Kultura

Najpiękniejszy bas świata. Szkoda tylko, że świat o tym nie wiedział

Miałem honor poznać artystę. Pamiętam, jak przekroczywszy próg willi w Otrębusach przy ulicy Franciszkańskiej 13, indagowałem gospodarza, gdzie mogę powiesić płaszcz, na co ten odparł z szelmowskim uśmiechem: „Chociażby na moich rogach”.

24 lipca przypada setna rocznica urodzin Bernarda Ładysza, artysty wyjątkowego, któremu los wyznaczyły obroty koła historii.

Uwertura

Jako pierwszy ekstraordynaryjne brzmienie jego głosu usłyszał duchowny wileńskiego kościoła pod wezwaniem świętego Bartłomieja. Dzięki temu 9-letni ministrant imieniem Benio debiutował wokalnie. W chórze parafialnym.

Akt 1

Scena 1

Dom rodzinny był ubogi. Ojciec stolarz z trudem utrzymywał trzech synów i żonę, pracującą jedynie dorywczo, tu i ówdzie. Sytuacja ekonomiczna uległa poprawie w połowie lat 30. XX wieku, gdy starsi chłopcy – Antek i Franek – odbywali służbę wojskową, a najmłodszy Benio zaczął wspierać rodzinny budżet fuchą gazeciarza. Sprzedawał nie tylko pisma lokalne: „Dziennik wileński” i „Słowo”, ale również „Ilustrowany Kurier Codzienny”. W którymś z egzemplarzy dostrzegł zdjęcia śpiewaków: Fiodora Szalapina i Adama Didura. Znał już ich z radia, bo dzięki fachowi ojca, który wykonał boazerię w posiadłości Nachmana Lewina, współwłaściciela Towarzystwa Radiotechnicznego „Elektrit”, w mieszkaniu, na parterze czynszówki przy ulicy Połockiej, pojawił się radioodbiornik. Nazywał się proroczo: „Opera”.

Scena 2

1 września 1939 roku Beniek zgłosił się na ochotnika do wojska. Ponieważ był niepełnoletni, nie został przyjęty. 17 dni później, razem z kolegami ze swej dzielnicy Zarzecze, przygotowywał się do obrony miasta przed Sowietami. Wilno jednak oddano bolszewikom bez jednego wystrzału.

Pierwsza sowiecka okupacja trwała cztery tygodnie i charakteryzowała się powszechną grabieżą wszystkiego. Kiedy jednak 8-miesięczne panowanie litewskie – mające głęboko szowinistyczny wymiar – zakończyło się drugim wejściem Sowietów, wielu wilniuków odetchnęło z ulgą. Rychło mieli zmienić zdanie. Gdy rok później gród Gedymina zajęli Niemcy, niemało mieszkańców widziało w nich wybawienie. I tym razem złudzenie prysło bardzo szybko.

Bernard zarabiał na chleb w piekarni, uczył się w szkole litewskiej i sowieckiej, a następnie na tajnych kompletach. W mieszkaniu jego rodziców – za czasów litewskich – kwaterował chwilowo Światopełk Karpiński, satyryk i poeta, który usiłował przedostać się do Szwecji. Śmiertelny zawał serca zniweczył ten zamiar. Podczas okupacji niemieckiej zaś skromne lokum stało się przystankiem dla uciekinierów z wileńskiego getta. Małżeństwo Zygelmanów przeżyło wojnę, a ich córka – Natasza Zylska – stała się czołową polską piosenkarką doby odwilży, wykonawczynią evergreena „Mexicana”.
Natasza Zylska z zespołem Skowrońskiego, rok 1958. Fot. PAP/Kazimierz Seko
Scena 3

Do Związku Walki Zbrojnej najmłodszego Ładysza wprowadził rówieśnik, Andrzej Korniłowicz. Ten sam, który miał współdziałać w miejscowym podziemiu z Leopoldem Tyrmandem.

Kilkanaście lat później, po porwaniu i zamordowaniu Bohdana Piaseckiego, syna przewodniczącego Stowarzyszenie PAX i lidera przedwojennej Falangi (15-letni chłopak został uprowadzony 22 stycznia 1957 r. sprzed liceum, w którym się uczył w Warszawie. Jego ciało odnaleziono 8 grudnia 1958 r. – przyp. red.) , Bernard Ładysz będzie się zastanawiał, kto był mocodawcą haniebnego paszkwilu Tyrmanda pt. „Sprawa Piaseckiego”. Tekst zawierał jednoznaczne sugestie rozliczeniowe wobec Bolesława Piaseckiego, a ukazał się kilka tygodni przed tą ciągle niewyjaśnioną zbrodnią, na łamach pisma „Świat”. Pisma redagowanego przez Stefana Arskiego, też mającego wileńsko-wojenny ślad w CV.

Scena 4

Jesienią roku 1943 Ładysz przeistoczył się w „Janosika”. Pod takim pseudonimem służył w III Wileńskiej Brygadzie Armii Krajowej dowodzonej przez porucznika Gracjana Fróga „Szczerbca”. Najbliższym kolegą przyszłego śpiewaka był plutonowy Kazimierz Chmielowski „Rekin”.

W Polsce Ludowej i „Szczerbca”, i „Rekina” zamordowano w majestacie komunistycznego bezprawia.

W 1944 roku Cała trójka uczestniczyła w operacji „Ostra Brama” – mającej na celu wyzwolenie Wilna – a następnie została aresztowana przez Sowietów. Ładysz trafił do obozu w Kałudze, gdzie rąbał las. Wraz z zakończeniem II wojny światowej warunki bytowania nieco się poprawiły. NKWD zezwoliło nawet na utworzenia przez uwięzionych ansamblu: Ładysz śpiewał, Stanisław Jasiukiewicz recytował poezję, Henryk Czyż dbał o muzykę, a pieczę nad całością sprawował Stanisław Lenartowicz – takie były pierwociny artystyczne późniejszych luminarzy polskiej kultury.

Akt 2

Kariera towarzysza Robesona: negro spiritual dla Stalina

Czy CIA zlikwidowała czarnoskórego gwiazdora?

zobacz więcej
Scena 1

Podobno Ładysz i koledzy odzyskali wolność dzięki interwencji Bolesława Piaseckiego. Ale czy w roku 1947 miał on aż takie wpływy?

Do rodzinnego miasta Bernard wrócić nie mógł, gdyż zmieniło ono przynależność państwową. Zacumował więc w Warszawie, znajdując zatrudnienie – i przytulisko – w… piekarni. Podśpiewywał przy wypiekach, co usłyszał jeden z klientów, pedagog i akompaniator. Przekonał piekarczyka do kształcenia głosu.

Wkrótce wokalista in spe natknął się na anons prasowy poszukujący kandydatów do tworzonego właśnie Zespołu Pieśni i Tańca Wojska Polskiego.

Scena 2

Profesjonalne śpiewanie Ładysza rozpoczęło się pod dyrekcją pułkownika Teodora Ratkowskiego. Ten urodzony w Rostowie dyrygent, aranżer i kompozytor zapewnił azyl wielu raczkującym artystom o życiorysach niepoprawnych politycznie w Polsce Ludowej. Ceną za bezpieczeństwo były występy w repertuarze socrealistycznym.

Wizytówką Ładysza stała się pieśń – masowa, jak akcentowano – pt. „Miasto pokoju”. Równie brawurowo interpretował „Missisipi”, song zniewolonych Murzynów amerykańskich (czy to miano w dzisiejszej dobie reinterpretacji historycznej jest jeszcze aktualne?).

Konferansjerem „umundurowanych artystów” bywał satyryk Józef Prutkowski. Często operował on żartem, niekiedy ryzykownym. Pewien koncert zapowiedział tak: „A teraz zaprezentuje się Zespół Pieśni i Tańca Wojska Polskiego pod batutą pułkownika Teodora Ratkowskiego. I chór z nim!”

Ten ustosunkowany oficer sprawił, że w 1956 roku Ładyszowi, początkującemu wtedy soliście Opery Warszawskiej, władza ludowa wydała paszport. Mógł więc pojechać na prestiżowy konkurs wokalny w Vercelii. W szranki stanął po wielogodzinnej i wyczerpującej podróży pociągiem. I zwyciężył bezapelacyjnie. „Il primo premio assoluto” otwierało drzwi do największych operowych scen globu. Tym razem stało się inaczej.

Scena 3

Po spektakularnym triumfie we Włoszech Ładysz zaangażował się w sprawę poszukiwań zaginionego syna Bolesława Piaseckiego. A gdy odnaleziono zwłoki nastolatka, usiłował pomóc w ujawnieniu zleceniodawców tego makabrycznego morderstwa.

Kilka lat później znalazł się w gronie osób apelujących (m.in.Bolesław Piasecki, Jan Dobraczyński, Melchior Wańkowicz, Stanisław Rembek, Roman Bratny, Bronisław Zieliński, Stanisław Podlewski, Stanisław Skalski, Kazimierz Studentowicz, Zygmunt Janke, Antoni Heda, Stefan Bembiński, Antoni Pajdak, Adam Bień, Wiesław Chrzanowski, Andrzej Kozanecki, Janusz Zabłocki, Jerzy Ślaski, Witold Lis-Olszewski) o zwolnienie z więzienia ostatniego AK-owca więzionego w PRL-u z powodów politycznych, cichociemnego Adama Boryczki „Brony”, kuriera Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Inicjatywa przyniosła zamierzony efekt.
Bernard Ładysz w swojej popisowej roli w spektaklu „Borys Godunow”, rok 1964. Fot. PAP/Marek Langda
W 1965 roku po premierze inscenizacji „Strasznego dworu” – inaugurującej otwarcie zrekonstruowanego pod egidę prof. Bohdana Pniewskiego gmachu stołecznego Teatru Wielkiego – z Ładyszem jako Skołubą, brawurowo wykonującym bodaj najpopularniejszą arię od Tatr po Bałtyk: „Ten zegar stary…” – publiczność złożona z osobistości kultury, nauki, polityki i dyplomacji wyszła przed pomnik Stanisława Moniuszki. Tam Ładysz w stroju sarmackim wzniósł toast do ambasadora Finlandii ze słowami: „Obyśmy już nigdy nie mieli wspólnego króla!” (nawiązanie do czasów, gdy Polska i Finlandia znajdowały się pod panowaniem rosyjskim – przyp. red.). Korespondenci zagraniczni akredytowani w Warszawie wyeksponowali incydent w swych relacjach. I przez pewien czas Ładysz mógł pojawiać się wyłącznie na scenach krajowych.

Scena 4

Ale kto wie, czy to la vie privée artysty nie była największą przeszkodą w przekroczeniu przez niego progów Covent Garden, La Scali czy Metropolitan Opera. Jeszcze będąc muzykiem „wojskowym”, Ładysz wdał się w romans z koleżanką estradową. W rywalizacji o względy Ireny Mrówczyńskiej pokonał podpułkownika… Wojciecha Jaruzelskiego. Owocem krótkiego związku z tancerką jest córka, Beata. Ze związku z dziennikarką Zuzanną Czajkowską (wcześniej więzionej za działalność antykomunistyczną) doczekał się syna Aleksandra, cenionego impresario i konferansjera muzycznego, a także śpiewaka.

W końcu znalazła się ta, która usidliła sławnego śpiewaka. Ślub z Leokadią Rymkiewiczówną w stołecznym kościele Wszystkim Świętych przeszedł do legendy. Na tradycyjną kwestię kapłana, czy ślubuje miłość, wierność i uczciwość małżeńską aż do śmierci, pan młody – po fermacie – odparł tubalnym basem: „Czy może ksiądz powtórzyć pytanie?”. Monumentalna świątynia przy placu Grzybowskim zatrzęsła się w posadach od śmiechu wypełniających ją gości.

Małżonka powiła mu syna, Zbigniewa, który od kilkudziesięciu lat funkcjonuje na rynku muzycznym Skandynawii. Po ojcu odziedziczył on słabość do płci pięknej. Prasa kolorowa opisywała jego długoletni flirt z aktorką Sylwią Wysocką, na którego usankcjonowanie Bernard Ładysz czekał z utęsknieniem. Bezskutecznie.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS    
Małżeństwo Ładyszów okazało się, eufemistycznie rzecz ujmując, barwne.

Janusz Cegiełła, krytyk muzyczny: „Leokadia Rymkiewicz to bez wątpienia niewiasta wielce urodziwa, ale i zaborcza. Stawała okoniem wobec propozycji kontraktowych męża. Pośredniczyłem w tych negocjacjach w charakterze stronnika Benka. Bez powodzenia, niestety”.

Zdzisław Sierpiński, krytyk muzyczny: „Przypominam sobie jak w recenzji na łamach »Życia Warszawy«, gdzie pochwaliłem rolę Ładysza (skądinąd chyba nigdy nie był krytykowany). Jeszcze tego dnia zatelefonowała do mnie jego druga połowa, dziękując i dyskretnie upominając się o opis jej występu. Po jakimś czasie nadarzyła się ku temu okazja. Wymieniłem artystkę w tekście. Eufemistycznie mówiąc nie była to laurka. Od tego czasu nie odpowiada mi na ukłony.”

Andrzej Hiolski, baryton: „On jest człowiekiem do rany przyłóż. Ona to typ skandynawski – blondynka polodowcowa, jak po kielichu ją określał. Niewątpliwie bardzo ją kocha. Czy jest zazdrosny? Odpowiem tak: miał ku temu powody...”

Bogdan Paprocki, tenor: „Ładysz nieraz żalił mi się, że żona przyprawia mu poroże. Starałem się tonować emocje, akcentując, że piękna kobieta jest niczym gwiazda, wokół której orbituje rzesza planet.”

Paulos Raptis, tenor: „W środowisku muzycznym małżeństwo Ładyszów było głośne z racji licznych wojen podjazdowych. Toczyli je nie tylko ze sobą. Odnoszę wrażenie, iż to ona je prowokowała. Nakłaniając męża, by bojował o jej miejsce w obsadach spektakli – przez co popadał w zatargi z reżyserami względnie dyrektorami.”

Janusz Ekiert, krytyk muzyczny: „W 1981 roku rozwiedli się z jej winy, opiekę nad małoletnim synem sąd powierzył ojcu. Nie istniała wtedy u nas prasa brukowa, lecz grono artystyczne doskonale znało przyczynę rozpadu małżeństwa po niemal 20 latach. Związała się z pewnym kardiologiem po fachu i poetą z zamiłowania. Ów układ przetrwał niespełna cztery lata. I wtedy – ku olbrzymiemu zaskoczeniu – nastąpił powrót niewiernej do Bernarda. Jeszcze większe zdumienie wywołał ich powtórny ślub.”

Akt 4

Scena 1

Z primadonną XX wieku, Marią Callas nagrał płytę – jako jedyny polski wokalista! Śpiewał też z innymi tuzami: Mario del Monaco, Giuseppe di Stefano, Victorią de Los Angeles, Elisabeth Schwarzkopf, a u progu lat 60. towarzyszył w Polsce raczkującemu tenorowi z Włoch. Nazywał się on Luciano Pavarotti. Po latach wypowiedział on o Polaku znamienną kwestię: „Tyle już lat jeżdżę po świecie, lecz nigdy piękniejszego głosu basowego nie słyszałem.”

Natomiast Wiesław Ochman, najbliższy chyba kolega sceniczny Ładysza, stwierdził: „Śpiewałem  z całą czołówką basów światowych: Cesare Siepim, Nikołajem Giaurowem, Borisem Christowem  i muszę przyznać, że Bernard Ładysz był jednak bezkonkurencyjny. Głos podarował mu Pan Bóg. Mój przyjaciel nie posiadał formalnego wykształcenia muzycznego, miał za to zasięg trzech oktaw! Szkoda tylko, że świat się o tym nie dowiedział, bo Benio nie wykazywał parcia na karierę”.
Bernard Ładysz na Festiwalu Kultury Kresowej, Mrągowo 2007. Na zdjęciu z żoną i Stanisławem Szelcem. Fot. Leszek Wróblewski/TVP
A przecież Ładysz z powodzeniem mierzył się z operową klasyką: „Eugeniusz Oniegin” „Halka”  „Faust”  „Cyrulik sewilski”,  „Don Giovanni”,  „Don Carlos”,  „Aida”,  „Rigoletto”,  „Kniaź Igor”,  „Król Roger” „Nieszpory sycylijskie” „Łucja z Lammermooru” i rola życia – „Borys Godunow”.

Scena 2

Istotną cenzurę w jego biografii stanowiła data 13 XII 1981. W stanie wojennym został relegowany z Teatru Wielkiego. Decyzja ówczesnego szefa placówki Roberta Satanowskiego – mającego kwalifikacje na niezłego tamburmajora (copyright by Janusz Cegiełła) – miała podtekst polityczno-osobisty. Służalczy wobec władzy ludowej dyrektor – generał LWP podczas II wojny światowej dowodził na Wołyniu oddziałem partyzanckim podporządkowanym Kremlowi, zaś szlify wojskowe zdobył w Moskwie. Informacje te w karnawale Solidarności Ładysz upowszechniał na forum publicznym.

Scena 3

Przymusowe przejście na wcześniejszą emeryturę nie oznaczało jednak rozbratu z belcantem. Maria Fołtyn powierzyła mu partię Tewjego Mleczarza w polskiej prapremierze „Skrzypka na dachu”. Wywiązał się z niej koncertowo! Na deskach Teatru Syrena budził entuzjazm w widowisku pt. „W zielonozłotym Singapurze”, fenomenalnie interpretując romanse Aleksandra Wertyńskiego w kongenialnym przekładzie Jonasza Kofty.

O Ładysza upomniał się również film. Już wcześniej zagrał w adaptacji rodzimej klasyki literackiej: „Lalce” Wojciecha Jerzego Hasa i „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy oraz telewizyjnej miniaturze Tadeusza Konwickiego „Matura”. Najbardziej pamiętamy go z kreacji młynarza Prokopa w „Znachorze” Jerzego Hoffmana (współpracowali również przy ekranizacji „Ogniem i mieczem”). Był monarchą w serialu Jerzego Gruzy „Pierścień i róża”, adresowanym do młodocianej widowni, oraz proboszczem w kryminale „Karate po polsku”.

Życie miał utkane z nut. Kaczyński, który uczył Polaków kochać operę

Za Marią Callas powtarzał, że „sztuka nie znosi zdrady”. Nawet jeżeli go ktoś zafascynował, to pozostawał wierny muzyce, zwłaszcza głosu ludzkiego.

zobacz więcej
Scena 4

W 1982 roku, niedługo po wejściu tego ostatniego tytułu na ekrany kin miałem honor poznać artystę. Doskonale pamiętam, jak przekroczywszy próg willi w Otrębusach przy ulicy Franciszkańskiej 13, indagowałem gospodarza, gdzie mogę powiesić płaszcz, na co ten odparł z szelmowskim uśmiechem: „Chociażby na moich rogach”.

W ogrodzie tej rezydencji po królewsku sponsorował maturalne grill-party (chodziłem do klasy ze Zbyszkiem Ładyszem – przyp. TZZ) i skradł nam imprezę. Gdy następnego dnia zatelefonowałem do niego, aby podziękować za niezapomnianą uroczystość, uciął mój monolog pytaniem: „Czy nie uważasz, że przyszła pora, byśmy przeszli na ty?”. Skonsternowany wydukałem: „To jest jedynie w pana gestii, panie Bernardzie”. Nim do moim uszu dotarł trzask odkładanej słuchawki, usłyszałem: „No, to do widzenia ci”.

Coda

Dożył 98 lat. Jesień życia spędził w swym lokum usytuowanym na trzecim piętrze bloku muzyków przy ulicy Moliera 8. Pierwszym w powojennej Warszawie budynku mieszkalnym wyposażonym w garaż podziemny i domofony.

Niezdrowy tryby życia w końcu dał o sobie znać: Ładysz za kołnierz nigdy nie wylewał, palił namiętnie cygara, jadał wysokokalorycznie, ale, jak podkreślał, smacznie, o czym wielokroć sam miałem okazję się przekonać, pałaszując (o mało nie połykając języka) kolejne porcje cepelinów, flagowego dania autorstwa pana Bernarda.

Na Powązkach, 5 sierpnia 2020 roku, żegnali go melomani, artyści i kresowiacy, roniąc łzy przy salwie honorowej kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego.

– Tomasz Zbigniew Zapert

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Dziękuję za pomoc w pisaniu tekstu Aleksandrowi Czajkowskiemu-Ładyszowi, Zbigniewowi Ładyszowi i Sylwii Wysockiej.

Źródła:
   

  H. Czyż „Jak z nut”
J. Cegiełła „Muzyka, miłość i mitomani”
J. Ekiert „Lustro epoki”
W. Panek „Kariery i legendy”
A. Szarłat „Damy III Rzeczpospolitej”
M. Sierotwińska-Rewicka „Rzeka Bernarda Ładysza”


 
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Aktorzy, którzy niszczą sami siebie. Satyra Wildsteina
Po premierze zapanowała cisza. Przemilczanie jest skuteczniejszą receptą niż zawrzaskiwanie.
Kultura Poprzednie wydanie
Odkrył urodę Warszawy, z Wisły uczynił siostrę Canal Grande
Umieszczenie w tytule wystawy jego nazwiska trzeba uznać za akt odwagi.
Kultura wydanie 23.09.2022 – 30.09.2022
Kino polskie czy kino z Polski?
Reżyser pokazuje wielką balangę, która zmienia się w masakrę.
Kultura wydanie 9.09.2022 – 16.09.2022
Pierwsze Przykazanie wyraził farbą-światłem
Jeśli jego byłemu studentowi rodził się syn, nieraz chrzczony był imieniem Stefan – ku chwale profesora.
Kultura wydanie 2.09.2022 – 9.09.2022
Piłsudczyk, który wychwalał endeków
Na seminariach spotykali się u niego Komorowski, Piłka, Szeremietiew, Naimski i Macierewicz.