jak sprawowali swe tyranie, na to, że zaprzęgli machinę państwa do realizacji swych szaleńczych wizji. I w jednym, i w drugim przypadku jedną z sił napędowych były często wykluczające się teorie, majaki, które trudno nawet usystematyzować czy poddać jakiejkolwiek racjonalnej ocenie.

Naziści mieli swych półbogów Aryjczyków, którzy toczyli odwieczną walkę z siłami zła – zdegenerowanymi rasowo słowiańskimi i żydowskimi wampirami, którzy narodzili się w Czechach. Wracano więc do przedchrześcijańskich korzeni i odtwarzano świat nordyckich bogów. Do tego doszła fascynacja Indiami i cywilizacją hinduską, która miała, jak pisał badacz sanskrytu Leopold von Schroeder „idee aryjskiej kultury i duchowości”. Niemieccy naziści „stawali się więc” Indogermanami, a ich znakiem została mająca mistyczną moc swastyka.

Ci sami ludzie poszukiwali również Świętego Grala i „Włóczni Longina”, która miała przeszyć bok ukrzyżowanego Jezusa na Golgocie czy Arki Przymierza. Wyprawy przemierzały Tybet, Afrykę, Francję, Hiszpanię.

Szukano nie tylko relikwii. Na rozkaz Himmlera w Czechach, magazynach Biblioteki Narodowej schowano 13 tysięcy zrabowanych w całej Europie książek okultystycznych. Połowa księgozbioru była wcześniej własnością Norweskiego Zakonu Wolnomularskiego.

Satanistyczne oblicze nazizmu

Nie dla wszystkich ludzi druga wojna światowa stała się koszmarną lekcją. Znaleźli się w świecie tacy, którzy Führerowi nadali status bóstwa, przyczyniając się do powstania antychrześcijańskiego kultu – hitlerianizmu.

zobacz więcej
Ta sama plątanina mitów, fascynacji była też udziałem bolszewików. Wielu okultystów przyjęło rewolucję, wojnę domową i zwycięstwo komunistów jako spełniającą się przepowiednię o ostatecznej walce sił światła z mocami ciemności. Jedną z obsesji sowieckich magów, podobnie jak nazistowskich, była chęć przezwyciężenia śmiertelności i stworzenia nowej rasy nadludzi. Rosjanie są nią opętani nawet dziś.

Nieśmiertelny Rosjanin

Jeden z kremlowskich ideologów, „mistyk”, syn oficera wojskowego wywiadu GRU Aleksander Dugin, ojciec zabitej ostatnio w zamachu Darii, uważa, że bolszewizm od samego początku był pod wpływem staroegipskich wierzeń o zmartwychwstaniu oraz potrzebie zachowania i transformacji ciał do nowego życia. To dlatego na Placu Czerwonym w mauzoleum zbudowanym na planie egipskich piramid złożone jest zabalsamowane ciało Lenina. Oddzielnie magazynowany jest jego zakonserwowany mózg.

Wódz bolszewickiej rewolucji, jak egipscy faraoni, czeka na powrót do życia. Choćby w postaci sklonowanej, o czym w 1997 roku mówiło nawet szefostwo mauzoleum.

Tego samego w przyszłości miał też dostąpić słuszny klasowo lud pracujący. Odpowiednio przerobiony proletariusz miał zniszczyć bogów i sam się jednym z nich stać jako człowiek kosmiczny, Antropos, który – jak pisał poeta Wielimir Chlebnikow – ma być „sumą Bestii i Liczby”. W kulturze masowej ten człek kosmiczny objawiał się też jako ss – man z tajnych nazistowskich baz na księżycu.

Na Marsie zaś miał panować tak rozwinięty komunizm, że nawet jednostki nie istnieją, a przynajmniej nie mają ani płci, ani wieku. Tak to w swej powieści „Czerwona Gwiazda” opisywał polityk, pisarz, filozof, alchemik, wielki przyjaciel Lenina Aleksandr Bogdanow, a właściwie urodzony w 1873 roku w należącej dziś do Polski Sokółce Aleksander Malinowski.

W latach 70. XX wieku w Związku Sowieckim zrodziła się więc juwenologia – nauka o odmładzaniu organizmów. Jej praktycznym zadaniem było też utrzymywanie przy życiu pogrążających się w mrokach demencji kremlowskich starców. Sowiecki botanik Wasilij Kuprewicz pisał: „Natura, która wymyśliła śmierć, musi nam też podpowiedzieć sposoby walki z nią”. Dziś rosyjscy juwenolodzy zajmują się grzebaniem w genach.

Jednym z wariantów wierzeń w nieśmiertelnego Rosjanina był kosmizm – teoria o szczególnych więzach człowieka ze wszechświatem. W tych mniemaniach kosmos był rozumną ogarniającą wszystko istotą czy też rzeczywistością. W tej mielonce mitów i bajań znalazło się też miejsce na panslawizm i teorię o rosyjskiej duszy.

Naukowcy do dziś prowadzą badania oparte o halucynacje zmarłego w 1959 roku Daniiła Andriejewa. W ciągu 12 lat pobytu w więzieniach miał częste wizje o naturze tego świata. Otóż, rządzą nim monstra uitroary, które walczą ze sobą o władzę nad nim za pomocą tworzonych przez siebie i sterowanych umysłem narodów. Rosyjscy badacze zajmują się nie analizą spisanych w jego książce „Róża Świata” tekstów, ale prawdziwością jego teorii.

Spenetrowali mózg Albright

Zafascynowane jest/było nimi towarzystwo wokół zabitej w zamachu Duginy, jak choćby nieżyjący już wpływowy pisarz i filozof Konstanty Kryłow, który głosił, że Żydzi mają specjalną wtyczkę w mózgu, która łączy ich z demonem Labaldotem. Dzięki temu mają władzę polityczną i gospodarczą, ale płacą za nie swym cierpieniem, bo relacja z demonem zbudowana jest na miłości i nienawiści.

Można byłoby jedynie szydzić z tych odmętów szaleństwa, gdyby nie to, że pławią się w nich nie tylko ludzie, którzy sprawują rząd dusz, ale też realną władzę w zbrodniczym reżimie.

Oto np. w 2006 roku w rządowej „Gazecie Rosyjskiej” ukazał się wywiad z generałem Borysem Ratnikowem o pracy jednostek FSB zajmujących się magią i zjawiskami paranormalnymi. Ratnikow obwieścił, że w FSB jest zespół czytających w myślach agentów, którzy wdzierają się w umysły zachodnich polityków i zbierają dowody na ich rusofobię.
Członkowie ekspedycji tybetańskiej SS Ernst Krause, Bruno Beger, Ernst Schäfer, Edmund Geer i Karl Wiener po powrocie do Niemiec na lotnisku Berlin-Tempelhof w sierpniu1939. Fot. ullstein bild/ullstein bild via Getty Images
Jak powiedział, w przededniu wojny w Kosowie spenetrowali oni mózg ówczesnej sekretarz stanu USA Madeleine Albright i dogrzebali się w nim nieprzejednanej nienawiści do Słowian i chęci zniszczenia Serbów.

W 2019 roku w „Magazynie Armii” ukazał się artykuł o kontynuowaniu prac nazistowskiej organizacji Ahnenerbe, tej samej, która poprowadziła wyprawę w Tybecie, ale też badania nad stworzeniem nadczłowieka superżołnierza, który wygrywałby przyszłe wojny, czytał w myślach i siłą umysłu sterował maszynami. „Psychiczne możliwości człowieka są nieograniczone” – pisano w „Magazynie Armii”. „Impulsem z mózgu można zhakować komputery, linie telekomunikacyjne, zniszczyć mikroprocesory. W zakończonym pomyślnie eksperymencie telepata odczytał telepatycznie treść dokumentu napisanego w języku, którego nawet nie znał.”

Kremlowskie kręgi mają też swych alchemików, jak choćby Wiktor Petrik, który znalazł sposób, by za pomocą skonstruowanego przez siebie filtra „Szojgu” (nazwa na cześć ministra obrony Rosji Siergieja Szojgu) każdą zanieczyszczoną, nawet skażoną radioaktywnie wodę zamieniać w krystalicznie czystą.

Dziennikarz Michaił Zygar w książce „Wszyscy ludzie Kremla” pisze, iż generałowie za czasów Borysa Jelcyna układali plany wojny z Czeczenią z pomocą horoskopów i chcieli prowadzić politykę zagraniczną poprzez sterowanie umysłami. Wojskowi inspirowali się właśnie książką Andriejewa „Róża Świata”.

Ofiarny orzeł Putina

W latach 80. i 90. u Sowietów i w Rosji, ale także w Polsce, niezwykle popularny był niejaki Anatolij Kaszpirowski, który przez ekran telewizyjny „miał” moc uzdrawiania i zmieniania zwykłej wody w cudowne lekarstwo. Jego seanse gromadziły przed telewizorami miliony ludzi. ODWIEDŹ I POLUB NAS I trudno się nawet dziwić człowiekowi sowieckiemu, a teraz rosyjskiemu, skoro w oparach wierzeń i szaleństwa odnajduje się nawet on – sam wódz zbrodniczego kraju Władimir Władimirowicz Putin. Tak jak Hitler spoglądał w niebo, wypatrując znaków, tak jak Stalin uczestniczył w seansach Srula Messinga i Matrony Nikonowej, tak i Putin 13 lutego, a więc na 9 dni przed napaścią na Ukrainę, w swej rezydencji Boczarowy Ruczaj szukał odpowiedzi we wróżbach. Pod nóż poszedł wtedy ponoć ofiarny orzeł. Włodzimierz Putin dowiedział się, że wygra i zostanie największym przywódcą świata, więc spuścił swe hordy orków i najechał Ukrainę.

Towarzyszem magicznych rytuałów i guseł jest faworyt Putina, nieudolny i skorumpowany minister obrony Siergiej Szojgu. Być może nawet zawdzięcza swą wielką karierę temu, że wciągnął byłego kagiebistę Putina w świat szamańskiej magii i obrzędów.

O wierze kremlowskiego tyrana w czary i okultyzm mówił m.in. rozmowie z „New York Times” Aleksander Nawalny. – Putin ma obsesję na punkcie okultyzmu i chodzi z czerwoną nicią na nadgarstku. Pewnego dnia okaże się, że prezydent Rosji podejmuje decyzje za radą staruszka z lasu lub jakiegoś pokemona – opowiadał polityk.

Czerwona nić ma chronić Putina przed wpływem złej energii i złym spojrzeniem. Podobno prezydent Rosji to racjonalny, kalkulujący człowiek. Być może, racjonalny jak Hitler czy Stalin. Tak czy owak nie zadbał, by jego żołdakom nie zabrakło czerwonej nitki i dlatego ponoszą teraz porażki na Ukrainie. A może dostawy nici z Niemiec i Francji rozkradli generałowie.

– Dariusz Matuszak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Władimir Putin podczas otwarcia Międzynarodowego Centrum Boksu i Sambo w Moskwie 10 września 2022. Fot. Contributor/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Koza nie jest głupia… Wędrówka z pasterzami przez Hiszpanię
Kiedy psy wyczują królika albo dzika, nikt nie jest w stanie ich zatrzymać. Rzucają się w pogoń.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Diabolizowana partia Le Penów – mity i fakty
Z jej list kandydował Charles de Gaulle, wnuk generała. Dziś przyciąga nawet ludzi lewicy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Miliony — was. Nas — mrowie…”. Widmo zjednoczenia Mongołów...
Co, jeśli idea panmongolizmu zacznie pieścić uszy chińskie, europejskie i amerykańskie?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Koszmarny sen Brukseli
Co przyniosą Europie rządy prawicy we Włoszech i Szwecji?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Jak żyć w obliczu upadku Europy
Tożsamość europejska nie musi być „konstruowana” przez przepłacanych urzędników.