Historia

Rzeczpospolita karczochem Europy. Prawdziwe okoliczności pierwszego rozbioru

Jean-Jacques Rousseau, życzliwy Polsce, uważał kraj jest za duży. „Jeśli chcecie zreformować się, zacznijcie od zmniejszenia obszaru. Być może właśnie sąsiedzi Wasi noszą się z zamiarem oddania Wam tej przysługi” – pisał filozof.

250 lat temu w Petersburgu podpisano pierwsze traktaty rozbiorowe. Manifest zaczynał się od słów: „W imię Trójcy Przenajświętszej!” Dalej szły opowieści o polskiej anarchii zagrażającej sąsiadom i powszechnemu pokojowi, słusznych pretensjach terytorialnych, których nie trzeba nawet wyszczególniać i konieczności przywrócenia porządku. Francuski historyk słusznie nazwał akt z 5 sierpnia 1772 roku „arcydziełem politycznego faryzeuszostwa”.

Król Prus, jako ateusz, prywatnie szydził z parareligijnej konwencji. Pisał do brata, że rozbiór połączył trzy wyznania: prawosławne, katolickie i luterańskie. „Spożyjemy bowiem jedną hostię – Polskę i jeśli nie zbawi to naszych dusz, to z pewnością będzie z wielką korzyścią dla naszych państw”. Swoich przyjaciół – filozofów przekonywał, że sprawa odbyła się bez przemocy i krwi przelewania. „Odrobina atramentu z pomocą pióra wszystkiego dokonała”.

Fryderyk Wielki zapomniał o konfederacji barskiej, którą rosyjscy żołdacy tłumili przez cztery lata. Ilu patriotów straciło życie w walce nikt nie policzył, liczbę jeńców zesłanych na Sybir szacuje się na kilkanaście tysięcy.

Na szefa rosyjskiej dyplomacji Nikitę Panina, który najpierw rozbiorowi się sprzeciwiał, a potem gorliwie wcielał go w życie, spadł deszcz gratyfikacji, nie tylko finansowych. Otrzymał pałac w Petersburgu, serwis porcelanowy i prawo do korzystania przez rok z carskiej kuchni i piwnicy. Skąpy zwykle Fryderyk wykosztował się na pierścień – arcydzieło sztuki jubilerskiej, tudzież prezenty dla innych petersburskich dworaków, sprzyjających Prusom.

Za duża, by przetrwać

„Nigdy nie podpisałam aktu z takim zadowoleniem” – zwierzała się władczyni Rosji austriackiemu dyplomacie. Skąd ta radość?

Katarzyna nie bez powodu uchodziła za oświeconą monarchinię. Rzeczpospolita padła ofiarą jej pedagogicznych pasji. Polaków i Litwinów traktowała jak niesforne dzieciaki, które trzeba dyscyplinować. Magnacka opozycja, zbrojny sprzeciw szlachty, chęć pozbawienia korony człowieka, którego osobiście wyznaczyła na króla, szukanie pomocy w krajach ościennych, apele do sumienia Zachodu – to wszystko były psoty, za które ich sprawcy musieli carycę przeprosić. Kajał się monarcha, Sejm i senatorowie. Daremnie, gdyż kara była nieuchronna.

Mściwa Katarzyna kroiła Rzeczpospolitą jak salami, niczym Putin Ukrainę. W kąt poszła zasada Piotra Wielkiego, żeby zdobyczą nie dzielić się z nikim. Caryca znalazła wspólników w Berlinie i Wiedniu. Obecny władca Kremla chętnie by poszedł w jej ślady, jednak na jego słabo zawoalowane sugestie, póki co nikt nie zareagował pozytywnie.

Gdy w Petersburgu trwały zażarte targi o nowe granice, w Warszawie panował zamęt. Większość narodu nie uznawała Stanisława Augusta za prawowitego władcę. Gardziła nim także Europa. Monarchowie z bożej łaski nie dostrzegali w Ciołku partnera. Po pierwsze, był marionetką, pod drugie nuworyszem. Instynkt samozachowawczy i racja stanu kazały wżenić w jakąś wpływową dynastię, ale strach przed eks-kochanką był silniejszy. Poniatowski do końca życia pozostał kawalerem (nie licząc utrzymywanego w sekrecie związku z panią Grabowską).

Na długo, zanim doszło do rozbiorów, cudzoziemcy widzieli przyszłość państwa polsko-litewskiego czarno, twierdząc, że jego upadek jest nieunikniony. W epoce triumfującego absolutyzmu raziła słabość monarchy i cywilizacyjne zapóźnienie. Rzeczpospolitą uznano za odstraszający przykład dla krajów, które chciałyby osłabiać władzę wykonawczą. Paraliż Sejmu potwierdzał opinię, że to przypadek beznadziejny.

„Jak państwo tak dziwacznie zorganizowane tak długo mogło się ostać” – dziwił się Jean-Jacques Rousseau, skądinąd bardzo nam życzliwy. Wywodził też, że Polska jest… za duża. „Jeśli chcecie zreformować się, zacznijcie od zmniejszenia obszaru Rzeczypospolitej, bo to źródło waszych nieszczęść. Być może właśnie sąsiedzi Wasi noszą się z zamiarem oddania Wam tej przysługi” – ostrzegał wiosną 1771 roku dobrze poinformowany filozof.

Gdańska nie oddamy

Europejscy intelektualiści generalnie zgadzali się, że Polacy są walecznym narodem, lecz opaczne rozumienie wolności zaprowadziło ich na manowce. Tymczasem niektórzy krajowi myśliciele robili ze słabości cnotę wywodząc, że neutralna i rozbrojona Rzeczpospolita dla nikogo nie stanowi zagrożenia, więc sąsiedzi jej granice szanować będą.
I rozbiór Polski. Fot. Wikimedia/ Occur - Praca własna, CC BY-SA 3.0
Rozbiór zaskoczył nasze elity. Czartoryscy uważali takie rozwiązanie za przeczące zdrowemu rozsądkowi. Król ufał zapewnieniom Katarzyny i jej ambasadora, że żadnego terytorialnego uszczerbku kraj nie poniesie. W Warszawie spodziewano się raczej wybuchu wojny rosyjsko-austriackiej niż sojuszu trzech czarnych orłów. Nikt nie zauważył, że na politycznym horyzoncie zbierają się czarne chmury.

Wersal był zajęty ratowaniem Turcji, tradycyjnego sojusznika. Pomoc dla konfederatów traktował jako użyteczną dywersję na tyłach Rosji. Jeśli ministrowie Ludwika XV poniewczasie czegoś żałowali, to faktu że nie zażądali ekwiwalentu w postaci austriackich Niderlandów czyli dzisiejszej Belgii. Państwom morskim: Wielkiej Brytanii, Holandii i Danii los Polski był doskonale obojętny.

Martwiły się co najwyżej, że naruszona zostanie równowaga sił w Europie, zaś Prusy za bardzo umocnią się nad Bałtykiem. Dlatego dawały do zrozumienia, że nie zgodzą się na zabór Gdańska. Z kolei uwagę Klemensa XIV zaprzątał los jezuitów, gdyż ulegając naciskom absolutnych monarchów zgodził się rozwiązać zakon, będący od dziesięcioleci podporą papiestwa.

Nie da się ukryć, że ówczesna Rzeczpospolita miała zszarganą opinię, jako kraj w którym katolicy prześladują inne wyznania. Pruska i rosyjska propaganda rozdęły problem dysydentów do monstrualnych rozmiarów. Trudno jednak zaprzeczyć, że konfederaci barscy walczyli o suwerenność ojczyzny, ale również o zachowanie „złotej wolności” i przywilejów Kościoła. W konfrontacji z lepiej uzbrojonym i bardziej zdyscyplinowanym przeciwnikiem często wpadali w panikę, rozwiewając mit o nadzwyczajnym męstwie Sarmatów.

Dżuma polityczna

Wiek XVIII zaczął się od upadku potęgi Hiszpanii i Szwecji. Słabła Turcja. Byłe mocarstwa traciły prowincje, lecz istniały nadal. Podczas wojny siedmioletniej (1756-63) planowano rozczłonkowanie Prus. Polskę koalicja chciała obdarować Prusami Książęcymi i Królewcem w zamian za rezygnację z Kurlandii lub jakichś ziem na wschodzie. ODWIEDŹ I POLUB NAS Ten konflikt mocno wykrwawił sąsiadów Rzeczypospolitej, a zakończył się remisem. Nikt niczego nie zyskał, co powodowało frustrację monarchów, pretendujących do wielkości.

Największy ciąg do aneksji przejawiał Berlin. Fryderyk chciał skonsumować Pomorze i Wielkopolskę „listek po listku jak karczocha”, lecz przeszkodą było twarde non possumus Petersburga. Sytuację zmieniły wybuch wojny rosyjsko-tureckiej, która początkowo nie szła po myśli carycy, tudzież kryzys w Polsce wywołany brutalnością ambasadora (a raczej namiestnika) Repnina.

Któż jednak mógł przypuszczać, że w sukurs Prusakom przyjdzie ich śmiertelny wróg – Austria? W Wiedniu uznano, że monarchii Habsburgów należy się jakieś odszkodowanie za utratę Śląska. Pod pretekstem przeciwdziałania epidemii dżumy wiosną 1768 roku Austriacy, w cichym porozumieniu ze starostą Kazimierzem Poniatowskim, bratem króla (bardziej obawiającego się konfederatów niż armii Jej Apostolskiej Wysokości Marii Teresy) zajęli 13 miast na Spiszu. Przed wiekami należały one do Węgier, z czego wysnuto wniosek, że cesarzowa ma prawo upomnieć się ich powrót do macierzy. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc wkrótce „kordon sanitarny” został rozciągnięty na Sądecczyznę.

Prusakom tylko tego było trzeba. Pod pretekstem rzekomego zagrożenia ze strony konfederatów, wkroczyli na Pomorze i do Wielkopolski, prawem kaduka wymuszając kontyngenty, kontrybucje i daniny. Czasem płacili za rekwirowane zboże, ale fałszywą monetą.

Do Petersburga wyprawił się brat pruskiego władcy Henryk, by przekonać carycę że najlepszym sposobem na uspokojenie Polski jest jej podział. Ku własnemu zaskoczeniu spotkał się ze zrozumieniem.

Podwładni Fryderyka jęli gorączkowo przetrząsać archiwa w poszukiwaniu dokumentów, pozwalających przesunąć granicę jak najdalej na wschód. Z marnym skutkiem. „Im pilniej zgłębia się ten przedmiot, tem bardziej odkrywa się słabość naszych tytułów” – raportował urzędnik.

Z Bogurodzicą na sztandarach i moralną racją w sercu. Ale bez broni i amunicji

To najciemniejszy czas w historii polskiego Kościoła. Nigdy nie mieliśmy tylu hierarchów, których poziom nie przystawał do dekalogu.

zobacz więcej
Łapczywość Fryderyka i wpatrzonego weń jak w obrazek syna cesarzowej Austrii, Józefa nie wystarczały, by przechylić szalę.

Kluczowa była postawa Rosji, traktującej dotąd Rzeczpospolitą jako państwo buforowe. Katarzyna przedłożyła mściwość ponad rację stanu. Bo czy aneksji Kurlandii, polskich Inflant i wschodnich fragmentów Białorusi (nazywane „prostowaniem” granicy) musiało towarzyszyć rozdawanie terytorialnych prezentów Habsburgom i Hohenzollernom? Nawet kochankowie carycy mieli co do tego wątpliwości.

Anarchiści kontra barbarzyńcy

Latem 1771 roku Prusacy i Rosjanie byli już dogadani i wspólnie wywierali nacisk na Austrię. Maria Teresa się wzdragała, mówiąc, że nie rozumie polityki według której gdy dwóch używa przemocy, by uciskać niewinnego, trzeci w imię równowagi ma ich naśladować. Poza tym starzejąca się cesarzowa nienawidziła Fryderyka i wchodzenie w konszachty z tym skończonym cynikiem uważała za błąd. Józef nie podzielał pacyfizmu matki. Parł do przymierza z Turcją i cierpiał dowiadując o sukcesach generałów Katarzyny nad Dunajem.

On sam wolałaby umacniać się w Niemczech, lecz koniunktura była zła, więc pozostało brać co się da w Polsce. Austria licytowała wysoko. Chcąc wzmocnić swoją pozycję przetargową, postawiła w stan gotowości armię, która mogła być użyta niekoniecznie na Bałkanach.

Targi trzech czarnych orłów opóźniły rozbiór o cały rok. Jeszcze 24 lipca Panin obstawał przy pozostawieniu Rzeczypospolitej Wieliczki i Lwowa, lecz w końcu ustąpił. Austriacki pomysł, by na otarcie łez dać Polakom kawałek Wołoszczyzny, również nie przeszedł. Oświeceni monarchowie pokazali swoje prawdziwe, nieupudrowane oblicza. Rozbiór stanowił groźny precedens, małe państwa i narody potraktowały go jak memento. Liberałom wydał się sprzeczny nie tylko z moralnością, ale i z prawem międzynarodowym. Już Monteskiusz potępiał imperia niszczące słabszych sąsiadów.

Skoro znaleźli się Polacy na tyle zdemoralizowani, by budować swe kariery i fortuny na zagładzie ojczyzny, nie należy się dziwić, że fani oświeconego absolutyzmu – tacy jak Wolter – kopali leżącego sławiąc rozbójników. Warto jednak przytoczyć opinię Davida Hume’a, który po pierwszym rozbiorze żałował, że dwa cywilizowane narody (Polacy i Litwini) staczają się ku upadkowi, a „barbarzyńcy, Gotowie i Wandalowie z Niemiec i Rosji rosną w potęgę i umacniają się”.

Były to zwiastuny zwrotu europejskiej opinii publicznej. Nastąpił on za późno, by uratować Rzeczpospolitą, lecz stanowił ważny kapitał na przyszłość. Zaborcy przegrali bitwę o pamięć, ich solidarność runęła. Prusacy zaczęli zrzucać winę na Austriaków, Austriacy na Rosjan. W wydanej w czasach napoleońskich „Historii anarchii w Polsce” (francuski dyplomata Claude Rulhière zaczął ją pisać jeszcze przed pierwszym rozbiorem) nasz kraj nazwano barierą przeciwko wschodniemu barbarzyństwu, zagrażającemu całej Europie. Idea przedmurza wróciła w nowej wersji.

– Wiesław Chełminiak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Pomnik Nieznanego Konfederata Barskiego upamietniający ostatnią bitwę Konfederacji Barskiej (1768-1772), która miała miejsce na przedpolach Zagórza nad Osławą. Fot. Henryk Przondziono / Gość Niedzielny / Forum
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Radio dla Warszawy
Stołeczna rozgłośnia była spóźniona o ponad 10 lat w stosunku do innych stacji regionalnych otwartych w Polsce.
Historia Najnowsze wydanie
Żydówka, święta Kościoła katolickiego, patronka Europy
Prosiła, by dołączyć do swej siostry w bydlęcym wagonie. Zginęła w Auschwitz.
Historia Poprzednie wydanie
Polska oaza nauk w carskiej Rosji. Liceum Krzemienieckie
Tylko się uczyć: w ogrodzie 12 tysięcy gatunków roślin, podręczniki z Londynu, instrumenta fizykalne z Paryża – wszystko opłacone zbożem Wołynia.
Historia Poprzednie wydanie
W obozie nie było dobrego człowieka
Podobno ktoś rozpoznał ją na sali sądowej podczas procesu jednego ze zbrodniarzy wojennych. Przyszła się mu przysłuchiwać.
Historia Poprzednie wydanie
Niemiecka twierdza na Uniwersytecie Warszawskim
Dysproporcja uzbrojenia była tak ogromna, że siły VIII Zgrupowania już w momencie wybuchu powstania skazane były na zagładę.