Historia

Bez prawa powrotu

Teresa Zamoyska i Roman Czartoryski wzięli ślub i objęli majątek w podpoznańskim Konarzewie w 1925 roku. Budowali rodzinę, uprawiali ziemię, wychowywali dzieci. Zbudowana z listów, dokumentów i wspomnień opowieść pokazuje życie polskiej arystokracji, które skończyło się we wrześniu 1939 roku – z majątku wyrzucili ich Niemcy, po wojnie nie wpuściła ich tam nowa władza sprawująca rządy z sowieckiego nadania.

Dzięki uprzejmości Ośrodka KARTA publikujemy fragmenty książki „Konarzewo Czartoryskich 1925–1941”.

Teresa Czartoryska we wspomnieniu: Wczesnym rankiem usłyszeliśmy złowrogi warkot pierwszych niemieckich samolotów, ciągnących w stronę Warszawy. A więc stało się – wojna! [...] Nareszcie o godzinie 23.00 dobiłyśmy do Pełkiń. Tu było cicho i bezpiecznie. Dzieci spały. Rodzice przyjęli nas tak gorąco!
Pełkinie, 1 września 1939

San miał stanowić granicę z terenem obsadzonym przez Sowiety. Potwierdziło to radio, które ogłosiło układ sowiecko-niemiecki o podziale Polski. Nowy rozbiór. Dla Pełkiń ciężki cios, duża część majątku i lasy pozostały po tamtej [sowieckiej] stronie. Zdołano przeprowadzić bydło i stado arabskie z Surochowa do Pełkiń. Od tej chwili granica na Sanie została zamknięta, wszelkie powroty stały się o wiele trudniejsze. Pełkinie, koniec września 1939


Nie ustawałam w próbach uzyskania przepustki na powrót do Konarzewa. Udało mi się nareszcie dostać u Landrata [urzędnika kierującego powiatem] pozwolenie na przejazd z rodziną do poprzedniego miejsca zamieszkania. [...]Podróż z dziećmi [z Pełkiń do Konarzewa] była strasznie męcząca. Kursowały tylko najlichsze pociągi i tłok był nie do opisania. [...] działałam „pod prąd” – wiedziałam już wtedy jasno, że Niemcy ziemian aresztują lub z całymi rodzinami koncentrują w pewnych dworach, aby ich potem wywieźć. Spotkałam już takich, którzy – chcąc tego uniknąć – sami się usuwali i mnie do tego zachęcali. Mimo wszystko odczuwałam instynktownie, że powinnam powrócić do Konarzewa, tu moje miejsce, nie mogę dobrowolnie wyrzekać się tego kochanego domu i majątku. Nie moja w tym zasługa, że ten zamiar powzięłam i wykonałam. Modliłam się gorąco o poznanie woli Bożej i o pomoc w wykonaniu tego przedsięwzięcia, o ile leży po myśli Bożej. Teraz rozpoczął się nowy okres, kiedy stanęłam wobec przemocy niemieckiej sama, ale ostatecznie rola moja nie była trudna. Zajęłam stanowisko zimnej obojętności, stosując się jednak, o ile to było konieczne, dość ściśle do narzucanych przepisów.
Konarzewo, druga połowa listopada 1939

Elżbieta Czartoryska: Wróciliśmy do naszego domu, który był właściwie nieruszony. Tylko że ten administrator mieszkał na górze. [...] Miałyśmy pewne ograniczenia. Po pierwsze dom – tylko do połowy, tylko parter był dla nas. Pierwsze piętro zajmował ten pojedynczy Niemiec [...]. Nie wolno było wchodzić do parku, nie wolno było chodzić na podwórze.
Konarzewo, druga połowa listopada 1939
Teresa Zamoyska i Roman Czartoryski w dniu swojego ślubu. Para młoda wychodzi z kościoła wizytek przy Krakowskim Przedmieściu. Warszawa, 22 lipca 1925 r. Fot. Archiwum Fundacji Ośrodka KARTA.
Teresa Czartoryska we wspomnieniu: Do zarządu majątku mieszać się nie mogłam, a pewna swoboda, z jakiej przez pierwsze dziesięć dni jeszcze korzystaliśmy, prędko się skończyła: w końcu miesiąca [...] SS narzuciło nowego administratora [...]. Ponieważ wieści o wywożeniu nie tylko ziemian, ale Polaków z Poznania i innych miast się powtarzały [...], postanowiłam cenniejsze papiery, resztę srebra itd. zakopać. W tym celu w porozumieniu z ogrodnikiem Budzińskim przygotowaliśmy dół za inspektami. Trzeba się było spieszyć, bo mieliśmy już połowę grudnia i zaczynało marznąć. W dniu, kiedy przenosiliśmy do dołu dwie wazy, jedną chińską i jedną z Delft, pełne papierów, i skrzynkę z drobiazgami, [administrator], jak na złość, przedsięwziął inspekcję parku i ogrodu warzywnego, odwołał Budzińskiego i musieliśmy z Ludwikiem [Suterskim] pospiesznie sami zakończyć przykrywanie dołu. Administrator zamieszkał w pałacu, wyrzucił z pokoju obrazki o treści religijnej, stołował się u siebie.
Konarzewo, połowa grudnia 1939

Nasze życie stało się bardzo monotonne. Zależało całkowicie od łaski zarządzającego, ponieważ wydzielano nam ordynarię [żywność], opał i naftę z folwarku, wszystko w dość skąpych ilościach, tak że trzeba było bardzo oszczędzać. [...] W czasie Świąt Bożego Narodzenia miałam bardzo niemiłą wizytę dwóch esesmanów, którzy brutalnie wtargnęli do domu, niby to kazali mi się oprowadzać, ale wszędzie wchodzili przede mną, wreszcie ściśle indagowali o wielkość i zagospodarowanie majątku. [...] Smutne były te pierwsze święta wojenne. Byliśmy tak bardzo sami. Wyobrażaliśmy sobie położenie Romana w obozie i tak bardzo tęskniliśmy. Jedyną sensacją i radością w naszym monotonnym życiu były listy i kartki od Romana, odpisywanie na nie i przygotowywanie paczek.
Konarzewo, koniec grudnia1939

Dziewica spod Pleszewa

Jej babka od romansów nie stroniła. Poczęła siedmioro dzieci, a każde z innym ojcem. Wnuczka nie interesowała się mężczyznami, w końcu wyszła za mąż, ale małżeństwo nigdy nie zostało skonsumowane.

zobacz więcej
Teresa Czartoryska we wspomnieniu: W styczniu dosięgła nas groźba wywiezienia. Iffland [poprzedni niemiecki administrator] ostrzegł mnie listownie, że istnieje rozkaz opuszczenia Konarzewa przez nas i radził starać się dobrowolnie o przepustkę na wyjazd [...], ale na tę myśl nie chciałam się zgodzić. Należało jeszcze przedsiębrać starania o przedłużenie naszego pobytu. [...] Zyskałam [...] dwa tygodnie na czasie i musiałam zacząć przygotowania do wyjazdu.[...] Przerażała mnie perspektywa podróżowania z dziećmi w mrozy dochodzące do 30 stopni. [...] Jeszcze raz poszłam do Landrata przedstawić mu nasze tragiczne położenie: ani od Papy [Władysław Zamoyski przebywał wówczas w Złotym Potoku], ani z Pilczycy nie było odpowiedzi.Mrozy się srożyły. Tymczasem uzyskałam zwłokę do wiosny.
Konarzewo

Teresa Czartoryska we wspomnieniu: Zaszła zmiana na stanowisku administratora Konarzewa. Zarząd majątku [...] objął „Krzyżak”, hakatysta [Niemiec wrogo usposobiony do Polaków] Kaufmann [...]. Był on co prawda doskonałym administratorem, ale podnosił tylko uprawę i wydajność roli, a dochody wyciśnięte składał w banku, nie robiąc żadnych inwestycji w budynki i maszyny. [...] Dla ludzi był Kaufmann okrutny, bezwzględny, wymagający, karał o byle co, nieraz bił lub groził więzieniem. Z początku względem nas wystąpił z pewną kurtuazją: przysłał żonę, aby ustaliła ze mną roczne zapotrzebowanie na drób, jaja itd. W rezultacie dostałam jedyny raz chudą indyczkę rozdeptaną przez konia, a też początkowo po 10 jajek tygodniowo. Po jakimś czasie ukazało się prawdziwe oblicze Kaufmanna: ograniczył nasze pobory z folwarku do minimum, kazał zredukować służbę, a pozwolił tylko na zatrzymanie kucharki Jadzi i pokojówki Antosi. To zresztą było do przewidzenia. Z żalem rozstaliśmy się z panią Tolą Wawrzyńską i dziewczętami. Ludwik [Suterski, służący] pozostał, ale z tym, że nie mnie ma usługiwać, ale urzędnikom niemieckim. Pozostała z nami także Agnieszka Majówna (Teta).
Konarzewo

Teresa Czartoryska we wspomnieniu: Dzień nasz tak mniej więcej wyglądał. Po śniadaniu część dzieci zmywała naczynia, dwie zaś zajmowały się przewirowaniem mleka. Ponieważ posiadanie wirówki było źle widziane, a w końcu zabronione, przeto wirówka stała w pokoju dziewczynek, aby jej nie było słychać. Po tych czynnościach zabierałyśmy się do lekcji ze starszymi dziewczynkami aż do obiadu. Po południu praca w ogródkach lub – jak później – znoszenie drewna z parku na opał, którego nam skąpo wydzielano. Po podwieczorku lekcje z młodszymi, a więc Wandą, Marysią i Hańdzią. Z braku nafty pracowałyśmy wszystkie razem w stołowym pokoju, to jest starsze w tym samym czasie swoje odrabiały.Co kilka dni robiłyśmy masło w przedhistorycznej kierzynce Budzińskich lub piekłyśmy pierniczki. Największym urozmaiceniem było przygotowanie paczki dla Tatusia, a więc pieczenie ciasta i mięsa, ważenie, pakowanie – wszystko to robiłyśmy z wielkim zapałem, a z czasem i wprawą. Potem dwie z nas pędziły z paczką na pocztę do Dopiewa. Paczki na blankiet wysyłało się bez trudności, ale poza tym chciałam dostarczać Romanowi chleba, owoców – i na to był sposób. Umawiałam się z listonoszem, który korzystał z nieuwagi szefa Niemca, naklejał numerek i paczkę wrzucał do worka już odprawionego. Paczkę trzeba mu było dostarczyć koniecznie na godzinę 16.00, przed samym odejściem pociągu.
Konarzewo
Pałac w Konarzewie od strony parku, 1928 Fot. Jan Bułhak/Archiwum Fundacji Ośrodka KARTA.
Teresa Czartoryska we wspomnieniu: Dotychczas Konarzewo uniknęło grozy wywożenia do Generalnego Gubernatorstwa. Niestety jesienią wyrwano pierwszą partię gospodarzy w liczbie sześciu rodzin [...]. Za każdym razem przeżywaliśmy niesłychane emocje. Wieść o mającej się odbyć ewakuacji przenikała zawsze na dzień lub dwa wcześniej, siejąc popłoch i zdenerwowanie. Zawsze dodawano, że i nas w tej partii mają wysiedlić. Mieliśmy już przygotowane walizki i plecaki; to, czego nie mogliśmy zabrać, ulokowałam u ludzi w czworakach. I tak niejedną noc przesiedziałam, nasłuchując niesamowitych odgłosów dochodzących ze wsi, czekając, czy i nas dosięgnie potworna łapa, wyrywająca ludzi z ich domostw i pozbawiająca mienia.
Konarzewo

Teresa Czartoryska we wspomnieniu: Kiedy się stawiłam w dziale przepustek, odpowiedziano mi, że owszem przepustki [do Pełkiń] będą udzielone, ale dla całej rodziny i bez prawa powrotu! „Jak to – zaprotestowałam – to nie odpowiada mojej prośbie, to nieporozumienie!” Trzęsłam się z oburzenia, a potworny niepokój dławił za gardło. [...] Postanowiłam bronić się do upadłego. Za nic nie chciałam, aby się wydawało, że wyjeżdżam z Konarzewa dobrowolnie, że Niemcom ustąpiłam.
Konarzewo, koniec września 1941

Wśród tego jeszcze przeżyliśmy bolesny moment wywiezienia wszystkich pozostałych jeszcze w okolicy księży i pozamykania kościołów. [...] W konarzewskim kościele pozostał Najświętszy Sakrament. Pani Wanda Arendt [siostrzenica zmarłego księdza Jana Laskowskiego], która dotychczas ofiarnie się kościołem zajmowała, dołożyła wszelkich starań, aby Najświętszy Sakrament uratować od sprofanowania. [...] Przechowanie Eucharystii w domu, z powodu groźby wywiezienia, było prawie niemożliwe. Wybraliśmy Michasia jako tego, który miał zastąpić księdza. [...] Dwanaście wtajemniczonych osób zeszło się w kościele, a Michaś [...] rozdał nam Najświętszy Sakrament.
Konarzewo, 9 października 1941

Teresa Czartoryska we wspomnieniu: O ile dotychczasowe starania były przykre, to jednak łudziłam się, że może osiągną skutek, o tyle następne dni były koszmarne, kiedy już tylko walczyłam o to, co mi wywieźć pozwolą [...]. Biżuterię zostawiłam Józefowi, poza dwiema sztukami, które przeznaczałam na sprzedaż w razie konieczności. Te dzieci przewiozły na sobie. [...] Uzyskałam pozwolenie w banku na zabranie 150 marek niemieckich! Na całą rodzinę! [...]Całe dni musiałam się o to wszystko ubiegać w Poznaniu. Wieczorami wracałam do Konarzewa, segregowałam rzeczy, pakowałam, spisywałam, wydawałam na czworaki to, co miało pozostać, paliłam to, czego nie można było przechować, a nie chciałam, by wpadało w ręce Szwabów. Wtedy to przeżyłam sama dotkliwie to likwidowanie domu rodzinnego, to zrywanie nici z przeszłością, to zacieranie własnych śladów w ukochanym domu, w który włożyłam całą duszę. [...]Wreszcie udałam się po raz ostatni do starostwa. [...] Urzędnik w dziale przepustek [...] podsunął mi do podpisu papier, że dobrowolnie opuszczam Warthegau [Kraj Warty] i że do pozostawionego tu majątku nie będę rościła pretensji do Rzeszy ani nie będę się starała powrócić bez zezwolenia Gestapo. Zaprotestowałam, że tego nie podpiszę! Wtedy znacząco kiwnął głową i powiedział, że tylko tym sposobem uniknę normalnej drogi ewakuacji przez obóz i tylko na tej podstawie pozwalają nam zabrać rzeczy. Cóż było robić, podpisałam, tłumacząc sobie, że wymuszony podpis nie obowiązuje.
Konarzewo

Podwójne życie księżnej Anny Czartoryskiej

Uważa, że nic tak nie szkodzi wizerunkowi Polski we Francji jak bezdomni, głodni i często pijani Polacy.

zobacz więcej
Teresa Czartoryska we wspomnieniu: Po wczesnym śniadaniu wyruszyliśmy na kolej. Tym razem Kaufmann dał cugowe konie, powóz i wóz myśliwski! O ironio losu! Ciężkie to były chwile, byleby się nie roztkliwiać. No, bez kilku łez się nie obeszło; ale i Józef Konieczny, który przyszedł nas żegnać, miał łzy w oczach. Tak opuszczaliśmy Konarzewo w smutny grudniowy ranek. Czy na zawsze?Wtedy podtrzymywała nas wiara, że nie na długo.
Konarzewo, 5 grudnia 1941

Z Konarzewa Teresa Czartoryska z dziećmi dotarła do Warszawy i tam rodzina się rozdzieliła – młodsze rodzeństwo pojechało wraz z matką i Agnieszką Maj do Trzebienia (do majątku Zamoyskich), a Elżbieta, Zofia i Wanda oraz Wanda Krasińska – do majątku Czetwertyńskich w Milanowie (na Lubelszczyźnie). W połowie 1942 roku starsze córki dołączyły do reszty rodziny. We wrześniu 1944 dotarli do Lublina, gdzie znajomy profesor udostępnił im wolne mieszkanie. W czerwcu 1945 roku rodzina spotkała się w Wielkopolsce, Roman Czartoryski trafił do szpitala.

Naczelnik Wydziału Urządzeń Rolnych do Powiatowego Urzędu Ziemskiego: Wojewódzki Urząd Ziemski poleca wydać zarządzenie o wydaniu mebli, urządzenia domowego i zapasów spiżarnianych obywatelowi Romanowi Czartoryskiemu, byłemu właścicielowi majątku Konarzewo, powiat Poznań, stanowiących jego własność zgodnie z paragrafem 11 rozporządzenia Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych z dnia 1 marca 1945.
Poznań, 8 sierpnia 1945

Komisarz ziemski do zarządu majątku Konarzewo: Na skutek listu Wojewódzkiego Urzędu Ziemskiego, [...] polecam natychmiast wydać meble będące własnością obszarniczki Czartoryskiej oraz 20 kwintali zapasów spiżarnianych, jak ziemniaki, kasza, fasola, groch, mąka.
Poznań, 8 sierpnia 1945

Elżbieta Czartoryska: Ludzie z majątku w Konarzewie, który już został upaństwowiony [...], ukradli krowę i przegonili ją 15 kilometrów do Puszczykowa, żebyśmy mieli co jeść. [...] Rodzice zdecydowali, że trzeba się usamodzielnić. Znaleźli dom w Puszczykówku. [...] I tam, w cudownym miejscu zamieszkaliśmy. Była to willa chyba z początku XX wieku, bardzo solidna; należała do prezydenta Poznania sprzed wojny, Cyryla Ratajskiego [...]. On już nie żył [...], żyła tylko jego żona [...]. Ponieważ groził jej kwaterunek [...], to chętnie cały dół – to były cztery pokoje – nam oddała. Cztery pokoje to wcale nie było dużo na naszą rodzinę [...]. Ten dom był wspaniale położony, kilkadziesiąt metrów od Warty, na takim wysokim brzegu.
Puszczykówko
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Andrzej Węcławek, sekretarz Komitetu Powiatowego Polskiej Partii Robotniczej w protokole sporządzonym dla Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym: Doszło do naszej wiadomości, że administrator Państwowego Ośrodka Rolnego Konarzewo i Dopiewiec, powiat Poznań, obywatel Ciesielski dostarcza deputat byłej obszarniczce Czartoryskiej, która za czasów Polski faszystowskiej była właścicielką wymienionych majątków. Po przeprowadzeniu dochodzenia okazało się, co następuje.Według zeznania [...] członka Rady Folwarcznej i robotnika pracującego w majątku Dopiewiec, na jednym z posiedzeń Rady Folwarcznej administrator obywatel Ciesielski zakomunikował, że otrzymał okólnik z Wojewódzkiego Urzędu Ziemskiego, w myśl którego byłej obszarniczce przysługuje deputat w postaci: 20 kwintali zboża. Oprócz tego przysługuje mięso, kartofle i inne. Wobec powyższego, na propozycję Ciesielskiego, przyznano byłej obszarniczce Czartoryskiej odpowiedni deputat. W związku z powyższym [członek Rady Folwarcznej i jeden z robotników] [...] wozili 18 albo 20 stycznia 1946: 5 kwintali żyta, 2 kwintale grochu, 3 kwintale jęczmienia, 21,5 kwintala kartofli. Większą ilość kartofli, mięso i dalsze zboże obszarniczka Czartoryska otrzyma w przyszłości.[...] Stwierdziliśmy, że była obszarniczka Czartoryska mieszka nadal w powiecie poznańskim [...] u swoich dawniejszych popleczników, siejąc propagandę, że niebawem powróci na swoje majątki i sowicie wynagrodzi tych, którzy o niej pamiętają. Dowiadujemy się, że deputat była obszarniczka Czartoryska pobiera już od dawna. Była ona najgorszym typem obszarniczym; słynęła ze swej działalności endeckiej, wyzysku i gnębienia robotników przed wojną. Jeżeli chodzi o jakiegoś robotnika, względnie robotnicę, którzy całe życie przepracowali i obecnie z powodu starości i kalectwa nie mogą pracować, Urzędy Ziemskie, a Wojewódzki Urząd Ziemski w szczególności, odmawiają im jakiegokolwiek wsparcia, ponieważ rzekomo nie ma ustawy [...]. W tym samym czasie tuczy się byłych obszarników i różnych reakcjonistów ciężką pracą robotnika. Na to różni reakcjoniści, byli obszarnicy gnieżdżący się w Wojewódzkim Urzędzie Ziemskim znajdują ustawy i różne okólniki. [...] Wobec tego wszystkiego prosimy Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa o zbadanie tej sprawy [...]. Jeżeli chodzi o obszarniczkę Czartoryską, powinna ona znaleźć się gdzieś daleko poza granicami powiatu poznańskiego, aby nie miała możności uprawiać agitacji reakcyjnej w danych miejscowościach.
Poznań, druga połowa stycznia 1946
Teresa i Roman Czartoryscy w Puszczykówku, po 1945. Fot. Archiwum Fundacji Ośrodka KARTA.
Roman Czartoryski do żony: Te jazdy Twoje do Konarzewa muszą być rzeczywiście rozdzierające serce. Wszystko, cośmy umiłowali, w co włożyliśmy rzetelną pracę przez te piętnaście lat, zabrali – i to za co? Dla czyjego dobra?
Maków Podhalański, 8 marca 1946

Stanisław Czartoryski: Majątek nie został nam oddany, w ogóle tam nie wróciliśmy, bo już działał dekret o reformie rolnej, tak że rodzice zmuszeni byli tułać się po różnych miejscach w Polsce i mieli nawet zakaz pokazywania się w majątku. Zamieszkaliśmy pod Poznaniem, ale odległość między naszym nowym miejscem zamieszkania a majątkiem była mniejsza niż 30 kilometrów, wobec tego ojciec musiał dostać specjalne zezwolenie, żeby tak blisko swojego byłego majątku zamieszkać. Dostał je, dlatego że został uznany za inwalidę wojennego. Nie przelewało nam się, bo ojciec był ciężko chory na gruźlicę, ośmioro dzieci w domu... W tej sytuacji bardzo nam pomagali gospodarze z Konarzewa, którzy narażając się na nieprzyjemne konsekwencje, odwiedzali nas, głównie w nocy, przywozili nam kartofle na zimę, a to pół świniaka, a to mąkę.
Puszczykówko

Anna Czartoryska: Tata po wojnie więcej chorował niż pracował, ale był na przykład kasjerem w Stowarzyszeniu Plantatorów Buraka Cukrowego w Poznaniu. I dostawał poza pensją co jakiś czas ileś tam kilogramów cukru, to było nadzwyczaj cenne. Któregoś dnia, wracając z Poznania do Puszczykówka, plecak z tym cukrem położył na półce i zasnął, a potem zapomniał zabrać. Masę czasu spędzał w sanatorium, bo gruźlica ciągle się odnawiała. Jakoś szczęśliwie żadnej z nas nie zaraził, ale to nie jest przyjemne, jak się ma ojca, któremu nie można usiąść na kolanach, któremu trzeba dawać osobne talerze i łyżki, bo zawsze dystans musi być zachowany. To nie było przyjemne ani dla niego, ani dla dzieci, które potrzebują czułości. Ale nauczył mnie pływać, a mieszkaliśmy nad Wartą, więc byłam bardzo dumna i zadowolona, że umiem pływać dzięki niemu.
Puszczykówko

– Wybór i opracowanie tekstów Aleksiej Rogozin, Aleksandra Bellwon


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Tytuł od redakcji; Fotografie zostały udostępnione przez Grzegorza Przewłockiego oraz Michała Romana Czartoryskiego, następnie zdigitalizowane, i w postaci cyfrowych reprodukcji włączone do kolekcji przechowywanych w Archiwum Fundacji Ośrodka KARTA.
Książka ukazała się nakładem Ośrodka KARTA
O książce

Ich drzewo genealogiczne imponuje wielością gałęzi, na których usadziły się wnuki: Jadwiga i Witold Czartoryscy z Pełkin mieli ich trzydzieścioro sześcioro, z czego ośmioro – Elżbieta, Zofia, Wanda, Maria, Anna, Urszula, Michał i Stanisław – to były dzieci Teresy z Zamoyskich i Romana. Czartoryskich z Konarzewa.

Niewiele rodzin, także arystokratycznych, tak zadbało o swoją historię, będącą wszak częścią naszej historii : Biblioteka Czartoryskich w Krakowie jest dziś częścią Muzeum Narodowego, a jej zbiory są prawdziwą kopalnią wiedzy o Polsce, której już nie ma. Czartoryscy z Konarzewa są może zaledwie jej fragmentem, ale za to niebywale udokumentowanym: prawie 13 tysięcy stron dokumentacji tekstowej i 170 klisz fotograficznych przetrwało wojnę i zostało zabezpieczonych przez kolejne pokolenia.

Teresa z Zamoyskich i Roman Czartoryscy mieszkali w podpoznańskim Konarzewie w latach 1925-1941 i pisali do siebie – i do całej rozległej rodziny – stale i wciąż, omawiali wątki rodzinne, wydarzenia towarzyskie i kulturalne oraz wielka politykę. Matka rodziny – mając ośmioro dzieci – z pasja oddawała się fotografii, dokumentując życie codzienne i ważne wydarzenia, co podkreślają redaktorzy książki, Aleksiej Rogozin i Aleksandra Bellwon. Oddają też honor benedyktyńskiej pracy, którą wykonała najstarsza córka Teresy i Romana, urodzona w Konarzewie Elżbieta z Czartoryskich Przewłocka (1926-2016): pozostawiła czterotomowe opracowanie korespondencji rodzinnej przechowywane teraz w Bibliotece Czartoryskich. Redaktorzy z setek listów, notatek, spisanych lub nagranych wspomnień, materiałów prasowych i urzędowych przygotowali książkę, której znaczenia nie sposób przecenić. Bohaterowie tej książki „z poczucia obowiązku służby dla państwa i społeczeństwa angażowali się w działalność społeczną, dobroczynną i polityczną”.

Po ślubie w 1925 roku młoda para zamieszkała w Wielkopolsce, ale często gościła u jednych i drugich rodziców: w Pełkini, dziś nad samą niemal granicą z Ukrainą oraz w Pilczycy, niedaleko Częstochowy. Ale najważniejsze było Konarzewo, nowe gniazdo rodzinne. „Gniazdo rodzinne było nieodłącznym elementem kształtującym tożsamość polskiej arystokracji” – podkreśla we wstępie Aleksander Rogozin, a twórczo rozwija tę myśl w posłowiu Maciej Radziwiłł, jeden z licznych wnuków Teresy i Romana. Z satysfakcją i radością pisze, że książki doczekała jego mama, Anna Radziwiłłowa, która w lipcu obchodziła dziewięćdziesiąte urodziny. „Jej opowieść jest uzupełnieniem książki” – pisze wnuk bohaterów książki – „przemawia ostatnia żyjąca osoba, dla której pałac w Konarzewie był po prostu domem.”

– bsk
Zdjęcie główne: Ślub Teresy Zamoyskiej i Romana Czartoryskiego, rok 1925. Fot. Archiwum Fundacji Ośrodka KARTA.
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
II Rzeczpospolita przed Piłsudskim. Ostatnie Królestwo Polskie
Rada Regencyjna przeżyła zamach stanu, którego dokonał premier jej własnego rządu.
Historia Poprzednie wydanie
Wszyscy byli za kapitulacją, tylko nie Starzyński
Jakim cudem Niemcy tolerowali go na fotelu prezydenta miasta?
Historia wydanie 23.09.2022 – 30.09.2022
Czy Lenin grywał w szachy z Hitlerem? Pionki i polityka
Żydowski arcymistrz z Austrii w Paryżu przyjął polskie obywatelstwo.
Historia wydanie 23.09.2022 – 30.09.2022
Nieznane kulisy rozmowy braci Wałęsów, nagranej przez SB
Puszczono ją w dniu, w którym Norweski Komitet decydował o przyznaniu Nobla szefowi Solidarności.
Historia wydanie 23.09.2022 – 30.09.2022
Targi o Hongkong, czyli jak królowa ugłaskała Chińczyków
Elżbieta II musiała jakoś wymazać z publicznej pamięci katastrofalną wizytę Margaret Thatcher w Chinach.