Cywilizacja

Polska – wróg numer jeden Łukaszenki

Białoruski dyktator chyba nie jest już zdolny do żadnego manewru. Od czasu wyborów z 2020 roku przez białoruskie więzienia przeszły tysiące ludzi, przestały istnieć rozliczne organizacje społeczne i niezależne media; rozbity został Związek Polaków na Białorusi, polskie szkoły są likwidowane, polskie czasopisma nie istnieją.

TVP Wilno, TVP Info, TVP Historia 2, TVP Polonia, TVP World i Biełsat TV rozszerzyły swój zasięg naziemny na Litwie poza Wileńszczyznę dzięki udostępnieniu ich w ramach cyfrowego multipleksu ogólnokrajowego MUX-2.

Polityka Aleksandra Łukaszenki i jego współpracowników wobec Polski staje się coraz bardziej absurdalna. Nasz kraj prezentowany jest w państwowych mediach jako wróg, szykujący się do ataku na Białoruś. Polska zresztą zawsze była wrogiem – stąd barbarzyńskie niszczenie grobów żołnierzy Armii Krajowej, określanej jako ugrupowanie „nazistowskie” lub „współpracujące z nazistami”. A jednocześnie obywatele RP otrzymali prawo wjazdu bez wiz, przy czym białoruska propaganda przekonuje, że w naszym kraju panuje taka bieda, iż Polacy masowo przekraczają granicę z Białorusią, by kupić sól czy kaszę gryczaną.

Gdyby próbować te działania przeanalizować, okazałoby się, że prowadzą donikąd. Protesty Białorusinów po sfałszowanych wyborach prezydenckich zostały zdławione siłą; do aresztów trafiło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Ale potem nie stało się nic, co mogłoby przekonać mieszkańców Mińska, Grodna czy Brześcia do Łukaszenki – i jeśli ktoś sądzi, że antypolska propaganda do tych ludzi trafia, to oczywiście się myli. Z pewnością, jak w każdym kraju rządzonym przez dyktatora, jest tam jakaś grupa, która go popiera. To ludzie w ten czy inny sposób związani z władzami. Oczywiście, oni będą pisać bezsensowne i kompletnie ahistoryczne artykuły czy wykrzykiwać antypolskie hasła podczas zorganizowanych przez władze demonstracji. Ale sytuacji w skali całego kraju to nie zmieni.

Wniosek jest zatem jeden: Aleksander Łukaszenko żąda od swych współpracowników czegoś niemożliwego, a oni usiłują mu to dać. Chce odzyskać choćby część poparcia, wskazując na rzekomo groźnego wroga – Polskę. Ale my takim wrogiem dla Białorusinów nie jesteśmy i nie będziemy. Reżim wykonuje więc chaotyczne i bezsensowne ruchy, by zadowolić dyktatora. Jeśli nie można przekonać wszystkich, niech przekonany będzie chociaż Aleksander Łukaszenko.

Atak na polskie groby

Burzliwa historia polskich lwów ze Lwowa

Jako drażniący symbol polskiej „okupacji Lwowa” lwy zostały usunięte przed akcją czołgów z 25 sierpnia 1971 roku.

zobacz więcej
Niszczenie cmentarzy żołnierzy Armii Krajowej jest czymś absolutnie niespotykanym w świecie. Można je porównać jedynie do dewastacji Cmentarza Orląt Lwowskich w 1971 r., dokonanej przez władze sowieckie. Przypomnijmy, że groby polskich żołnierzy rozwalano wówczas przy użyciu czołgów i maszyn budowlanych.

Na Białorusi zaczęło się od Mikuliszek w obwodzie grodzieńskim. Kwatera żołnierzy III i VI Brygady Armii Krajowej Okręgu Wileńskiego którzy zginęli w 1944 r., została zrównana z ziemią. Potem przyszła kolej na Kaczyce, gdzie pochowani byli żołnierze polegli w 1945 w starciu z wojskiem NKWD. Na tym się jednak nie skończyło – akcja niszczenia grobów przyjęła bardzo duży zasięg. A na samej tylko Grodzieńszczyźnie znajduje się ponad pół tysiąca miejsc pochówku partyzantów Armii Krajowej.

Na Wileńszczyźnie i Grodzieńszczyźnie działały liczne oddziały Armii Krajowej. Na początku lipca 1944 r. AK rozpoczęła operację mającą na celu opanowanie Wilna jeszcze przed wkroczeniem oddziałów Armii Czerwonej. Pierwotnie, w ramach szerszego planu „Burza”, spodziewano się, iż Niemcy będą opuszczać miasto w popłochu, a więc jego przejęcie będzie stosunkowo łatwe. Jednak w maju – czerwcu 1944 r. podjęta została decyzja o przeprowadzeniu operacji „Ostra Brama”, czyli zajęcia Wilna walką, siłami okręgu wileńskiego i nowogródzkiego AK. Było to łącznie 18 tys. ludzi, ale nieprzygotowanych do działań ofensywnych w mieście.

Główne uderzenie zaplanowano od wschodu i południowego wschodu. Tymczasem 23 czerwca rozpoczęła się bardzo skuteczna sowiecka operacja „Bagration”, w której wyniku Niemcy zaczęli się gwałtownie wycofywać. 2 lipca Armia Krajowa rozpoczęła – na rozkaz z Londynu – operację „Burza”, a na 7 lipca komendant Okręgu Wileńskiego AK, ppłk Aleksander Krzyżanowski ps. Wilk polecił rozpoczęcie operacji „Ostra Brama”. Równocześnie do Wilna podeszli Sowieci. Do 13 lipca oddziały AK i Armii Czerwonej wspólnie zdobyły miasto, a na wieży zamkowej zawisła biało-czerwona flaga.

Jednak to współdziałanie zakończyło się szybko. Podczas negocjacji ppłk Krzyżanowski został aresztowany, podobnie jak inni oficerowie, a potem doszło do starć. Sowieci zatrzymali ok. 5 tys. akowców, z których część wstąpiła do „ludowego” Wojska Polskiego, a inni trafili do obozu w Kałudze. Część partyzantów przedarła się na Grodzieńszczyznę i toczyła walki z Sowietami, przede wszystkim z jednostkami NKWD. I to ich groby są teraz niszczone.

„Nazistowska Armia Krajowa”

Niszczenie grobów żołnierzy AK wpisuje się w narrację białoruskich władz. 9 kwietnia 2021 r. wszczęta została sprawa karna przeciwko byłym żołnierzom AK – nieliczni wciąż jeszcze żyją na Białorusi – oskarżonym o „ludobójstwo narodu białoruskiego”. Andrzejowi Poczobutowi, siedzącemu od marca 2021 r. w areszcie dziennikarzowi i działaczowi Związku Polaków na Białorusi, władze zarzucają m.in. „rehabilitację nazizmu”. Tą „rehabilitacją” miało być dbanie o pamięć żołnierzy AK. Wiele mówi oświadczenie prokuratora generalnego Białorusi Andrieja Szweda, który nazwał AK „faszystowskimi przestępcami”.

Brzmi absurdalnie? Nie dla wszystkich. Wystarczy poczytać oficjalne białoruskie media lub np. portale takie jak „Wmiestie z Rossijej” („Razem z Rosją”), organ organizacji rosyjskich na Białorusi. Tam można przeczytać, że „Armia Krajowa była organizacją nazistowską” i „opartą na nazistowskiej ideologii”. A to, że walczyła z Niemcami, niewiele znaczy – prowadzone na tym portalu rozważania na temat Powstania Warszawskiego („dlaczego polscy naziści walczyli z niemieckimi nazistami”) można skomentować jako totalny bełkot.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Ale oficjalny Mińsk podtrzymuje swoje tezy. Rektor Akademii Administracji Publicznej przy prezydencie Białorusi Wiaczesław Daniłowicz mówił niedawno, cytowany przez oficjalną agencję BiełTA, że „potwierdzono fakty współpracy Armii Krajowej z hitlerowskimi okupantami”. Jak przekonuje, „głównym celem AK było przywrócenie granic Polski we wrześniu 1939 roku”. W efekcie, twierdził Daniłowicz, „doszło do starć z białoruską partyzantką, a po oficjalnym rozwiązaniu Armii Krajowej tzw. żołnierze wyklęci nadal angażowali się w ludobójstwo miejscowej ludności, w tym Białorusinów”.

Oczywiście, gdy Daniłowicz mówi o „białoruskiej partyzantce”, chodzi mu o partyzantów sowieckich. Rektor prezydenckiej uczelni mówi o rzekomych „faktach współpracy między AK i nazistowskimi okupantami”, choć ani jednego nie przytacza. Podkreśla natomiast, że „ludobójstwo narodu białoruskiego zostało dokonane zarówno przez nazistowskich najeźdźców, jak i ich wspólników” (w domyśle – AK), a to oczywiste, że nie wolno ich gloryfikować. W domyśle – groby polskich partyzantów są gloryfikacją „wspólników nazistów”. Trzeba je więc zniszczyć…

Polacy błagają o kaszę

Aleksander Łukaszenko przekonywał już, że w Polsce panuje bieda, a Polacy przyjeżdżają nad białoruską granicę i błagają o sól i kaszę gryczaną. Czemu akurat o to – nie wiadomo. Przez polski internet przelała się fala kpin, ale białoruskie media państwowe brną dalej.

Nieoczekiwanie Mińsk wprowadził jednak ruch bezwizowy dla obywateli RP i kilku innych państw, m.in. Litwy. Polskie MSZ odradziło wyjazdy i przejścia graniczne dalej świecą pustkami.

Inaczej w białoruskiej telewizji: tam twierdzą, że sytuacja zmieniła się diametralnie. Portal tej telewizji głosił niedawno, że w krótkim czasie na Białoruś dotarło już „sto tysięcy Europejczyków”. „Większość jedzie krótką trasą – do najbliższych sklepów i stacji benzynowych. Tutaj liczba polskich klientów wzrosła o jedną trzecią, a sprzedaż wzrosła 2-3-krotnie. Powodem jest rekordowy wzrost cen paliw, nośników energii i produktów w Polsce. Sankcje okazały się bumerangiem” – czytamy.

Potwierdza to cytat „Zbyszka z Warszawy”: „W Polsce ceny wzrosły, wzrosły bardzo mocno. Gaz, prąd, jedzenie, wszystko poszło w górę, [także] paliwo. Podwyżka cen o 300%, [na] pojedyncze towary. Jeśli nie 300%, to na pewno 100% - 150%. To wszystko z powodu sankcji. To najprawdopodobniej Ameryka, to jej wina”.

„Podżegali do nienawiści”… modlitwą

Łukaszenko na Białorusi toleruje tylko „jego Polaków”. Jemu posłusznych. Inni są wrogami.

zobacz więcej
„Krzysiek z Łukowa” mówił podobnie: „Ceny poszły w górę, potrzeba dużo pieniędzy, [jest] wysoka inflacja. Jest mało węgla, jest też mało gazu i nie wiem, co będzie dalej. To politycy decydują, my nie decydujemy, oni myślą, że jest dobrze, ale my myślimy, że źle i nie możemy nic zrobić”. W artykule jest ciekawa konstatacja: otóż okazuje się, że dla Polaków ważne jest, by kupowane przez nich towary miały napis: „Wyprodukowano na Białorusi”.

Gazeta „Prawda Homel” cytuje Siergieja Kliszewicza, deputowanego do białoruskiej Izby Reprezentantów i przedstawiciela niewielkiej, koncesjonowanej przez władze partii komunistycznej (jest też druga, opozycyjna): „Życie Polaków zmienia się dramatycznie na naszych oczach. Najpierw Polska została poddana serii ciężkich lockdownów, które przeciążyły służbę zdrowia, a teraz [władze] pompują fundusze na zakwaterowanie ukraińskich uchodźców i wydatki wojskowe. W rezultacie usługi, paliwo i produkty stają się droższe. Sytuację pogarszają przestępczość uliczna, kradzieże, rabunki, nielegalne zatrudnienie, w których diaspora ukraińska odgrywa kluczową rolę”. Deputowany Kliszewicz dziwi się tylko, czemu Polacy o problemy swojego kraju oskarżają Rosję, a nie naprawdę winnego – czyli USA.

Tak właśnie oficjalny Mińsk chce, by Białorusini widzieli Polskę.

Zapętlenie dyktatora

Jedno jest pewne: tak długo, jak Białorusią rządzi Aleksander Łukaszenko, nie będzie żadnej poprawy stosunków na linii Mińsk – Warszawa. Co ciekawe, na antypolskiej akcji Łukaszenko nic nie zyskuje. Traci za to jakiekolwiek szanse na ewentualny manewr w polityce zagranicznej. Dawniej usiłował lawirować między Rosją i Zachodem, teraz staje się całkowicie zależny od Władimira Putina.

Z tym, że białoruski dyktator chyba nie jest już zdolny do żadnego manewru. Gdy po sfałszowanych wyborach 2010 r. i protestach społecznych posadził do więzień kilku swych czołowych oponentów, ich wypuszczenie i pewne złagodzenie dyktatury pozwoliły mu na unormowanie stosunków z Europą. Ale teraz sprawy poszły już za daleko; od czasu wyborów z 2020 roku (też sfałszowanych) przez białoruskie więzienia przeszły już tysiące ludzi, przestały istnieć rozliczne organizacje społeczne i niezależne media; rozbity został Związek Polaków na Białorusi, polskie szkoły są likwidowane, polskie czasopisma nie istnieją.

W istocie rzeczy trzeba więc czekać na zmianę władzy w Mińsku. Niestety, nim to nastąpi, dyktatura będzie coraz okrutniejsza, a antypolska polityka pozostanie obowiązująca. Cmentarze żołnierzy AK można odbudować – i kiedyś zostanie to zrobione. Najgorsze jest jednak to, że w dziesięciomilionowym kraju w Europie zakres wolności skurczył się niemal do zera, a ludzie trafiają do więzień za najmniejszy nawet objaw sprzeciwu wobec władzy. I rządzi tam dyktator, który całkowicie oderwał się od rzeczywistości.

– Piotr Kościński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: 25 lipca w Białymstoku odbyła się akcja solidarności z prześladowanymi liderami Związku Polaków na Białorusi, Andżeliką Borys i Andrzejem Poczobutem. Poczobut od 14 miesięcy jest przetrzymywany w areszcie jako podejrzewany o „rehabilitację nazizmu”. Andżelika Borys, po roku uwięzienia, przebywa w areszcie domowym. Obojgu grozi kara od 5 do 12 lat więzienia. Fot. PAP/Artur Reszko
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Po kubku do mordercy. Jak genealogia wyręczyła agentów FBI
Żaden z przestępców od lat unikających kary nie może już czuć się pewnie.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kosowo: kapiszonowiec na ścianie, mina w szufladzie
Sporna z Serbią strefa jest jak tlące się torfowisko – tym razem nie zapłonęło. A jutro?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przyczajony Donald, walczący Trump
Tylko jednemu prezydentowi w historii USA udało się zdobyć drugą kadencję po przegranej reelekcji.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Innerspace, czyli nanoroboty w mózgu
Mierzące od 0,1 do kilku milimetrów urządzenia będą „żeglować” po ludzkiej głowie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Krajobraz po brudnej bitwie
Jak brytyjscy konserwatyści wybierają lidera.