Historia

Żydówka, święta Kościoła katolickiego, patronka Europy. Filozofia doprowadziła ją do wiary

Edyta Stein znana jest jako jedna z ofiar komór gazowych hitlerowskiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz przygotowanych w celu eksterminacji narodu żydowskiego w czasach niemieckiego pandemonium drugiej wojny światowej. Mało natomiast poznany i zbadany pozostaje okres jej intelektualnego i duchowego wzrastania w ramach „filozoficznego katechumenatu” w latach 1913–1922.

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Esprit publikujemy wstęp księdza Roberta Skrzypczaka do książki szkockiego myśliciela Alasdaira MacIntyre’a „Edyta Stein. Prolog filozoficzny 1913-1922”. Św. Teresa Benedykta od Krzyża zmarła 80 lat temu, 9 sierpnia 1942 r.

Wyjątkowa postać św. Edyty Stein wyrosła z połączenia współczesnej myśli filozoficznej i doświadczenia wiary w Chrystusa. Nie sposób zrozumieć jej poglądów – zweryfikowanych życiem, a zwłaszcza heroiczną śmiercią w komorze gazowej niemieckiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu – bez odniesienia do jej relacji z Chrystusem, będącej następstwem uprzednich filozoficznych zainteresowań fenomenologią osoby ludzkiej i jej celowości.

Rodzina Steinów od 1812 roku posiadała obywatelstwo pruskie. Dziadkowie i rodzice Edyty zajmowali się handlem luksusowymi towarami spożywczymi. Gorliwy judaizm ustępował miejsca asymilacji. Bracia Edyty praktykowali wiarę przodków tylko w święta, i to na życzenie matki. Członkowie tej rodziny nie byli zbyt gorliwi w praktykowaniu wiary1. Po osiedleniu się we Wrocławiu, czyli od 1890 roku, identyfikowali się ze zreformowaną synagogą rabina Abrahama Geigera. Edyta wraz z matką uczęszczały do Żydowskiego Seminarium Teologicznego Zachariasza Frankla, w którym tradycyjne praktyki religijne szły w parze z otwarciem na nowoczesne nauki. Sama Edyta w tamtym okresie nie zaprzątała sobie głowy pytaniami religijnymi, spragniona nauk i asymilacji. W wieku piętnastu lat świadomie i dobrowolnie przestała prowadzić życie religijne. Wśród przyczyn wymieniła utratę dziecięcej wiary, chęć wyswobodzenia się z przemożnego wpływu matki i potrzebę niezależnego myślenia. Lecz zasadniczym powodem zerwania Edyty ze swą dotychczasową wiarą było samobójstwo jej wuja, który zastrzelił się z powodów finansowych. Na pogrzebie rabin wychwalał ziemskie zasługi zmarłego bez jakiejkolwiek wzmianki na temat życia pozagrobowego. To była zasadnicza słabość żydowskiej religii: brak wiary „w dalsze osobowe życie i wzajemne spotkanie się po śmierci”. Samobójstwa były dość częste w tamtejszym społeczeństwie żydowskim, charakteryzującym się niską odpornością w obliczu kryzysów ekonomicznych. Brak wiary w życie wieczne skutkowało nieumiejętnością przyjęcia porażki. Cały wysiłek człowieka koncentrował się wyłącznie na życiu doczesnym i poprawianiu jego warunków. „[N]iezdolność spojrzenia katastrofie spokojnie w oczy i przyjęcia jej – wyjaśniała po latach Edyta – wiąże się z brakiem perspektyw na życie wieczne. Nieśmiertelność duszy ludzkiej nie jest u Żydów przedmiotem wiary. Cały ich wysiłek odnosi się do doczesności. Nawet nabożność pobożnych skierowana jest na uświęcenie tylko tego życia”. Kryzys wiary Edyty Stein zdawał się wiązać z nieuświadomionym głodem zmartwychwstania.
Edmund Husserl – intelektualny mentor Edyty Stein. Fot. Felix H. Man/ullstein bild via Getty Images
Przełomu w tym względzie doświadczyła po kilkunastu latach: „Gdy wiele lat później uczestniczyłam w pogrzebie katolickim, jego skrajna odmienność [od żydowskiego] zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Chowano wtedy znanego uczonego, ale o jego zasługach ani znakomitym nazwisku nie było mowy. Jedynie – używając imienia chrzestnego – polecano jego duszę Bożemu Miłosierdziu. Jakże pocieszające i kojące były słowa liturgii towarzyszące zmarłemu do wieczności”. W każdym razie indyferentyzm religijny środowisk żydowskich zasymilowanych i nowobogackich pchnął Edytę w stronę ateistycznego świata, lecz z głęboką intencją otwarcia na Prawdę. Nawrócenie nie spadło na nią jak meteoryt. Zostało przygotowane przez szereg doświadczeń. Najistotniejszym zdaje się być spotkanie z Anną, wdową po współpracowniku z otoczenia Edmunda Husserla, Adolfie Reinachu, poległym na wojnie. Edyta doznała wtedy po raz pierwszy siły chrześcijańskiej wiary: „Było to moje pierwsze zetknięcie z Krzyżem i jego boską mocą, jakiej udziela on tym, którzy go noszą. Po raz pierwszy naocznie widziałam zrodzony ze zbawczego cierpienia Chrystusa Kościół i jego zwycięstwo nad ościeniem śmierci. Był to moment, w którym moja niewiara załamała się, a Chrystus zajaśniał: Chrystus w tajemnicy Krzyża”.

Edyta Stein prowadziła swoje dociekania filozoficzne metodą fenomenologiczną. Umożliwia ona poszukiwanie tego, co pierwotne, sprzyja zmierzaniu ku prawdzie, jest sztuką docierania do fundamentu. Według Jacques’a Vidala, belgijskiego filozofa z Louvain, nastawienie fenomenologiczne stanowiło dla Edyty coś w rodzaju katechumenatu przygotowującego ją do otwartości spojrzenia i zdolności przyjmowania tych właściwości osobowych, które zakłada doświadczenie chrześcijaństwa. Stein pisała: „Było to moje pierwsze zetknięcie się z nieznanym mi dotąd światem. Nie doprowadziło mnie jeszcze do wiary, ale otwarło pewien zakres «fenomenu», obok którego nie mogłam przejść jak ślepiec. Nie na darmo wpajano nam stale zasadę, abyśmy do każdej rzeczy podchodzili bez uprzedzeń, odrzucając wszelkie «obawy». Jedne po drugich opadały ze mnie więzy racjonalistycznych przesądów, w jakich wzrastałam, nie wiedząc o tym, i nagle stanął przede mną świat wiary”. I choć metoda fenomenologiczna z góry wyklucza problem Boga, zakładając immanentne zamknięcie ludzkiego doświadczenia, to paradoksalnie postawa fenomenologiczna posłużyła Edycie za rodzaj praeparatio Evangelii, „przygotowania drogi dla wiary”. Filozofia posłużyła jej za rodzaj preambula fidei. Bowiem „w całej współczesnej filozofii, zwłaszcza w fenomenologii chodzi o poszukiwanie fundamentu”.

Na rosyjskie kłamstwa nie można się zgadzać. Nie wolno milczeć

Czym zbrodnie Sowietów sprzed lat różnią się od rosyjskich zbrodni popełnianych na Ukrainie w 2022 roku?

zobacz więcej
Książka Alasdaira MacIntyre’a próbuje odtworzyć intelektualną wędrówkę Edyty Stein w poszukiwaniu prawdy od chwili porzucenia przez nią bezpiecznego religijnego świata rodzinnego i zadeklarowania ateizmu aż po spotkanie z Jezusem Chrystusem. Jest zatem zapisem owego „filozoficznego katechumenatu”, którego Edyta potrzebowała, by od religijności przejść do wiary i by wiarę połączyć z rozumem. MacIntyre genialnie prowadzi czytelnika przez poszczególne etapy konfrontowania się młodej panny Stein ze światem ludzkiej wiedzy i intelektualnej spekulacji, próbując wniknąć niejako w sam główny nurt jej myślenia i logicznego deliberowania. Jakimi drogami prowadziła Edytę jej umysłowa pasja i filozoficzny niepokój, jakich nauczycieli spotkała na swej drodze, jakie prądy filozoficzne i odkrycia nauki kształtowały jej mentalność, jakie spory i konflikty uwalniały ją od stereotypów i uprzedzeń, jakie czynniki utrzymywały ją w stanie permanentnego niepokoju duchowego, tak iż gdy pewnej nocy dotarła do właściwego źródła, do świtu zaczytując się w „Autobiografii” św. Teresy z Ávili, mogła wreszcie wydobyć z siebie okrzyk ulgi: „to jest Prawda!”? Znamy Edytę Stein jako żydowską wrocławiankę – jej rodzinny trzykondygnacyjny dom do dziś dumnie góruje nad innymi zabudowaniami ulicy Nowowiejskiej. Znamy ją jako karmelitankę kontemplacyjną z kolońskiego, a potem z holenderskiego klasztoru w Echt, która przyjęła zakonne imię Teresy Benedykty od Krzyża – i pod takim imieniem wspomina ją katolicki kalendarz liturgiczny 9 sierpnia w rocznicę jej męczeńskiej śmierci. Edyta Stein znana jest wreszcie jako jedna z ofiar komór gazowych hitlerowskiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz przygotowanych w celu eksterminacji narodu żydowskiego w czasach niemieckiego pandemonium drugiej wojny światowej. Mało natomiast poznany i zbadany pozostaje okres jej intelektualnego i duchowego wzrastania w ramach „filozoficznego katechumenatu” w latach 1913–1922. A szkoda. Bo gdyby ten okres był lepiej prześwietlony dociekliwością historyków idei i badaczy zachodniej cywilizacji, wówczas odsłoniłaby się okazalej postać doktor Edyty Stein jako genialnego naukowca i wyjątkowej kobiety XX wieku. Kto wie? Być może, gdyby panna Stein nie poznała nazistowskiego szaleństwa Trzeciej Rzeszy i nie stała się ofiarą szykan i prześladowań jako kobieta i Żydówka, obroniłaby swą habilitację, do której bez powodzenia podchodziła dwukrotnie bez własnej winy. Być może otrzymałaby katedrę na znakomitym uniwersytecie w Getyndze bądź Monachium, a wówczas sława profesor Stein mogłaby przerosnąć renomę profesora Husserla, profesora Heideggera i wielu innych „pięknych umysłów” XX wieku. Być może profesor Stein byłaby wymieniana w panteonie noblistów, których umysłowy rozmach przerósł epokę. Tymczasem przerosła ona epokę w inny sposób – jako kanonizowany świadek Chrystusowej Prawdy i Miłości w czasach mroku i zwątpienia. Zamiast Nobla Edyta Stein otrzymała od swych potomnych tytuł Patronki Europy. Myślę, że jedynie kwestią czasu jest przyznanie jej przez Kościół miana Doktora Kościoła. Niewątpliwą zasługą książki Alasdaira MacIntyre’a jest naświetlenie nam obrazu Edyty jako genialnej umysłowości czasów współczesnych.
Uroczystość beatyfikacji Teresy Benedykty od Krzyża (Edyty Stein). Msza święta w Kolonii odprawiana przez papieża Jana Pawła II, 1 maja 1987 roku. Fot. Régis BOSSU/Sygma via Getty Images
Edytę Stein papież Jan Paweł II wymienił w swej encyklice „Fides et ratio” obok takich postaci, jak Jacques Maritain, Antonio Rosmini, Henry Newman, Mikołaj Bierdiajew i Étienne Gilson, w gronie znamiennych przykładów „pewnego typu refleksji filozoficznej, która wiele zyskała dzięki konfrontacji z prawdami wiary”. Przemawia na ich korzyść fakt, iż pozostawili oni „pisma spekulatywne tak wielkiej wartości, że wolno ich porównywać do mistrzów filozofii starożytnej”.

Edyta Stein skierowała swe zainteresowania i poszukiwania intelektualne na odzyskanie i docenienie centralnej rangi „ludzkiej postaci”. W oparciu o myśl fenomenologiczną, wzbogaconą następnie o inspiracje teologiczne, dążyła ona do gruntownego zbadania zagadnienia osoby ludzkiej i jej struktury. Można powiedzieć, że na fenomen osoby Stein patrzyła przez pryzmat fenomenologiczno­‐trynitarny. Osoba nie tylko podlega prawom biologicznego i społecznego determinizmu, ale również pozostaje w relacjach z innymi osobami i światem nieosobowym. Tym samym Stein wpisała się w najbardziej płodny nurt myślenia zachodniego zwany personalizmem.

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Doktor Stein rozwijała pojęcie osoby podczas wykładów z antropologii dogmatycznej w Instytucie Pedagogicznym w Münster, w latach 1932–1933. Od nawrócenia jej rozumienie struktury i dynamiki osobowej ulegało systematycznej transformacji. „Pojęcie osoby poddane zostaje znaczącym przeobrażeniom w miarę nabierania związków z teologią i mistyką; i proporcjonalnie do tego, jak życie duchowe staje się życiem złączonym z Bogiem w tajemnicy Krzyża”. Stein była świadoma, że Bóg jako Trójca Święta jest źródłem osoby. W człowieku istnieje pewien duchowy komponent nieuchwytny z psychologicznego czy filozoficznego punktu widzenia, który daje się ująć tylko w świetle wiary. Byt osobowy jest zdolny do podarowania się, empatycznego udzielenia się innym. Ten akt podarowania się jest zrozumiały i możliwy w łączności z takim rodzajem miłości działającej wewnątrz Boga Trójjedynego, któremu najbardziej odpowiada greckie pojęcie agape. We wczuciu się w drugiego człowieka osoba komunikuje byt, którym jest miłość. Istota miłości odsłania się przed osobą wówczas, gdy uświadamia sobie, że stała się darem. Także Bóg wczuwa się empatycznie w sytuację osobową człowieka. Refleksję na temat osoby „można by uznać za klucz interpretacyjny nawrócenia Edyty”.

Między Chrystusem a Antychrystem

Europa rozwinęła kulturę, która wyklucza Boga. Czy moralność zanika, a Zachód się kończy?

zobacz więcej
Edyta Stein w miarę zbliżania się do wiary nabierała przekonania, że wzrost empatii i komunii z innymi potrzebuje współprzenikania się Chrystusa i człowieka, aż w łonie Kościoła jako Ciała Chrystusowego dojdzie do pełnego upodobnienia się do Niego. Wychodziła z założenia, że tajemnica Trójcy Świętej jest w stanie wywrócić do góry nogami nasze pojmowanie bytu i osoby. Trynitarne agape odsłania istotę samego Boga, a to ma zasadniczy wpływ na sposób myślenia człowieka o sobie samym. Podarować się to wyjść poza siebie, oderwać się od siebie. W tym podarowaniu spełnia się nasza tożsamość. Podarować się to zarazem ocaleć. Przyjmując z fenomenologicznego punktu widzenia status udzielania się fenomenu, można zauważyć, że Stein dotarła do odkrycia podstawowej prawdy o osobie. Tej, iż może się ona urzeczywistnić w pełni jedynie poza sobą. Potrzeba w tym względzie pokonać „faraoński” upór podejścia klasycznego w rozumieniu jednostki jako bytu. Byt bowiem to nie tylko rzeczywistość nieruchoma, statyczna, ale i dynamiczna, wyposażona w zdolność uczynienia z siebie daru, empatycznego wyjścia ku drugiemu. Byt osobowy jest aktem podarowania się. Od początku życia osoba jest relacją. Odczytana w świetle Boskiej Trójcy dociera do swego spełnienia, pokonując Heideggerowską samotność „bytu w sobie”.
Alasdair MacIntyre „Edyta Stein. Prolog filozoficzny 1913-1922”, przełożyła Jadwiga Guerrero van der Meijden, Wydawnictwo Esprit 2019
W najbardziej dojrzałym momencie życia Edyta Stein mówiła, że „najgłębszą istotą miłości jest bycie darem”16. Toteż „Bogu w najwyższym stopniu przystoi imię osoby” , bo „jedynie w Nim osoba urzeczywistnia się w sposób kompletny”. Oczywiście – dodawała – „mocą Jego męki”. Jej ostatni etap życiowej wędrówki rozpoczął się 2 sierpnia 1942 roku w momencie zatrzymania przez Gestapo i wywleczenia z klasztoru w Echt. W obozie przejściowym w Westerbork mówiła: „Świat zbudowany jest z kontrastów. I być może to dobrze, że istnieją. Próba ich wymazania byłaby kamuflażem, a to nie byłoby dobre. Na koniec nic nie pozostanie z kontrastów. Pozostanie tylko Miłość [...]”. Jeden ze świadków tamtych wydarzeń wspominał: „Kiedy nie było żadnej wątpliwości, że zostanie deportowana dalej za niespełna kilka godzin z innymi ochrzczonymi [Żydami – przyp. R.S.], zapytałem, kogo miałbym uprzedzić, kto mógłby jeszcze pomóc? Czy członek policji wojskowej, jeden z tych godnych zaufania, nie mógłby zadzwonić do Utrechtu? Znowu się uśmiechnęła: «Nie, nie rób tego. Nie rób tego, proszę. Dlaczego [robić] wyjątek dla mnie albo całej grupy? Czy to nie to było właśnie słuszne, czy mogliby uchylić się od konsekwencji chrztu? Jeśli nie mogłabym dzielić losu z innymi, to moje życie nie byłoby nic warte. Teraz nie muszę się tym zajmować...». I odeszła, prosząc, by dołączyć do swej siostry [Róży – przyp. R.S.] w bydlęcym wagonie... I widziałem jej uśmiech... jej siłę, jej niezachwianą pewność... która towarzyszyła jej aż do Auschwitz”. Papież Jan Paweł II w uzasadnieniu powołania ją na Patronkę Europy napisał: „Patrząc dziś na Teresę Benedyktę od Krzyża, dostrzegamy w tym świadectwie niewinnej ofiary naśladowanie Baranka [...]”. Edyta Stein „[p]rzeszła całą swą drogę ku chrześcijańskiej doskonałości [...]”.

– ks. Robert Skrzypczak

Autor jest profesorem Akademii Katolickiej w Warszawie, doktorem habilitowanym nauk teologicznych, psychologiem, duszpasterzem akademickim, rekolekcjonistą. Ostatnio ukazała się jego książka „Między Chrystusem a Antychrystem”


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Zdjęcie autora: PAP, Jakub Kamiński

Tytuł pochodzi od redakcji
Zdjęcie główne: Zamiast Nobla Edyta Stein otrzymała od swych potomnych tytuł Patronki Europy. Fot. Régis BOSSU/Sygma via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Sfotografował Wielki Głód. I jest kłopot. Z autorem zdjęć
Za zarwanie kilku kłosów można było dostać karę śmierci.
Historia Najnowsze wydanie
XVII-wieczna zapowiedź trzeciego rozbioru – traktat w Radnot
Karol X Gustaw chciał z Bałtyku zrobić wewnętrzne morze szwedzkie. Polskim królem miał być książę Siedmiogrodu Jerzy II Rakoczy.
Historia Poprzednie wydanie
Nie taki złoty chłopiec
Sto lat temu brytyjski archeolog odkrył grobowiec Tutanchamona.
Historia wydanie 18.11.2022 – 25.11.2022
Od kurtyzany do celebrytki. Przez łóżko do towarzyskiej kariery
Legenda pięknej Greczynki jest nadal żywa. Na Ukrainie.
Historia wydanie 18.11.2022 – 25.11.2022
Swawolny Tadeuszek. Niełatwy bohater dialogu polsko-rosyjskiego
Jego nazwisko w Rosji było synonimem donosiciela, pyszałka i łajdaka.