Historia

Sowiety wkroczyli… Witać ich karabinami czy papierosami, skoro nawet Churchill tłumaczy, że musieli?

Warszawa jeszcze się broniła, a rząd był w kraju, państwo istniało i traktat z ZSRR był w mocy. Nota podpisana przez ludowego komisarza spraw zagranicznych Wiaczesława Mołotowa, a nieprzyjęta przez ambasadora RP Wacława Grzybowskiego, zawierała główne tezy propagandy sowieckiej, które początkowo w dobrej wierze przyjmowano na Zachodzie.

W połowie września 1939 roku Polska miała pod bronią jeszcze około 650 tysięcy żołnierzy. Z czego mniej więcej połowa znajdowała się na wschód lub południowy wschód od Bugu. Wojska na wschodzie kraju składały się ze świeżo powołanych rezerwistów, jednostek wycofujących się po walkach z Niemcami na zachodzie i północy, wreszcie grupek żołnierzy szukających swoich jednostek lub nowego przydziału. Zwarte oddziały to przede wszystkim obrona miast, pułki i grupy brygadowe wycofywane rozkazami w kierunku Rumunii i jednostki Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP).

Naczelne Dowództwo w obliczu niemieckiej wojny błyskawicznej i – przede wszystkim – wygasania inicjatywy Wojska Polskiego w bitwie nad Bzurą postanowiło zorganizować ostatni punkt oporu na tak zwanym przedmościu rumuńskim. Na południe od Stanisławowa, tuż nad granicą postanowiono bronić się jak najdłużej, dopóki przez Rumunię nie dotrą wojska francuskie i angielskie i – gdyby pomoc nie przybyła – w ostatnim momencie przekroczyć granicę państwa uważanego za sojusznika, skąd przedostać się do Francji.

17 września wcześnie rano Armia Czerwona przekroczyła na całej długości granicę Związku Radzieckiego z II Rzeczpospolitą. Rząd RP i Naczelny Wódz znajdowali się wtedy w Kołomyi i po południu w Kutach nad samą granicą rumuńską.

Churchill: „armie rosyjskie musiały stanąć na tej linii”

Pierwsi przyjęli natarcie Armii Czerwonej. NKWD ścigało ich z szczególną zajadłością. Obrońcy wschodnich granic

Wielu oficerów KOP zostało rozstrzelanych w Twerze i Miednoje.

zobacz więcej
Rząd i dowództwo zdawało się nie pamiętać o pakcie o nieagresji zawartym 23 sierpnia pomiędzy III Rzeszą a ZSRR. Nikt w Polsce nie wiedział o tajnym protokole do paktu, ale czegoś domyślać się było można. Prawdziwy charakter paktu, czyli postanowienie o podziale Europy Wschodniej, był znany bądź podejrzewany przez akredytowanych w Polsce zachodnich dyplomatów. A 14 września takie podejrzenia wysnuła angielska gazeta „Daily Telegraph”. Na przedmościu angielskich gazet nie czytano z powodów oczywistych, a fatalny stan łączności radiowej rządu i wojska uniemożliwiał kontakt MSZ z placówkami zagranicznymi.

Bardzo szybko do Naczelnego Dowództwa i samego Śmigłego-Rydza dotarły wiadomości o wkroczeniu na terytorium Polski Armii Czerwonej. Z północnej części granicy z Sowietami meldowano, że walkę z bolszewikami podjął KOP, a z terenów bliższych granicy rumuńskiej, że Sowieci nie atakują, a spotkani zachowują się przyjaźnie. Naczelny Wódz zastanawiał się, z kim Wojsko Polskie ma do czynienia – może ze sprzymierzeńcami?

Według Książki „Agresja 17 września” (wydanej podziemnie w 1979 roku) profesora Jerzego Łojka, marszałek Edward Śmigły-Rydz powinien skupić wszystkie dostępne na wschodzie jednostki Wojska Polskiego pod swoim bezpośrednim dowództwem i walczyć z bolszewikami do końca. Łojek nie widział nic nagannego w przejściu granicy przez rząd i prezydenta, natomiast wojsko walcząc miało dać świadectwo i sprawić, by Polska nie traciła zainteresowania Europy jak najdłużej. No i, oczywiście, należało wypowiedzieć wojnę Związkowi Radzieckiemu. Dla Europy powinno być jasne, że ZSRR jest w sojuszu z Hitlerem, co bez energicznej obrony ostatniego bastionu RP mogło nie być takie oczywiste.

W środku nocy z 12 na 13 września ambasador RP Wacław Grzybowski został wezwany do Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych (sowieckie MSZ), gdzie odczytano mu notę: „Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni operacji wojennych Polska utraciła wszystkie swoje regiony przemysłowe i ośrodki kulturalne. Warszawa przestała istnieć jako stolica Polski. Rząd polski rozpadł się i nie przejawia żadnych oznak życia. Oznacza to, iż państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Wskutek tego traktaty zawarte między ZSRR a Polską utraciły swą moc. Pozostawiona sobie samej i pozbawiona kierownictwa, Polska stała się wygodnym polem działania dla wszelkich poczynań i prób zaskoczenia, mogących zagrozić ZSRR. Dlatego też rząd sowiecki, który zachowywał dotąd neutralność, nie może pozostać dłużej neutralnym w obliczu tych faktów.

Rząd sowiecki nie może również pozostać obojętnym w chwili, gdy bracia tej samej krwi, Ukraińcy i Białorusini, zamieszkujący na terytorium Polski i pozostawieni swemu losowi, znajdują się bez żadnej obrony”.
Oddziały Armii Czerwonej na ulicach Wilna, zajętego przez wojska sowieckie we wrześniu 1939 r. i przyłączonego wraz z resztą Litwy do ZSRR w 1940 r. Fot. Sovfoto/Universal Images Group via Getty Images
Warszawa jeszcze się broniła, a rząd był w kraju, państwo istniało i traktat z ZSRR był w mocy. Nota podpisana przez ludowego komisarza spraw zagranicznych Wiaczesława Mołotowa, a nieprzyjęta przez ambasadora RP Wacława Grzybowskiego, zawierała główne tezy propagandy sowieckiej, które początkowo w dobrej wierze przyjmowano na Zachodzie. Może nie do końca jako coś w rodzaju misji humanitarnej wobec pozostawionych bez opieki cywilów, ale Winston Churchill, wtedy pierwszy lord Admiralicji, powiedział w BBC:

„To, że armie rosyjskie musiały stanąć na tej linii było jasne i niezbędne ze względu na niebezpieczeństwo grożące Rosji ze strony nazistowskich Niemiec. W każdym razie linia jest tam i został utworzony front wschodni, którego nazistowskie Niemcy nie ośmielą się napaść”.

„Cios nożem w plecy” (the stab in the back) – napisał jednak o napaści Sowietów na Polskę „The Times” już 18 września.

Zaufanie skończyło się dla oficerów kulami w tyle głowy

Misja humanitarna, czyli obrona ludności białoruskiej i ukraińskiej obowiązywała w historiografii i nauczaniu szkolnym PRL do końca jej trwania. Państwa polskiego miało już nie być, a Armia Czerwona rzekomo wkroczyła w próżnię polityczną i prawną. Rosja bolszewicka podjęła liczne wysiłki, aby nie być uważana za sojusznika Hitlera. Zdaniem wielu historyków, niewypowiedzenie wojny Sowietom przez Polskę ułatwiało jej to zadanie na arenie międzynarodowej.

Po wkroczeniu Rosjan w granice RP marszałek Edward Rydz-Śmigły początkowo rozważał pozostanie w kraju i dalszą walkę, także przeciwko Sowietom. Według profesora Jerzego Łojka, do przekroczenia granicy z Rumunią wieczorem 17 września skłoniły Rydza ambicje osobiste. Miał zostać następcą prezydenta Ignacego Mościckiego, czyli w momencie przekazania władzy być osiągalnym. Opuszczenie Polski przez Naczelnego Wodza, gdy jeszcze trwały walki, spotkało się z oburzeniem cywilów – również przekraczających wtedy granicę i później w szerokiej opinii polskiej. Może właśnie oderwana od rzeczywistości chęć odegrania dziejowej roli na stanowisku prezydenta podyktowała Rydzowi-Śmigłemu osławioną dyrektywę ogólną, wydaną po południu 17 września:

„Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumuni”.

Jak sobie wyobrażał spotkania obu wojsk, które nie walczą, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej? Trudno dociec. Przez całe dwudziestolecie międzywojenne Wojsko Polskie ćwiczyło odpieranie agresji sowieckiej, na zagrożenie niemieckie zwracając znacznie mniej uwagi. Aż tu nagle miało być wzajemne częstowanie się papierosami, chyba że w razie natarcia lub próby rozbrojenia.

Długo uważano, że piętnastolatek był postacią zmyśloną

Dzięki pokazaniu ich oporu we wrześniu 1939, pada cała sowiecka i rosyjska wizja historii.

zobacz więcej
Podstępnego pobratania zresztą Armia Czerwona używała i tysiące żołnierzy polskich dawało się wziąć do niewoli bez walki. Rosjanie mówili, że idą na Niemców i w odpowiedniej chwili otaczali Polaków i rozbrajali. Całe transporty kolejowe wycofujące się z centralnej Polski wpadały w ten sposób w ręce sowieckie w Brześciu nad Bugiem. Dyrektywa Rydza narobiła sporo zamieszania, ale w pamiętnikach i świadectwach tamtych lat można przeczytać, że dla wielu żołnierzy i oficerów samo wkroczenie Rosjan, a przede wszystkim jego cel, było zaskakujące.

W Tarnopolu kilkunastotysięczne siły polskie dały się po prostu rozbroić. Po dziesięciodniowej obronie Lwowa przed Niemcami generał Władysław Langner poddał miasto – jak mówił – Słowianom, jako godniejszym zaufania. Zaufanie w tych i innych przypadkach skończyło się dla oficerów kulami w tyle głowy.

Nie do wszystkich jednostek dotarł rozkaz marszałka Rydza-Śmigłego, niektóre go zignorowały. Korpus Ochrony Pogranicza nie czekał na dyrektywę i podjął walkę. Rozproszone wzdłuż granicy oddziały zdołał skoncentrować generał Wilhelm Orlik-Rückemann. Pod jego dowództwem KOP podjął dwie bitwy: pod Szackiem i Wytycznem (2 października). Bohatersko broniło się przed bolszewikami Grodno, na którego przedpolach Brygada Rezerwowa Kawalerii „Wołkowysk” powstrzymywała podjazdy pancerne wroga. Walczyli ułani Grupy Operacyjnej Kawalerii generała Władysława Andersa przedzierając się na południowy-wschód. Specjalna Grupa Operacyjna „Polesie”, zanim w początkach października stoczyła ostatni bój z Niemcami pod Kockiem, także ścierała się z Armią Czerwoną.

Zarzucać można Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu, że swoim wycofaniem się przez most graniczny na Czeremoszu pozbawił Polskę argumentów na przyszłość, likwidując koncepcję obrony na przedmościu rumuńskim. Jednostki, które przedzierały się do granicy straciły główny cel – walkę. Przed 17 września był plan, żeby skoncentrować co się da i bić się – może sojusznicy przyszliby z pomocą?

Tyle kosztowało wygonienie diabła Belzebubem

12 września odbyła się angielsko - francuska konferencja na najwyższym szczeblu w Abbeville, gdzie postanowiono nie podejmować żadnych działań. O ustaleniach nie poinformowano rządu polskiego. Jeszcze na długo przed Abbeville generał Louis Faury, szef francuskiej misji wojskowej w Warszawie, rozmawiał z dowódcami, francuskimi generałami Alphonsem Georgesem i Mauricem Gamelinem, 22 sierpnia w Paryżu, co tak zapisał:

„Poruszam następnie kwestię, która nie dawała mi spokoju… Jeśli Polska stanie się przedmiotem agresji, to jedynie ofensywa wojsk francuskich będzie w stanie zmusić Niemców do zelżenia ich duszącego uścisku. W jakim terminie rozpocznie się ta ofensywa? Milczenie. Następnie gen. Georges daje do zrozumienia, że armia francuska nie jest zdolna do podjęcia ofensywy i że nie ma możliwości określenia terminu, w którym będzie ona gotowa do działania na wielką skalę. Do tego czasu mogą wchodzić w rachubę jedynie defensywne lub ograniczone działania zaczepne. Gdy nie mogę ukryć mego rozczarowania, gen. Gamelin dorzuca po prostu tych kilka słów: «Trzeba, aby Polska trwała»…”.
20 września 1939, Brześć Litewski. Pierwsze spotkanie wojsk atakujących Polskę – Niemców z radzieckimi oficerami z pułku czołgów. Fot. Wikimedia/ Bundesarchiv, Bild 101I-121-0008-25/ Ehlert, Max / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 de
Trudno przypuszczać, że gdyby Rydz-Śmigły bronił się na przedmościu rumuńskim dwa lub trzy tygodnie, to postawa wojskowych i rządów Francji i Wielkiej Brytanii uległaby zmianie. Co do zarzutu o niewypowiedzeniu wojny, to III Rzeszy też jej nie wypowiedzieliśmy, ani III Rzesza Polsce. Hitler, wściekły po przyjęciu przez Polskę gwarancji brytyjskich, wypowiedział nam pakt o niestosowaniu przemocy w stosunkach wzajemnych w jednym ze swoich przemówień, a to niezupełnie to samo.

Za to Anglia i Francja jak najbardziej formalnie 3 września 1939 roku wypowiedziały wojnę III Rzeszy– szybko uzyskała ona nazwę drôle de guerre, w polskiej literaturze historycznej: „dziwna wojna”, choć dosłowne tłumaczenie to „śmieszna wojna”. Temperaturę działań na froncie zachodnim, czyli granicy francusko-niemieckiej do maja 1940 roku dosadniej tłumaczy niemieckie określenie Sitzkrieg (wojna na siedząco). A wszystko było jak najbardziej formalnie zakomunikowane i zarejestrowane zgodnie z prawem międzynarodowym.

Rząd II Rzeczpospolitej w kraju nie wypowiedział wojny ZSRR. W Rumunii, która zamiast państwa sojuszniczego okazała się państwem neutralnym, rząd pod naciskiem niemieckim internowano. Powstały po dwóch tygodniach rząd emigracyjny we Francji też nie wypowiedział formalnie wojny, bo już było za późno, walki się skończyły. W wielu dokumentach – korespondencji z aliantami – rząd emigracyjny przedstawia jednak to, co się stało w Polsce jako agresję i stan wojny z dwoma państwami. Czy miało to znaczenie?

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Są historycy, którzy mówią, że formalne wypowiedzenie wojny ZSRR we wrześniu 1939 roku umocniłoby pozycję dyplomatyczną Polski później. O formalnym wypowiedzeniu wojny III Rzeszy nie mówią nic. Oczywiste było, że to wojna, niesprowokowana agresja i żadne formalności nie były potrzebne. Bo w opinii Zachodu w czasie wojny i długo po niej tylko Hitler był agresorem i zbrodniarzem – Stalin dobrym wujkiem. Tyle – no i bagatela, pół Europy – kosztowało wygonienie diabła Belzebubem.

Załóżmy, że do podpisania paktu Sikorski-Majski przywracającego stosunki dyplomatyczne Wielka Brytania namawia Polskę będącą w stanie wojny z ZSRR, po krwawej obronie do końca przedmościa rumuńskiego. Czy nie skłoniliby swojego szanownego sojusznika do zawarcia paktu ze swoim najważniejszym sojusznikiem bez poruszania kwestii Wilna i Lwowa?

Wojnę zapewne zakończyłyby jakieś okrągłe zdania, a gdyby był nieprzejednany opór, to Władysław Sikorski usłyszeć mógłby od Churchilla to, co Władysław Anders usłyszał później, już po konferencji w Jałcie: „Może pan sobie zabrać swoje dywizje”. Zwłaszcza, że nie było jeszcze najliczniejszej w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie armii Andersa.

Formalnie w XX wieku Polska wypowiedziała wojnę tylko jednemu państwu, Cesarstwu Japonii, cztery dni po ataku na Pearl Harbour. Wojna trwała na papierze do 1957 roku.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Komentarz rysunkowy opublikowany w brytyjskim dzienniku „Daily Mirror” 20 września 1939 roku, trzy dni po napaści ZSRR na Polskę. „Niemiecki morderca” nad grobem Polski mówi: „W porządku – już nie żyje!”. „Rosyjski porywacz ciał” (w tym kontekście raczej „hiena cmentarna”) odpowiada: „Dlatego obrabuję zwłoki bez strachu!”. Fot. Daily Mirror/Mirrorpix/Mirrorpix via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
II Rzeczpospolita przed Piłsudskim. Ostatnie Królestwo Polskie
Rada Regencyjna przeżyła zamach stanu, którego dokonał premier jej własnego rządu.
Historia Poprzednie wydanie
Wszyscy byli za kapitulacją, tylko nie Starzyński
Jakim cudem Niemcy tolerowali go na fotelu prezydenta miasta?
Historia wydanie 23.09.2022 – 30.09.2022
Czy Lenin grywał w szachy z Hitlerem? Pionki i polityka
Żydowski arcymistrz z Austrii w Paryżu przyjął polskie obywatelstwo.
Historia wydanie 23.09.2022 – 30.09.2022
Nieznane kulisy rozmowy braci Wałęsów, nagranej przez SB
Puszczono ją w dniu, w którym Norweski Komitet decydował o przyznaniu Nobla szefowi Solidarności.
Historia wydanie 23.09.2022 – 30.09.2022
Targi o Hongkong, czyli jak królowa ugłaskała Chińczyków
Elżbieta II musiała jakoś wymazać z publicznej pamięci katastrofalną wizytę Margaret Thatcher w Chinach.