Felietony

O istocie mieszczaństwa

W Polsce rozpowszechniony jest stereotyp, że więcej szacunku się należy człowiekowi z miasta niż wieśniakowi. Miasto uchodzi za ośrodek cywilizacyjnego rozwoju, wieś zaś utożsamia się z ciemnotą, obciachem, zacofaniem.

Arystoteles uważał, że warunkiem dobrze funkcjonującego państwa jest silna klasa średnia. Obecnie na Zachodzie ów pogląd starożytnego filozofa greckiego uchodzi w głównym nucie debaty publicznej za banał. A można nawet powiedzieć, że stał się wręcz przesądem.

Z jednej strony w czasach galopującego turbokapitalizmu klasie średniej się mocno oberwało (o czym się szczególnie ona przekonała, gdy kilkanaście lat temu wybuchł globalny kryzys finansowy), z drugiej jednak – politycy zarówno prawicy, jak lewicy, starają się o jej względy. Jeśli bowiem nawet ta warstwa – kiedyś nazywana mieszczaństwem – przechodzi trudne dla siebie chwile, to jednak w nowoczesnych społeczeństwach odgrywa kluczową rolę.

Klasa średnia dokonała w dziejach świata istnej rewolucji. Przełomową epoką okazał się renesans. Wielkie odkrycia geograficzne, narodziny kapitalizmu, humanizm, reformacja – wszystkie te zjawiska na przełomie XV i XVI stulecia zwiastowały istotną zmianę paradygmatu. A główną siłą społeczną, która kształtowała nowy porządek w Europie, było mieszczaństwo. Wyparło ono rycerstwo z takimi jego cnotami, jak honor. Wylansowało zaś przyziemne wartości. Na ich gruncie handel góruje nad wojowaniem, a pieniądz nad szpadą.
Feliks Koneczny (1862-1949). Portret: Wikimedia/ Velogustlik - Praca własna, CC BY-SA 4.0
W świetle dawnych lewicowych teorii politycznych i społecznych klasa średnia w XIX wieku utraciła swój „postępowy” charakter i stała się warstwą „reakcyjną”, ponieważ zamiast rozpoznać „mądrość etapu” i włączyć się w walkę proletariatu o równość i sprawiedliwość, osiadła na laurach czerpiąc zyski z kapitalizmu. Dziś jednak, po bankructwie realnego socjalizmu, takie stanowisko to już anachronizm.

Współczesna lewica, która aktywna jest na polu sporów kulturowych, swój przekaz adresuje właśnie do mieszczaństwa. Klasa średnia postrzegana jest przez nią jako warstwa złożona z wolnych indywidualistów, którzy odrzucają wszelkie wspólnotowe ograniczenia (definiowane jako nacjonalizm czy tradycjonalizm) oraz afirmują otwartość i różnorodność (ukłon w stronę wielokulturowości czy elgiebetyzmu). Taką perspektywę podzielają też współcześni liberałowie.

Swoją drogą w Polsce przecież rozpowszechniony jest stereotyp, że więcej szacunku się należy człowiekowi z miasta niż wieśniakowi. To bowiem miasto uchodzi za ośrodek cywilizacyjnego rozwoju, a więc wiedzy, innowacyjności, modnych trendów. Wieś zaś traktowana jest z pogardą – utożsamia się ją z ciemnotą, obciachem, zacofaniem.

Mając to wszystko na względzie, zastanawiające są uwagi, które poczynił historyk Feliks Koneczny w rozprawce „O pierwotnej polskości Rusi Czerwonej” (pierwotnie tekst ten się ukazał w 1913 roku w czasopiśmie „Świat Słowiański”, a w 2021 wydany on został w formie książeczki przez Wydawnictwo Miles w Krakowie, które wznawia także inne prace autora). Mniejsza tu o tytułową tezę. Co innego warto rozpatrzyć. Chodzi o różnicę między dwoma średniowiecznymi systemami politycznymi. ODWIEDŹ I POLUB NAS Otóż – zdaniem Konecznego – o ile na terenach polskich władza była domeną ludności rolniczej, o tyle na terenach ruskich – mieszczaństwa. Elitę polityczną Rusi Kijowskiej stanowili Waregowie. Przybyli oni na tereny ruskie w IX wieku ze Skandynawii. Jak pisze Koneczny, „Wareg nieraz stawał się kupcem, lecz nigdy rolnikiem”. To go właśnie różniło od polskiego wojownika książęcego, który podczas pokoju wracał na swoją własność ziemską.

W tekście Konecznego czytamy o zakładaniu przez Waregów na wschodniej Słowiańszczyźnie nowych grodów. Stanowili oni tam „najważniejszą warstwę ludności, niczego nie produkującą, lecz kupującą środki do życia, a lubiącą żyć hucznie i buńczucznie”.

Z tego spostrzeżenia dotyczącego terenów ruskich Koneczny wyciąga wniosek następujący: „Dzięki tym okolicznościom przybiera osadnictwo w znacznej mierze typ miejski; żywioł mieszczański występuje wcześnie na widownię dziejową, a zbliżony do warstwy rządzącej, sam zyskuje wpływy polityczne. W jaskrawym przeciwieństwie do Polski nie znaczy na Rusi żywioł wiejski nic, a miejski wysuwa się na czoło społeczeństwa, niebawem potem i na czoło państwa”.

Cywilizacje nie są sobie równe. Polskę już raz zabiła wielokulturowość

Władcy Europy – perorujący o prawach człowieka i społeczeństwie obywatelskim – co jakiś czas dają do zrozumienia, że nie jest ona własnością wszystkich Europejczyków.

zobacz więcej
Ktoś, kto gospodaruje na swojej ziemi, uprawia inną politykę od tego, który się zajmuje obrotem pieniędzmi. W dużym uproszczeniu można rzec, że ten pierwszy jest usposobiony patriotycznie i ceni sobie zakorzenienie, natomiast temu drugiemu łatwiej niż temu pierwszemu będzie wejść w buty kosmopolity i koczownika. Nasuwa się więc retoryczne pytanie: który z nich bardziej by się garnął – czyli z własnej woli, a nie pędzony brutalnie przez stojącego nad nim tyrana – do obrony swojej – choćby i małej – ojczyzny (jej suwerenności), gdyby stała się ona celem czyjegoś ataku?

Znamienne, że dziedziczona po Waregach mieszczańskość nie pomogła księstwom ruskim uchować się w Europie. Okazała się ona niewystarczająco mocnym atutem politycznym. Księstwa ruskie zostały podbite przez Złotą Ordę i na 200 lat jej podporządkowane. A potem zapanowało moskiewskie samodzierżawie.

Państwo rosyjskie jest spadkobiercą Mongołów. Po Waregach zaś została w Rosji mieszczańskość, która politycznie się nie liczy. Ilustracją takiego stanu rzeczy jest bierność mas rosyjskich wobec tego, co robią ludzie, którzy sprawują nad nimi władzę. Jakże to kontrastuje z zachodnim liberalnym mitem klasy średniej jako warstwy będącej fundamentem społeczeństwa obywatelskiego.

Tymczasem w nowoczesnym świecie powodzeniem się cieszy biznesowe podejście do polityki. Jest ono zgodne z etosem klasy średniej. Przejawia się w upodobaniu do negocjowania rozmaitych rozwiązań i unikania konfliktów, włącznie – w pewnych przypadkach – z monetyzacją interesów swojego kraju.

Tyle, że są sytuacje, które obnażają brutalną prawdę o takim podejściu. Przekonują się o tym choćby teraz Ukraińcy. Powinni oni znać problem politycznej korupcji z własnego podwórka. A postawa tych spośród nich, którzy bronią swojej ojczyzny przed wojskami rosyjskimi, jest bliższa polskiej rycerskości niż wareskiej mieszczańskości.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Waregowie Ruryka przybywają do Starej Ładogi. Obraz Wiktora Wasniecowa z 1913 r. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
KPO
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Różnice
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Metoda na Putina, czyli jak najskuteczniej oczernić Kościół
Publicyści „Newsweeka” oskarżyli Matkę Teresę o związki ze zorganizowaną przestępczością.
Felietony Poprzednie wydanie
Bohaterowie nie mają szczęścia do stolicy
Może znajdzie się kilku dzielnych radnych, którzy spróbują ustanowić ulicę obu Felińskich.
Felietony wydanie 23.09.2022 – 30.09.2022
Rosyjski przeciwnik Putina krytykuje Polaków
Nie stroni od wulgarnego erotyzmu.