Cywilizacja

Czy Amnesty International oskażyłaby powstańców warszawskich o naruszanie praw człowieka?

To organizacja o profilu lewicowym, niechętna do myślenia w kategoriach narodowych. Takie zagadnienia jak narodowe samostanowienie czy walka o niepodległość nie mają dla niej znaczenia - mówią krytycy AI.

4 sierpnia 2022 na stronie internetowej Amnesty International, renomowanej organizacji zajmującej się obroną praw człowieka na świecie, pojawił komunikat prasowy zatytułowany „Ukraińska taktyka wojskowa stanowi zagrożenie dla ludności cywilnej”. Przedstawiono w nim wyniki badań, prowadzonych od kwietnia do lipca na terenie obwodów charkowskiego, donieckiego i mikołajewskiego, wedle których wojsko ukraińskie, wykorzystując do swych działań zaludnione obszary miejskie i wiejskie, naraża ludność cywilną na ostrzał Rosjan, a tym samym narusza międzynarodowe prawo humanitarne.

Strona ukraińska wyraziła oburzenie. Prezydent Wołodymyr Zełenski skomentował raport słowami o „obejmowaniu amnestią” agresora i przerzucaniu odpowiedzialności na ofiarę. Jego doradca Michajło Podolak powiedział, że ustalenia AI wpisują się w kampanię dezinformacyjną i propagandową. Natychmiast do dymisji podała się Oksana Pokalczuk, szefowa ukraińskiego biura organizacji, a kilka dni później Per Waestberg, założyciel oddziału AI w Sztokholmie.

Oliwy do ognia dolała wpisem na Twitterze Agnès Callamard, sekretarz generalna Amnesty International, która krytyków raportu określiła ukraińskimi i rosyjskimi trollami internetowymi. Organizacja wydała komunikat, w którym wyraziła ubolewanie z powodu tego, jak raport został odebrany, nie wycofała się jednak z przedstawionych w nim tez. I chociaż polskie biuro w swoim o świadczeniu przeprosiło za spowodowany raportem ból i gniew; do tego przyznało, że podczas pracy nad raportem popełniono błędy „w obszarze konsultacji i komunikacji” oraz „niedostatecznie przedstawiono kontekst i niewystarczająco zaakcentowano rosyjską odpowiedzialność za wojnę w Ukrainie”, to niesmak pozostał. Tym bardziej, że komunikat z 4 sierpnia został podchwycony przez rosyjską propagandę.

Amnesty International Polska odmówiła nam odpowiedzi na pytania, odsyłając do komunikatów prasowych.

Brak zrozumienia dla realiów

Czytając raport AI, można odnieść wrażenie, że organizacja, mimo szlachetnych intencji – za sprawą bezkrytycznego stosowania swoich zasad, straciła szerszą perspektywę. W oczy rzuca się chociażby brak zrozumienia realiów wojny. – Rejestrowanie przypadków naruszania prawa jest potrzebne. Tylko pamiętajmy, że podczas wojny, kiedy państwo jest ofiarą agresji, a jego niepodległość jest zagrożona, podstawowym prawem narodu jest obrona przed tą agresją. Amnesty International widocznie to nie interesuje. Nie twierdzę, że powinno interesować. Natomiast zawsze trzeba brać pod uwagę, że gwarantem praw indywidualnych jest dobro wspólne. Trzeba też rozumieć kontekst sytuacji i znać proporcje – mówi w rozmowie z Tygodnikiem TVP Marek Jurek, były marszałek Sejmu, dziś publicysta.

AI udokumentowała stacjonowanie żołnierzy ukraińskich w obszarach mieszkalnych, w tym w budynkach cywilnych (szpitalach, szkołach), w dziewiętnastu miastach i wsiach. Autorzy raportu sugerują, że żołnierze powinni skorzystać z alternatywnych rozwiązań, które nie prowokowałyby Rosjan do ostrzeliwania terenów zaludnionych. Wskazano na bazy wojskowe i pobliskie lasy. Tyle że, z punktu widzenia praktyki wojennej, nie ma możliwości, by wojska Ukrainy prowadziły skuteczną obronę przed rosyjską agresją bez wykorzystania obszarów miejskich.

– Może jeszcze wojsko ukraińskie powinno podawać Rosjanom koordynaty? – nie kryje oburzenia tezami zawartymi w raporcie gen. Roman Polko. Były dowódca GROM w rozmowie z Tygodnikiem TVP zaznacza, że żołnierze ukraińscy, prowadząc działania obronne – przy ogromnej przewadze militarnej Rosjan – muszą działać w rozproszeniu. – Gdyby skupiali się w bazach, jak sugeruje Amnesty International, staliby się wyjątkowo łatwym celem dla agresora. Zresztą często są to formacje obrony terytorialnej, stacjonujące w miejscu, w którym na co dzień żyją i którego bronią – podkreśla generał.
Delegacja Amnesty International podczas parady gejowskiej w Palermo w 2019 roku. Fot. Pacific Press Agency / Alamy / Alamy / Forum
I dodaje: – To Rosjanie dyktują warunki. Używają zakazanej konwencjami międzynarodowymi amunicji kasetowej, broni termobarycznej. Atakują obiekty cywilne, szkoły, szpitale, centra handlowe… Dokonują gwałtów, rabują. To jest bandytyzm. Ukraińcy są ofiarami. Po prostu muszą się bronić, w rozproszeniu, w oparciu o teren, który znają – zaznacza gen. Roman Polko.

Czy powinni się bronić?

– Rosjanie mają przewagę w sprzęcie ciężkim, którego skuteczność można znacznie zredukować w obszarze miejskim. Dlatego uwikłanie rosyjskich wojsk pancernych i zmechanizowanych w walki uliczne w miastach, jest dla wojska ukraińskiego, cierpiących na niedostatek broni ciężkiej, najskuteczniejszą metodą ich pokonania – mówi nam dr hab. Przemysław Żurawski vel Grajewski, politolog z Uniwersytetu Łódzkiego.

W jego ocenie zarzuty Amnesty International o wykorzystywanie przez żołnierzy szpitali i szkół są groteskowe. – Może na początku rosyjskiej agresji [czyli zimą] żołnierze mieli mieszkać w igloo? Oczywiście, że korzystano z budynków publicznych. W strefie przyfrontowej szpitale, jeżeli nie były wojskowe, to pewnie były ewakuowane, a pomieszczenia zajęli żołnierze. To jest naturalne – mówi politolog.

Autorzy raportu AI nie zwrócili uwagi na fakt, że opuszczenie ośrodków miejskich przez Siły Zbrojne Ukrainy, oznaczałoby w praktyce oddanie tych obszarów w ręce Rosjan. A tym samym skazanie mieszkańców na represje ze strony okupanta. – Rosjanie chcą zdobyć ukraińskie miasta, więc je bombardują. Ukraińcy mają dwa wyjścia: mogą miasta oddać albo ich bronić. Zrozumienie tego nie wymaga wyższych kwalifikacji. Tymczasem z raportu Amnesty International wynika, że Ukraińcy nie powinni się bronić, bo w ten sposób naruszają prawo wojenne… To jest absurd – tłumaczy nam Agnieszka Romaszewska-Guzy, dziennikarka, dyrektor stacji telewizyjnej Biełsat, sama kiedyś zaangażowana w działalność pacyfistycznej organizacji Wolność i Pokój.

Dr hab. Przemysław Żurawski vel Grajewski dodaje, że obowiązkiem armii jest obrona obywateli. – Oddanie miast Rosjanom oznaczałoby wydanie mieszkańców na śmierć, tortury albo niewolę. Dochodzi do masowych deportacji Ukraińców, w tym dzieci, w głąb Rosji. Wiemy o zbrodniach w Buczy czy Irpieniu. O skali eksterminacji w Chersoniu czy Mariupolu dowiemy się dopiero po ich wyzwoleniu… Domaganie się, żeby – z niejasnych względów – odpowiedzialność za mieszkańców, zamiast próbować ich bronić, przekazać najeźdźcy, jest nonsensem – komentuje politolog.

Lewicowy profil

Raport Amnesty Internationał spotkał się z szeroką krytyką. Ze strony ukraińskiej padły nawet zarzuty, że organizacja jest pod wpływem Rosji i że do badań posłużyły jej zeznania ludności również z tzw. obozów filtracyjnych, znajdujących się w strefach okupowanych. Zarzuty nie zostały jednak poparte dowodami.

Trzeba też pamiętać, że Amnesty International od początku rosyjskiej agresji publikowała liczne raporty o rosyjskich zbrodniach wojennych, chociażby w Buczy, Mariupolu, Charkowie, Borodziance i innych miejscach. Monitorowała również sytuację na granicy polsko-ukraińskiej. AI poskreśla, że jej celem jest ochrona ludności cywilnej, i zachowanie przy tym niezależności oraz bezstronności.

Można jednak odnieść wrażenie, że na formę raportu wpływ miały kwestie światopoglądowe. Dr Michał Kuź, politolog z Uczelni Łazarskiego, ekspert Klubu Jagiellońskiego, mówi Tygodnikowi TVP, że w opracowaniu AI uderzający jest brak wrażliwości i jednostronność.

– W mojej ocenie jest to związane z profilem ideowym Amnesty International. Organizacja w coraz większym stopniu skupia się na trzeciej i czwartej generacji praw człowieka, a nie pierwszej i drugiej. To znaczy, że tzw. działania, wypowiedzi dyskryminacyjne są traktowane niemalże na równi z wykroczeniami przeciwko podstawowym prawom człowieka, jak prawo do życia czy prawo do własności. Z bardzo ostrą krytyką AI zderzył się rząd polski, choćby w przypadku kryzysu na granicy polsko-białoruskiej, a wcześniej w kwestii reformy wymiaru sprawiedliwości i „stref wolnych od LGBT”, czy rząd węgierski – przypomina politolog.

Nie każdy człowiek ma sumienie

Niefrasobliwość i moda na pobłażanie przestępcom stępiają naszą wrażliwość.

zobacz więcej
Zwraca on także uwagę na poglądy pochodzącej z Francji szefowej organizacji, Agnès Callamard, która jest absolwentką New School For Social Research w Nowym Jorku. – To jest jeden z najbardziej lewicowych uniwersytetów Zachodu, kuźnia elit w duchu szkoły frankfurckiej – zauważa Kuź. I dodaje: – Amnesty Internarional to organizacja o profilu lewicowym, niechętna do myślenia w kategoriach narodowych. Nie sądzę, by takie zagadnienia jak narodowe samostanowienie czy walka o niepodległość miały dla niej znaczenie. Organizacja, w przypadku wojny na Ukrainie, skupia się wyłącznie na indywidualnych racjach poszczególnych ofiar, które mogą być bardzo różne.

Politolog nadmienia, że gdyby współczesna Amnesty Internarional sporządziła raport o Powstaniu Warszawskim, to powstańcy również zostaliby oskarżeni o naruszanie praw człowieka i międzynarodowego prawa humanitarnego. Zgodnie z tymi samymi kryteriami, jakie zastosowano w opracowaniu dotyczącym taktyki wojsk ukraińskich.

Brak sprzeciwu wobec zła

Na ten wymiar działalności AI zwraca uwagę również Marek Jurek. – Charakterystyczna jest perspektywa ideowa różnych organizacji, usiłujących zachować za wszelką cenę tzw. neutralność w sytuacjach, w których podział między sprawiedliwością a bezprawiem widoczny jest gołym okiem. Takie sytuacje wymagają jednak zaangażowania, jednoznacznej oceny, a nie symulowania olimpijskiej obojętności i neutralności – komentuje.

Dla byłego marszałka Sejmu Amnesty International nie jest organizacją wiarygodną.

– Byłem świadkiem stronniczych wystąpień jej przedstawicieli przeciwko rządowi węgierskiemu w Parlamencie Europejskim. Organizacja systematycznie popiera też aborcję, uznając ją za „prawo człowieka”. Z kolei dawniej, w okresie Zimnej Wojny, notorycznie zwalczała rządy antykomunistyczne – opowiada Jurek.

Z kolei Agnieszka Romaszewska-Guzy przekonuje, że Amnesty International kieruje się ideologią, która wyklucza wartościowanie. – Zgodnie z nią ważne jest, by pomóc pokrzywdzonemu. Ale kto i dlaczego skrzywdził – o to już nie należy pytać. Lepiej być neutralnym. Tyle że w przypadku wojny na Ukrainie, organizacja, zachowując neutralność, równowagę pomiędzy katem a ofiarą, osiągnęła poziom absurdu. Są sytuacje, w których jedna strona krzywdzi, a druga jest pokrzywdzona, i nie można tego nie uwzględnić w działaniu. Tak jest w przypadku rosyjskiej agresji na Ukrainę – mówi dyrektor Biełsatu.

Kontynuuje, że za postawą AI kryje się lewacki („bo nawet nie lewicowy”), newage’owy, pacyfizm integralny. – To jest skrajna forma braku sprzeciwu wobec zła. Pacyfizm integralny zakłada, że właściwie nie można się bronić, ponieważ broniąc się można komuś zaszkodzić albo zaognić sytuację. Na zasadzie: „Gdybyś oddał wszystko, co chciał od ciebie bandyta, to może nie byłoby mordobicia. Ale broniłeś się, więc do niego doszło – to twoja wina!”. W mojej ocenie pacyfizm integralny jest fałszywą ideologią, sprzyjającą złu – komentuje Agnieszka Romaszewska-Guzy.

Awantura wokół Kornela Morawieckiego

Zdarza się, że za sprawą kwestii światopoglądowych Amnesty International monitoruje naruszanie praw człowieka w sposób wybiórczy. Andrzej Mikosz, były minister skarbu państwa, prawnik, w rozmowie z Tygodnikiem TVP przywołuje anegdotę z drugiej połowy lat 80., kiedy według przedstawicieli organizacji, Kornel Morawiecki nie był godny, by bronić jego praw. – Niekoniecznie zgadzałem się z nim w kwestiach politycznych. Ale gdy w 1988 roku został aresztowany, należało go uznać za więźnia sumienia. Amnesty International nie chciała tego zrobić. Pamiętam konferencję w Instytucie Praw Człowieka PAN w Poznaniu z 1988 roku, na której gościem był przedstawiciel Amnesty International. Wygadywał niestworzone bzdury – a raczej stworzone przez propagandę komunistyczną – uzasadniając, dlaczego Kornel Morawiecki nie może być traktowany jako więzień sumienia. Twierdził, że Solidarność Walcząca to organizacja terrorystyczna, co oczywiście było nieprawdą. Wybuchła straszna awantura – relacjonuje Andrzej Mikosz.
Bezpieczny dostęp do aborcji to prawo człowieka - głosi transparent Amnesty International demonstrowany podczas pikiety w Pradze w czerwcu 2022. Fot. Michal Krumphanzl, PAP/CTK
Były minister skarbu państwa dodaje, że od tamtego czasu z dystansem przygląda się działalności Amnesty International. Zwłaszcza w sytuacjach, w których używane są kalki światopoglądowe „wywodzące się z europejskiej lewicy bądź rosyjskiej agentury wpływu”.

Podobna sytuacja do tej z Kornelem Morawieckim ma miejsce również obecnie. AI nie chce bowiem uznać za więźnia sumienia Mikałaja Autchowicza, który jest represjonowany przez białoruskie władze. – Zarówno śp. Morawiecki, jak i Autuchowicz nie mieszczą się w ideologicznym schemacie pacyfizmu integralnego. Mowa o ludziach walecznych, choć niekoniecznie agresywnych. Nie prowadzili oni działalności terrorystycznej. Natomiast dla Amnesty podejrzany jest sam fakt, że nie wyrzekli się oni możliwości czynnej obrony. Organizacji nie porusza nawet to, że Autuchowicz obecnie jest w skrajny sposób dręczony przez reżim Łukaszenki – zauważa Agnieszka Romaszewska-Guzy.

Ukraińcy nie zawsze są aniołami

Oczywiście wszystkie zacytowane powyżej opinie nie oznaczają, że postawa żołnierzy ukraińskich zawsze jest godna pochwały. Niewątpliwie życie w ciągłym poczuciu zagrożenia, niepewności, ciągła styczność z okrucieństwami wojny, mogą wpłynąć na człowieka w sposób degenerujący. – Miałem niesmak, kiedy zmuszano rosyjskiego jeńca do powiedzenia „Putin ch…”. To jest niezgodne z międzynarodowym prawem humanitarnym – mówi Mikosz. – Natomiast trzeba odróżnić tego typu zdarzenia, ekscesy żołnierzy, od polityki państwa takiego jak Rosja, które narusza wszelkie standardy prawa humanitarnego – kontynuuje prawnik – wywozi Ukraińców, w tym dzieci, na daleki Wschód; mimo podpisania porozumień, także z udziałem ONZ, przygotowuje procesy pokazowe żołnierzy pułku „Azow”, itd. Rosja jest państwem zbójeckim, w dodatku traktuje ten fakt jako cnotę… Dlatego zestawianie na równi działań państwa zbójeckiego i zdarzeń, które mogą mieć miejsce, ale nie stanowią elementu polityki państwowej, jest skandaliczne – ocenia były minister. ODWIEDŹ I POLUB NAS Jednocześnie dodaje, że Amnesty International opracowując raport próbowała zapalić Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. – Problem polega na tym, że to przysłowie może miało sens w czasach, kiedy powstało. Dzisiaj takie podejście nie wydaje się rozsądne – mówi Andrzej Mikosz.

Organizacja zaznaczyła we wspomnianym raporcie, że nie usprawiedliwia postawy Rosjan. Tak samo w późniejszych komunikatach wyraźnie podkreślała konieczność pełnego rozliczenia rosyjskich zbrodni. Jednakże w opracowaniu z 4 sierpnia 2022, niewątpliwie sporządzonym z chęci niesienia pomocy cywilom, wyraźnie widać, że zasad, schematu ideowego, stosowanego przez AI, nie można skutecznie dopasować do sytuacji ekstremalnej, jaką jest rosyjska agresja na Ukrainę.

– Ten raport pokazuje, że lewicowa, intelektualna elita zachodnia nie rozumie, jak wygląda wojna na Ukrainie z perspektywy narodu walczącego o przetrwanie. I nie próbuje tego zrozumieć. Zło, które do relacji międzynarodowych wprowadza obecnie Rosja, grożąca wojną nuklearną, zagraża istnieniu życia na Ziemi. Temu złu, które w tej chwili osiąga już poziom neototalitarny, trzeba spojrzeć w twarz, a nie relatywizować. Świat nie może go tolerować – kończy dr Michał Kuź.

– Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: 24-godzinna akcja pisania listów zorganizowana przez Amnesty International w Szczecinie w 2003 roku. Fot. MFP / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sportowcy z Watykanu
Papieskie państwo ma ambicje olimpijskie. Pod koniec września organizuje Międzynarodowy Kongres Sportowy.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sala pełna ekstremistów i terrorystów
Ukraina aż do wybuchu wojny była jednym z głównych partnerów handlowych Łukaszenki.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Czerwona nitka Putina. Dyktatura w oparach okultyzmu
W środowisku córki Dugina modny był pisarz, który głosił, że Żydzi mają specjalną wtyczkę w mózgu łączącą ich z demonem Labaldotem.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Rozstrzelany podręcznik
Hejt przeciw książce Roszkowskiego spowodował, że stała się ona zakazanym owocem.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Cyfrowe hieroglify, czyli emocje w znakach przestankowych
Emotikony kończą 40 lat. Emoji nie są ich „krewnymi”, lecz raczej następującą po nich i wypierającą je rasą.