Felietony

Sojusz skandalistki z filistrem

Dziś artysta z bohemy ma możnych mecenasów. Rekrutują się oni nie tylko spośród polityków, ale i oligarchów. Wywoływanie skandali – choćby szydzenie z tego, co stanowi dla katolików sacrum – przynosi wymierne zyski. A zachwyt nad transgresją artystyczną bywa przejawem współczesnej dulszczyzny.

Teatr Dramatyczny w Warszawie ma nowe szefostwo. Dyrektorką tej placówki została reżyser Monika Strzępka. Objęcie przez nią stanowiska było czymś więcej niż zwykłą procedurą biurokratyczną. 31 sierpnia 2022 roku na stołecznym Placu Defilad został zorganizowany happening zatytułowany „Sabat dobrego początku”.

Kulminacyjnym punktem tego wydarzenia było wniesienie do foyer Teatru Dramatycznego „Wilgotnej pani” – rzeźby autorstwa Iwony Demko, przedstawiającej Złotą Waginę. Akcja miała charakter bluźnierczej parodii procesji katolickiej.

Nie ma wątpliwości, że plany artystyczne Strzępki są mocno nasiąknięte lewicową czy wręcz lewacką ideologią. Zostały one wyłożone w przygotowanej przez nową dyrektor koncepcji programowej, którą opublikowano na portalu warszawskiego ratusza. Czytamy tam między innymi: „Teatr Dramatyczny, który stworzę, stanie się̨ otwartą, uspołecznioną, demokratyczną i ekologiczną instytucją. Jego program, budowany we współpracy z wieloma instytucjami i środowiskami, wykorzysta i wzmocni energię społecznej zmiany, którą̨ tworzą̨ protesty kobiet, ruchy klimatyczne, ludzie walczący o prawa mniejszości, prawa człowieka i demokrację”.

Sztuka społeczeństwa otwartego, czyli realizm Sorosa

Sztuka jest bronią potężną, zwłaszcza gdy trzeba pozyskać wybredne elity intelektualne.

zobacz więcej
I tak instytucja finansowana z budżetu samorządowego, czyli podatków ściągniętych z mieszkańców stolicy, została zaangażowana w ostrą wojnę światopoglądową. Mogłoby się wydawać, że radykalizm Strzępki podziela mniejszość warszawiaków. A skoro tak, to ich większość stanowią mieszczuchy, które wobec różnych anomalii psychicznych, społecznych, kulturowych, obyczajowych, żywią obojętność czy wręcz awersję. Tyle że sprawa jest dużo bardziej złożona.

Bohemę artystyczną i filisterstwo zawsze łączyły skomplikowane relacje. Pisał na ten temat amerykański socjolog Daniel Bell w głośnej książce „Kulturowe sprzeczności kapitalizmu” z roku 1976. Dotyczy ona między innymi dwutorowego rozwoju społeczeństw kapitalistycznych XIX stulecia.

Już sama definicja kapitalizmu zakłada, że dominuje w nim figura określana mianem homo oeconomicus. To ktoś, kto zajmuje się swobodnym obracaniem pieniędzy i towarów. Kieruje się on etosem, na który składają się: racjonalność, skrupulatność, oszczędność, dyscyplina.

Ale XIX-wieczną kulturę ukształtowały tendencje będące zaprzeczeniem tego etosu. Ich wyrazem był skrajny, anarchizujący indywidualizm. Do głosu doszła inna figura – artysta celebrujący swoją bujną wyobraźnię i negujący konwencje społeczne. Ktoś taki zarzuca mieszczuchowi brak polotu i ciasne horyzonty myślowe. Wskazuje słabości materialistyczno-pragmatycznego światopoglądu.

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Bell zastanawiał się nad kwestią społecznej aprobaty awangardowych trendów w sztuce. Długo ta aprobata nie była znacząca. Kiedy w latach 30. XX stulecia francuski poeta surrealista André Breton rzucił pomysł, żeby wieże katedry Notre Dame zastąpić dwiema gigantycznymi butlami, z których jedna byłaby wypełniona krwią, a druga – spermą, to powszechnie spotkało się to z oburzeniem i zostało uznane za ordynarny dowcip wariata.

Trzy dekady później nastąpił jednak istotny przełom. Artysta z bohemy zawładnął duszą mieszczucha.

Z książki Bella nasuwa się wniosek, że w wysoko rozwiniętych społeczeństwach konsumpcyjnych połowy XX wieku były już inne uwarunkowania kulturowe niż te, które charakteryzowały społeczeństwa kapitalistyczne XIX stulecia. Nowa lewica – ta, która się przejmuje statusem rozmaitych ekscentrycznych mniejszości obyczajowych zamiast sytuacją żyjących w ubóstwie zwyczajnych ludzi – podjęła skuteczny marsz przez instytucje – także te będące filarami kapitalizmu – i przyniosło to efekty.

Dziś artysta z bohemy ma możnych mecenasów. Rekrutują się oni nie tylko spośród polityków, ale i oligarchów. Wywoływanie skandali – choćby szydzenie z tego, co stanowi dla katolików sacrum – przynosi wymierne zyski. A zachwyt nad transgresją artystyczną, jak nad ostatnim krzykiem mody, bywa przejawem współczesnej dulszczyzny. Kryteria koniunkturalizmu i konformizmu też są przecież – jak mody – zmienne.

Wracając do Moniki Strzępki, trzeba przyznać, że w przeszłości reżyser kontestowała nie tylko Kościół katolicki, tradycję narodową i konserwatywne wartości. Piętnowała ona także wyzysk będący pokłosiem patologii, które od 1989 roku towarzyszyły wykuwaniu zrębów polskiego kapitalizmu. Chodzi tu o przedsięwzięcia teatralne realizowane razem z dramatopisarzem Pawłem Demirskim.
Teatr Polski we Wrocławiu, Monika Strzępka – reżyser teatralny i Paweł Demirski – dramatopisarz i wędkarz jako laureaci „Paszportu Polityki” w 2011 roku. Fot. Bartek Sadowski / Forum
Duet ten w swoich spektaklach obnażał ciemną stronę polskiej transformacji ekonomicznej. Pokazywał ludzi, których polski neoliberalizm wyrzucił na margines.

Trzeba o tym teraz koniecznie przypominać. Obecnie bowiem Strzępka jest na garnuszku ekipy politycznej, która ma na swoim sumieniu proceder dzikiej reprywatyzacji w Warszawie. A reżyser z pewnością zna problem. Skądinąd w sztuce „Klątwa. Odcinki z czasów beznadziei” z roku 2014 – również wspólnym projekcie Strzępki z Demirskim – pojawia się wątek brutalnego odzyskiwania kamienic przez dawnych ich właścicieli, którzy są stworami wampirycznymi.

Można się zatem zastanawiać, czy nowej dyrektor Teatru Dramatycznego stosunki ze stołecznym samorządem nie przesłonią wielowymiarowej rzeczywistości. Jeśli bowiem artystce leżą na sercu kłopoty grup, którym polski neoliberalizm dał w kość, to nie może ona poprzestawać na nowolewicowych fanaberiach, zaserwowanych podczas „Sabatu dobrego początku”, lecz powinna się pochylać również nad niedolą ofiar warszawskiej dzikiej reprywatyzacji.

Inna rzecz, że Strzępka może takie osoby traktować jak „ciemnogród”. Dla nich bowiem realnym zmartwieniem są perypetie lokatorskie, które przechodzą, a nie umieranie ekstrawaganckiej warszawki na pluszowym krzyżu. To zaś świadczy o nienadążaniu przez nich za „postępem”, co jest już niewybaczalne, zwłaszcza jeśli są to zwykli Polacy katolicy.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Rzeźba Iwony Demko „Wilgotna pani” w Teatrze Dramatycznym, wrzesień 2022. Fot. Włodzimierz Wasyluk / Forum
Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
KPO
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Różnice
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Metoda na Putina, czyli jak najskuteczniej oczernić Kościół
Publicyści „Newsweeka” oskarżyli Matkę Teresę o związki ze zorganizowaną przestępczością.
Felietony Poprzednie wydanie
Bohaterowie nie mają szczęścia do stolicy
Może znajdzie się kilku dzielnych radnych, którzy spróbują ustanowić ulicę obu Felińskich.
Felietony wydanie 23.09.2022 – 30.09.2022
Rosyjski przeciwnik Putina krytykuje Polaków
Nie stroni od wulgarnego erotyzmu.