Cywilizacja

Krajobraz po brudnej bitwie. Poglądy nie mają znaczenia, liczą się stanowiska

Zapytany, kogo z grona kandydatów na swego następcę byłby w stanie poprzeć, Boris Johnson odparł: „Każdego, poza Rishi Sunakiem”. Zdradziecki minister nie zasługuje, jego zdaniem, na poparcie ani na dobre słowo.

Czyż to nie najbardziej brudna kampania w historii? – zastanawiał się portal „Politico” w swym londyńskim wydaniu już po pierwszych dniach wewnątrzpartyjnej kampanii, która ma doprowadzić do wyłonienia nowego lidera brytyjskich konserwatystów po odejściu Borisa Johnsona. Nie był w tej opinii odosobniony. Brytyjskie media są pełne lamentów nad nieładnym stylem, w jakim odbywa się wyścig.

Publiczne królobójstwo

Ten styl właściwie nie powinien zaskakiwać, zważywszy na to, w jaki sposób partyjni koledzy zmusili Borisa Johnsona do ustąpienia z funkcji premiera.

Cios zadali mu nie szeregowi deputowani, tzw. backbenchers (zasiadający w Izbie Gmin w tylnych ławach; pierwsze rzędy po obu stronach zajmują członkowie rządu i opozycyjnego gabinetu cieni – red.), którzy od paru miesięcy indywidualnie, zgodnie z zasadami, składali oświadczenia, w których informowali, że utracili zaufanie do premiera i w związku z tym nie akceptują jego przywództwa. Johnsona zmiotła zbiorowa rebelia polityków z partyjnej czołówki, w tym wielu ministrów, przestraszonych, że jego rządy zniechęcą wyborców do Partii Konserwatywnej, w efekcie przegra ona wybory, a oni mogą stracić mandaty.

Wstaje po to tylko, by znaleźć się w piekle. Wśród naostrzonych noży

Fakt, że Theresa May poparła zrównanie związków homoseksualnych z małżeństwami stanowi wyraźną skazę na obrazie konserwatystki.

zobacz więcej
Właściwie nie jest to nic nowego. Królobójstwo, w sensie dosłownym i przenośnym, ma w Anglii wielowiekową tradycję. W podobny sposób konserwatyści pozbyli się niegdyś Margaret Thatcher. Odbyło się to jednak w miarę dyskretnie, w sposób o wiele mniej spektakularny. Nigdy do tej pory się nie zdarzyło się, by przeciwko premierowi wystąpiła połowa jego rządu, w tym najbliżsi współpracownicy. Również z tego powodu wybory w PK zapiszą się w historii politycznej Wielkiej Brytanii – choć raczej nie złotymi zgłoskami.

Kampania wzajemnego podgryzania

Rishi Sunak, ekskanclerz skarbu, i Liz Truss, minister spraw zagranicznych – to oni zostali wyłonieni przez zamknięte grono 357 deputowanych PK w Izbie Gmin, którzy w codziennych głosowaniach eliminowali kandydata z najmniejszą liczbą głosów. Ostatecznego wyboru dokonają wszyscy członkowie partii – 200 tys. osób – na początku września. To do nich zatem zwracają się teraz, podczas debat telewizyjnych i bezpośrednich spotkań, potencjalni liderzy.

Z chwilą, gdy frakcja parlamentarna konserwatystów wybrała dwoje kandydatów, zamknięty został najbardziej konfliktogenny etap wyścigu. Członkowie partii kierują się innymi względami niż hermetyczne grono deputowanych. To zwykli ludzie, zwykli wyborcy, dla których ważne jest, jak kandydat na premiera widzi funkcjonowanie NHS, National Health Service (służby zdrowia) czy systemu edukacji, czy zamierza podatki obniżać czy raczej podnosić, jakie planuje wydatki na obronę. Dla partyjnych polityków natomiast równie, a może nawet ważniejsze jest to, jakie stanowisko może mu obiecać kandydat.

Kampania parlamentarna stanowiła więc nie tyle pokaz otwartej, uczciwej konkurencji, ile ostrego wzajemnego podgryzania i kaptowania sojuszników bez względu na to, jakie prezentują poglądy – takie jak kandydat czy może całkiem przeciwne. Skoro każdy głos był na wagę złota, poglądy schodziły na dalszy plan. Wobec najwyższej stawki – bo przywództwo w partii oznacza zarazem objęcie stanowiska premiera – wszystkie chwyty okazały się dozwolone.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Etap parlamentarny jest tak mocno konfliktogenny nie tylko z tego powodu. Kandydaci w bardzo krótkim czasie – cała procedura trwała niewiele ponad tydzień – muszą zrealizować dwa cele: zapewnić sobie miejsce w końcowej dwójce, a zarazem tak sterować przebiegiem kolejnych etapów głosowania, by tym drugim, czyli bezpośrednim rywalem, został ktoś, kogo najłatwiej będzie pokonać.

Te dwa kompletnie różne aspekty składają się na ostateczny wynik. Ten zaś wcale nie musi powielać decyzji podjętej przez posłów – i możliwe, że tak właśnie będzie tym razem.

Przez cały czas kampanii Rishi Sunak, zawsze na pierwszym miejscu, uchodził za murowanego kandydata na premiera. Do etapu ogólnokrajowego przeszedł z dużą przewagą nad Liz Truss, otrzymał bowiem 137 głosów, podczas gdy panią Truss poparło 113 deputowanych. 105 głosów przypadło Penny Mordaunt, która w związku z tym odpadła z wyścigu.
Liz Truss, pochodząca z inteligenckiej rodziny, przez Brytyjczyków uważana jest za „jedną z nas”. Fot. Dominic Lipinski / PA Images / Forum
Jak na dłoni widać tu wspomniany mechanizm podciągania słabszych konkurentów. W kolejnych etapach głosowania pani Truss zawsze była trzecia. Panowała opinia, że Penny Mordaunt, wiceminister ds. polityki handlowej, a wcześniej między innymi minister obrony, ma wszelkie szanse na to, by zostać rywalką Sunaka w głosowaniu ogólnopartyjnym. Nie brakuje głosów – niebezpodstawnych, sądząc po dostępnych informacjach – że fachowa ekipa Sunaka zadbała o to, by Penny Mordaunt została usunięta z jego drogi na szczyt. Do takich wniosków skłania również analiza rozkładu głosów po kolejnych głosowaniach. Okazywało się bowiem, że ten czy inny kandydat w sposób zupełnie niewytłumaczalny zyskiwał lub tracił zwolenników.

Ekskanclerz skarbu może się jednak srodze zawieść. Jak bowiem wynika z sondaży instytutu YouGov, wśród szeregowych członków partii pani Truss ma zdecydowanie więcej zwolenników niż Rishi Sunak i nie można wykluczać, że to ona stanie na czele rządu. Byłaby trzecią w Wielkiej Brytanii kobietą premierem, po Margaret Thatcher i Theresie May. Popiera ją, zależnie od momentu przeprowadzenia sondażu, nawet 60 proc. ogółu torysów.

Hołd dla różnorodności

Od lewicy przejęli wiarę w parytety, przywileje dla gejów i cenzurę myśli. Konserwatyzm sparaliżowany

„Czy ktoś może jeszcze sądzić, że partia torysów jest partią konserwatywną?” – pytał na łamach „Mail on Sunday” brytyjski publicysta.

zobacz więcej
Obecne wybory lidera PK są szczególne pod wieloma względami. Po pierwsze, zgłosiła się rekordowa liczba kandydatów – aż 11 osób. Trzy – w tym Sajid Javid, wpływowy minister zdrowia, a przedtem spraw wewnętrznych – z braku wymaganej liczby rekomendacji poselskich odpadły jeszcze przed rozpoczęciem procedury głosowania. Skład pozostałej ósemki powinien wprawić w euforię najbardziej zagorzałych entuzjastów idei różnorodności: w tym gronie były cztery kobiety i cztery osoby z rodzin imigranckich (a we wstępnej jedenastce kandydatów z mniejszości etnicznych było aż sześcioro, czyli ponad połowa).

Postępowa jak zwykle BBC skorzystała z okazji, by pochwalić Davida Camerona, bo to on, dając imigrantom z pochodzenia dobre miejsca na listach wyborczych PK, zapoczątkował wciąganie mniejszości do życia politycznego. Wypada jednak odnotować, że większość kandydatów reprezentujących mniejszości urodziła się już w Wielkiej Brytanii, że pochodzą na ogół z rodzin dobrze zintegrowanych, skończyli dobre uczelnie i sami, niezależnie od działalności politycznej, zdobyli wysoką pozycję społeczną.

Suella Braverman na przykład, z pochodzenia Hinduska, była prokuratorem generalnym dla Anglii i Walii, Nadhim Zahawi, iracki Kurd, to współzałożyciel i eksdyrektor instytutu YouGov (międzynarodowa firma działająca w branży badań rynku, sondaży i analizy danych), a Sajid Javid, Pakistańczyk z pochodzenia, zrobił karierę w bankowości.

Co ciekawe, w kwestiach zmian obyczajowych „nowi” torysi wykazują się na ogół większym konserwatyzmem niż ich partyjni brytyjscy koledzy (włącznie z Liz Truss i Borisem Johnsonem).

Wszystkich jednak przebija Rishi Sunak. To jednak, co bywa atutem, może też stać się obciążeniem. Już teraz w komentarzach widać wyraźną nutę wątpliwości, czy Sunak – Hindus z pochodzenia, pierwszy polityk, który znalazł się na liście najbogatszych ludzi Wielkiej Brytanii, z majątkiem przekraczającym 700 mln funtów, absolwent Winchester, ekskluzywnej szkoły dla chłopców, eksszef funduszu hedgingowego i do tego żonaty z córką indyjskiego miliardera – jest w stanie dostrzec i zrozumieć problemy, z jakimi borykają się zwykli Brytyjczycy. Ich świat nie jest jego światem.
Rishi Sunak (na zdjęciu z rodziną) nie może liczyć na poparcie Borisa Johnsona. Fot. PETER NICHOLLS / Reuters / Forum
Co innego Liz Truss. Pani minister, pochodząca z inteligenckiej rodziny – ojciec był profesorem matematyki na uniwersytecie w Leeds, matka nauczycielką – ma pod tym względem przewagę. Niekoniecznie dlatego, że jest Angielką, choć dla niejednego wyborcy może to mieć znaczenie, ale dlatego, że jest „jedną z nas”. Poza tym wychowała się w Szkocji, co dla Szkotów jest nie bez znaczenia, poszerza więc pole akceptacji.

W partii, która doprowadziła do brexitu, poważny minus na jej koncie mógłby stanowić fakt, że w referendum z 2016 roku głosowała za pozostaniem w Unii Europejskiej, w przeciwieństwie do rywala, który zresztą skwapliwie to przypomina.

Trzeba jednak przyznać, że cios, wymierzony przez Rishi Sunaka podczas debaty telewizyjnej, pani Truss odparła bardzo umiejętnie, mówiąc, że to już przeszłość i że dziś w pełni brexit akceptuje. To dlatego, wyjaśniła, że nie sprawdziły się żadne obawy – które w swoim czasie podzielała – iż opuszczenie Unii Wielką Brytanię zrujnuje. Nie krygowała się i nie szukała usprawiedliwień.

„Hasta la vista, baby!”

Liz Truss podkreśla także swą lojalność. W przeciwieństwie do Sunaka czy Sajida Javida do samego końca trwała przy Johnsonie, gdy znalazł się w opałach. Tego z kolei argumentu ekskanclerz nie jest w stanie odeprzeć, zatem niedobre wrażenie, iż jest nielojalnym współpracownikiem, pozostaje – o czym przypomniał sam Boris Johnson (który stanowisko formalnie opuści 6 września, dzień po ogłoszeniu nazwiska nowego lidera). „Każdego, poza Rishi Sunakiem” – odparł krótko, zapytany, kogo z grona kandydatów byłby w stanie poprzeć. Zdradziecki minister nie zasługuje, jego zdaniem, na poparcie ani dobre słowo.

Ile butelek zmieści się w walizce? Niebezpieczne zabawy na Downing Street

„Partygate” rozwija się w zawrotnym tempie, zgodnie z regułami gatunku.

zobacz więcej
Faktem jest, że w przełomowej chwili Sunak zwrócił się przeciwko człowiekowi, który otworzył przed nim drzwi do kariery politycznej. To jego, wraz z Sajidem Javidem, wolta przypieczętowała los premiera, który, wydawało się, zdoła mimo wszystko wyjść z kłopotów bez szwanku. Czyż nie przetrwał zarzutów, że w siedzibie i urzędzie premiera, na Downing Street 10 podczas pandemii łamano lockdown, że jedna z zabaw odbyła się w przedzień pogrzebu księcia Filipa, a więc w chwili wysoce niestosownej, że na remont mieszkania szefa rządu – a zatem w tym momencie swego – niefrasobliwie przeznaczył niebagatelną, zwłaszcza w trudnych czasach, kwotę 200 tys. funtów?

Trudno powiedzieć, czy te i inne wyskoki premiera mogłyby się przełożyć na gorsze wyniki wyborcze konserwatystów. Wykluczać tego nie można, bo ostatnie wybory uzupełniające i wybory lokalne z początku maja stanowiły sygnał ostrzegawczy. Z drugiej strony w PK niełatwo będzie o lidera równie barwnego i rozpoznawalnego jak Johnson (i pewnie nawet takiego nie ma).

A może on sam zechce kiedyś wrócić? Jest precedens – Harold Wilson, lider Partii Pracy, wrócił na stanowisko premiera po czteroletniej przerwie. Słowa Johnsona podczas ostatniej sesji parlamentu: „Hasta la vista, baby!” („Do zobaczenia, kochanie” – cytat z drugiej części filmu „Terminator”) można interpretować jako przejaw jego ekstrawagancji, ale także jako znak, iż swej kariery nie uważa za zamkniętą.

W Wielkiej Brytanii czy może gdzie indziej, na przykład w NATO? Pojawiły się sugestie, że mógłby zająć miejsce Jensa Stoltenberga, który, po przedłużonym czasie urzędowania, wkrótce odejdzie ze stanowiska sekretarza generalnego. Zaangażowanie Johnsona we wspieranie Ukrainy – zarówno sprzętem, jak poparciem politycznym – daje mu bardzo dobrą pozycję wyjściową.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: 7 lipca Boris Johnson ogłosił, że rezygnuje ze stanowiska premiera. Funcję na Downing Street 10 będzie jednak pełnił do czasu wyłonienia swego następcy. Fot. NEIL HALL/EPA/PAP
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Po kubku do mordercy. Jak genealogia wyręczyła agentów FBI
Żaden z przestępców od lat unikających kary nie może już czuć się pewnie.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kosowo: kapiszonowiec na ścianie, mina w szufladzie
Sporna z Serbią strefa jest jak tlące się torfowisko – tym razem nie zapłonęło. A jutro?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przyczajony Donald, walczący Trump
Tylko jednemu prezydentowi w historii USA udało się zdobyć drugą kadencję po przegranej reelekcji.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Innerspace, czyli nanoroboty w mózgu
Mierzące od 0,1 do kilku milimetrów urządzenia będą „żeglować” po ludzkiej głowie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Polska – wróg numer jeden Łukaszenki
Państwowe media twierdzą, że nasz kraj szykuje się do ataku na Białoruś.