Cywilizacja

Zdrajcy z boiska. Ukraińscy piłkarze, którzy wybrali Rosję

Wojskowi, polityczni, ideologiczni... Dlaczego mówimy tylko o takich renegatach? Przecież są też zaprzańcy muzyczni, artystyczni i sportowi.

Od kilku lat na Ukrainie szczególnie chętnie sięga się po dwa pojęcia i dwie oceny: „zdrada” i „zwycięstwo”. Czy mińskie porozumienia Petra Poroszenki o zakończeniu wojny w regionie Ługańska i Donbasu w zamian za faktyczne uznanie dominacji Rosji na tych terenach to zdrada? Albo czy ratowanie życia obrońców Mariupola za cenę oddania tego miasta agresorom to zwycięstwo? A może jest dokładnie odwrotnie?

Po te dwie kategorie sięga się nie tylko w przypadku polityki czy wojny. Do szczególnie wielu zdrad dochodzi w dziedzinie, w której z założenia powinno być więcej zwycięstw: w sporcie. A najpopularniejszym sportem na Ukrainie jest oczywiście piłka nożna. Dlatego warto wspomnieć o najsłynniejszych piłkarskich zdrajcach, którzy nawet po kulminacji rosyjskiej inwazji na ziemie ukraińskie, nadal pracowali dla kraju-agresora.

Tymoszczuk zmienił kolor wstążki

Anatolij to już były piłkarz, ale zdecydowanie pozostaje jednym z najsłynniejszych piłkarskich zdrajców Ukrainy. Pochodzący z Łucka zawodnik w swojej karierze wygrał Ligę Mistrzów, Puchar UEFA, a nawet zdołał rozegrać 144 mecze w koszulce reprezentacji Ukrainy, stając się pod tym względem rekordzistą. Przewidywano nawet, że Anatolij zostanie w przyszłości trenerem reprezentacji kraju.

Tymoszczuk był dla wielu wzorcem: mówił po ukraińsku, wplótł w długie włosy niebiesko-żółte wstążki, rysował ukraińską flagę na policzkach, śpiewał hymn narodowy jeszcze wtedy, gdy znało go niewielu piłkarzy reprezentacji. Po prostu patriotyczny piłkarz. Owszem, grał w petersburskim „Zenicie”, ale to było przed 2014 rokiem.

Drugi kontrakt Tymoszczuka z Zenitem przypadł na okres inwazji na Rosję i aneksji Krymu. Zdrada? Jeszcze nie. Co więcej, w tym czasie Anatolij grał nawet w reprezentacji Ukrainy, a nawet pojechał na Mistrzostwa Europy w 2016. Legendarny zawodnik został uhonorowany, gdy drużyna przegrała wszystkie mecze turnieju grupowego i została sromotnie wyeliminowana z mistrzostw Europy. W wieku 37 lat zagrał minutę na Euro, notabene, w meczu z Polską.
Anatolij Tymoszczuk jako reprezentant Ukrainy podczas meczu ze Słowenią w Mariborze w 2015 roku. Fot. Srdjan Zivulovic / Reuters / Forum
Tyle, że przejście od statusu legendy do roli głównego zdrajcy nie zajęło mu dużo czasu. Stało się to po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku.

Od 2017 roku Tymoszczuk pracuje jako asystent głównego trenera w rosyjskim Zenicie. W tym czasie takich asystentów było wielu, więc nikt nie zwracał uwagi na Tolika. Jednak wszystko zmieniło się dramatycznie wraz z początkiem inwazji. Znaczna część ukraińskich piłkarzy zerwała kontrakty i opuściła kraj agresora. A Tymoszczuk został. Ukraińcy oczekiwali od niego przynajmniej jakiejś patriotycznej reakcji na agresję. Och, jak czekaliśmy! Tymczasem na początku marca 2022 roku były piłkarz opublikował tylko jeden post na Instagramie z pacyfistycznym przesłaniem i hashtagiem #нетвойне. Brak wzmianki o tym, który kraj rozpoczął wojnę, który kraj niszczy ukraińskie miasta.

Rosyjskim patronom piłkarza jednak nawet i taki post prawdopodobnie bardzo się nie spodobał, bo Tymoszczuk szybko go skasował. Jacy to patroni? Właścicielem i głównym sponsorem Zenitu, w którym pracuje Tymoszczuk, jest Gazprom. Jak wiadomo Gazprom jest częściowo spółką państwową, więc zyski z jego działalności trafiają do rosyjskiego budżetu (a ściślej do kieszeni bliskich Kremlowi oligarchów). A skoro armia rosyjska jest finansowana z budżetu państwa, więc nietrudno stwierdzić związek Gazpromu z finansowaniem agresji wojskowej na Ukrainę.

Niewykluczone, że związek Tymoszczuka z rosyjskimi strukturami władzy nie ogranicza się do związków z Gazpromem. Były sekretarz prasowy piłkarza opublikował na portalach społecznościowych dokumenty, z których może wynikać, że były piłkarz ukraińskiej drużyny narodowej w roku 2012 zgodził się pracować dla rosyjskiego kontrwywiadu FSB (Federalnej Służby Bezpieczeństwa), a nawet złożył tej służbie przysięgę.

Nie da się potwierdzić autentyczności tych dokumentów, ale nie można wykluczyć współpracy Tymoszczuka z FSB.

Po tej publikacji jeszcze częściej mówiono o Anatoliju w kontekście pieniędzy i zdrady. Sami Rosjanie byli zaskoczeni chciwością piłkarza: najpierw Tymoszczuk odsprzedał otrzymane wcześniej darmowe bilety na mecze Zenitu, potem odmówił płacenia alimentów, powołując się na… sankcje wobec Rosji. To, że Tymoszczuk wybrał krwawe pieniądze zamiast ojczyzny, stało się jasne.

Światowi dygnitarze od sportu szukają luk w sankcjach wobec Rosji

Federacja bobslejowa w marcu nałożyła kary, a już w czerwcu je cofnęła.

zobacz więcej
Ukraińców raziła postawa moralna Anatolija. – Jak on może z tym żyć? – można było usłyszeć od kibiców, gdy dowiedzieli się, że ojciec Tymoszczuka wstąpił w szeregi obrony terytorialnej Łucka. Oznacza to, że Tymoszczuk senior poszedł bronić Ukrainy przed rosyjskimi najeźdźcami, a jego syn pracuje dla sponsorów wojny. I nie ma żadnych oporów. W czwartym miesiącu wojny w 2022 roku Anatolij zabawiał publiczność na stadionie w Petersburgu i radośnie przytulał byłych piłkarzy, z których niektórzy należą do „putinistów” i wspierają działania militarne Rosji.

Ukraiński Związek Piłki Nożnej pozbawił już Tymoszczuka wszystkich tytułów, licencji trenerskiej i całkowicie wymazał go z historii reprezentacji narodowej. Anatolij zdobył tytuł głównego sportowego zdrajcy.

Ordeć chłodno patrzy na Wołnowachę

Iwan Ordeć pochodzi ze wsi pod Wołnowachą, między Donieckiem a Mariupolem. Od dzieciństwa grał dla Szachtara, potem występował w młodzieżowych drużynach narodowych Ukrainy, osiągnął nawet poziom reprezentacji narodowej.

Gra w reprezentacji Ukrainy – wydawałoby się, że to marzenie każdego ukraińskiego piłkarza. Jak się jednak okazuje, tak nie jest.

W 2019 roku, w piątym roku wojny, Iwan niespodziewanie przenosi się do Moskwy, gdzie został zawodnikiem lokalnego Dynama. Zdrada? Zdrada, ale jeszcze w jakimś stopniu możliwa do tolerowania, przynajmniej przez niektórych.

Rzecz jasna Ordeć natychmiast przestał być powoływany do reprezentacji Ukrainy. Zapomniano by o nim, gdyby sam nie przypomniał o sobie wypowiedziami o „braterskich narodach Ukrainy i Rosji”, „sporcie poza polityką”, „meczu towarzyskim Ukrainy i Rosji” i tym podobnych.

O poziomie cynizmu Ordecia rodacy dowiedzieli się już po inwazji Rosji w 2022 roku. Reakcja Iwana na agresję ograniczyła się do dwóch postów na Instagramie. Pierwsza to zdjęcie z flagą Ukrainy i tekstem „Całe moje serce i dusza z Ukrainą”. Drugi – to wezwanie do zapewnienia ludności jego rodzinnej Wołnowachy zielonego korytarza. Niewiele.
Dmyto Iwanisenia jako zawodnik klubu Krylia Sowietow z Samary podczas meczu pierwszej ligi rosyjskiej przeciw Zenitowi Petersburg 22 lipca 2022 roku. Fot. Mike Kireev/NurPhoto via Getty Images
Rosyjscy okupanci faktycznie zmietli Wołnowachę z powierzchni ziemi. Ale ani w pierwszym poście, ani w drugim Ordeć nie powiedział, kto dokładnie rozpoczął wojnę i kto bombarduje ukraińskie miasta. Całe wezwanie piłkarza skierowane było do jakiegoś niewidzialnego agresora. Jest to wygodniejsze i bardziej opłacalne, gdy pracujesz w Rosji. Chociaż tak naprawdę nie pracujesz.

W marcu FIFA pozwoliła ukraińskim piłkarzom i trenerom jednostronnie zawiesić kontrakty z rosyjskimi klubami i przenieść się do innych drużyn. Ordeć nie skorzystał z tego prawa, pozostał w Dynamie Moskwa do lipca 2022. Tyle, że nie rozegrał ani jednego meczu od 24 lutego, rzekomo z powodów osobistych.

Nie grał, ale bawił się z kolegami z drużyny w nocnym klubie świętującym koniec sezonu. Pojawił się na nagraniu wideo jednego z jego kolegów z drużyny. W tym samym czasie okupanci bombardowali ukraińskie miasta i wprowadzali swoje porządki w Wolnowasze… W końcu w lipcu 2022 zawodnik zawiesił kontrakt z Dynamem Moskwa i przeniósł się do niemieckiego Bochum.

Iwanisenia gra w najlepsze

Historia Dmytra Iwaniseni jest bardzo podobna do historii Ordecia. Ten ukraiński piłkarz jest także wychowaniem Szachtara. Będąc zawodnikiem Zoria Ługańsk został nawet powołany w szeregi ukraińskiej drużyny narodowej, dla której rozegrał jeden mecz. Kontynuowałby grę w reprezentacji, gdyby nie decyzja w 2021 roku o przejściu do rosyjskiego klubu Krylia Sowietow. W pogoni za rosyjskimi pieniędzmi (według mediów pensja Ukraińca to około 40 tysięcy dolarów miesięcznie) Dmytro zamknął sobie drogę do reprezentacji Ukrainy.

Po inwazji Rosji również Iwanisenia opublikował również kilka postów przeciwko wojnie na portalach społecznościowych, ale też nie wspomniał, kto dokładnie był agresorem. Potem pojawiły się informacje, że piłkarz wprawdzie chciał opuścić Krylia Sowietow, ale ostatecznie tego nie zrobił. Dlaczego? Jedną z wersji wytłumaczenia zaproponował były kolega z drużyny Iwaniseniego, Artem Gromow: „Po prostu nie może się stamtąd wydostać, ponieważ nie może rozwiązać kontraktu. Istnieją zobowiązania prawne: za zerwanie umowy zostałby obciążony takimi kwotami, że nie pozbierałby się.”

Jakie mogą istnieć zobowiązania umowne w sytuacji, gdy FIFA pozwoliła Ukraińcom na jednostronne zawieszenie kontraktów z rosyjskimi klubami? Nikt nie wziął go tam jako zakładnika i nie trzymał go siłą. Wiosną Iwanisenia nie rozegrał ani jednego meczu. Wojna się nie skończyła, a FIFA pozwoliła Ukraińcom na zawieszenie kontraktów z rosyjskimi klubami na jeszcze jeden sezon. A jednak Dmytro nie dość, że nie skorzystał z prawa przyznanego przez FIFA, to jeszcze zaczął grać dla rosyjskiego klubu!
ODWIEDŹ I POLUB NAS Mijał właśnie czwarty miesiąc wojny, a Iwanisenia, jak gdyby nigdy nic, wyszedł na boisko razem z rosyjską drużyną na mecz o mistrzostwo. Wygląda na to, że Ukrainiec po prostu przeczekał pierwsze miesiące wojny.

Te trzy historie to tylko ułamek „dziejów zdrady”. W Rosji grają dziesiątki ukraińskich piłkarzy, ale Tymoszczuk, Ordeć i Iwanisenia są najbardziej wymownymi przykładami, grali na najwyższym poziomie i bronili barw reprezentacji narodowej. Wybrali jednak krwawe pieniądze.

– Denys Sawczenko

Autor jest dziennikarzem, absolwentem Programu Stypendialnego im. Lane'a Kirklanda, pracował dla ukraińskiego projektu FootballHub (1+1 media). Pochodzi ze wschodniej Ukrainy.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


– tłumaczenie Olesia Gieral
Zdjęcie główne: Iwan Ordeć (przodem) wraz z kolegą z Dynama Moskwa bramkarzem Antonem Szuninem celebrują zwycięstwo swojej drużyny nad Rubinem Kazań w listopadzie 2021. Fot. Yegor Aleyev / TASS / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Koza nie jest głupia… Wędrówka z pasterzami przez Hiszpanię
Kiedy psy wyczują królika albo dzika, nikt nie jest w stanie ich zatrzymać. Rzucają się w pogoń.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Diabolizowana partia Le Penów – mity i fakty
Z jej list kandydował Charles de Gaulle, wnuk generała. Dziś przyciąga nawet ludzi lewicy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Miliony — was. Nas — mrowie…”. Widmo zjednoczenia Mongołów...
Co, jeśli idea panmongolizmu zacznie pieścić uszy chińskie, europejskie i amerykańskie?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Koszmarny sen Brukseli
Co przyniosą Europie rządy prawicy we Włoszech i Szwecji?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Jak żyć w obliczu upadku Europy
Tożsamość europejska nie musi być „konstruowana” przez przepłacanych urzędników.