Kultura

Seks w Żabce. Obrazki z życia incela – piwniczaka

Myślą państwo, że piwniczaki stanowią promil męskiej populacji w przekroju wiekowym między 16 a 40 lat? Może, ale ich krzywa rośnie. Ciekawych zapraszam na internetowe fora. Oni tam się skrzykują, wzmacniają w poglądach i szukają sposobów rozładowania nerwów. Ich agresja może przybierać naprawdę groźne formy, jak zawsze u desperatów.

Pamiętają państwo film o trudnej drodze do publikacji pierwszego polskiego popularnonaukowego podręcznika „Sztuka kochania” Michaliny Wisłockiej? Trudno uwierzyć, że został wydany dopiero w 1978 roku, po ogromnych perturbacjach, i stał się bestsellerem z ponad 7-milionowym nakładem. Film (2017) w reżyserii Marii Sadowskiej też okazał się hitem, jak ostatnio wszystko, co pokazuje rozmaite PRL-owskie absurdy. Jednak historia lekarki i seksuolożki Wisłockiej to nie fikcja, lecz nomen omen naga prawda.

Pomyśleć, że Polakom dane było dostąpić tajemnic „Sztuki kochania” dekadę po młodzieżowej rewolucji, w efekcie której „dzieci kwiaty” doczekały się licznego potomstwa, choć od 1967 roku we Francji dostępna była tzw. pigułka, czyli medykament zabezpieczający przed niechcianą ciążą. W Polsce i w wielu innych krajach usuwanie płodu było legalne, a jedynym przeciwskazaniem mógł być poślizg w odliczaniu „bezpiecznych” dla aborcji tygodni.

Pocałuj żabkę

Ze współczesnością coś się stało. Pomijam namnożenie rozmaitych osobowościowych zawiłości, w tym niebinarność płciową, bo ci osobnicy nie identyfikują się z żadną płcią. Tu zastrzegam: unikam wdawania się w obszerniejsze na ten temat dywagacje, bo dopiero co zaliczyłam massive atack ze strony osoby o osobowości mnogiej (D.I.D.). Gdyby więc ktoś chciał więcej na ten temat, odsyłam do sieci.

Ja tym razem o tych heteroseksualnych, których wprawdzie z biegiem lat i postępu ubywa, jednak to im zawdzięczamy podtrzymywanie gatunku.

A zresztą… czy ja wiem? Tradycyjne zbliżenia typu samiec – samica można zastąpić ilomaś tam rozwiązaniami zastępczymi. Z prokreacją trudniej – ale biznes surogatek kwitnie. Nieznającym się na rzeczy wyjaśniam: surogatka to żywy inkubator, inseminowany, a następnie noszący ciążę (ze sztucznego zapłodnienia), w kolejności „wydalający” płód i zapominający o sprawie, przynajmniej teoretycznie, po przyjęciu zapłaty za usługę. Niestety, w Ukrainie to dozwolone, podczas gdy w wielu krajach (nawet w Tajlandii, skąd jeszcze nie tak dawno rekrutowało się gros surogatek) prawo zabrania tego zbrodniczego procederu. Nie będę się zagłębiać w tragedie, które po tym następują. Kto ciekaw, polecam niedawno wydaną wstrząsającą powieść Sofi Oksanen „Psi park” (Znak, 2022), traktującą właśnie o tego typu metodach zarobkowania oraz o powikłaniach psychicznych po transakcjach.

Marzą o masowych gwałtach, stworzeniu rasy panów, a przynajmniej – o samobójczym zamachu

Nigdy wcześniej udręki nastolatków nie były przedmiotem troski fachowców od terroryzmu, bezpieczeństwa narodowego i demografii, a tak dzieje się w przypadku ruchu incelsów. Pryszczaci snują pełne nienawiści fantazje.

zobacz więcej
Aktualny obraz prezentuje się jak następuje. Oni są napaleni, one oczekują od nich akcji. Ale nikt nie wie, jak się do tego zabrać. W dodatku one są wylaszczone – gołe brzuszki, pierś operacyjnie powiększona, rzęsy przedłużone do rozmiarów łopaty, włosy doczepione i sięgające pasa, nogi odsłonięte po miejsce ich styku, do tego starannie dobrane ciuchy – bo dbałość o look obowiązuje, bez względu na cenę. Słowem, sexappeal po całości.

A oni? Klatki piersiowe wklęsłe od odsiadywania komputerogodzin, nogi blade nieumięśnione, nosy na kwintę, zęby bez opieki stomatologa, cera piwniczna. Oraz pustki w kasie. Z jednej i drugiej strony – frustracja.

Jasne, to obraz jednostronny. Zdarzają się szczęśliwe królewny żabki, które, zabezpieczone przez protoplastów, nie muszą szukać roboty i rozkwitają obdarzane pocałunkami oraz poczuciem finansowego bezpieczeństwa, gwarantowanego przez umięśnionych samców z korpo.

Ale co z żabkami, zatrudnionymi na kasie w Biedronce? I co z ropuchami, dostarczającymi towar do Żabki?

Wiele z nich pozostaje singlami wbrew własnej woli.

Incel, czyli piwniczak

Wiedzą państwo, kto to incel? To skrót od angielskich słów involutary celibacy – mimowolny celibat. Termin o coraz szerszym zasięgu, choć pierwotnie (tj. w latach nastych XXI wieku) funkcjonujący w internetowej subkulturze. Z powodu wielkiej chcicy i równie wielkiej niemożności, incele łatwo wpadają w skrajne stany emocjonalne. Pandemia i długotrwałe przymusowe zamknięcie także przyczyniły się do rozmnożenia inceli.

W polskim internetowym slangu funkcjonują jako piwniczaki – chyba nie muszę tłumaczyć etymologii.

Graficzna nowela Jana Mazura jest o nich – ale nie dla nich.

Mazur narysował i napisał komiks „Incel” (wyd. Kultura Gniewu, 2022), wyzwalając w czytelnikach sprzeczne emocje. Od współczucia poprzez rozbawienie do zażenowania. Tytułowy incel vel piwniczak (ma na imię Bartek, jakby co) jest w tzw. wieku rębnym, lecz jak dotąd nie stracił swej męskiej cnoty, z czego bynajmniej nie jest kontent. Szuka partnerki, wysyłając w wirtualny wszechświat komunikat muzyczny (black metal) i ckliwe, amatorsko klecone filmiki o dramatycznej wymowie przyrody.

Trafia na analogiczną duszę płci żeńskiej, obdarzoną zbulimiałym, depresyjnie obfitym ciałem. I oto! Bang, dochodzi do zapoznania! Mają randkę w lesie, w realu.

Szansa na sukces? Nie, bo obydwoje w strachu. Wszystko, cokolwiek powiedzą i zrobią, może być obrócone przeciwko nim. A tak poza tym, właściwie się sobie nie podobają. „Czwórka na skali dziesiątki”, ocenia piwniczaka ta ona, sama zakopana w kompleksach na sześć stóp pod ziemią. Terapię zastępuje piwo i utulenie w ramionach przyjaciółki. On ma gorzej: tylko sześciopak. I żadnego kumpla.
Napotkani w lesie „prawdziwi mężczyżni” okazują się też żałosnymi luzerami, choć niektórzy dysponują portfelami całkiem niezłej grubości. Cóż, pieniądze szczęścia nie dają…

Myślą państwo, że piwniczaki stanowią promil męskiej populacji w przekroju wiekowym między 16 a 40 lat? Może, ale ich krzywa rośnie. Ciekawych zapraszam na internetowe fora. Oni tam się skrzykują, wzmacniają w poglądach i szukają sposobów rozładowania nerwów. Ich agresja może przybierać naprawdę groźne formy, jak zawsze u desperatów.

Komunikat na „j”

Pamiętają państwo piosenkę Zenona Laskowika „Starych ni ma chata wolna”? Było o edukacji seksualnej w PRL-u. Okoliczności sprzyjające, tylko niejaki Zdzisio zadał bardziej doświadczonemu koledze kluczowe pytanie: „Stachu, jak to się robi?”.

Bartek (znaczy, incel) także ma zerowe kompetencje w kategorii zagadywania dziewczyn. Usiłuje zasięgnąć języka u starszych autorytetów. Dostaje radę: „Morał jest taki, że one mówią jedno, a robią drugie. A koniec końców i tak pójdą za testosteronem”. Tako rzecze ex-mąż takiej jednej, której potrzeby zmieniły się po przeprowadzce do Warszawy. No tak, seks w wielkim mieście stawia przed mężczyznami wyższe wymagania.

Co jest potrzebne, by dwie przeciwne płci doświadczyły satysfakcjonującego erotycznie spotkania? Jak stworzyć właściwy nastrój? Jakich użyć afrodyzjaków, jaki alkohol (lub wcale), co zaserwować na przystawkę? Jakie zastosować oświetlenie? Co jest muzycznym pewniakiem w podobnych sytuacjach? A jeśli w przyrodzie, to jakiej? Białej, zielonej, pożółkłej?

Na ten temat powstało tysiące poradników, a i bez nich wujek Google dostarcza wystarczająco dużo podpowiedzi, żeby każdy w dżungli erotyki się odnalazł i dał radę osiągnąć to, na co powstało dziesiątki określeń. Od poetyckich w rodzaju „horizontal mambo” po dosadne „ride” oraz całe mnóstwo slangowych określeń, których nie przytoczę z racji wdrukowanej w jaźń autocenzury.

Swoją drogą, wulgaryzmy stały się naszym słownikiem powszednim i weszły nawet na łamy poważnych periodyków, kiedyś czyszczonych z przekleństw w rodzaju „o, jasna cholerka”. Jak Snoopie, który wyrażając się niekorzystnie o kotach ostrzegał, że mogą paść „miękkie przekleństwa”.

Współcześnie szczególną karierę zrobił czasownik zaczynający się na literę „j”, zastępujący właściwie każde inne verbum. Nasz incel porozumiewa się z innymi incelami, używając wspomnianego słowa w najróżniejszych konfiguracjach. Ciekawe, że w tej słownikowej monotonii daje się jednak wyrzeźbić emocjonalne niuanse. Choć przyznajmy: większość ma zabarwienie negatywne.

Równie lapidarny jak wymiana zdań jest u Jana Mazura język wizualny.

Kropka, kropka, kreska, kreska, oto wyszła nam Tereska

Mazur to mistrz komiksu minimalistycznego, bogatego w treści pozostające w domyśle. Co do strony plastycznej, to jej prawie nie ma. „Kropka, kropka, kreska, kreska”, choć wydaje się rysowaniem infantylnym, bynajmniej nie jest przeznaczone dla najmłodszych. Przeciwnie, to wymaga intelektualnego treningu. Bardziej rozbuchani malarsko twórcy komiksu (tudzież ich fani) pogardliwie określają ten styl (?) mianem patyczaków.

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Hodowałam kiedyś te bezskrzydłe, dzieworodne owady z docelowym przeznaczeniem: sukces w olimpiadzie biologicznej, do której wytypował mnie w liceum profesor od tego przedmiotu. Mnożyły się przez podział w słoiku i naprawdę były paskudne.

W rysunku satyrycznym polskim protoplastą patyczakowego vel minimalistycznego gatunku był Sławomir Mrożek i jego cykl „Przez okulary”. Potem pałeczkę przejął Stanisław Tym (a jakże, rysował!). W ślad za nimi – czy raczej równolegle – pojawiła się cała ławica niby-byle-jako-rysowników: Marek Raczkowski, Jan Koza, Bartosz Minkiewicz, Jacek Świdziński czy Jakub Dębski. Jan Mazur, rocznik 1988, dobił do peletonu w pierwszej dekadzie lat 2000.

Może ktoś z państwa odszukał tereny „Tam, gdzie rosły mirabelki”? (Wydawnictwo Komiksowe, 2017). Oczywiste nawiązanie do Ingmara Bergmana i jego filmu „Tam, gdzie rosną poziomki” (1957). Tyle, że 60 lat później i w innych realiach. Ale również podszyte nostalgią.

„Incel” utrzymuje się w jeszcze bardziej minorowym klimacie, niż story o tych spod mirabelek. Oni przynajmniej potrafili skrzyknąć się, żeby pomóc koledze w kryzysie zdrowotnym. A Bartek? Ani nikt do niego, ani on do nikogo nie jest w stanie wyciągnąć pomocnej dłoni. Zamknięci w swoich samotnościach, tworzą własne Nibylandie i nie mają pojęcia, jakby tu zerwać się z żabkowej smyczy.

Nie są w stanie wyrazić swojego smutku czy rozczarowania, ani w ogóle odnieść się do głębszych pokładów swego jestestwa, jako że dostępny im zasób słów nie sprzyja wyrażaniu czegoś więcej poza irytacją i bliżej nie uświadamianą tęsknotą za „normalnością”.

Gdyby przerobić „Incela” na mowę filmu animowanego, w wielu miejscach powstałby efekt stop klatki. Jan Mazur co i rusz zatrzymuje akcję, unika serwowania „myśli” bohaterów w dymkach, minimalizuje dialogi. Beznadziejnie?

Zapraszam do lektury „Incela”.

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


„Incel”, wyd. Kultura Gniewu, 2022 – najnowszy komiks Jana Mazura, autora m.in. „Końca świata w Makowicach” i „Tam, gdzie rosły mirabelki”, scenarzysty „Ostatniego pisarza” (rysunki Roberta Sienickiego), czy „Rycerza Janka” (rysunki Igor Wolski)
Zdjęcie główne: Fragment karty z „Incel”, wyd. Kultura Gniewu, 2022 – najnowszego komiksu Jana Mazura
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Duma i uprzedzenie. Widmo II RP wciąż nie daje nam spokoju
Na tle tatrzańskich szczytów nowojorskie drapacze chmur prezentują się dość mizernie…
Kultura Najnowsze wydanie
Efekt Pugaczowej. Czy piosenkarka zmusi Rosjan do myślenia?
Celebrytka wiedziała, jak dobrze żyć z każdą władzą.
Kultura Poprzednie wydanie
Twórca astronomiczny, który namalował motyle na stacji metra
Dzięki niemu warszawskie metro stało się największą na świecie galerią sztuki.
Kultura Poprzednie wydanie
Inna Europa Józefa Mackiewicza
W całej swojej twórczości zmagał się z pytaniem, „Czy różne narody mogą mieć wspólną ojczyznę?”
Kultura Poprzednie wydanie
Jerzy Połomski, architekt piosenki
Komponować nie potrafił, pisać tekstów nie zamierzał.