Felietony

Ile wina jest w… winie

W dziwnych czasach żyjemy. Mamy wszak samochody bez kierowców, metro bez maszynistów, kotlety bez mięsa, książki bez drukowanych stron, czy też autobusy, które nie potrzebują ni ropy, ni benzyny, a nawet gazu. Mamy też wino bez wina i alkohol bez alkoholu.

Może to wydawać się zabawnym, ale definicja wina znów zaczyna się wymykać wszelakim definicjom. Niby wszystko jest jasne co najmniej od czasów wczesnobiblijnych, a jednak nawet eksperci i unijni deputowani ponownie mają z tym problem. Nie znaczy to, że dokładnej definicji nie ma – przeciwnie, jest bardzo precyzyjna. Chodzi o to, że większość mieszkańców Ziemi zupełnie co innego ma na myśli, gdy mówi o winie. Jaka jest szansa na przybliżenie owej definicji ludziom?

To, że wszyscy określamy każde wino musujące mianem „szampan” jest faktem i nic tego zmieni, nawet jeśli wiemy lub czujemy, że „lekko” mijamy się z prawdą. I to nie boli w zasadzie nikogo, dopiero gdy ktoś mówi, że przyniósł na imprezę prawdziwego „francuskiego szampana” – wówczas zapala nam się lampka, że faktycznie mamy do czynienia z głupkiem. Na każdy winiak mówimy też koniak, i to też nie boli, choćby dlatego, że wiele takich kalek czy też zapożyczeń z przeszłości istnieje w języku mówionym nie tylko polskim, ale i w innych. I koniak oraz szampan mają tu bardzo mocną pozycję.

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Problem zasadza się dziś w istocie wina. Ponad dwie dekady temu Unia Europejska zdefiniowała dokładnie, czym jest wino i określono za Biblią, iż jest to wyrób będący owocem fermentacji winogron lub ich soku, zawierający alkohol pochodzący z przerobu cukru zawartego w owocach, bez żadnych dodatków. Tak to wygląda z grubsza. Z tej definicji „wykolegowano” wszystkie wina owocowe (za wyjątkiem tego z winogron) oraz te z różnymi dodatkami aromatycznymi, jak choćby ziołowymi, a więc wermuty. Określenie „wino” może się pojawić tylko na etykietach win gronowych, inne muszą zawierać doprecyzowanie, np. wino porzeczkowe czy jabłkowe lub wina aromatyzowane. Wielu to rozwiązanie musiało urazić, ale cóż – definicja musi być precyzyjna, nawet jeśli i tak na co dzień winem nazywamy wszystko, co owocowe i w skali alkoholowej mieści się pomiędzy piwem a gorzałą.

W czasach pandemii na masową skalę zaczęto rozlewać do puszek lekkie wina, co oburzało nieco bardziej tradycyjne pokolenia, ale pokolenie post-millenialsów przyjęło to z otwartymi gardłami. Tak otwartymi, iż wkrótce na rynku zaczęło brakować aluminium. Dalej ogromny wzrost sprzedaży odnotował sektor tzw. hard seltzerów, czyli wzmacnianych alkoholem i aromatyzowanych na różne sposoby napojów gazowanych, oczywiście sprzedawanych również w puszkach. Wśród nich były też wina mieszane z różnymi sokami. Wtedy millenialsi zaczęli bić na alarm, ale ich dzieci miały to za nic – wszak pokolenie Z jest otwarte na eksperymenty, a reguły ojców niewiele ich obchodzą, w przeciwieństwie do aktywności w internecie i mediach społecznościowych.

Flaszki pod specjalnym nadzorem… Zostawiają węglowy ślad i są nieekologiczne

Kiedyś z bańką chodziło się na wsi po lane piwo do knajpy.

zobacz więcej
Głębsza dyskusja wybuchła ostatnio, kiedy w różnych opakowaniach po tej i po tamtej stronie oceanu pojawiły się potężne liczby wina… bezalkoholowego. Właśnie tak – bezalkoholowego. A co to niby jest? I skąd to wino? W dyskusjach niektórzy zaczęli drwić, iż następnym etapem będzie gronowe „wino” bezgronowe…

Takie wina czyni się od czasów amerykańskiej prohibicji, usuwając alkohol na różne sposoby, ale to, na Boga, nie jest wino. I nie o to chodzi, że zmieniła się definicja, bo nie! Ale wśród młodszego pokolenia takie coś jest powszechnie traktowane jako wino, i to jest najdziwniejsze. Przyzwyczajamy się (nie ja!), iż jest to jakaś nowa część winiarskiego świata, a nie jest. Rzecz jasna taki napój może być przyjemny, jako kompot, ale wszak winem nigdy nie będzie, tak jak ja baletnicą.

Można snuć analogie, bo w dziwnych czasach żyjemy. Mamy wszak samochody bez kierowców, metro bez maszynistów, kotlety bez mięsa, książki bez drukowanych stron, czy też autobusy, które nie potrzebują ni ropy, ni benzyny, a nawet gazu. Mamy też wino bez wina.

I nareszcie – jak degustator miałby oceniać takie wino, obszar, z którego pochodzi, historię która za nim stoi? No jak? Czy będą się tu liczyły roczniki? Ostatnio Huon Hooke, publicysta „The Sydney Morning Herald” roztrząsał ten problem i na stronie internetowej tego pisma przeprowadził kilkudniowe głosowanie na zasadzie: kto za, kto przeciw. Wynik był poniżający: co prawda 75 procent czytelników głosowało, iż takie coś winem nie jest, ale co począć z pozostałą ćwiartką, która uważa, iż wino bez alkoholu jest normalnym „winem”. A co jeśli ten procent zacznie rosnąć w najbliższych latach?

Na zeszłorocznym konkursie spirytualiów w niemieckim Neustadt an der Weinstrasse pojawiły się alkohole… bezalkoholowe. Część sędziów była przerażona, inni przyjęli to ze spokojem, oceniając kolejne próbki bezprocentowych ginów i innych „alkoholi”. Dziś butelki takich napojów stoją na półkach w niemieckiej sieciówce.

Wiadomo, iż czasami w naszym otoczeniu zachodzą zmiany, po których nic już nie jest takie samo. Ale czy musi to się dziać za mojego życia…

– Wojciech Gogoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Autor jest redaktorem magazynu „Czas Wina”. Wydał m.in. „Leksykon alkoholi”, jest współautorem książki „Wiedza o winie”.
Zdjęcie główne: Wśród butelek wina stoi „Only You Alcohol-Free Sparkling Brut” (druga od lewej), czyli bezalkoholowe musujące... W Listopad 2021 r. Fot. Scott Suchman for The Washington Post via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Słońce
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
AI
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Dziedzictwo Maja’68 ma mroczne oblicze: obronę pedofilii
Pochwała seksu dorosłych z dziećmi to był trend kulturowy wśród elit Europy drugiej połowy XX wieku.
Felietony Najnowsze wydanie
Adres na wagę życia
Nie przez przypadek na Hożej 53 powstało pierwsze w stolicy Okno Życia.
Felietony Najnowsze wydanie
Czego milioner nie może
Blake Carrington wyglądał jak jeden wielki przeszczep.