Felietony

Dlaczego katolik może i powinien bronić ojczyzny

Ojciec Bocheński mówił wprost, że objawami kryzysu Europy są niechęć do wojny, niechęć do posiadania dzieci, upadek religii, konflikt religii i nauki, sceptycyzm wobec wiedzy, antropocentryzm, upadek prawa.

„Dołączyliśmy do pułku w przeddzień bitwy pod Komarowem koło Zamościa. Była to chyba ostatnia wielka bitwa kawalerii, bodaj na 60 tysięcy koni. Wspaniała rzecz. Szarżowali na siebie z niesłychaną zaciekłością, grały karabiny maszynowe. W efekcie tej bitwy Budionny nie przeszedł, Rosjanie zaczęli się wycofywać”.

Właśnie teraz, w ten weekend, w Komarowie, zbierają się licznie oddziały kawalerii ochotniczej i jej sympatycy z całej Polski na doroczne Święto Kawalerii Polskiej i odsłonięcie pomnika Chwały Kawalerii i Artylerii Konnej wzniesionego z inicjatywy Stowarzyszenia „Bitwa pod Komarowem”. Autorem zaś przytoczonego wyżej wspomnienia jest ojciec Józef Maria Innocenty Bocheński, wybitny żołnierz, filozof i dominikanin (1902-1995).

Jego 120. urodziny zbiegają się ze 102. rocznicą sławnej bitwy. Młodziutki wówczas, osiemnastoletni chłopak, ochotnik w VIII Pułku Ułanów – urodziny miał dzień przed bitwą (urodził się 30 sierpnia), ale na pewno ich nie obchodził – nie mógł wtedy wiedzieć, że jego życie upłynie pod znakiem wojny, choć nie na koniu, a w dominikańskim habicie.

Rys żołnierski

– Tamto pierwotne doświadczenie z wojny 1920 roku zostało w nim na zawsze, a rys żołnierski był bardzo ważną częścią jego osobowości – mówi mi dr Jan Parys, autor wyjątkowej książki „Między Logiką a Wiarą”, zapisu dziewięciu rozmów z sędziwym już wtedy, w 1986 roku, dominikaninem. – Nawet kiedy był księdzem, to był żołnierzem Pana Boga – podkreśla Parys.
Plakat informujący o uroczystościach pod Komarowem
Swoją drogą dobrze by było, gdyby uczestnicy komarowskiego zjazdu przeczytali wspomnienie o. Józefa M. Bocheńskiego o tej bitwie. Pokazując całą wstrząsającą grozę wojny, dominikanin nazywa rzeczy po imieniu: „Mówmy szczerze. Wojna jest nieszczęściem. »Od głodu, ognia i wojny wybaw nas Panie«. Ale czasem trzeba walczyć. Nie wszystko, co jest nieprzyjemne, jest złe. Operacja też jest bardzo nieprzyjemna, a trzeba się jej czasami poddać. U pacyfistów jest pomieszanie kategorii estetycznych z kategoriami moralnymi. Z tego faktu, że co coś jest nieestetyczne i nieprzyjemne, nie zawsze wynika, że jest złe”.

Nie owijał w bawełnę. Z żelazną logiką, z nieustępliwą wręcz konsekwencją wykładał swoją myśl o potrzebie obrony ojczyzny i konieczności walki na publicznym spotkaniu w podziemiach kościoła Świętego Krzyża w Warszawie, w roku 1987.

Pamiętam do dziś niezwykłą, wręcz sensacyjną – taki gość, znany tylko z paryskiej „Kultutry” czy podziemnych wydawnictw, owiany aurą zakazanej w PRL sowietologii – atmosferę tego spotkania, czy raczej wykładu: siedzieliśmy jak zahipnotyzowani, a ja miałam poczucie, że jeśli choć na chwilę przestanę śledzić wywód tego fascynującego starca, to mogę już do głównego wątku nie powrócić. Mój mąż, Tadeusz Kowalski też doskonale pamięta ten wykład i jego sedno: czy jest grzechem zabijanie na wojnie? Grzechem jest nienawiść, ale obrona własnego kraju i swoich najbliższych jest wręcz obowiązkiem, zwłaszcza katolika, który musi bronić słabszych, dzieci, matek i starców, za których ponosi odpowiedzialność. To było niezapomniane doświadczenie i wielka nauka – skuteczna i aktualna, aż do tej pory.

Nie był „zgniłkiem”

Upadek cywilizacji zwiastuje sytuacja, w której kobiety nie chcą rodzić dzieci, a mężczyźni, bronić ojczyzny – twierdził ojciec Innocenty Maria Bocheński

zobacz więcej
Ojciec Bocheński nie ukrywał, że martwi go niechęć młodzieży do wojska. Mówił Janowi Parysowi „już w 1916 roku marzyliśmy z moimi kolegami o tym, żeby się zaciągnąć do polskiego wojska. Być może ludzie tego dzisiaj nie rozumieją, ale dla nas to było jedyne w swoim rodzaju przeżycie”. – Zapomniane są jego artykuły dla kapelanów, które publikował w latach 1936-38 na łamach „Biuletynu biskupa polowego” – podkreśla Jan Parys, zaprzyjaźniony z dominikaninem do końca jego dni. – A są to teksty, które nadal inspirują, nadal mogą być pomocne, zwłaszcza teraz, w obliczu wojny na Ukrainie. Autor precyzyjnie tam wyjaśnia, dlaczego katolik może i powinien bronić ojczyzny. Pisałem niedawno – dodaje Parys – że powinna to być lektura obowiązkowa każdego wychowawcy, dowódcy, ojca rodziny.

Ojciec Bocheński mówił też wprost, że objawami kryzysu Europy są niechęć do wojny, niechęć do posiadania dzieci, upadek religii, konflikt religii i nauki, sceptycyzm wobec wiedzy, antropocentryzm, upadek prawa. Można powiedzieć, że na każdy z tych punktów miał przykłady z życia: życia swojej rodziny i swojej działalności, badawczej i społecznej.

Rzeczoznawca ds. komunizmu

Pochodził z tradycyjnej, ziemiańskiej, patriotycznej rodziny, w której dzieci wychowywało się bez rozpieszczania, w wierze i poszanowaniu pracy. Miał troje rodzeństwa, obaj bracia – Adolf Maria i Aleksander Adolf – udzielali się publicystycznie i politycznie już przed wojną, obaj byli żołnierzami czasu wojny. Adolf zginął w 1944 pod Ankoną (jego brat dominikanin był tam kapelanem ds. specjalnych). Aleksander angażował się w politykę także w PRL poprzez aktywność w koncesjonowanym PAX-ie, pisał i tłumaczył. Niezwykłą osobą musiała być też ich siostra, która dożyła 103 lat, pracując jako nauczycielka i katechetka (od 1959 roku w Szczecinku) zaangażowana także w przygotowanie cyklu podręczników dla katechetów i uczniów pod auspicjami Episkopatu Polski.

Ich najstarszy brat, czyli bohater tego tekstu, po wojnie polsko-bolszewickiej studiował prawo i ekonomię, we Lwowie i w Poznaniu, a w 1927 roku wstąpił do dominikanów, czego – jak później opowiadał – nigdy nie żałował, choć dopiero w zakonie – jak twierdził – „nawróciłem się pod wpływem znakomitych i świątobliwych ludzi”. Zakonne władze szybko zobaczyły wielkie możliwości umysłu nowego dominikanina, w wyniku czego Józef studiował we Fryburgu i w Rzymie, zrobił dwa doktoraty (z teologii i z filozofii), wydał tam pierwszą książkę z logiki i powoli zaczął stawać się naukowym autorytetem.

Skierowany przez zakon do budowy klasztoru w warszawskiej dzielnicy Służew doczekał wojny i znowu wylądował w tej samej, co w 1920 roku, okolicy – już jako kapelan, pod Kockiem. Potem Rzym, Francja i Wielka Brytania – w służbie – oficer oświatowy i kapelan do zadań specjalnych z gen. Władysławem Andersem.

A po wojnie znowu uniwersytety, w tym ten najważniejszy w jego życiu, fryburski, gdzie był także rektorem. I badania, w tym marksizmu i komunizmu, który wyniosły ojca Józefa Marię Bocheńskiego na wysokie szczyty. Dość powiedzieć, że w 1956 roku był ekspertem w procesie delegalizacji Komunistycznej Partii Niemiec, założył Instytut Europy Wschodniej we Fryburgu gdzie rozwijano badania sowietologiczne, był redaktorem czasopisma „Studies in Soviet Thought” i serii wydawniczej „Sovietica”. „Sowietologia to studia nad społeczeństwami pod radziecką kontrolą (…). Prowadziliśmy badania nad filozofią w krajach komunistycznych. Byliśmy jedynym instytutem tego rodzaju” – mówił Janowi Parysowi.
W 1990 roku Uniwersytet Jagielloński nadał profesorowi Józefowi Marii Bocheńskiemu OP (w środku) tytuł doctora honoris causa. Uroczystość odbyła się w budynku Collegium Maius. Fot. PAP/Maciej Sochor
Do Polski po wojnie nie wrócił, gdyż nie chciał „żyć w kraju rządzonym przez komunistów”. Z tego samego powodu odmówił przyjęcia katedry w Wiedniu. „Miałem do spełnienia pewne zadania w Kościele powszechnym – choćby uczenie ludzi, czym jest komunizm – a tego zadania nie mógłbym spełniać, będąc w Polsce (…). Mój »Podręcznik Komunizmu Światowego« rozszedł się w nakładzie stu tysięcy egzemplarzy. Stworzony przeze mnie Ost-Kolleg wychował tysiące multiplikatorów, czyli działaczy, to jest pośrednio milion ludzi (…) Kierowałem badaniami nad marksizmem-leninizmem w wielu krajach zachodnich, miałem stanowisko rzeczoznawcy pięciu rządów”.

Skądinąd, w tej dziedzinie wystawił piękne świadectwo kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu: „to był dobry socjolog, który się później świetnie rozwinął na sowietologa, dobrego znawcę marksizmu-leninizmu. Wybitna postać. Był nie tyle teologiem, ile filozofem. Nie wyobrażałem sobie, że będzie powołany na stanowisko Prymasa. Był niezłomny”.

Ojciec Józef Maria Innocenty Bocheński przydałby się nam dzisiaj bardzo ze swoim bezwzględnie racjonalnym podejściem – zwłaszcza teraz, kiedy wojna na Ukrainie sprawiła, ze prorosyjska i rosyjska propaganda znowu szaleją.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Niektórzy uważają, że jego znana książka „Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów” (Paryż, 1987) już się nieco zestarzała, ale jest chyba wręcz przeciwnie. Wiara w marksizm ma się przecież całkiem dobrze, rosną szeregi miłośników horoskopów i fanów numerologii czy innych zwodniczych pseudonauk, nie brakuje wiary w pseudoautorytety i ciągły postęp oraz w nieograniczoną wolność. Ojciec Bocheński wiele innych zjawisk, poglądów i opinii bezlitośnie kwalifikował jako zabobony i rozprawiał się z nimi bez żadnych zahamowań.

Zastał Polskę schamiałą

Nie miał ich też wobec rodaków, których zobaczył w kraju po raz pierwszy w 1987 roku. Wybitnie „sensacyjne” okoliczności jego przyjazdu zasługują na osobną relację.
– Zechciał skorzystać z gestu, jaki władze PRL wykonały pod jego adresem po jego brawurowej akcji z września 1982 roku, kiedy ambasadę PRL w Bernie zaatakowali terroryści, a ojciec Bocheński odegrał czołową rolę w pertraktacjach z zamachowcami i uratował pracowników ambasady, wśród nich na pewno także esbeków, od śmierci z rąk szaleńca – opowiada Jan Parys, który prowadził wtedy samochód ojca Bocheńskiego do Polski i był świadkiem złośliwej, drobiazgowej kontroli przeprowadzonej przez czechosłowackich funkcjonariuszy. – W Polsce został potraktowany jak należy, zresztą była już inna atmosfera. Ojciec Bocheński wiedział, że czas płynie i jeśli chce zobaczyć kraj, odwiedzić rodzinę i braci dominikanów, to nie powinien czekać.

Zapewne wiedział i widział, że system już się kruszy – był przecież jednym z największych jego analityków. Z przykrością odnotował, że „Polska jest niebywale zbarbaryzowana, schamiała. Stosunki międzyludzkie są w dużej mierze chamskie, mowa jest chamska, słowo drukowane często nie lepsze. Tego należało się spodziewać, bo okupanci niemieccy i agenci Moskwy celowo i systematycznie tępili kulturę w Polsce, mordując ludzi kulturalnych albo przynajmniej uniemożliwiając im wpływ na innych”.

Ale już całkiem zaskoczył ojca Bocheńskiego „kult kompromisu u inteligencji”. Mówił w książce „Między logiką a wiarą” , że „należy do pokolenia, które przyznawało się do stanowiska sformułowanego w hymnie konfederatów barskich nigdy z królami nie będziem w aliansach, nigdy przed mocą nie ugniemy szyi. W imię tego ideału ludzie mojego pokolenia bili się i ginęli na wszystkich pobojowiskach świata. Przyznawali się niego także w kraju ludzie w rodzaju prymasa Wyszyńskiego. Ale dziś odnosi się wrażenie, że większość, może nawet znaczna większość inteligencji polskiej to stanowisko i ten ideał odrzuca (…) łatwość, z jaką »byli« komuniści, a więc agenci moskiewskiego okupanta stali się szanowanymi politykami jest innym, bardzo przykrym przejawem braku kręgosłupa moralnego”.

„Żołnierz – kapłan – filozof” przeczytamy na tablicy upamiętniającej w Panteonie Świątyni Opatrzności tego wybitnego człowieka, który nie ma wszak grobu, bo w testamencie ciało oddał nauce.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Wszystkie wypowiedzi o. Józefa M. Bocheńskiego przytaczam za książką „Miedzy Logiką a Wiarą. Z Józefem M. Bocheńskim rozmawia Jan Parys”, Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 1995

W środę, 31 sierpnia o godz. 10.05 w TVP Historia będzie można obejrzeć program poświęcony bitwie pod Komarowem „Szabla polska” z cyklu „Sensacje XX wieku”. Powtórka w czwartek, 1 września o godz.2.25.
Zdjęcie główne: „Bitwa pod Komarowem” pędzla Jerzego Kossaka. Fot. FoKa / Forum
Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
KPO
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Różnice
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Metoda na Putina, czyli jak najskuteczniej oczernić Kościół
Publicyści „Newsweeka” oskarżyli Matkę Teresę o związki ze zorganizowaną przestępczością.
Felietony Poprzednie wydanie
Bohaterowie nie mają szczęścia do stolicy
Może znajdzie się kilku dzielnych radnych, którzy spróbują ustanowić ulicę obu Felińskich.
Felietony wydanie 23.09.2022 – 30.09.2022
Rosyjski przeciwnik Putina krytykuje Polaków
Nie stroni od wulgarnego erotyzmu.