Rozmowy

Wiem, że źle zrobiłem… Spowiedź Krzysztofa „Diablo” Włodarczyka, mistrza boksu

Jakim przykładem dla młodzieży mogą być celebryci biorący udział w walkach? Co to ma wspólnego ze sportem? Chciałby pan, żeby ci ludzie kreowali nasze społeczeństwo? Chcemy takiego narodu? Jak widzę takich, za przeproszeniem, klaunów, to nóż w kieszeni się otwiera i, mówiąc kolokwialnie, żal d… ściska. – mówi pięściarz.

TYGODNIK TVP: Środowisko bokserów, uczestników walk na pięści, szeroko rozumianych wojowników, nie należy – mówiąc delikatnie – do najświętszych. Konflikty z prawem nie są niczym nadzwyczajnym. Pan w tym otoczeniu z jednej strony miał opinię kochającego i troskliwego ojca. A z drugiej strony: kolejny już raz wychodzi pan z więzienia.

KRZYSZTOF „DIABLO” WŁODARCZYK
: Dużo znajomych mówiło mi: „Krzysiek, żebyś ty chociaż trafił do więzienia za jakiś poważny paragraf. Zrobili z ciebie kryminalistę za jazdę bez prawa jazdy”. Czy spowodowałem w tym czasie wypadek? Potrąciłem pieszego? Zabiłem? Byłem pod wpływem alkoholu?

Pamięta pan sytuację, gdy kobieta została potrącona na pasach przed samochód znanego redaktora? Auto było bez przeglądu, a redaktor bez prawa jazdy. Został uniewinniony. Mógłbym podawać wiele przykładów, gdzie sprawca był w gorszej sytuacji prawnej ode mnie, a potraktowano go zupełnie inaczej.

Jestem ostatnią osobą, która chce oceniać system sądowniczy w Polsce, ale w identycznej sprawie jeden jest traktowany jak ostatni zbrodniarz, a drugi zostaje uniewinniony. Żeby była jasność: ja do wszystkiego się przyznaję, i wiem, że zrobiłem źle. Żałuję, że wsiadłem wtedy za kółko. Poniosłem za to niezwykle surowe konsekwencje.

Pisał pan kiedyś reportaż o defraudacjach Emila O., który miał wyprowadzić z podmiotów prywatnych i publicznych ponad pół miliarda złotych. I on spędził w więzieniu mniej czasu niż ja. On miał oszukać pół Polski i doprowadzić do bankructw tysiące osób, ja pojechałem swoim samochodem bez dokumentu. Czy to ta sama skala? Bo kara ta sama.

Czuje pan rozżalenie? Rozgoryczenie? Stracił pan rok ze swojego życia prywatnego, ale i również poważne kontrakty i duże pieniądze.

Proszę pamiętać, że mam już swoje lata. Dokładnie 41. Dla mnie 9 miesięcy odsiadki w więzieniu oznacza stracone przynajmniej 3 lata zawodowej kariery. Brak treningów, diety, przygotowań. Pod względem sportowym jest to nie do nadrobienia. W tym czasie uciekło mi kilka intratnych walk. Dużo kontraktów reklamowych. Uciekł mi czas na rozwój.

Ale istnieje też życie prywatne, które jest powiązane z moimi dochodami. Przecież ja zapewniam byt swojej rodzinie tym, że wychodzę na ring. Jak nie wychodzę, to nie mamy za co żyć. I to, co najgorsze, co nie da się przeliczyć na złotówki – kwestie emocji moich najbliższych. Panie Karolu, pan nawet nie wie, jak to przeżyła moja rodzina, dzieci. Chciałby pan, żeby najbliżsi traktowali pana, jak kryminalistę? By pana dziecko pytało, czemu nie ma taty?

Panie Krzysztofie, dlaczego pan w ogóle wsiadł do tego auta, choć miał pan od 2018 roku sądowy zakaz prowadzenia samochodu? [Włodarczyk stracił prawo jazdy za przekroczenie limitu punktów karnych – red.]

Wsiadłem, bo musiałem pojechać z dzieckiem do lekarza. Córka ma 39 stopni Celsjusza, gorączkuje od dwóch dni. W ogóle nie śpi. Schodzi na twoich rękach. To moje trzecie dziecko. Nie wyobrażam sobie, bym któreś z nich mógł stracić. Albo mu nie pomóc. To ja jestem za nie odpowiedzialny i to ja mam zapewnić im przyszłość.

Człowiek w takiej chwili nie myśli. Robi to, co czuje. Co mówi mu serce. Ja jestem prosty chłop, jak coś dzieje się źle, to trzeba zrobić wszystko, by pomóc. Jak mogłem patrzeć na to beznamiętnie? W takiej chwili wsiadasz i jedziesz.

Ktoś z pańskim statusem i pana zarobkami mógł po prostu wynająć kierowcę.

Wszyscy uważają, że jak jesteś znanym sportowcem, to masz nieograniczone fundusze. Kiedyś prowadziłem spółkę, i z powodu śmierci mojego przyjaciela zbankrutowałem. Wówczas straciłem olbrzymie pieniądze. Żeby się z tego wygrzebać, muszę boksować.

Jak nie boksujesz, nie zarabiasz. Jak nie wygrywasz w boksie, nie masz kontraktów reklamowych. Jak nie masz prestiżowych walk, to tym bardziej reklamodawcy nie chcą z tobą współpracować. Ludzie uważają, że „Diablo” Włodarczyk ma maszynkę do drukowania pieniędzy. A w boksie to tak nie wygląda.
Krzysztof "Diablo" Włodarczyk z partnerką Karoliną podczas Gali Mistrzów Sportu w styczniu 2022. Fot. PAP/Piotr Nowak
Jestem człowiekiem honorowym. Jeśli zostały mi długi spółki, to spłacam je z własnych prywatnych środków. Jeśli mam zobowiązania wobec moich byłych partnerek, to nigdy nie zachowam się jak baran i nie zostawię ich na lodzie. Ja do osób, z którymi coś mnie łączyło – czy to prywatnie czy zawodowo – nigdy nie powiem „fuck you”. Choćbym miał się zapożyczyć, to oddam cesarzowi co cesarskie.

Łącznie przesiedział pan 9 miesięcy. Chwila głupoty, później prawie rok odsiadki. Niby niewinny błąd, a skutki są na całe życie…

Sam się zgłosiłem do odsiadki. Nie uciekałem, nie ukrywałem się. Nie wymyślałem wariackich powodów. Nie zatrudniałem „prestiżowych” adwokatów, tylko porządną kancelarię, która kierowała się przepisami prawa, a nie układami. Dwóch mecenasów, którzy reprezentowali mnie w tej sprawie zrobiło, co mogło. Jestem im za to bardzo wdzięczny i z tego miejsca dziękuję

Myślę, pół żartem pół serio, że wszystko w życiu trzeba przeżyć. Ale 9 miesięcy to jest za długi wyrok za takie przewinienie. Chcesz mnie ukarać i dać nauczkę, daj mi miesiąc, dwa. Nie niszcz mojego życia.

Panie Krzysztofie, ja jestem dziennikarzem ekonomicznym. Potrzebuję konkretów: ile stracił Krzysztof „Diablo” Włodarczyk?

Coś ponad milion złotych.

Jak wyglądało życie „pod celą”?

Po pierwszej odsiadce dochodziłem bardzo długo do siebie. Teraz już dużo lepiej psychicznie to znoszę. Zarówno to całe zamieszanie, jak i wspominanie minionego okresu. Chce pan wiedzieć, jak wyglądało moje życie? Biegałem na spacerniaku, który miał 9,5 m długości i 3 m szerokości. I biegasz dookoła: 25 kółek w jedną, potem 25 kółek w drugą stronę, żeby ci się za bardzo nie zakręciło w głowie. To nie są warunki do walki o mistrzostwo Europy. To nie są warunki do jakiegokolwiek przygotowania. Siedzisz i czekasz.

Czuł się pan upokorzony? Jednego dnia jest pan idolem całej Polski, drugiego jeździ pan na szmacie na praskim więzieniu.

Nigdy nie czułem z tego powodu upokorzenia. Każdy z nas to robił, nie było żadnego wyjątku ani wstydu.

Dzień wcześniej jest pan gwiazdą w telewizji…

Nie jestem gwiazdą. Jestem sportowcem.

Jest pan twarzą…

Żeby w życiu coś docenić, trzeba najpierw stracić. Dostać jakiegoś kopniaka. Ja dostałem niewyobrażalnego. Wiem, ile to waży, wiem, jak smakuje, wiem, czego nie chce. Nauczka na całe życie.

I teraz jest pan po czterdziestce. Dla sportowca to już etap sędziwy. Planuje pan kontynuować karierę?

Mam w głowie plan, mam chęci i energię. Gdyby Andrzej Wasilewski [promotor „Diablo” Włodarczyka – red.] nie widział we mnie jeszcze sportowego potencjału, w sensie bokserskim – że mogę pojechać i zrobić ładną niespodziankę – to pewnie byśmy się pożegnali i byłbym gdzie indziej. Ale z racji – tak mi się wydaje – przyjaźni, miłości, sympatii do siebie, jesteśmy razem i mamy wspólne plany na końcówkę mojej kariery.

Mówi pan o boksie. Dzisiaj pięściarz to osoba, która pracuje od rana do nocy, trzyma dietę, non-stop jest na treningach, a zarabia o wiele mniej niż gwiazda Instagrama, która pójdzie na freakowe walki. Czy nie uważa pan, że wasza branża poszła w złą stronę?

W bardzo złą stronę. Kiedyś żeby być „znanym i kochanym”, musiałeś sobą coś reprezentować. Znać się na czymś. Być w jakiejś dziedzinie specjalistą. Odnieść sukcesy z znaczącymi wynikami.

W 1997 roku pojechałem do Krakowa na turniej „Złotej Rękawicy”. Podchodzi do mnie chłopak i pyta, który to Włodarczyk. Bo słyszał, że mocno biję, że nokautuję, że trzeba się bać. Bez internetu, telewizji i social mediów – zwykłą drogą pantoflową – wiedzieli o tobie więcej niż dziś. A teraz? Ludzie są znani z tego, że są znani. Gdybym wystawił d… na Nowym Świecie, to bym miał masę, jak to się mówi, followersów.

Cyfryzacja zmienia ten świat?

Chłopak z numerem 77. boksował Niemców jak chciał

Pietrzykowski przetrwał w Auschwitz nie tylko katorżniczą pracę, głód i chłód, ale także kilkadziesiąt walk bokserskich, które stoczył za drutami.

zobacz więcej
Telefony komórkowe, smartfony, życie w wirtualnym świecie. Proszę zobaczyć, jak się dzieci dzisiaj bawią. Pamięta pan naszą młodość? Widzi pan teraz, żeby ktoś biegał po trzepakach, po drzewach, po garażach? Widzi pan w ogóle dzieci w piaskownicy? Odbijające piłkę o ścianę bloku? Grające w kapsle, w kwadraty?

Ja tego nie widzę od 20 lat. Ludzie się ograniczyli do najprostszego – telefon, aplikacje, wygoda. Ja rozumiem, że jest inny czas, inna technologia, świat poszedł do przodu. Ale nie jest to, moim zdaniem, zdrowy kierunek dla naszego, chociażby, zdrowia psychicznego.

To jest czas, gdy promuje się ludzi, którzy nic nie potrafią robić, kosztem tych ciężko pracujących?

Absolutnie ma pan rację.

Denerwuje pana, że trenuje pan całe życie, by coś osiągnąć, a za jedną „walkę” taką samą kwotę bierze celebryta, Jaś Kapela czy Marta Linkiewicz?

Jakim przykładem dla młodzieży mogą być tacy celebryci? Co to ma wspólnego ze sportem? Chciałby pan, żeby ci ludzie kreowali nasze społeczeństwo? Chciałby pan, żeby oni byli idolami młodzieży? Żeby młodzież wybierała takie funkcjonowanie? Żeby wiedziała, że brak umiejętności popłaca, a ciężka praca nie jest doceniana? Chcemy takiego narodu?

Jak widzę takich, za przeproszeniem, klaunów, to nóż w kieszeni się otwiera i – mówiąc kolokwialnie – żal d… ściska. Sportowcem z krwi i kości jest Szymon Kołecki, a nie jakiś pajac udający sportowca i sprzedający diety on line. Ciężko mi to pojąć. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem takich trendów.

Byłem ostatnio na mistrzostwach Polski w lekkiej atletyce. Stratowała elita. Zawodnicy zdobywający medale na Olimpiadzie w Tokio. I na trybunach czy nawet w lożach VIP nikt ich nie znał. Bardziej rozpoznawalni są piłkarze z II ligi.

Ja wiem, że rzucanie kulą, młotem, piachem, workiem, cementem nie jest u nas popularne, a wymaga od zawodnika poświęcenia całego swojego życia. I z drugiej strony jest Robert Lewandowski, który ma niebotyczne przychody.

Młodzież widzi tą przepaść. Każdy z nas dobrze wie, że bycie wyśmienitym lekkoatletą okupione jest o wiele większym wyrzeczeniem niż bycie nawet średnim piłkarzem. Dlatego coraz mniej osób wybiera drogę ambitną, bo najzwyczajniej w świecie nie opłaca się męczyć.

Uważa pan, że w piłce nożnej jest za dużo pieniędzy w porównaniu do innych sportów?

Skąd się bierze 50 tys. ludzi na Stadionie Narodowym, mimo że nie ma żadnych wyników? Piłka nożna to wielcy sponsorzy, duże emocje i masa kibiców. Ludzie są omanieni tym klimatem. I nie ma tutaj mojej zazdrości, bo wystarczy spojrzeć na siatkówkę. Tam jak nie walczymy o mistrzostwo świata, to Polacy uważają, że nie ma sensu tego oglądać.

A w piłce nożnej ogląda się każdy mecz, bez względu na poziom sportowy. Bilety na mecz z Andorą po 300 zł? Ja jak walczę sparing, to przekazuję te pieniądze na chore dzieci, a najtańszy bilet na moją walkę wynosi 30 zł.

A nie mówi pan tak, bo dzisiaj ciężko jest zebrać całą salę na mecz bokserski?

Myślę, że jakbyśmy zrobili dobrą kartę walk, to jesteśmy w stanie zapełnić Stadion Narodowy.

Ostatni raz zarwałem nockę na walkę bokserską, kiedy walczył Andrzej Gołota.

Andrzej jest fenomenem samym w sobie, bardzo się lubimy i podziwiamy. Ale tak naprawdę Gołota nie ma zbyt wielu „tytułowych” osiągnięć.

To ciekawe spostrzeżenie.

Andrzej Gołota przez swoją specyfikę, można powiedzieć specyfikę funkcjonowania, zdobył olbrzymią popularność i sympatię fanów. Ale czy ma na swoim koncie pas mistrza świata? Europy?

Brąz na Olimpiadzie.

Rzeczywiście.

To były oczywiście inne czasy. Czy dzisiaj człowiek, który stał „na bramce” i był „człowiekiem z miasta” [członkiem subkultury przestępczej – red.], mógłby wejść w zawodowy sport na takim poziomie?
Krzysztof "Diablo Włodarczyk" (z prawej) podczas walki z Włochem Giaccobem Fragomenim o tytuł mistrza świata w kategorii junior ciężkiej federacji WBC w Łodzi w 2010 roku. Fot. PAP/ Grzegorz Michałowski
Musiałby pan pogadać z ludźmi, którzy go wprowadzili i którzy współpracowali z nim. Bo to jest dłuższa historia. Trzeba, by ich skrzyknąć, posłuchać tych historii, bo to jest moim zdaniem temat na fenomenalną książkę. Wie pan, komu on zawdzięcza całe swoje życie? Mariolce! Gdyby nie Mariola [żona Gołoty – red.], Andrzej nie byłby tu gdzie jest dzisiaj. Tak uważam.

Jak już rozmawiamy o sprawach prywatnych: ma pan świetny kontakt i z byłą partnerką, i z obecną. Razem – we trójkę – wychodzicie na miasto, spotykacie się, spędzacie czas. Nie jest to we wszystkich związkach normalne.

We czwórkę, bo jest jeszcze Sebastian, partner Gośki, z którym również się lubimy. Pamięta pan, jak wychodziliśmy z nią z sądu? Wyściskaliśmy się i podziękowaliśmy sobie za nasz etap życia? Media napisały: „ustawka”. Ale to nieprawda. My z byłą żoną mamy bardzo dobry kontakt, dbamy o dobro naszego syna, chcemy, żeby wyrósł na dobrego człowieka. Świetnie się dogadujemy.

Moja obecna partnerka Karolina i była żona Gośka spotykają się, odwiedzamy się nawzajem i wychodzimy razem. Wydaje mi się, że to normalne. Do takiej relacji trzeba dojrzeć. My dojrzeliśmy wszyscy. Ja nie ukrywam, że zrobiłem jej krzywdę. Emocjonalną. Ale proszę mi wierzyć, że można rozstać się normalnie i nadal żyć na przyjaznej stopie.

Kiedy woda sodowa uderzyła panu do głowy?

„Sodówka” to może za dużo powiedziane, ale przed byciem „superhero” chciałbym każdego przestrzec. Bo wydaje ci się, że świat jest twój i robisz wiele głupot, które, według ciebie, nie będą miały konsekwencji. Wiele przykrych rzeczy spotkało moją byłą żonę z mojej strony. W 2014 r. urodziła mi się córka z nieprawego łoża, i to wtedy wbiłem gwóźdź do trumny, i trzeba było się rozstać.

Wtedy był pan na bokserskim topie.

Poprzez swoje zachowanie, i to, co zrobiłem, przegrałem walkę. Walkę życia. O pas mistrza świata. Nie wykorzystałem okazji, przegrałem. Nawet nie zdaje pan sobie sprawy, jak dziś tego żałuję.

U większości sportowców jest ten sam schemat: w wieku 17-19 lat uważa się ich za wielki talent. Dostają niebotyczny – jak na warunki szczyla z blokowiska – kontrakt. Do niedawna było kieszonkowe, teraz pieniądze na poziomie prezesa banku.

Podejmuje pan bardzo ważny temat. Dziś z moim doświadczeniem mogę powiedzieć jedno: słuchajcie się starszego i mądrzejszego. Mój tata wiele razy radził mi zupełnie inaczej, niż ja chciałem się zachować. Uważałem, że jego rady będą dla mnie złe, a tak naprawdę on chciał mojego dobra. Wtedy nie dostrzegałem tego. Być może w nieodpowiedni sposób to mi przekazywał, ale dzisiaj jestem przy nim rozłożony na łopatki i słucham się go w 100 procentach.

Może tacy sportowcy potrzebują profesjonalisty, który pokieruje z jednej strony ich karierą, a z drugiej finansami? Pamięta pan Radosława Kałużnego, legendę polskiej piłki, który kończył, pakując paczki w DHL-u, bo nie miał z czego żyć? Czy Igora Sypniewskiego, który strzelał bramki w Lidze Mistrzów, a skończył w skandynawskim więzieniu?

Kiedyś spytałem bardzo bliską mi osobę, czy mogłaby mi pomóc w zainwestowaniu moich funduszy. Odmówiła mi, zrobiło się bardzo przykro. Szczerze, gdybym miał dzisiejsze doświadczenie życiowe, potoczyłoby się to zupełnie inaczej.

Dużo w swoim życiu „przewalił” pan pieniędzy na głupoty?

Tak. Pamiętam, jak za jakąś walkę wziąłem 300 tys. zł – wiele lat temu – i rozpuściłem to w ciągu 4-5 miesięcy.

Na co?

Dobre pytanie: na co? Nawet nie zauważyłem, na co. Jak masz kartę i nią płacisz, to pieniądze znikają. Śmieję się z tego czasu, bo nauczył mnie rozwagi, rozsądku, nowego funkcjonowania, patrzenia na życie rodzinne, na dzieci, na kobietę. Dziś jestem zupełnie innym człowiekiem i jestem życiowo w innym miejscu.

Ten brak świadomości ekonomicznej – tak to nazwijmy – skąd się bierze?

Zawód: youtuber

Aż 15 mln zł wypłaciła im w 2017 roku największa w Europie agencja reprezentująca internetowych twórców wideo. To bożyszcza i autorytety polskich nastolatków. Ich profesja dla młodzieży staje się pracą marzeń.

zobacz więcej
Z niedojrzałości. Z braku doświadczenia, jak obracać dużymi pieniędzmi. Tak mi się wydaje.

Próbował pan inwestować?

Tak. I zbankrutowałem. Współpracowałem z firmą Konspol w Nowym Sączu [należała do niedawna do rodziny Pazganów, jednej z najbogatszych w Polsce, potem została wykupiona przez światowego giganta: koncern Cargill – red.]. Dostarczałem komponenty do produkcji wędlin. Wydawało się, że to będzie świetny biznes.

Wziąłem na wspólnika przyjaciela, który miał pilnować szczegółów dostaw. Później okazało się, że mnóstwo pieniędzy tracimy, mamy potężne koszty. Jeśli sam nie trzymasz lejców, to interes kończy się potężną porażką. Nie miałem doświadczenia, a wszedłem w biznes na głęboką wodę. Dziś zupełnie inaczej bym to wszystko prowadził.

Z czego żyje pan teraz?

Dzisiaj staram się rozsądnie lokować pieniądze. Ciągle jestem popularny, więc to mi bardzo pomaga. Rozwijam nowy projekt biznesowy, ale o tym opowiem, jak już wszystko ułożę i będę miał gwarancję, że nie skończy się to jak w przypadku Konspolu. Teraz wiem, że pieniądze lubią ciszę.

Tomasz Adamek – pana branżowy kolega – „zabłysnął” ostatnio swoimi wypowiedziami dotyczącymi Ukrainy, mówiąc, że to wojna domowa. Jaki pan ma stosunek do wojny?

Zaczęła się, gdy byłem w więzieniu. Nie wierzyłem do ostatnich chwil, że Rosja wejdzie na Ukrainę.

Znałem ludzi i z Rosji, i z Ukrainy, boksowaliśmy razem. I powiem szczerze: mentalność Rosjan nigdy się nie zmieniła i nie zmieni. Tam jest wszystko kontrolowane, monitorowane. Nigdy nie zapomnę, jak przyjechaliśmy do państwowej telewizji. Teren był otoczony drutem kolczastym. Ogrodzenie wysokie, odstraszające. Wejście na teren było niemożliwe dla zwykłego człowieka. To, co było w czasach PRL-u, jest niczym w porównaniu do dzisiejszej Rosji.

Gdyby dostał pan teraz propozycję walki z jakimś pięściarzem z Rosji za duże pieniądze, powiedzmy pół miliona, walczyłby pan?

Mam swoje ambicje. Nie wszystko, co robię w życiu, jest dla pieniędzy. Wiadomo, że gotówka pozwala lepiej żyć. Możesz chociażby posłać dzieci do lepszej szkoły. Ale są jakieś granice.

A jeśli polski piłkarz podpisuje właśnie kontrakt ze Spartakiem Moskwa, to dobrze robi?

Nie chciałbym oceniać wyborów innych ludzi. Może dostał taką kwotę, której się nie odmawia, bo zapewni ci byt do końca życia? Może planuje swoje życie związać z Rosją? To jego sprawa i jego wybory. Nie oceniam.

Jak będzie wyglądała kariera Krzysztofa „Diablo” Włodarczyka w najbliższym czasie?

Jeśli nie stchórzy – a o tym była mowa już parę lat temu – to ja zapraszam serdecznie pana Artura Szpilkę na walkę bokserską ze mną. Niech się skontaktuje z moim promotorem. Dogadamy się i zrobimy dobrą walkę. Proponuję dobre finanse. Jeśli ma jaja, to serdecznie go zapraszam. Tyle się mówi w mediach o naszym potencjalnym starciu, więc teraz jest dobry czas. Obaj jesteśmy pięściarzami i niech tak pozostanie.

Dlaczego akurat Szpilka?

Chcę wyjaśnić pewne kwestie z przeszłości, które gdzieś tam kiedyś między nami zaszły. Zobaczmy wtedy, kogo na co stać.

– rozmawiał Karol Wasilewski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Krzysztof „Diablo” Włodarczyk (ur. 1981) jest polskim pięściarzem profesjonalnym, byłym mistrzem świata organizacji WBC i IBF w kategorii junior ciężkiej. Jego statystyki w boksie zawodowym to 59 zwycięstw (39 przez KO, 19 na punkty), 4 porażki (1 KO, 3 na punkty), jeden remis. Ostatnio walczył 6 listopada 2021 w Nowym Sączu pokonując Argentyńczyka Maximiliana Jorga Gomeza. Wystąpił w kilku telewizyjnych serialach i programach rozrywkowych. W latach 2007–18 był żonaty z Małgorzatą (po kłótni z nią w 2011 roku usiłował popełnić samobójstwo), z którą ma syna Cezarego. Z pozamałżeńskiego związku z Magdaleną ma córkę, Zuzannę. Po rozwodzie związał się z Karoliną, z którą ma córkę Marię.
24.01.2019
Zdjęcie główne: Krzysztof "Diablo" Wlodarczyk w programie TVP2 "Pytanie na śniadanie" w 2010 roku. Fot. forumgwiazd.com.pl / Forum
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Nie każdy człowiek ma sumienie
Niefrasobliwość i moda na pobłażanie przestępcom stępiają naszą wrażliwość.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Co myśli AI? Na pewno dobrze udaje ludzi
Jej kod działa jak ludzki mózg. Zdaniem programisty Googla jego chat-bot „odczuwa”.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Celebryta II RP, osobisty wróg Lenina
Porównywany do Jacka Londona pisarz, był zakazany w PRL.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Komik, który znienawidził ludzi. Miał „lenia” w nazwisku
Dzięki szpitalnej rehabilitacji nauczył się wypowiadać jedno słowo: „wyp......aj”.
Rozmowy wydanie 22.07.2022 – 29.07.2022
Jest Bóg, człowiek, skupienie, modlitwa
Jantek Gall opracował modlitewnik na czas zarazy, niebawem ukaże się kolejny – na czas głodu.