Kultura

Piłsudczyk, który wychwalał endeków. Niepodległościowiec, który nie zaufał Solidarności

W jego mieszkaniu odbywały się seminaria dotyczące najnowszych dziejów Polski, na których spotykali się m.in. Bronisław Komorowski, Marian Piłka, Romuald Szeremietiew, Piotr Naimski i Antoni Macierewicz.

3 września mija 90 rocznica urodzin Jerzego Łojka. Jego obszerna spuścizna w przytłaczającej większości przetrwała próbę czasu. Jednak są tacy, którzy zarzucają mu przesadną rusofobię i zanadto radykalny antykomunizm. Widoczne choćby na kartach działa „Agresja 17 IX 1939 roku” – premierowo wydanego w drugim obiegu, pod pseudonimem Leopold Jerzewski. Pamiętam doskonale, z jakim zainteresowaniem słuchaliśmy w klasie licealnej zawartych tam akapitów cytowanych przez naszego nauczyciel historii, niezapomnianego Józefa Szaniawskiego.

Obszar dociekań Łojka stanowiły zagadnienia w PRL-u przekłamane tudzież otoczone milczeniem. Relacje polsko-rosyjskie w XVII stuleciu, szanse powstania listopadowego, najazd sowiecki z 17 września roku 1939, mord katyński…

Historia zamiast medycyny

Tym ostatnim tematem zajął się z pobudek osobistych. Jedną o ofiar sowieckiego ludobójstwa w podsmoleńskim lesie był doktor medycyny i major Wojska Polskiego Leopold Łojek. Gdy pod koniec sierpnia 1939 roku, po otrzymaniu karty mobilizacyjnej, opuszczał mieszkanie w domu bez „kantów” – u zbiegu ulic Królewskiej i Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie – żona i dwaj synowie z pewnością nie przypuszczali, że więcej męża i ojca nie zobaczą. Przyszły dziejopis liczył wtedy lat siedem.

Relegowani przez niemieckiego okupanta ze swego lokum przeprowadzili się do kamienicy przy Nowym Świecie 28, nieopodal ul. Foksal. Wyjąwszy kilkunastomiesięczną przerwę po Powstaniu Warszawskim był to adres Jerzego Łojka aż do przedwczesnej śmierci 7 października 1986 roku. Spowodowanej cukrzycą, zdiagnozowaną u niego już w młodym wieku, gdy uczęszczał do gimnazjum im. Wojciecha Górskiego.

Przezorna mama skłaniała syna do nauki medycyny, gwarantującej zatrudnienie. Nie posłuchał i wybrał historię. Na ten kierunek Uniwersytetu Warszawskiego dostał się za drugim podejściem. Jeszcze będąc studentem zaczął publikować w prasie. We „Współczesności”, „Kierunkach’, „WTK”…

Oryginalność poglądów, wiedza i buńczuczność sądów młodego autora sprawiła, że w polemiczne szranki stanęli z nim czołowi publicyści epoki: Aleksander Bocheński, Stanisław Cat-Mackiewicz, Paweł Jasienica. Za sprawą gazetowych dyskusji stał się rozpoznawalny zanim jeszcze wydał debiutancką książkę, dotyczącą prasy i dziennikarzy w XVII-wiecznej Polsce. Ale prawdziwą sławę i popularność przyniosły mu dopiero kolejne: „Szanse powstania listopadowego”, „Dzieje pięknej Bitynki”, „Dzieje zdrajcy”.

13 grudnia 1981 roku, kilkadziesiąt minut po północy, patrol esbecki zabrał go z warszawskiego mieszkania przewożąc na komendę przy ulicy Wilczej. Po paru godzinach tam spędzonych trafił do aresztu w Białołęce. Następnym przystankiem była cela więzienia przy ulicy Rakowieckiej. Stamtąd wrócił na śródmiejski komisariat, skąd go wypuszczono po diagnozie lekarskiej, iż w warunkach internowania terapia osoby w takim stadium cukrzycy nie jest możliwe.

Czemu generał Wojciech Jaruzelski et consortes uznali historyka za niebezpiecznego dla władzy ludowej? Ponieważ z drugiej połowie dekady Edwarda Gierka był jednym z ojców ideowych nurtu niepodległościowego. W mieszkaniu Łojka odbywały się seminaria Ośrodka Badań Społecznych dotyczące najnowszych dziejów kraju. Skład seminarzystów może z perspektywy ponad czterech dekad zdumiewać: Bronisław Komorowski, Jan Skórzyński, Wojciech Onyszkiewicz, Andrzej Krawczyk, Wiesław Jan Wysocki, Marian Piłka, Romuald Szeremietiew, Tadeusz Stański, Piotr Naimski, Antoni Macierewicz.

Powinność koronowanej głowy

Być może za sprawą znajomości zawodowej z małżonką tego ostatniego, Hanny – podobnie jak Łojek zatrudnioną w Instytucie Badań Literackich – związał się z podziemnym periodykiem „Głos”, którego redaktorem naczelnym był właśnie Macierewicz. Tam ukazała się między innymi ważna praca „Kalendarz historyczny”, pisana pierwotnie na zamówienie Jerzego Giedroycia.
Po śmierci Jerzego Łojka pamięć o nim pielęgnowała i kontynuowała jego zaangażowanie w upamiętnienie zbrodny katyńskiej jego żona, Bożena Mamontowicz-Łojek. Zginłęła 10 kwietnia 2010 w katastrofie smoleńskiej. Na zdjęciu w 2006 roku podczas sesji naukowej. Fot. Leszek Kasprzak / Forum
Książę z Maisons-Laffitte zrezygnował jednak z druku, gdyż autor krytykował w niej politykę sanacji po śmierci Józefa Piłsudskiego. Zwłaszcza zagraniczną, wyrażaną naiwną i iluzoryczną wiarę Józefa Becka w sojusze Warszawy z Londynem i Paryżem. Łojek – mimo, że z domu i z przekonań był piłsudczykiem – uważał, że wobec miażdżącej przewagi III Rzeszy ówczesna władza powinna Hitlerem taktycznie pertraktować w celu ocalenia substancji narodowej – nawet za ceną udziału w antybolszewickiej krucjacie. Sowietów uważał bowiem za głównego wroga Polski, a komunizm za największe niebezpieczeństwo dla ludzkości.

Grom spadły na Łojka także za tezę, że „tylko Narodowe Siły Zbrojne miały realistyczny program walki o niepodległość, a Powstanie Warszawskie eskalowało jedynie polską hekatombę, niosąc korzyść wyłącznie Sowietom”. Historycy mainstreamowi kipieli ze złości, że przeciwnik Narodowej Demokracji, uznał, iż to właśnie formacja zbrojna endecji wykazała najwięcej rozsądku, przenikliwości i realizmu w Polskim Państwie Poziemnym.

Nie spodobało się również postrzeganie przez Łojka naszego ostatniego monarchy, którego pisarz uważał za renegata i zaprzańca, absolutnie niegodnego państwowego pochówku. Biografia, której zachował się jedynie znamienny tytuł: „Stanisław Antoni zwany Augustem”, miała wieńczyć rozrachunek autora z epoką stanisławowską, dowodząc jednoznacznie negatywnej opinii wobec władcy „Owszem dbał o kulturę, w przeciwieństwie do bytu państwowego – a to jest bezwzględnie zasadnicza powinność koronowanej głowy”.

Taka ocena w PRL-u rozsierdziła i komunę, i znaczną część inteligencji. Kiedy prof. Bogusław Leśnodorski nazwał Łojka „ostatnim przeciwnikiem króla na naszym gruncie”, historyk odpowiedział: „Stanisław August zostanie zdruzgotany (…) jako polityk i szef państwa polskiego w momencie, gdy zacznie się rozpadać Związek Sowiecki, a w naszym społeczeństwie wezmą zdecydowanie górę idee (…) pełnej suwerenności (…) Nas już wtedy nie będzie. Nie będzie – prawdopodobnie – też ZSRR i ambasadora radzieckiego w Warszawie. Będzie u nas rezydował ambasador Demokratycznej Republiki Rosyjskiej, pospołu z przedstawicielami Republiki Ukraińskiej, Białoruskiej, Gruzińskiej etc.”

Zrzekli się praw

W III RP jednak król Staś, jak familiarnie określają go admiratorzy, doczekał się panegiryku w postaci powieści Józefa Hena pt. „Mój przyjaciel król”. A co w konspekcie do projektowanej monografii zapisał Łojek? „Szanse ocalenia niepodległości byłyby bez wątpienia wielokrotnie większe, gdyby «hobby» Stanisława Augusta było nie wielkie malarstwo, ale – na przykład – ciężka artyleria”.

Do spółki z Jerzym Mikkem napisał Łojek scenariusz przedstawienia Teatru TVP „Konstytucja Trzeciego Maja", zrealizowanego przez reżysera Grzegorza Królikiewicza. Premiera miała miejsce 3 maja 1976 roku, w rocznicę uchwalenia dokumentu. Spektakl zachwycił telewidzów, a pośród historyków wywołał spory.

Natomiast sami scenarzyści obejrzawszy widowisko na ekranie, zrzekli się praw do autorstwa tekstu. Łojek wytknął też inscenizacji istotne pomyłki faktograficzne. Na ogłoszenie filipiki historyka nie zezwoliła jednak cenzura. Opublikowano ją dopiero podczas „karnawału Solidarności”.

Łojek bronił zawsze dobrego imienia Polski. Także w mediach zagranicznych. Gwałtownie polemizował choćby z artykułem pt. „Kościół w Polsce i jego antysemityzm”, zamieszczonym w „Le Monde” z 21 października roku 1978, kilka dni po wyborze na papieża Karola Wojtyły. Wysłał do redakcji pismo napisane po francusku przytaczając: „wiele przykładów tolerancyjnego współżycia Żydów z Polakami, możliwości rozwoju ich autonomii religijnej i narodowej”. Oczywiście «Le Monde» nie wydrukował listu polskiego historyka.

Hołdowanie polskości nie oznacza bynajmniej, iż był wobec polskich polityków bezkrytyczny. Przeciwnie. Wskazywał ludzi odpowiedzialnych za zniknięcie z mapy Europy I Rzeczypospolitej. I tych, którzy zniweczyli okazję wybicia się na niezależność popełniając błędy podczas powstania listopadowego. Oraz winnych krachu II RP.

Król poddał niepobite wojsko. Dlaczego Polacy zgięli kark przed Katarzyną?

Książę czy król? Wojna czy kapitulacja? Jak broniliśmy Konstytucji 3 Maja.

zobacz więcej
Rezerwa wobec Solidarności

A jakie były jego ulubione postacie historyczne? „W wieku XVIII cenię najwyżej przywódcę stronnictwa patriotycznego na Sejmie Czteroletnim, Ignacego Potockiego, który prowadził kraj ku reformie ustrojowej równocześnie starając się zabezpieczyć byt Rzeczypospolitej przez układy międzynarodowe istotnie dla Polski korzystne (zbliżenie do «potrójnego przymierza» Anglii, Prus i Holandii). (…) Z XIX wieku: ks. Józef Poniatowski, który umiał dla przyszłości kraju zginąć świadomie na polu bitwy pod Lipskiem 19 października 1813 r. W wieku XX cenię oczywiście najwyżej Józefa Piłsudskiego. Z historii zupełnie najnowszej nie widzę kandydatów do trwałej wielkości dziejowej”.

Powstanie ruchu Solidarności Łojek przyjął z rezerwą, niepokoili go „ugodowcy katoliccy” (Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Wielowieyski) i „oportuniści dysydenccy” (Bronisław Geremek, Jacek Kuroń)”.

Władysławowi Żeleńskiemu, zamieszkałemu w Paryżu (bratankowi Tadeusza Boya-Żeleńskiego), donosił: „Obym okazał się złym prorokiem, ale boję się, że mało kto umie sobie dzisiaj wyobrazić, w jakiej roli i w jaki sposób będzie kończył swoją karierę «ojca narodu» p. Lech Wałęsa”.

Autor „Wieku markiza de Sade’a” – odrzuconego początkowo przez 11 wydawców, a po opublikowaniu w 1972 roku kupowanego spod księgarskiej lady – nie doczekał się tytułu profesora. Wydział Nauki KC PZPR na to nie przystał. Środowisko historyków – w większości niechętne kandydatowi do profesury, zazdroszczące mu niezależności i poczytności – nie próbowało w tej ciągnącej się przez 12 lat sprawie interweniować. Z perspektywy czasu w wolnej Polsce tak tę kwestię kwitował Waldemar Łysiak:

„Jako nonkonformista przeciwstawiający się bezwzględnie tezom historiografii marksistowskiej, która miała monopol i która skurwiła zdecydowaną większość polskich historyków – musiał być celem ostracyzmu środowiskowego. Nadto duża liczba «kolegów» wysługiwała się esbecji agenturalnie, gdy Łojek przejawiał wściekłą antyesbecką fobię – również dzięki temu «koledzy» niezbyt go lubili. Aktualnie klną trupa – bo Łojkowe jest na wierzchu. (…) Większość panów dziejopisów musi się wstydzić własnych woluminów wydawanych za PRL-u, a Łojek nie musi się wstydzić ni jednej swojej sylaby. Rozliczni historycy Rzeczypospolitej piszą dziś dzieła, będące całkowitym zaprzeczeniem tego, co pisali dla podlizania się komunie – nicują sobie błony dziewicze, odkręcając własne uczone tezy «na abarot». Łojek własnych książek nie musiałby przerabiać (musiałby tylko przywrócić im fragmenty, które usunął cenzor), mógłby więc bez straty czasu pisać zupełnie nowe książki, równie uczciwe i doskonałe co poprzednie. Taki wyrzut sumienia jak Jerzy Łojek to ciężka zgryzota dla prostytutek okupujących katedry uniwersyteckie i fotele PAN-owskie Lechistanu”.
ODWIEDŹ I POLUB NAS 17 edycji

Po śmierci Łojka pamięć o nim troskliwie pielęgnowała wdowa, Bożena. Za młodu tancerka „Mazowsza”, potem choreograf i historyk baletu. Temat dysertacji doktorskiej – „Tancerze króla Stanisława Augusta” – podsunął jej zresztą małżonek. Sekundowała mu przy działaniach Obywatelskiego Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Katynia, torpedowanych przez tzw. nieznanych sprawców.

W 1989 roku ustanowiła Nagrodę im. Jerzego Łojka. Jej koszt zrazu pokrywały tantiemy z kolejnych edycji dzieł patrona, a potem zarządzanie przejął Instytut Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Honorowano nią osoby zasłużone w wypełnianiu białych plam w naszych dziejach. Między innymi Zbigniewa Herberta, Jacka Trznadla, Wojciecha Ziembińskiego, Janusza Kurtykę, Piotra Gontarczyka, Sławomira Cenckiewicza, Jana Żaryna, Leszka Żebrowskiego… Niestety zakończyło się na 17. edycjach lauru.

Bożena Mamontowicz-Łojek do końca swych dni zabiegała o ujawnienie wszelkich okoliczności zbrodni katyńskiej, ukaranie jej sprawców oraz oddanie czci ofiarom. Zginęła 10 kwietnia 2010 r. podczas katastrofy smoleńskiej – w drodze na obchody 80-rocznicy katyńskiego ludobójstwa.

– Tomasz Zbigniew Zapert

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Bibliografia:

• Jerzy Kłosiński „Historyk na tropie zdrady elit. Rzecz o Jerzym Łojku”
• Zbigniew Irzyk „Bywało zabawnie”
• Stefan Kieniewicz „Pamiętniki”
• Jerzy Mikke „Wizerunki ludzi myślących”
Zdjęcie główne: Wśród postaci historycznych, które Jerzy Łojek krytykował najostrzej był Stanisław August. Na zdjęciu popiersie króla z rosyjskim Orderem Świętego Andrzeja Apostoła Pierwszego Powołania, najwyższym odznaczeniem Imperium Rosyjskiego. Fot. HERMANN HISTORICA GmbH / Interfoto / Forum
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Duma i uprzedzenie. Widmo II RP wciąż nie daje nam spokoju
Na tle tatrzańskich szczytów nowojorskie drapacze chmur prezentują się dość mizernie…
Kultura Najnowsze wydanie
Efekt Pugaczowej. Czy piosenkarka zmusi Rosjan do myślenia?
Celebrytka wiedziała, jak dobrze żyć z każdą władzą.
Kultura Poprzednie wydanie
Twórca astronomiczny, który namalował motyle na stacji metra
Dzięki niemu warszawskie metro stało się największą na świecie galerią sztuki.
Kultura Poprzednie wydanie
Inna Europa Józefa Mackiewicza
W całej swojej twórczości zmagał się z pytaniem, „Czy różne narody mogą mieć wspólną ojczyznę?”
Kultura Poprzednie wydanie
Jerzy Połomski, architekt piosenki
Komponować nie potrafił, pisać tekstów nie zamierzał.